Satan.pl > Czytelnia > Eseje >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

Mickey

Satanizm: język, ciało, duch (2014-01-15)

Zacznę od tego, że przedstawiam własny punkt widzenia, oczywiście znam dostępne w sieci teksty grup satanistycznych, ale nie jestem związany z żadną z nich – wypowiadam się w swoim własnym imieniu.

Inicjowany do świata natury byłem już jako dziecko. Moim zwierzęciem mocy jest wilk1. Przyszedł do mnie w nocy, kiedy byłem chory. Ten, który miał „porwać” przepędził chorobę i stał się bliski jak bicie serca. Ta noc pozwoliła, wtedy jeszcze dziecku, dostrzec grę. Grę, w której dobro nazywa się złem, a prawdę – kłamstwem. Grę udomowionych, których przerasta test z determinacji i wyganiania słabości. W późniejszym życiu przyszło mi jeszcze nie raz zapomnieć o połączeniu z rogatą duszą, pogańskim sercem.

Świadomość ludzka funkcjonuje na trzech płaszczyznach: ignorantów zupełnie nieświadomych swoich korzeni, tych, którzy coś przeczuwają, dlatego angażują się w działalność pokrewną i tych rdzennie związanych z Lucyferem. Ignorantom przyjdzie dokonać wielu zbrodni, by wyrwać się z letargu, doświadczyć różnych myśli, emocji, by w końcu przekroczyć Otchłań i się odrodzić. Takie rzeczy jak wojny, zamieszki, terroryzm, globalna zapaść finansowa są nieodłączną częścią procesu narodzin. Kim są ci, którzy się temu przyglądają ? To Mistrzowie, którzy poznali Szatana, Jego bezprzyczynowe oblicze.

Świat profanów składa się z charakterystycznych myśli, nad którymi nie mają żadnej kontroli. W interpretowane schematy myślowe czynią go przewidywalnym. Naiwne, mechanistyczne podejście prowadzi do martwoty, odcina od źródła mocy, ale i w tym ślepym zaułku pojawia się Diabeł. Język może być narzędziem umożliwiającym ewolucje. Posługiwanie się jego barbarzyńską odmianą (barbarzyńską w sensie skuteczności, a nie pochodzenia) odciąga świadomy umysł i podtrzymuje go w stanie, w którym próbuje zrozumieć dzikie wersy. To umożliwia doświadczenie tego, co poza znanym. Przestaje być odzwierciedleniem rzeczywistości i zaczyna ją tworzyć – tak, magia to pierwszy krok do oświecenia. Niektórzy magowie tworzą zadziwiająco piękne światy, prawdziwe diabelskie kryjówki, tak odległe od tego co proponuje główny nurt. Myśl nieliniowa, której nie obowiązują reguły czasu przeszłego i przyszłego ani żadnych pojęć, wychodzi poza granice znanej rzeczywistości.

Ktoś powie – no tak, ale na poziomie judeochrześciaństwa również jest szatan, który ma taki a taki wygląd, który spadł z nieba i walczy z bogiem stwórcą. Dla mnie to nie jest szatan i pokazałem, w którym momencie się on pojawia. Satanizm pojawia się, gdy następuje rozpad judeochrześcijańskiego myślenia.

Przeczuwając istnienie tego głębszego wymiaru, koncentrowałem się na samorozwoju. Na początku doskonaliłem siebie poprzez wdawanie się w bezpośredni, fizyczny konflikt z systemem. Działania sprzeczne z systemem to początek ścieżki prowadzącej do amoralności. Pierwszym impulsem były ograniczenia wynikające z polityki narkotykowej. Strach przed Diabłem ciągle przyjmuje postać osobnika zaintoksykowanego. Co prawda nikt już nie zabrania zdobywania wiedzy o wszelkich magicznych roślinach, jednak praktyczne wykorzystywanie ich w celu poszerzania świadomości jest ciągle surowo karane. Później zauważyłem, ze droga wymaga również czegoś innego. Wymaga od adepta życia w zgodzie z naturą oraz przyjęcia wyzwań które sprawiają, że większość przegrywa.

