| Satan.pl > Czytelnia > Eseje > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Neron
Rozważania (2004-02-07)
do napisania tego felietonu skłonił mnie pewien list...
Filozofia satanistyczna nie uznaje istnienia Boga. Sam Szatan jest natomiast tylko symbolem. Wiarę w cielesnego Szatana i wszechmogącego Boga uważam za spuściznę średniowiecza. Człowiekowi od zawsze łatwiej było pojąć rzeczy chwilowo niewytłumaczalne jako działanie istot wyższych. Jeżeli coś jest złe - to zasługa Szatana (lub innej istoty zależnie od kultury i religii). Stało się coś czego nie zdołała wytłumaczyć nauka - to cud.
Wszystko jest dzięki temu prostsze, zrozumiałe - tak lubi myśleć człowiek. Człowiek średniowiecza. Dziś, dzięki nauce można wytłumaczyć wiele uważanych ongiś za cud zjawisk. Za dziesięć lat wytłumaczyć będzie można jeszcze więcej. Nie trzeba już wszystkiego przypisywać Bogu. Bowiem Bogów tworzą właśnie ludzie...
Tradycyjne religie mówią z góry: to jest dobre a to złe. Tak postępować wolno, a czyniąc inaczej skazujesz się na wieczne potępienie. Wszystko jest więc ukazane czarno-biało. Tymczasem prawdziwe życie składa się z odcieni szarości, nic nie jest jednoznaczne (dlatego też owo Życie jest tak skomplikowane, ale i ciekawe). Nie ma rzeczy doskonale białych lub doskonale czarnych. Podobnie jak w nauce istnieją one tylko w teorii.
Kiedy byłem dzieckiem matka mówiła mi, że Bóg jest jeden lecz ma wiele imion i wiele twarzy. Inaczej wołają na niego w Polsce, Chinach, Indiach. Modlą się w inny sposób nieświadomi, że składają hołd temu samemu Bogu.
Dlaczego więc prawa tego samego Jedynego Boga różnią się na całym świecie? Święte księgi zawierają inne systemy zakazów i nakazów? Jednym ludziom ten sam Bóg pozwala na to, czego zabrania innym? 
Nakazy jednej z tradycyjnych religii są zakazami drugiej. Wystarczy zestawić islam i chrześcijaństwo. Nie wolno też pomijać małych religii [Ameryka poł. plemiona murzyńskie], które niegdyś nakazywały składanie ofiar z ludzi itp. Te mało znane religie też zawierają wizerunek Boga [niby tego samego?]. Dlaczego ludzie wyznający taką religię mają zostać pominięci? Ich Bóg to już nie ten sam co w innych religiach? Tylko dlatego, że urodzili się w bardzo odmiennej kulturze mają zostać odrzuceni z części składowej wizerunku Jedynego Boga O Wielu Twarzach? Myślę, że nie. Wszystkie małe i duże religie należy porównać, a wtedy widać wyraźnie, że myśl o Jedynym Bogu jest chybiona. No, chyba, że uznać iż ludzie będący w mniejszości mieli po prostu pecha urodzić się tam gdzie wyznawano niepopularną religię, a teraz przez to będą potępieni. Od poczęcia stali na straconej pozycji. Hm... Powtórzę jeszcze raz: to ludzie tworzą Bogów a nie odwrotnie!
Nie wierzę w żadnego Boga poza tym namacalnym - sobą samym. Dlaczego o moim losie ma decydować ktoś inny, a nie Ja?
A co po śmierci? Mało romantycznym było by stwierdzenie, że nic.
Dlatego też wcale nie uważam, że właśnie tak musi być . Zastanówmy się. Śmierć wcale nie musi stanowić apogeum naszego życia, nie musi oznaczać pustki, końca wszystkiego, niebytu.
Choć już Lavey wypowiedział się o śmierci jako wielkiej abstynencji to wcale nie twierdzę, że ma koniecznie racje . Kto wie czy po śmierci nie ma jakiegoś innego, wcale nie nadprzyrodzonego, tylko dotąd niezbadanego stanu istnienia? Nikt tego nie może stwierdzić, a nam pomarzyć zawsze wolno. Bo nauka nie burzy wcale wizerunku satanizmu (jak to może mieć miejsce w przypadku innych religii).
Śmierć może być tylko zmianą fizycznego stanu. Nie kończy się jednak Sądem Ostatecznym, nie ma raju, ani piekła (itp.)- wszystko toczy się od nowa, w inny sposób. Tutaj (na Ziemi właśnie) osądzić Cię mogą odpowiednie instytucje, a więc właśnie inni ludzie. Po śmierci nikt Cię nie osądzi, nie ma kary ani nagrody- bo niby na podstawie czego? Śmierć to początek innego stanu Życia. Początek podobny poczęciu- znów wszystko może się wydarzyć.
To tylko rozmyślania, ukazujące, że człowiek jest w stanie wymyślić różne rzeczy. Można samemu zastąpić Boga i jego Raj. Tak naprawdę jednak, człowiek nie jest w stanie odchylić kurtynę śmierci, aby jeszcze za życia przekonać się co go czeka. Dlatego logicznie uznać, że śmierć jest ostatecznym końcem...
