Satan.pl > Czytelnia > Eseje >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

Sabatiel

Cogito ergo Satio (2006-06-04)

Pora już najwyższa, abym zajął się zagadnieniem obiecanym w tytule. Roprawa o szatańskiej metodzie jest oczywistym nawiązaniem do Rozprawy o metodzie, pierwszej książki Kartezjusza wydanej w 1637 roku. Francuski filozof napisał ją po to, by znaleźć fundament wszelkiego sensownego (w tym naukowego) myślenia. Pragnął, by fundament ów był niepodważalny, by żaden "duch złośliwy" czy też "demon" nie mógł go zakwestionować. Inaczej nie byłby to żaden fundament. Descartes chciał na nim od nowa zbudować gmach naukowej wiedzy, gdyż dotychczas tworzono jedynie "budowle na piasku". Wcześniejsze teorie "naukowe" (a więc te sprzed 1637 roku) pozbawione były twierdzenia w stu procentach prawdziwego, na którym można by oprzeć swe wywody na zasadzie dedukcji lub innych działań racjonalnych. Jeśli teoria nie ma takiego twierdzenia - myślał Kartezjusz - wtedy nie jest ona nic warta. Wystarczy wtedy zakwestionować jej pierwsze twierdzenie, a wtedy wszystko, co na nim dalej jest oparte, runie jak budowla z kart. Po wielu poszukiwaniach Kartezjusz znalazł w końcu swoje upragnione, w stu procentach prawdziwe twierdzenie. Było nim słynne: "Myślę, więc jestem" (Po łacinie "Cogito ergo sum"). Wielu ludzi sądzi, że maksyma ta oznacza: "Ponieważ myślę i poszukuję Prawdy, jestem wartościowym człowiekiem." Oczywiście jest to bzdura, Kartezjuszowi zupełnie o co innego chodziło. Poszukując twierdzenia, które mogłoby stanowić podstawę dla solidnej nauki, po wielu staraniach spostrzegł w końcu, iż to właśnie jego poszukiwanie, jego akt myślowy jest na pewno rzeczywisty. Bo może myli się, co do tego, co jest prawdziwe, a co nie, co istnieje, a co nie, lecz wciąż myśli i tego nikt podważyć nie może. Skoro więc myśli, to musi być coś, co te myśli produkuje. Musi więc istnieć jego świadomość, a więc to, co w człowieku najważniejsze. To właśnie znaczy zdanie "Myślę, więc jestem".

Satanisty w ogóle nie interesuje obszar nauki i epistemologii. Nie dba on o to, czy teorie naukowe są dobrze uzasadnione, czy nie. Nie interesuje go, czy żyje w świecie Matrixa, czy śni na jawie, czy jest mózgiem zamkniętym w słoiku. Wszystkie te zagadnienia są dla niego obojętne, bo są niepraktyczne. A Satanistę interesuje jedynie to, co jest użyteczne. Myśli bowiem w ten sposób: "Odpowiedź na pytanie, czy cała nasza rzeczywistość to ułuda, a nasze prawdziwe ciała i umysły są zamknięte w Matrixowych maszynach, jest do niczego nieprzydatna. Co mi bowiem po tej wiedzy, skoro i tak, jeśli upuszczę szklankę na beton - stłucze się, jeśli okradnę bank - pójdę do więzienia, jeśli nie będę jadł - umrę z głodu, jeśli zjem za dużo - rozboli mnie żołądek. Wiedza o prawdziwej naturze rzeczywistości jest czysto teoretyczna, nie ma przełożenia na praktykę". Satanistę interesują jedynie dziedziny praktyczne, gdyż z wiedzy użytecznej może On wywieść wnioski dla swojej korzyści. Przedmiotem jego zainteresowania są więc najczęściej: psychologia, socjologia, ekonomia, medycyna, prawo, magia. Oprócz wyżej wymienionych znajduje się też etyka, którą od czasów Arystotelesa nazywa się "filozofią praktyczną". Etyka bowiem daje podstawę do wszelkiego myślenia o korzyści i stracie. Etyka jest teorią codziennego działania, używamy jej dużo częściej, niż myślimy, na przykład wtedy, kiedy mówimy sobie nawzajem "Dzień dobry" lub ustępujemy miejsca w tramwaju.

No dobrze, wiemy już, o czym pisał Kartezjusz i że Satanisty to w ogóle nie interesuje, bo zajmują go zagadnienia praktyczne. Jaki więc jest związek, między jednym a drugim? Po co Sataniście Kartezjusz?