Wiele grup satanistycznych ma swoje własne formy inicjacji. Jedne bliższe tradycyjnym, naturalnym, pogańskim rytuałom, inne podążające za duchem czasów, uczą jak odnaleźć się w dżungli betonowych drzew. Uczę się zwierząt od paru ładnych lat. Ucząc się traktować je jak braci powoli docieram do świadomości Ziemi. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, ze Ziemia nie należy do mnie (do nas) – ale ja do Ziemi. We wszystkich zwierzętach, wodach , lasach płynie jedna krew, krew, która łączy dziki świat.

Pozostaje pytanie, jak wygląda inicjacja do świata natury? Może być długotrwałym procesem. W dzisiejszych czasach mało jest tradycyjnych inicjacji. Dawniej młodzian udawał się na odludzie, zabierając ze sobą tylko niezbędne wyposażenie. Budował schronienie i czekał. Dzień po dniu zabijał udomowienie (grę pozorów), by wrócić do natury. Głód i wyczerpanie były głównymi przedmiotami ćwiczeń. Satanizm jako tradycja walki ma podobny proces przekształcania jednostki do stanu poza jej normalną jaźnią. Wydobycie swojej indywidualnej mocy to ciężka praca, której większość internetowych satanistów-pozerów unika. Pośrednią inicjacją do świata natury może być również przynależność do gangu, opierającego swą działalność na „brutalnych” regułach, lub pobyt w zakładzie karnym. Znajdą się i tacy, którym fizyczny kontekst inicjacji do natury będzie nie w smak. Oczywiście mają do tego prawo. Prawda jest jednak taka, że mamy dokładnie to samo ciało, co 20 tysięcy lat temu i niezależnie od tego, czy mieszkamy w puszczy, czy w betonowym lesie to zaniedbane ciało utrudnia kontakt z Ziemią, a trzeba związać się z Nią naprawdę mocno by mogły wyrosnąć skrzydła.

Drugi poziom to uświadomiona cielesność, którą już nie szargają chore myśli. Nawet w satanizmie nie udało się uniknąć napięcia między ciałem a duchem. Kościół LaVeya funkcjonował na płaszczyźnie zwierzęcej, tymczasem Świątynia Seta skłaniała się ku duchowości. Satanizm bez duchowo-demonicznego wymiaru był dla Aquino upiornym ubrankiem cielesności, w dodatku w większości dla własnej rozrywki. Moje refleksje są takie – po pierwsze nie ma nic złego w zabawie ze samym sobą, po drugie – nie wiem dlaczego Michael unikał uduchowienia cielesności? Wszystko, byle nie duchowość jako pretekst do ucieczki od rzeczywistości, tego mam dosyć. Gdy zaczynasz uważniej słuchać innych, patrzeć na własne zachowania, emocje, wsłuchiwać się w ciało swoje i natury, rodzi się syn Bogini Matki. Przekroczył ludzką percepcję otwierając się na wspólnotę uczuć a nie języka. Jest całkowicie oddany swej Matce, przez co żyje ze zwierzętami, lecz nie na skraju zezwierzęcenia. Prowadzi pełne spontanicznej ekspresji życie, znane takim XIX wiecznym przebudzonym jak Goethe, Baudelaire czy Heine. Znane i mnie z przelotnych chwil uniesienia, gdy aż ciśnie się na usta "trwaj wiecznie chwilo!". Jego świat przenika moc, czysta obecność Bogini Matki. Dionizos, z którego kultura zachodu zrobiła zapijaczoną sierotę, jest uosobieniem tej orgiastycznej, ekstatycznej świadomości. Żyje w przebudzonym teatrze wyobraźni, świecie podświadomości milczącej od czasów Eleusis. Świat cywilizacji zachodu to ciągła tęsknota za Matką. Za Matką od której się odwrócono i zerwano z nią kontakt. Tej wewnętrznej pustki nie można wypełnić niczym innym, tylko przekroczenie analitycznego umysłu prowadzi do Raju Utraconego.

Hubert i Mauss twierdzą, ze zabójstwo było i jest najskuteczniejszym sposobem porozumiewania się z sacrum, jest odświeżeniem zaślubin z Naturą. Nie zabija się, by związek zaistniał, lecz po to by uświadomić sobie jego odwieczny wymiar. Dawniej zabójstwo rewitalizowało świadomość zasady duchowej. Dzisiaj, na dobrą sprawę, nikt nawet o nim nie pomyśli, a przecież jest niezbędne do życia.

