Satan.pl > Czytelnia > Felietony >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

Aegri Somnia

Relacja z konferencji 'Satanizm w Polsce' (2006-12-28)

Konferencja rozpoczęła się punktualnie i o ile na pierwszym wykładzie sala jeszcze nie była zapełniona (później było około pięćdziesięciu osób), to jednak bez trudu można było zauważyć, iż publiczność składa się głównie z długowłosej młodzieży ubranej w czarne ciuchy. Po krótkiej prezentacji Fundacji Atena głos zabrał dr Arkadiusz Sołtysiak z UW. Tematem jego wykładu był "Satanizm na świecie - krótki przegląd". Rzeczywiście, przegląd był króciutki. Powiedział o korzeniach satanizmu (demonologia mezopotamska, kaszszapu czyli osoby kontaktujące się z demonami, irański dualizm (dobro-zło) oraz mit gnostycki mówiący o demiurgu, który przestał ingerować w sprawy świata pozostawiając go na pastwę złego boga, który uwięził ludzi w materii). Początkami mitu satanizmu, jak można było się dowiedzieć, były: sprawa templariuszy oskarżonych o czarną magię i kult Baphometa (1307-1313), prześladowania czarownic w XV-XVII wieku kiedy to niewinne kobiety oskarżano o czarną magię, seks z Szatanem, sprowadzanie plag i chorób. Sprawy czarownic niechybnie spowodowały zainteresowanie ludzi chcących sprawdzić czy rzeczywiście można z demonami nawiązać kontakt. Tak więc Kościół i dominikanie, tępiąc niewinne kobiety sami niejako sprawiali, iż ludzie rzeczywiście zaczęli trudnić się czarną magią. Zakazany owoc niejednemu smakuje najlepiej... Kolejnym elementem mitu satanistycznego była afera trucicielska na dworze Ludwika XIV, gdzie zamawiano czarne msze by utrzymać władzę, uzyskać szczęście, mnożyć bogactwa itp. Skrótowo, niemal tak jak ja teraz, omówiwszy zagadnienie satanizmu Sołtysiak przeszedł do niemal punktowego przedstawienia okultyzmu. Wyróżnił cztery fale. Pierwszą (XVI wiek): Johann Faust (1490-1540), który poszukiwał kamienia filozoficznego i parał się czarną magią; Heinrich Cornelius Agrippa (1485-1535), autor "De occulta philosophia" (O filozofii tajemnej), studiujący mistycyzm i Sztukę Królewską (nazwa pochodzi od króla Salomona), a także generalnie parający się magią. Było także co nieco o Johnie Dee, który rzekomo kontaktował się z aniołami, żyjącym na dworze angielskim. Podsumowując, na dworach wielu było ludzi zajmujących się magią i alchemią, podczas gdy kobiety z gminu były palone na stosach.
Druga fala popularności okultyzmu miała miejsce w XIX wieku gdy rozwijał się ruch volksistowski, teozofia (może być określona jako ogół prawd, tworzących podstawę wszystkich religii; dowodzi ona, iż żadna z tych prawd nie może być uważana za wyłączną własność jednego kościoła, teozofia zdecydowanie odrzuca chrześcijaństwo), antropozofia (mająca na celu poznanie świata nadzmysłowego, zawierająca elementy gnozy, ezoteryki i okultyzmu).
