| Satan.pl > Czytelnia > Eseje > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Nyxiss
"Anty-laveyanizm"? (2001-11-18)
Ostatnio można zaobserwować dość ciekawy "trend" w Sieci na temat satanizmu. Otóż trend ten przejawia się w próbie stworzenia chyba kolejnego "prawdziwego satanizmu", co znów wynika z próby wymyślenia "indywidualizmu" (- bardziej jako pojmowanie postawy "na opak" zamiast elitaryzmu), jaki niewątpliwie w satanizmie przestaje "razić" na bazie głównie krytyki LaVey'a. Spieszę wyjaśnić, iż nie mam tutaj na celu zajmowania pozycji adwokackiej w stosunku do tzw. laveyanizmu ani LaVey'a, a pragnę jedynie przedstawić doprawdy ciekawe spostrzeżenia i spróbować, w dobie kumulowania tegoż trendu, zarysować i pozytywne aspekty działań tej kontrowersyjnej postaci, której coś takiego nawet się chyba należy :-). I to mnie skłania do napisania tego eseju.
W 1966 roku człowiek pod obranym nazwiskiem LaVey założył jawny satanistyczny kościół. Śmiało można mówić o tym fakcie jako o przełomie w świadomości na temat tej religii, na temat tego pojęcia. Oczywiście należy również dołożyć tutaj późniejsze publikacje "czarnego papieża". Chociaż na temat działania Kościoła i jego skutków dyskutować można, faktem jednak pozostaje to, że incydent taki przyczynił się do tego, iż ty człowieku, który to czytasz i który identyfikujesz się z satanizmem możesz w ogóle tak uczynić (wyjątek stanowi dosłownie daleki odsetek procenta). Niewątpliwą zasługą LaVey'a jest to, że tematyka wyszła z podziemi strachu i niedomówień, z labiryntów tabu i niejasności a w ten sam sposób mogła i może dotrzeć do większego potencjału cennych jednostek, które zarazem tego potrzebują, a które inaczej zapewne nie spotkałyby się z tą filozofią, które inaczej nie zaczęłyby kroczyć mroczną ścieżką samoświadomości.
Oczywiście, jak mówiłam, obecnie obserwowane skutki nie są pasjonujące. Na temat ich źródeł i przyczyn można spekulować tu w wielu esejach, jednak generalnie były one chyba bardziej konsekwencją późniejszych niejasności, rozbieżności i sporów w wewnętrznej strukturze organizacji. Nie sposób nagabywać tylko na filozofię, którą zebrał do kupy LaVey i oskarżać ją o obecne, prymitywne rozgałęzienia w postaci pseudosatanistycznych i im pochodnych grup. Jeżeli już krytyka - to należy tutaj ogarnąć całokształt, od fundamentów po całą budowlę i jej mieszkańców.
A można to porównać do podarowania noża. Nóż jest wynalazkiem, który stanowił nieprzecenione dobro już u ludzi z epoki kamienia i jest do dziś. Sam w sobie z jednej strony jest niekwestionowanym dobrem, z drugiej stanowi najwyższe niebezpieczeństwo. Jego podarowanie kojarzy podarowanie życia lub śmierci i nawet sam fakt takiego podarunku stanowić może kontrowersję. A jednak nóż sam w sobie nie jest zły i nie stanowi zagrożenia chociaż jest ostry i kłuje - zagrożenie stanowi dopiero w rękach głupców bądź nieodpowiedzialnych czy ignorantów. Czy przed takimi ludźmi można to chronić? Oczywiście, zyskuje się to poprzez zrzeszanie w hermetycznych organizacjach, do których najstaranniej dobiera się członków. Z drugiej strony trudno przewidzieć ile poprzez ten sam hermetyzm się traci. LaVey'owska postawa była trochę prometejska. To Prometeusz wykradł ogień bogom i przekazał go ludziom. Czy nie pali się miast i wsi we wojnach? Czy to wina Prometeusza czy ludzkiej głupoty, nieumiejętności wykorzystywania dobra? Wydaje się, że i LaVey podziela dolę prometejską, przywiązywany obecnie do skały opinii i rozdziobywany przez jakiś wygłodniałych "krytyków" (piszę "krytyków" w cudzysłowiu ponieważ krytyk kojarzy mi się zawsze z funkcją na poziomie, a nie chcę tych dwóch pojęć tutaj pomylić). Nie twierdzę, iż nie popełnił błędów bo można by je oczywiście znaleźć. Jednak drażni mnie to ślepe, naiwne, pozerskie negatywne opiniowanie.
Skąd to się bierze?
Młody człowiek z natury potrzebuje buntu. Jest cechą naturalną, w którą korzystnie wyposażyła nas natura. Dziecko charakteryzuje się totalną naiwnością, brakiem krytycyzmu. Bunt potrzebny jest do usamodzielnienia się, do przejścia z wieku dziecięcego w dorosłą odpowiedzialność, do oderwania się spod płaszcza opieki ku usamodzielnieniu a także w późniejszym okresie jest cenną cechą zachowania indywidualizmu. Jest to więc potrzeba i nie można mówić o nim jako o czynniku negatywnym. Negatywnie możemy mówić o jego "eksploatacji" jak o wspominanym nożu w rękach. Możemy przeżywać bunt korzystnie i świadomie lub infantylnie, nieświadomie, co czyni nas niejako niewolnikami hormonalnych emocji, zachowań. Tak też szukając form buntu to albo poprzez wybór jesteśmy w stanie je wykorzystać, albo poprzez manipulację czy niedojrzałość wykorzystywani jesteśmy my i nic nam naprawdę to nie daje.
