| Satan.pl > Czytelnia > Eseje > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Nadah
Humor w Satanizmie (2009-06-03)
"Powszechną wadą wszelkich systemów mistycznych
jest brak w nich miejsca na śmiech." - Aleister Crowley
Ogromnym nieporozumieniem wielu satanistów jest ich zbyt poważne, jak na mój gust, podchodzenie do spraw ich religii czy filozofii. Czym się to objawia? Przede wszystkim brakiem bardzo ważnej umiejętności, jaką jest śmiech. Śmiech, nie szyderstwo czy kpina - to bardzo ważne. Nie twierdzę, że nie potrafią - po prostu nie umieją. Z czego to wynika? Myślę, że w przeważającej ilości przypadków z chrześcijańskiego wychowania, nauk o sferze sacrum, z której śmiać się nie wolno. Odnieść można to zazwyczaj do religii, czy własnej filozofii, można również pod pozornym sloganem o tolerancji narzucać ową powagę również na wyznania innych. Gdzie tu wyraz tolerancji? Nie chciałbym być źle zrozumiany, ale będę się jeszcze tłumaczyć. Nie mówię, by wyszydzać wyznania kogoś innego, by sprawiać mu ból - wręcz przeciwnie. Cały czas próbuję wyjaśnić, że śmiech o którym mówię jest nam, ludziom potrzebny, jest czymś najzupełniej naturalnym. Należy go kontrolować, nie zaś powstrzymywać - jest różnica.
O co tak właściwie mi chodzi? O niecodzienną, nieszablonową, często surrealistyczną umiejętność myślenia humorystycznego. O łamanie skostniałych zasad na rzecz nieskrępowanego myślenia, śmiania się z rzeczy "z których śmiać się nie wolno". Dlaczego nie wolno? Ponoć to obraża uczucia religijne. I wszystko byłoby w normie, bo to rzeczywiście może obrażać uczucia religijne, skoro ludzie "religijni" wykazują się totalnym brakiem poczucia humoru na płaszczyźnie religijnej. Zostało to w nich wbite jako małe dzieciątka i teraz, jako ludzie "samodzielnie myślący", pieklą się niesamowicie na ludzi posiadających jednak humor niesparaliżowany. Czemu więc nie wolno? Bo nie i już. Jest to nie na rękę tym, którzy nie chcą, by ludzie widzieli rzeczy w które wierzą z innego punktu widzenia niż jedynie słuszny. Rozumiem zatem, że chrześcijanin widzący żart, dodać należy zabójczy, na temat Jezusa - jest gotowy mordować wszystkich, którzy się śmieją, włącznie z nazywaniem ich ludźmi prymitywnymi, zboczonymi i Szatan wie co jeszcze. Ale dodam, że jest to skecz Monty Pythona, najzabawniejszej grupy komików wszechczasów. Czemu nasz bohater się nie śmiał? Głównie z dwóch powodów. Po pierwsze humor Monty Pythona jest kierowany do ludzi inteligentnych, jednak inteligentni chrześcijanie stanowią pewną część swego wyznania (spekulacje na temat liczebności tej części pomijam ;). Drugi powód to posiadanie nieskrępowanego, irracjonalnego poczucia humoru. Czegoś, co jest tak cenne jak największa mądrość życiowa. Chrześcijanie (to tylko przykład, w ogóle ogromna ilość nurtów i religii) zabija w człowieku tą właśnie cechę. Cechę, która pozwala tworzyć w mózgu ogromną ilość połączeń, które wpływają na niekonwencjonalne myślenie no i oczywiście ogromnie poprawia "humor". A Ty? W jakim jesteś teraz humorze? Po której stronie stoisz? Dodam, że jeśli jednak jakiegoś chrześcijanina będą bawiły takie dowcipy z jego religii - brawo! Zasługuje na większe uznanie od niejednego Satanisty, przynajmniej w kwestii myślenia.
To samo może odnosić się do kwestii profanum, lecz to jest o wiele trudniejsze do zrozumienia. Dobrym przykładem są tu discordianie, którzy potrafią reagować na najdziwniejsze nawet informacje w zupełnie nieszablonowy sposób. Żeby wyjaśnić o czym znów mówię podam przykład. Pewna osoba opowiadała mi kiedyś o wypadku, który widziała na pewnej drodze. Zginął młody chłopak - motocyklista, jego kończyny były porozrzucane po całej okolicy, wszędzie pełno krwi. Przy pełnym powagi i zgrozy tłumaczeniu mi, że jego głowa leżała na plecach nie wytrzymałem. Rzuciłem, iż ciężko mu się teraz będzie "pozbierać do kupy". Moja rozmówczyni przeraziła się moją reakcją, zaczęła wyrzucać mi, że nie umiem zachować powagi, mam głupie poczucie humoru etc. Nie dałem za wygraną, wyjaśniłem swoje stanowisko. Okazało się, że owa osoba tak bardzo poruszyła się śmiercią tamtego motocyklisty, gdyż bała się o swego, jeżdżącego na motorze brata. Wszystkie emocje, które nakazywały zachowanie powagi wiązały się z bratem, nie z tamtym, nieznanym nam denatem. Nigdy nie miałem zamiaru z niego szydzić czy kpić. Na jego pogrzebie zachowywałbym powagę. Czemu jednak mam to robić tu i teraz? Wręcz zawsze? W moim odczuciu nawet ze śmierci należy umieć się śmiać. Śmiać rozsądnie, nie szczeniacko - sam musisz się kontrolować, mieć wyczucie własnego, dobrego smaku. Nigdy nie broniłem innego dowcipu niż tzw. surrealistyczny dowcip inteligencki, którego przedstawicielami są np. skecze Monty Pythona właśnie. Nie musisz czynić jak ja, po prostu zrozum to.