Lavey był człowiekiem. Zaprezentował innym swój światopogląd. Lecz myśleć w pewnych kwestiach inaczej niż on wcale nie oznacza odrzucenia satanizmu. To nie tak jak w przypadku wielu religii gdzie podważyć jedną kwestię oznacza herezję itp.
Nawet jeśli spojrzeć na życie i śmierć bez nutki romantyzmu, czysto naukowo, to i tak nie jest źle. Taki stan Niebytu (po prostu nie ma cię i już, jest tylko zupełna pustka) jest przecież wygodny. Uwalnia od trosk i kłopotów ale też, co prawda od rozkoszy. Nic nie czujesz. To koniec istnienia. Tak rozumiana śmierć może być prawdziwym wyzwoleniem! Oczywiście człowiek boi się śmierci - lęka się, że utraci ziemskie roskosze. Jednak śmierć pozbawi go również tych trosk...
Trudno to sobie wyobrazić. Cóż, podobnie jak wiele innych rzeczy. Mnóstwo kwestii jest dla człowieka niezrozumiałych. Wszechświat... powstał z niczego czy istniał od zawsze? Gdzie jest koniec wszechświata i co jest poza nim?
To wszystko ograniczenia ludzkiego umysłu, poniekąd konieczne dla naszej egzystencji. Dla człowieka bardzo ważny jest np. czas. Dla wszechświata nie. Jak więc mamy zrozumieć, my istoty śmiertelne, rzeczy , które nie przemijają? Jak możemy zrozumieć i wyobrazić sobie, czym jest śmierć, skoro nie potrafimy pojąć stanu, w którym czas nie istnieje i niegdy nie istnał.
Widać jak abstrakcyjna potrafi być nauka. Wciąż mnóstwo rzeczy pozostało do odkrycia, dużo więcej nawet niż zbadaliśmy.
Nauka nie wyklucza istnienia jakiegoś boga. Nie wyklucza też prawdopodobieństwa wymienionego przeze mnie powyżej przykładu.
Skoro nie można zaprzeczyć ani udowodnić istnienia Boga to dlaczego mam podporządkować się jego woli? Słuszniejsza wydaje mi się ateistyczna filozofia Satanizmu. Bo jeżeli przyjmę nawet, iż Bóg istnieje, to którego mam wybrać? Tego egzystującego w kulturze mojego rodzinnego kraju, czy jakiegoś innego? Mam może przemierzać świat w poszukiwaniu właściwej wiary? Skąd pewność, że wybiorę słusznie?
Gdyby uznać, że istnieje Jeden Bóg O Wielu Imionach to rozwiązało by poniekąd ten problem. Jednak jak już wspomniałem wcześniej - nie wierzę w taki stan rzeczy. Nie wierzę w żadne 'święte księgi' - logiczniej uznać je za wymysł człowieka, niż jakiegoś boga.
Odrzucam istnienie jakiegokolwiek Boga. Tak zakłada ateizm. Tak zakłada satanizm. A ja nie będę nakłaniał nikogo do dokonania wyboru.
Uzupełnienie: felieton ten nieco narozrabiał, wprowadził zamęt w głowach niektórych z Was (sądząc po listach). Przepraszam za nieścisłości.
Satanizm wg. Lavey'a zakłada, że śmierć jest wielką abstynencją. Jest to stwierdzenie bliskie ateizmowi - śmierć oznacza absolutną nicość.
Satanizm nie wyklucza jednak innych form istnienia po śmierci ponieważ nigdy tak naprawdę nie wiadomo, kiedy ta śmierć następuje. Może po tym co nazywamy fizyczną śmiercią ciała, istnieje inny stan życia, zupełnie naturalny, a nie boski i nadprzyrodzony? Mówi się przecież, że "nic w przyrodzie nie ginie". Prawa fizyki stanowią, że energia nigdy nie znika lecz przechodzi właśnie w inny stan (równowaga energii).
"Śmierć wielką abstynencją". Tak naprawdę nigdy nie wiadomo co jest po śmierci, dlatego rozsądniej założyć, że nie ma nic (czyli "abstynencja"). Tak zakłada satanizm lecz nie ma przymusu zgadzać się z tym założeniem. Bo w satanizmie żadne dogmaty nie istnieją. To odróżnia go od innych religii.
Co do śmierci... Uważam, że jest ona najzwyklejszą częścią ludzkiego życia. Moim zdaniem, śmierć jest ostatecznym końcem, równie pięknym, co poczęcie. A życie - jest takie krótkie i powinniśmy go tak używać jak to tylko możliwe, poczuć jego istotę, jego radość dlatego właśnie, że za rogiem czeka nas śmierć...
"Śmierć - nie mów, że - niestety istnieje - może to właśnie najwspanialsza rzecz, że istnieje."
[cytat Chris'a Burns'a z Six Feet Under]
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