A jednak po coś. Kartezjańska metoda może się Sataniście przydać bardziej niż przypuszcza. Można ją bowiem zastosować do tematu, który jest niezwykle ważny - do etyki. Nie zostawię was z tym problemem samych. Pokażę Wam dokładnie jak to można zrobić.

O co chodziło Kartezjuszowi? Chciał on uprawomocnić wiedzę naukową. O co chodzi Sataniście? Chce on uprawomocnić wiedzę etyczną. Jak Kartezjusz chciał uprawomocnić (uzasadnić) wiedzę naukową? Pragnął znaleźć jedno jedyne zdanie, które stawi czoła wszystkim wątpliwościom trzeźwego rozumu i wygra. Descartes szukał zdania w stu procentach prawdziwego. Jak Satanista chce uzasadnić swoją etykę? Pragnie znaleźć jedną jedyną wartość, która oprze się wszystkim wątpliwościom. Pragnie znaleźć wartość w stu procentach godną czci. Jak dedukował Kartezjusz? "Wszystko, co widzę może być ułudą. Zmysły bowiem są zmienne. W świetle wiadro jest w piwnicy, po zgaszeniu wydaje się, że znikło (jak wszystko inne w piwnicy). Ten sam przedmiot w różnym oświetleniu różny ukazuje kolor. Kij golfowy na powietrzu wydaje się idealnie prosty, w wodzie zaś - widzi to każdy - wygląda na złamany. Ta sama rzecz jednemu pachnie, drugiemu śmierdzi. Zmysłom ufać nie mogę. A wiedza? Na przykład o tym, że świat jest dziełem Boskim, że po śmierci będzie czyściec, że rozsądzi nas sąd Boży? To nie wiedza, tylko mrzonki, pragnienia raczej niż fakty. Tego nigdy wiedzieć nie będziemy. Może chociaż wiedza rzetelna? Ta, która opisuje świat fizyczny? Niestety - ona w całości pochodzi ze zmysłów (moich bądź innych ludzi), zatem ufać jej nie mogę". Kartezjusz szukał odpowiedzi u Jemu współczesnych, lecz żaden z uczonych nie potrafił mu podać naukowej gwarancji na to, że cały ten świat widzialny naprawdę istnieje, a to przecież podstawa nauki. I tak męczył się Descartes z tą niepewnością, a cały czas towarzyszył mu "złośliwy demon", którego filozof sam stworzył. "Jak go przechytrzyć?" - myślał - "Nawet jeśli on, duch złośliwy, zasłania mi ciągle Prawdę, rzeczy przedstawia innymi niż są naprawdę, lub - co gorsza - czyni, iż ja wszystkiego tu doświadczam, wącham, smakuję, dotykam, widzę i słyszę, a naprawdę jestem tylko samym mózgiem, z którego ktoś robi sobie zabawę i wytwarza te wszystkie doznania fałszywe, a ja je biorę za rzeczywistość? Jak dowieść swego własnego istnienia?" I znalazł w końcu. "Myślę! Wątpię! Poszukuję! W tym moja pewność! Wciąż szukam odpowiedzi i nie wiem, czy świat i ja realnie istniejemy, lecz nawet jeśli się mylę, nawet jeśli wszystko dla mnie inne jest niż rzeczywiście, to i tak MYLĘ SIĘ! A to oznacza, że MYŚLĘ! Tego już nawet ja zakwestionować nie mogę, bo akt negacji byłby następnym potwierdzeniem. Myślę, to pewne, a skoro myślę, więc jestem".