Campbell opisuje pewien rytuał jedności przeciwieństw, płodzenia i śmierci, w którym młodzi chłopcy odbywają swój pierwszy stosunek z kobietą przystrojoną jak Bogini "a kiedy ostatni z nich jest właśnie w pełnym miłosnym złączeniu z nią... Belki walą się na parę młodych i zabijają ich"2. Przeciwieństwa zostają zjednoczone, objawia się transcendencja, urzeczywistnia się odczucie czystej świadomości, świadomości której ciało jest tylko tymczasowym wehikułem.

Zabójstwo jest ofiarą z krwi. Nie ma żadnej różnicy jakościowej pomiędzy ofiarą ludzką a zwierzęcą. Kąpiel w krwi ofiary, lub po prostu spryskanie nią, jest szczególnie skuteczne gdy potrzebujemy wzmocnienia, lub jeśli chcemy osiągnąć rozwój. Oczywiście z biegiem czasu ludzie stają się coraz bardziej delikatni, dlatego dzisiaj stosuje się raczej wizerunki ofiar, niż żywe ofiary. Nie do pomyślenia byłoby to chociażby w Starożytnym Egipcie, tamtejsze mroczne bóstwa były bardzo spragnione. Dzisiaj powszechnie stosuje się substytut w postaci wina...

Pojęcie ofiary w satanizmie jest bardzo bliskie klasycznej pogańskiej idei. Rozlana krew wzmacnia Bóstwo, lub jest w jakiś inny sposób dla niego przyjemna. Obecnie, rytualne uwolnienie energii śmierci podczas składania ofiary ze zwierzęcia, lub tym bardziej z człowieka, jest raczej rzadkością. Chociaż LaVey spopularyzował w swojej Biblii ofiarę z człowieka, to mówił o niej w kontekście magicznym a nie fizycznym. Podkreślał, że satanista nie powinien się wahać aby zabijać swych wrogów, ale w sposób, który nie ściągnie na niego kłopotów. Idealny satanista powinien być, według niego, praworządnym obywatelem. LaVey odżegnywał się również od stosowania krwi w rytuałach. Może wynikało to z osobistej niechęci a może z obawy o własne życie? W każdym razie porzucił on tradycyjne, krwawe ofiary, głownie z przyczyn praktycznych. Większość współczesnych satanistów przejęła jego podejście. Uważają, że żadne zwierze/człowiek nie powinno zostać zabite z wyjątkiem sytuacji gdy zagraża życiu lub gdy człowiek nie ma co jeść. Taki satanista może zabić zwierzę bez posądzeń o hipokryzję, jeśli później je przyrządzi i zje. To jest to, co robi większość satanistów, no może poza niektórymi rytuałami oczyszczającymi, w których ofiara nie powinna być spożywana (trochę to dziwne, bo takie własnoręczne uśmiercanie jest znacznie mniej okrutne niż męczarnia zwierząt w nowoczesnych rzeźniach, nie mówiąc już o życiu takiej ofiary). Prawdą jest, że zarówno zabójstwo jak i ofiara z krwi pochodzi z głęboko duchowej wizji świata, wizji, która obca jest większości współczesnych satanistów. Nie wierzą w bogów, ani tym bardziej w to, że czuwają oni nad nimi i mogą im pomóc, dlatego odżegnują się od takich praktyk ofiarnych. Ofiara w ludziach zachodu budzi uczucia wstrętu i przerażenia, a nie magicznej inicjacji.

Gdzie podziała się duchowość? Zazwyczaj tam, gdzie judeochrześcijanie widzą zło. Ze spokojem można generalizować, że to co u nich negatywne i złe w rzeczywistości niesie oświecenie. Życie/głęboką duchowość znajdziesz tam, gdzie oni węszą grzech i zepsucie, znajdziesz je w seksie, przemocy i miłości własnej. Świątynię odnajdziesz we własnym wnętrzu. I co wtedy? Wszystkich bogów, demony, wszystko co do tej pory mogło być nad Tobą, zdejmujesz i rozpoznajesz jako ukryty i niedostępny do tej pory aspekt Ciebie – to właśnie jest droga Lucyfera niosącego światło. Dopiero na tym fundamencie wznosisz budowlę, dzień po dniu tworzysz własną ideologię.