Trzecia fala to oczywiście okres działalności Crowleya. Czwarta fala to lata 60-te i 70-te XX wieku. Rozwój mitu nastąpił w romantyzmie, przyczynili się do tego także Wiliam Blake i Charles Baudelaire. Mit usystematyzowali Eliphas Lévi, który rozpowszechnił rytuały, oraz Jegand-Pages, szerzej znany jako Leo Taxil, przez jakiś czas będący masonem. Po wyrzuceniu go z loży postanowił powiedzieć światu o rzekomych czarnych mszach, na których składano ofiary z ludzi - to on rozpowszechnił wśród ludzi teorię spisku masonów. Później oczywiście przyznał, że było to wierutne kłamstwo, aczkolwiek wielu nadal trwało w przekonaniu, że przyznał to tylko dlatego, iż masoni grozili mu śmiercią. Mówiono później o Kościele Szatana założonym 1966 przez LaVeya, propagującego neo-libertynizm, czyli zaspokojenie zamiast wstrzemięźliwości oraz rytuały i magię jako psychodramę. Jak mówił Sołtysiak, Kościół Szatana był to głównie twór nastawiony na komercję, co przejawiało się m.in. wydawaniem przez LaVeya książek i odprawianiem czarnych mszy za pieniądze - ot, taka to była czarna kurwa, streszczając wywód o LaVeyu. Gdy odszedł z tego świata, Kościół Szatana rozpadł się na kilka części; jedną z nich prowadzi jego córka, inną jego ostatnia kobieta. Powstało oczywiście więcej mniejszych kościołów, a wielu członków dało sobie spokój z przynależnością do późniejszych, zmieniających się tworów. Wspomniano także o ciekawej działalności Vincenta Crowleya (nie mylić z Aleisterem!), który jako kaznodzieja prowadzi masowe spotkania, w czasie których niejaki Bob Larson rzuca Biblią i zachowuje się jak typowy, stereotypowy opętany satanista a panowie zbijają na tych kiczowatych widowiskach masę kasy. Na koniec dowiedzieć się można było o masowej histerii w USA pod koniec lat 70-tych, gdy wiele osób po wizytach u psychoanalityków przypominało sobie, że w dzieciństwie brało udział w satanistycznych rytuałach, czarnych mszach w czasie których wielu z nich było wykorzystywanych seksualnie. Jako, iż mówiący o tym musiał kończyć, nie wspomniał o tej histerii zbyt dużo, ale szczęśliwie co nieco więcej powiedział o niej inny profesor, ale o tym później. W każdym bądź razie na świecie satanizm bywa wykorzystywany do różnych celów, jak choćby propagowania neonazizmu, czego przykładem jest działalność Davida Myatta z Wielkiej Brytani, który wpadł na pomysł aby młodych ludzi zainteresowanych okultyzmem przyciągnąć do neonazizmu. Szatan jest w jego organizacji tylko symbolem, a okultyzm tylko otoczką do indoktrynacji i wpajania tak naprawdę właśnie nazizmu. Usłyszeć można było kilka słów o Marco Dimitrim, założycielu Bambini di Satana (1982), z siedzibą w Bolonii. Organizacja ta poprzez propagowanie satanizmu wpaja także wartości anarchistyczne i lewicowe. Natomiast już satanizm bez podtekstów politycznych istnieje chociażby w organizacji zwanej Świątynią Seta, którą założył były członek Kościoła Szatana, Michael Aquino, po konflikcie z LaVeyem. Odwołuje się on głównie do symboliki egipskiej oraz nawiązuje do mitu gnostycyzmu - z bogiem nie ingerującym i drugim bogiem złym. Profesor stwierdził na koniec, że w Polsce istnieją głównie podwórkowe grupy zmagające się z jungowskim Cieniem, czyli tak zwani "sataniści podwórkowi", tudzież tak ładnie zwani "pseudosataniści".

Kolejną prelekcję poprowadził dr hab. Piotr Stawiński, prof AJD. Tematem był "Społeczny odbiór satanizmu". Podzielił satanizm na jawnie zorganizowany, subkultury oraz domniemanie-zorientowany (czyli funkcjonujący w wyobrażeniach). Rozwodził się na tym, że ludzie uważają satanistów za członków ponadczasowej i ponadnarodowej organizacji, że w takich Stanach Zjednoczonych szarzy ludzie uważają, iż w latach 1980-1990 sataniści zamordowali nawet 60 tysięcy ludzi! Z badań przeprowadzonych w 1994 wynika, iż 74% dorosłych Amerykanów wierzy, iż istnieje zbrodniczy ruch satanistyczny! Taki mit satanistyczny zapoczątkowała książka "Sprawcy wszystkich nieszczęść" z 1980 (niestety, autor mi uleciał z łepetynki), która jest wynikiem spotkań pewnego terapeuty z pacjentką. Przywołał jej wspomnienia, w których widziała siebie jako córkę satanistów, którzy zmuszali ją do brania udziału w obrzędach ku czci Rogatego. Książka ta wywołała nagle lawinę podobnych przypadków, ludzie którzy odkryli podobne wspomnienia zgłaszali się do