Bezsprzecznie satanizm jest formą buntu. Jest to filozofia buntu. Świadomy wybór i kroczenie satanistyczną ścieżką doprawdy może przynieść ogromne profity. Taki wybór zdarza się jednak zdecydowanie rzadziej niż wybory satanizmu dla infantylnego, dziecinnego, zakompleksionego buntowania się. Dla tej drugiej grupy liczy się raczej wygląd, otoczka, atrapa nie treść - do czego satanizm, cóż, nawet dobrze się w swoim wyrazie nadaje. Stąd stopniowa degeneracja, że tak określę, satanizmu, którego "podarowanie" na forum było widać nie dość w szczegółach dopracowane.
Ogłoszenie jawne terminu "satanizm", zidentyfikowanie się z nim stanowiło nie lada kontrowersję kilka lat temu. Do tego zaczęli lgnąć ludzie głupi, słabi, niedojrzali i nieodpowiedzialni. Zmorą stali się tzw. "samozwańczy sataniści", których akceptowała organizacja satanistycznego kościoła nie przewidując chyba, że w jednym momencie tym to terminem ogłaszał się każdy komu właśnie przypadło przykładowo chodzenie na czarno do gustu albo przykrywał tym terminem własne "niemoralne" czyny przed publiką jak i swym sumieniem. Satanista - to intrygowało, napawało trwogą, respektem, zainteresowaniem... ta etykieta była synonimem doprawdy ogromnego "zbuntowania". Nastała "moda na satanizm". I jeszcze trwa.
Popatrzmy co się stało. O satanizmie już nawet w mediach zaczęto mówić nieco obiektywniej. Ba! W katolickiej gazecie (bodaj "Niedziela") udało mi się wyczytać pozytywne wrażenia z kulturalnej (co zostało podkreślone) dyskusji zakonnicy z kilkoma satanistami. Tak jak i ja już mogę dość spokojnie rozmawiać na ten temat w swoim środowisku, wśród znajomych, w pracy, w autobusie... Termin "satanista" przestaje przerażać. Jego przyjęcie przestaje przyciągać z taką siłą i tyle oczu. Oślepiający blask gaśnie - zbyt mało rzucają się w oczy ci, którzy chcą "jedynie poświecić odbitym blaskiem". Stąd uciekają w inną "modę", która właśnie wydaje się nadchodzić, a którą nazwałam tutaj 'anty-laveyanizmem'.
Zaczęto odchodzić od Kościoła Szatana, zaczęto krytykować strukturę i filozofię, zaczęły powstawać inne kościoły, odłamy a najsłynniejszym z nich jest Świątynia Seta.
Wydaje mi się, że w polskiej społeczności (a na pewno internetowej) to moment ogłoszenia esejów niejakiego Jaryły, związanych z zerwaniem z satanizmem był pewnego rodzaju przełomem w owych "trendach". Można zastanowić się czy powiedzieć tu o wcześniejszym terminie - wydaje mi się, ze nie. Postać Jaryły, który jako słynny autor "satanistycznego centrum" w Sieci, zyskał duży autorytet i wystąpił nagle z krytyką wzbudził spore "zamieszanie". Krytyka ta była podstawna, dość silna, dumna i faktycznie była dużym incydentem. Dla pewnych to rzucenie satanizmu stanowiło rozczarowanie. Dla innych taka wizja siły i dumy indywidualizmu stanowiła nowe światło do odbijania w lustrach swej płytkości. Tak więc po zalewie pseudosatanistów (w szerokim pojęciu, nie tylko jako wandalizm) to właśnie taka postawa, którą natychmiast zaczęto powielać sprawiała, że inni mogli owych pozorantów podziwiać.
Narastanie tego syndromu właśnie obserwuję. Satanizm (i jego główny "odłam" zwany potocznie laveyanizmem) przestaje tak szokować jak jego ostentacyjne "rzucanie", zostawianie i manifestowanie pseudo-inteligentnej krytyki. I, jak to powiedział Jaryła, wydaje się, że każdą religię wcześniej czy później czeka degeneracja. Być może jest to dobre zjawisko (nie tyle w tym miejscu sama degeneracja, co myślę o przemijaniu niezdrowego popytu, mody po procesie degeneracji), które w końcu pozwoli na "samozweryfikowanie" szeregów ludzi, kroczących tą ścieżką, na naturalną "selekcję", które pozwoli na uwolnienie ścieżki z ludzi płytkich, co przeniosą się gdzie indziej szukać porażenia "blasku do odbijania", które pozwoli na oczyszczenie i zostawienie nie zabełtanego, klarownego, silnego i elitarnego ze swej natury satanizmu, jak czysta, orzeźwiająca woda, w której brak zarazków i śmieci.
Oby. Oby to był raczej ból narodzin - nie ból choroby.
Nyxiss
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