Mroczne bóstwa, archetypy, dzika moc Nietzschego – to wszystko energia Lucyfera, która musi znaleźć legalny kanał, ujście, musisz dać jej się wyrazić jako części siebie, przestać teoretyzować i wziąć życie w swoje ręce. Zrób to tu i teraz, przestań w końcu drżeć jak judeochrześcijanie, modlić się do boga, żeby zabrał strach i niepewność, ponieważ on nigdy tego nie robi, nieprawdaż? Kompletna czerń jest częścią mnie.

Demony to maski za którymi kryją się konkretne energie i zjawiska w naturze. Satanista ubiera je w konkretnym celu , najsilniej utożsamiając się jednak z Belialem, tym który nie ma nad sobą Pana. Tworzy indywidualną rzeczywistość, wzywając mroczne siły, zazwyczaj widziane już w snach i rozpoznane jako demoniczne. Wzywa Adwersarzy by zniszczyć judeochrześcijańską chorobę i pozorny dualizm. Dualizm to iluzja którą karmią nas 2000 lat, tworząc podział na dobre i złe a natura pozostaje w doskonałej równowadze między życiem a śmiercią. Najbardziej znanym adwersarzem jest Azazel, połączony nie tylko z Wężem i Krukiem, ale również z rogatym Kozłem. Kananejczycy obrazowali boskość poprzez rogi, które symbolizują mądrość i wielką siłę. Co znaczy nie mieć nad sobą Pana? Mówił o tym Spare - dobrze wiedział, ze nawet ci świadomi żyją w częściach. Tymczasem pomiędzy jawą a snem znajduje się dusza, Kia, całość. Księżyc, zwierzę, drzewo - wszystkie części maja w niej początek.

No dobra - ktoś powie, ale Spare, choć Crowley nazywał go Czarnym Bratem nie był satanistą, Jego duchowości bliżej do buddyjskiej szkoły Jogaczary niż satanizmu. Duchowość satanistyczna nie jest tak naiwnie prosta jak szkół miłości. Oprócz 7 znanych im pieczęci (kolor fioletowy, indygo, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony) zawiera 5 niewidocznych (podczerwień, czarny, negatywny zielony, biały, ultrafiolet). Belizal i Morel dowiedli, że najkrótszą i najbardziej potężną wibracją we wszechświecie jest zieleń ujemna. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę z doniosłości tego odkrycia. Ruchy New Age bezustannie karmią nas przesłaniem "miłości", wmawiają, że w centrum serca powinna gościć "miłosć" i współczucie. Jest to tylko złudzeniem, które ma na celu odciągnąć was od jego prawdziwych możliwości. Lucyferianin wie, że z zieloną jesteśmy na granicy miedzy dobrem i złem. Jest to najbardziej tajemnicza ze wszystkich pieczęci. Jako jedyna zawiera swoje przeciwieństwo. Jest oczywiście najbardziej niebezpieczna, ale daje nieograniczoną witalność, pewność siebie i czyni nas nieustraszonymi!

Przypisy:
1. Autor Archaicznych technik ekstazy opisuje chorobę jako punkt wyjścia do inicjacji, a McKenna w Pokarmie Bogów przytacza fragment książki napisanej z bratem: "Nowicjusz mający na koncie mniej lub bardziej wyraźne psychologiczne aberracje, zapada w końcu na chorobę inicjacyjną, podczas której leży niczym ktoś martwy lub przez wiele dni jest pogrążony w głębokim transie. W tym czasie nachodzi go we śnie duch pomocniczy, od którego otrzymuje wskazówki. W czasie tego stanu nowicjusz przechodzi epizod mistycznej śmierci i odrodzenia. Może postrzegać siebie jako szkielet, na który nakłada nowe cielesne szaty".
2. J. Campbell, Potęga mitu, Wydawnictwo Znak Signum, Kraków 1994, str. 171




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>