telewizji, gazet, radia. Nastąpił wysyp podobnych książek, jak choćby "Satan Underground" Lauren Stratford, w której autorka opisała rodziców zmuszających ją do prostytucji i brania udziału w satanistycznych rytuałach. Gdy grupa dziennikarzy postanowiła sprawdzić wszystkie wydarzenia zawarte w książce, okazało się, że niczego nie można potwierdzić. Chociażby wypadku, który miał miejsce w książce. Dziennikarze sprawdzili kroniki policyjne i nie znaleźli nic co mogłoby potwierdzić słowa Mrs Stratford. Kobieta podobno ma jakieś zaburzenia, wmawia sobie i innym rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły. Nie byłoby w tym nic specjalnego gdyby nie to, że ta niewiasta święcie w to wierzy. Obecnie podobno podaje się za panią Grabowski i twierdzi, że przeżyła Holocaust. Wiele późniejszych doniesień powielało schematy zapoczątkowane w tych dwóch książkach, a za każdym razem zawsze było dodawane coś nowego. Wracając jednak do metod psychoanalitycznych rzekomo przywracających wymazane z pamięci traumatyczne wydarzenia - otóż doszło do histerii i wręcz paranoi. Ruszyła lawina procesów, wielu ludzi oskarżało swoje rodziny, wielu pracowników przedszkoli zostało skazanych za molestowanie dzieci z użyciem elementów rytuałów satanistycznych. Liczba procesów była tak duża, aż w końcu postanowiono przyjrzeć się bliżej metodom psychoterapeutów. Najpierw opracowano schemat: a) rodzice zauważają coś dziwnego, b) dzieci są przepytywane przez prawników i lekarzy, c) znajduje się oskarżonego, d) następuje proces, e) oskarżony idzie do więzienia.
Same metody przesłuchań budziły wątpliwości, jako iż zeznaniom dzieci nie towarzyszyły żadne zeznania świadków, a mimo to ławy przysięgłych skazywały oskarżonych bez mrugnięcia okiem. Przeprowadzono wiele badań, które udowodniły, iż dzieciom bardzo łatwo jest wmówić pewne rzeczy. Kazano im się bawić, a potem rozmawiano z nimi w taki sposób, że stwierdzały, że ktoś w czasie zabawy wsadzał im kulki do ucha albo lizał je po kolanach, co tak naprawdę nie miało miejsca. Kolejne badanie potwierdziło jak łatwo dzieci wmawiają sobie pewne rzeczy pod wpływem samej tylko sugestii. Otóż pewnej grupce dzieci powiedziano, że przyjdzie się z nimi bawić Sam Stone, który czego tylko dotknie, to zepsuje, że jest totalnym niezdarą, który wszystko przypadkiem niszczy. I oczywiście do dzieci przyszedł Sam, pobawił się z nimi i wyszedł. Gdy znaleziono zniszczonego pluszaka, którego Sam nie uszkodził, dzieci i tak zwaliły winę na niego. Wydarzenia, które ludziom zdają się prawdziwe, które niby pamiętają, a nie miały miejsca, zwą się fachowo False Memory Syndrome - przez ten syndrom fałszywej pamięci właśnie tak wielu niewinnych ludzi skazano na odsiadkę.

Trzeci wykład dał franciszkanin Piotr Śliwiński, o posturze Obeliksa (taki "monachomachiczny" mniszek - na pewno nie chował się o chlebie i wodzie, ale mniejsza o to) z tematem "Satanizm hermeneutyczny - próba wyjaśnienia niektórych sporów o satanizm". Zaczął od różnic, jakie istnieją między pojęciem satanizm - inaczej nazwie go teolog, inaczej religioznawca. Podał definicję satanizmu hermeneutycznego innego franciszkanina, Richarda Bergerona z tzw. szkoły w Quebec, zajmującej się nowymi nurtami religijnymi. Oto ona: "Satanizm hermeneutyczny jest interpretacją świata i historii opartej na otwarcie wyrażanej wierze w istnienie Szatana jako istocie różnej od człowieka. Rozwinął się w środowiskach chrześcijańskich fundamentalistów typu apokaliptycznego, ewangelicznego, zielonoświątkowego i charyzmatycznego". Dlaczego tam? Ano dlatego, iż te wyznania, odłamy chrześcijańskie, wierzą w realną obecność Szatana w świecie. Śliwiński wydzielił takie spojrzenia na satanizm:
- Apologetyczny
- Dewocyjny
- Historiozoficzny
- Medialny
Apologetyka nie krytykuje wiedzy, ale nowe ruchy religijne oraz magię. Jako, iż apologetyka zajmuje się obroną prawd wiary, tak też i niejaki Antoni Nowak, którego orator zacytował, stwierdził: "Gdy przyjrzymy się satanizmowi, tak bardzo uwikłanemu w rytuał, okultyzm, magię seksualną oraz postawę antychrześcijańską (...) jest niepodobna w świetle nauki Kościoła Świętego zaakceptować go". Rozumowanie apologetyczne nie akceptuje idolatrii (bałwochwalstwa), naśladowania diabła oraz twierdzi, iż wszelki obcy względem chrześcijaństwa kult, a zwłaszcza magia, to ukryty satanizm.