Jak Satanista ma znaleźć wartość w stu procentach godną czci? Zobaczmy: Stoję pośród rozmaitości tego świata i pytam się: Co dobre jest, a co złe? Co czynić należy, a czego czynić nie wolno? Co jest dobrem obiektywnym, co złem? Po krótkiej wędrówce po ludzkich opiniach - chaos, mętlik i sprzeczności. Raz to, raz tamto jest grzechem, ten to mówi, ten tamto. I ksiądz i zbrodniarz twierdzą, że mają rację, a ja, skąd mam wiedzieć, który z nich się myli? Prywatne moje odczucia jeszcze są inne. Dlaczego tak często chcę "grzeszyć" w myśl chrześcijańskiej wiary? Dlaczego nie szanuję ojca, który mnie bije i czuję że jest to sprawiedliwe (Szanuj ojca swego i matkę swoją). Dlaczego uważam, że Hitler, Stalin i Kaligula zasłużyli na śmierć okrutną (Nie zabijaj), a ja mam prawo zabrać innemu małą ilość pieniędzy, gdy ten ma dużo, a ja umieram z głodu (Nie kradnij). Dlaczego uważam, że pies radosny i szlachetny, który codziennie daje mi tyle radości obdarzając swą szczerą przyjaźnią więcej jest wart, niż śmierdzący pijak, który od lat bije swą żonę i dzieci, zmieniając ich życie w piekło? Dlaczego - bez żadnych wątpliwości - wyżej cenię życie mądrego psa niż głupiego, brutalnego człowieka? I przede wszystkim: Dlaczego w różnych kulturach na Ziemi różne są zasady moralne, różne obyczaje? Dlaczego ten sam fakt (np. posiadanie wielu żon) w jednej społeczności jest dobry, w innej naganie zły? Dlaczego ta sama wartość (np. posiadanie magicznych umiejętności) u jednych jest czczona, u innych prześladowana? Przecież wszyscy tak samo są ludźmi! Jedna jest odpowiedź: Bo wartości są zmienne. A dlaczego są zmienne? Bo to ludzkie umysły je wytwarzają, nie Przyroda. Bo człowiek nie odkrywa zastanych wartości, gdyż nie można odkryć czegoś, czego nie ma. Człowiek nadaje wartość rzeczom, które spotyka, ocenia sytuacje, które widzi. Wartości to byty psychiczne, nie byty fizyczne. Wartości rodzą się w ludzkich umysłach pośród myśli i uczuć, nie w Przyrodzie pośród zwierząt i roślin. Nie Bóg wytwarza wartości, lecz człowiek.

Zatem nie ma żadnych obiektywnych wartości - oto prawda pierwsza. Zatem wszystkie wartości są dziełem człowieka - oto prawda druga. Ludzie różnią się od siebie zarówno cieleśnie, jak i psychicznie. Zatem wartości są tak różne, jak ludzie, którzy je tworzą - oto prawda trzecia. Zatem nie ma co szukać w świecie obiektywnych wartości i obiektywnej, absolutnie prawdziwej, etyki. Każda spotkana będzie tylko dziełem innego człowieka - oto zakończenie.

Na cóż nam ten nihilizm, nawet jeśli jest prawdziwy? (A jest prawdziwy). To tak, jakby nasz Kartezjusz nie znalazł żadnego zdania pewnego, jakby "nie-myślał i nie-był". Nihilizm to absolutna pustka, aksjologiczny niebyt, brak choćby jednej wartości, etyczne zero. A jednak jest to "drabina, po której trzeba wejść, by móc ją później odrzucić"1. Oznacza to, że nihilizm jest prawdziwy, lecz nie jest zakończeniem. Czy wchodzimy po drabinie tylko po to, by się po niej wspinać? Nie - używamy jej po to, by wejść na górę. Gdzie zatem jest nasza aksjologiczna "góra"? Gdzie cel, gdzie zakończenie?

Zanim odpowiem, przypomnijmy naszą drogę. Celem naszym jest znalezienie obiektywnie prawdziwej etyki. Szukamy jej w świecie i nie znajdujemy: opinie na to, co jest dobrem moralnym są bardzo różne. Wnioskujemy więc, że to błędne ludzkie opinie. Szukamy dalej. Po żmudnej, męczącej pracy, nie osiągamy sukcesu - wciąż tylko ludzkie opinie, takie lub inne. To daje do myślenia. I nasze myślenie podsuwa rozwiązanie: "A może wartości i opinie to jedno? A może wartości są zawsze subiektywne, tak jak i opinie? A może obiektywność wartości to mrzonka, pragnienie? A może obiektywnych wartości wcale nie ma?". Gdy pomyślę o wartościach jako subiektywnych bytach psychicznych - wszystko pasuje do zjawisk, które spostrzegam. Gdy pomyślę tak o wartościach, to teoria ta doskonale tłumaczy faktyczną rzeczywistość. Tak, przekonuję się, wartości wcale nie są obiektywne. Wartości są różne i sprzeczne, bo są to ludzkie opinie, a ludzkie opinie są różne i sprzeczne. Rodzeństwem wartości są myśli i uczucia, nie zaś kamienie i drzewa. Nie Bóg wytwarza wartości, lecz człowiek. I taka jest teza nihilizmu: wartości nie są z natury obiektywne, świat nie ma wartości. Wartości "ma" umysł człowieka.