O ile nie wymagam od nikogo takich reakcji na poziomie rzeczy materialnych, o tyle uważam, że opisywana przeze mnie umiejętność na poziomie duchowym jest wręcz niezbędna dla człowieka, który chce świeżo i nieszablonowo patrzeć na swoje życie. Brak tego specyficznego poczucia humoru wpędza w szarość, rutynę dnia powszedniego, gdzie przeżywa się dwa modele dni - jeden dla dnia roboczego i jeden dla dnia wolnego od pracy. Istny koszmar! Każdy dzień jest taki sam, jak poprzedni - różnią się nieznacznie. Wtedy, gdy człowiek patrzy na to, co przeżył przy końcu swego istnienia - widzi tylko dwa, trzy różne dni w tysiącach kopii. Przepij to, uwolnij się! Nieskrępowane, nieszablonowe myślenie, którego humor jest przejawem to podstawa. Ćwicz to w swym życiu. Spraw, by nabrało barw.
Czemu tak czepiam się właśnie sfery duchowej? Uważam, tu większość mnie poprze, że jest to podstawowa płaszczyzna istnienia. Uważam również, że należy sferą tą się bawić, patrzeć na nią z różnych stron, zaprzeczać jej, potwierdzać ją, miąć, giąć etc. W tym podejściu będę już osamotniony. Czemu? Wielu, naprawdę wielu ludzi ma światopogląd duchowy z papieru wybudowany na piasku. Po pierwszych "zabawowych" zabiegach musiała by ona ulec w gruzach. Mówię o ludziach, którzy być może nigdy nie zastanawiali się dokładnie, że może być coś innego, iż to w czym trwają może być fałszem lub "czymś nie dla nich", oni jednak nie chcą słuchać, nie chcą myśleć. Każdemu prawie wydaje się, że to, w co wierzy jest jedyną i ostateczną prawdą - jakby jego światopogląd był niewzruszony, wielki i potężny. Nie mają jednak prawdziwego porównania, wyzwalającej alternatywy - nie chcieliby jej, nawet na chwilę, dla innego spojrzenia na siebie, swoje przekonania. To zakłamanie, ciemnota i głupota. Dlatego jestem orędownikiem surrealistycznego poczucia humoru, irracjonalnego dowcipu. Dają one inne punkty widzenia na nas samych i nasze postępowanie, pozwalają na większy obiektywizm, świeże, ciekawe przemyślenia, na niekonwencjonalność.
Do czego zmierzam? Myślę, że każdy Satanista i nie tylko on powinien pielęgnować w sobie umiejętność niekonwencjonalnego myślenia. Satanizm nie powinien być następną religią, z której nie wolno się śmiać. Śmiejcie się z tego, z czego chcecie. Przestać śmiać się należy dopiero, gdy obiekt potencjalnego śmiechu skłania nas do bardzo uroczystych refleksji, wielkiego żalu etc. - na przykład śmierć matki. Wyczucie granicy pozostawiam każdemu z osobna. Ostatni raz powtórzę, że chodzi o śmiech, nie o szyderstwo.
Idźcie i czyńcie śmiech!
Oto przykład:
W ZAKŁADZIE POGRZEBOWYM
skecz Monty Pythona, tłumaczenie: Tomasz Beksiński
Facet - John Cleese
Trumniarz - Terry Jones
Fred - Terry Gilliam (?)
* [Facet wchodzi do zakładu pogrzebowego.]
Facet : Dzień dobry.
Trumniarz: Czym mogę służyć ?
Facet : Mógłby mi pan pomoc? Moja matka właśnie umarła.
Trumniarz: Oczywiście, przecież zajmujemy się sztywniakami.
Facet : Co?
Trumniarz: Możemy zrobić trzy rzeczy: spalić ją, pogrzebać albo wyrzucić.
Facet : Wyrzucić?
Trumniarz: Do Tamizy.
Facet : Co?
Trumniarz: Lubił ją pan?
Facet : Tak.
Trumniarz: W takim razie jej nie wyrzucimy. Co pan woli - pogrzebać ją czy spalić?
Facet : A co pan poleca?
Trumniarz: Oba sposoby są paskudne. Jeśli ją spalimy, ogarną ją płomienie i zacznie skwierczeć, co może ją trochę przerazić, jeśli nie jest całkiem martwa. Ale to szybki sposób. Dostanie pan garść popiołu i będzie udawał, że to jej prochy. A jeśli ją pogrzebiemy, zaczną ją zjadać paskudne robaki. I jak powiedziałem, może ją to przerazić, jeśli nie jest całkiem martwa.
Facet : Rozumiem. Ale ona na pewno nie żyje.
Trumniarz: Gdzie ją pan ma?
Facet : W worku.
Trumniarz: Mogę zerknąć? (zagląda) Młodo wygląda.
Facet : Tak, umarła młodo.
Trumniarz: (do pomocnika) Fred!
Fred : Tak?
Trumniarz: Chyba mamy coś do żarcia!
Facet : Co takiego? Proponuje pan zjeść moją matkę?
Trumniarz: Tak. Ale nie na surowo.
Facet : Co?
Trumniarz: Zrobimy z niej pieczeń ze frytkami, brokułami i sosem chrzanowym.
Facet : Właściwie to jestem trochę głodny.
Trumniarz: Świetnie!
Facet : Z pasternakiem?
Trumniarz: Fred, skocz po pasternak!
Facet : Wie pan, mam jednak opory.
Trumniarz: Coś panu powiem. Zjemy ją, a jeśli pan potem będzie miał poczucie winy, wykopiemy grób, a pan do niego zwymiotuje.
Koniec.
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