Rozumowanie dewocyjne uważa czarodziejów, wróżki za osoby posługujące się mocą diabelską, za współpracowników Szatana. Twierdzi, że trzeba odkrywać obszary wpływu diabelskiego i zwalczać ich.
Pojęcie historiozoficzne mówi o teorii spiskowej, o tym jakoby sataniści planowali zdobyć świat. Spisek miałby polegać na przenikaniu satanistów do świata polityki i do struktur kościelnych. Jest w nim też mowa o walce z Szatanem, dosyć nietypowej walce. Przykładem może być sytuacja, gdy ktoś widzi na mapie nazwę np. Diabelska Góra, udaje się na nią i odprawia jakieś modły. Słowem, działanie bardzo zabawne gdy patrzeć na nie z boku. Historiozoficzne pojęcie satanizmu jest czasem, rzec wręcz można, śmieszne. Pewne pisemko "Michael" zamieściło niegdyś na swoich łamach krytykę zmian ekonomicznych zachodzących w świecie twierdząc, że wspólna waluta i karta kredytowa to narzędzia Szatana. Straszy wizją powstania trzypiętrowego, samoprogramującego się komputera o nazwie Bestia. Pewien pan, nazywający samego siebie katolickim radiestetą (hihi), Zbigniew Kozłowski, twierdzi, że Jan Paweł II był diabelskim sługusem, jako iż jego pastorał był bardzo dziwny - jego kształt rzekomo sprzyjał przesyłowi energii, albo w stronę ziemi, albo też pobierania z niej energii. Nie dosłyszałem, proszę wybaczyć, ale byłem tak zajęty powstrzymywaniem zbyt głośnego śmiechu.
Medialne spojrzenie chyba zna każdy - są to mity i legendy miejskie (np. Czarna Wołga jeżdżąca po mieście i porywająca dzieci), fascynacja satanizmem jako nieznanym, nadinterpretowanie faktów (spalił się kościół - "toż robota satanistów"), a także wymyślanie niestworzonych rzeczy jako chwytów marketingowych. Przykładem może być rozpowszechnienie mitu, najpierw przez Lemounta, później przez media i choćby Dana Browna, jakoby piramida w Luwrze była zbudowana z 666 tafli, podczas gdy architekt twierdzi, że jest ich około czterystu.