I ten nihilizm, ten prawdziwy i słuszny nihilizm nie jest etyką Satanisty. Ten pogląd, niewątpliwie trafny, nie jest zakończeniem jego filozoficznej wędrówki. Jest tylko Wittgensteinowską drabiną, po której należy się wspiąć, by móc ją odrzucić. I, co najważniejsze, trzeba ją odrzucić.

Przeczytajcie teraz uważnie, bo to jest całe sedno: skoro nie ma żadnych wartości, to cokolwiek może mieć wartość. Mówiąc dokładnie: skoro wartości nie są obiektywne, a zawsze będą subiektywne, to należy pogodzić się z tym faktem i wybrać swoją subiektywną wartość - taką, która dla nas (dla podmiotu) będzie się liczyć. Niech to będzie na przykład piękno lub też pomaganie słabszym. Wtedy mówimy: moją wartością, którą cenię jest piękno. Lub też: pomaganie słabszym jest czynnością, która ma dla mnie wartość. Albo: dla mnie rzeczy piękne są wartościowe. Bądź: ten, kto pomaga słabszym w moich oczach czyni dobro.

Zatem relatywizm generuje nihilizm, a ten na powrót generuje relatywizm. Przynajmniej jest to poprawne logicznie. I stąd już tylko jeden krok do zakończenia. By mieć swoją najwyższą wartość, musimy ją sobie wybrać (lub nawet stworzyć). Człowiek zwykły, człowiek prymitywny i głupi, nie będzie się długo zastanawiał nad tym wyborem - wybierze to, co wybrali inni lub spyta się mamy, by mieć święty spokój. Dla człowieka głupiego wybór wartości nie ma żadnej wartości. Jak jednak zachowa się człowiek myślący? Jak zachowa się też Satanista? (Jest wielu ludzi myślących, którzy nie są Satanistami). Człowiek myślący przed dokonaniem wyboru zapyta się najpierw: "Co najsensowniej było wybrać?". Nie spyta się: "Który wybór byłby słuszny?" gdyż wie, że każdy wybór jest słuszny - to jest teza relatywizmu. Nie spyta się: "Czy taka a taka wartość jest prawdziwą wartością?" gdyż wie, że nie ma prawdziwych wartości - to jest teza nihilizmu. Spyta się o jedyne, co mu pozostało - o sensowność, o życiową użyteczność. Będzie szukał jakiś czas (dłużej lub krócej), lecz w końcu odgadnie: "Najsensowniej będzie, jeśli wybiorę Siebie jako najwyższą wartość! Wszak Siebie kocham najbardziej!". I powtarzam z uporem maniaka - wybór taki nie jest ani słuszny, ani prawdziwy, gdyż każdy wybór etyczny jest słuszny, a żaden nie jest prawdziwy. Taki wybór jest sensowny, gdyż jest użyteczny, jest zaś użyteczny, bo najlepiej sprawdza się w życiu. I tym właśnie Satanista różni się od innych myślących i inteligentnych ludzi - że wybrał Siebie jako najwyższą wartość. Amen.

Dotarliśmy już do szczęśliwego zakończenia, wiemy gdzie się znajdziemy (a raczej gdzie się znaleźć możemy), jeśli zastosujemy Kartezjańską metodę poznawczą do kwestii etyki, czyli systemu wartości. Skąd więc ten dziwny tytuł: "Cogito ergo Satio"? Co znaczą dwa pierwsze słowa już wiecie. A trzecie? Odpowiem pytaniem: Czy skoro wybrałeś Siebie jako najwyższą wartość, to czy jest dla Ciebie silniejsze przykazanie, niż "Zaspokajaj swe potrzeby", niż "Sprawiaj sobie radość", niż "Czcij swą przyjemność"? Nie. I to właśnie oznacza tytuł: Cogito ergo Satio - Myślę, więc się Zaspokajam.



sierpień - wrzesień 2005

Sabatiel




1. Tekst w cudzysłowie to parafraza słów Wittgensteina ze sławnego Traktatu logiczno-filozoficznego, w którym pisze on tak: "Tezy moje wnoszą jasność przez to, że kto mnie rozumie, rozpozna je w końcu jako niedorzeczne; gdy przez nie - po nich - wyjdzie ponad nie. (Musi niejako odrzucić drabinę, uprzednio po niej się wspiąwszy)" (Ludwig Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, PWN, Warszawa 1997, s. 83, teza 6.54).




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>