Kolejny wykład, którego temat brzmiał "Analiza problematyki satanizmu w świetle współczesnego prawa, ze szczególnym uwzględnieniem prawa karnego", prowadzony był przez młodego prawnika Rafała Paprzyckiego. Można było się dowiedzieć, że wolność sumienia i wyznania nie zabrania bycia satanistą, że w świetle prawa można założyć organizację podobną do Kościoła Szatana. Dużo słów padło o obrazie przedmiotu kultu i czci religijnej; przede wszystkim przedmiot to nie Bóg, obrazy Boga nie ma od drugiej połowy lat czterdziestych w kodeksie karnym, można więc bluzgać na niego ile i jak kto tylko sobie chce. Generalnie samego satanizmu można z lupą szukać w kodeksach prawnych, więc Paprzycki skupił się na czymś, co z satanizmem raczej niewiele ma wspólnego - pomoc przy samobójstwie (jako ciekawostka - niegdyś niedoszłych samobójców skazywano na śmierć), zabójstwo na tle religijnym (za takie grożą najwyższe kary), obraza uczuć religijnych. Podawał przykłady, choćby taki, że pewien mężczyzna najpierw zabił matkę, później ubzdurał sobie przejście przez bramę ognia. Gdy zaczął się palić, niechybnie się rozmyślił. Oczywiście była też mowa o zabójstwie w Rudzie Śląskiej, krótka pogawędka o jakimś niszczeniu cmentarzy. W sumie wykład jak najbardziej chybiony gdyż całościowo rzecz biorąc, nie odnosił się do problematyki satanizmu. W każdym bądź razie gdy dobiegł końca, porozmawiałem sobie z Paprzyckim. Myślę, że treść mojej rozmowy, mimo iż nie dotyczyła satanizmu, może być tu podana jako ciekawostka. Otóż teoretycznie panteista lub człowiek wierzący w Peruna, może podać do sądu zakład stolarski, który z dębów robi meble! Trzeba jednak wcześniej odwiedzić taki zakład, powiedzieć, że obraża przedmiot czci religijnej, zagrozić podcięciem sobie żył, zrobić to... i proces można zacząć. Chociaż raczej wątpliwe jest by został on wygrany, ale jak pisałem, teoretycznie sprawę można założyć. Nie można natomiast Kościoła pozwać za wystawianie gdzie popadnie krzyży pod pozorem obrażonych uczuć lub chęci Kościoła aby szerzyć nienawiść i przemoc. Teoretycznie, na upartego, sprawę możnaby założyć, dowodzić, iż krzyż może niektórym kojarzyć się z inkwizycją, milionami ofiar, torturami, wyprawami krzyżowymi, ale liczy się to, co Kościół poprzez krzyż propaguje obecnie, a na pewno w jawny sposób nie propaguje on przemocy. Sprawa nie ma więc szans na rozpatrzenie po myśli oskarżyciela. Ale przejdę może do następnego punktu.

Prezentacja filmu Kennetha Angera "Lucifer Rising". Najpierw jednak filmoznawca, dr Piotr Kletowski, wprowadził słuchaczy w historię kina satanicznego. Zaczęło się w 1918 gdy Benjamin Christiansen nakręcił film "Hexen". Do lat 50-tych w kinie amerykańskim Szatan nie występował - były wilkołaki, wampiry, ale jako tako ucieleśnionego Księcia Ciemności nie było. Pojawiały się co najwyżej jego emanacje, jak choćby w "Draculi" z Bela Lugosim w roli głównej. Dopiero gdy powstało wiele mniejszych wytwórni, Szatan zaczął wydawać się dosyć wdzięcznym tematem. Powstały filmy takie jak "Szatanista" (tak, chyba przez "sz"), "Hideous sun demon", "Narzeczona Diabła", "Dziecko Rosemary" Polańskiego, w którym samego diabła miał zagrać LaVey. W Europie także powstawały filmy z Szatanem, jak chociażby "The Curse of the Demon" Tourniera czy włoski "Maska demona - czarna niedziela" Bava. Z "Klątwą Diabła" była o tyle ciekawa sprawa, że zrobiony on został w Anglii, za pieniądze Warner Bros, ale zupełnie nie przyjął się na rynku amerykańskim. Dopiero gdy dodano do niego strasznie wyglądającą maszkarę, publiczność za oceanem lepiej oceniła ten film - potrzebowała ona jakiegoś dreszczyka emocji, widocznego zła. Pokazywano wstawki z różnych filmów, jak "Omen" czy "Egzorcysta". Przy okazji zacytuję może Kletowskiego: "Rozmawiałem z prawdziwym egzorcystą i powiedział mi, że sceny ukazane w filmie ‘Egzorcysta’ to tylko 1/4 tego co dzieje się naprawdę w czasie seansu". Hm, strach się bać... Były też sceny z polskiego filmu "Łza księcia ciemności" Piestraka - opowieści o bodajże detektywie, który chce zapobiec dostaniu się pierścienia (tytułowej łzy) w ręce satanistów, gdyż za jego pomocą można wywołać Szatana. Sceny strasznie śmierdziały kiczem, mimo iż film powstał na początku lat 90-tych. Ale Polska to nie Stany. Wreszcie pokazano film Angera (który zanim powstał Kościół Szatana, wraz z LaVeyem założył towarzystwo ezoteryczne). W "Lucifer Rising" Lucyfer zostaje zbawiony i dołącza do trzech boskich osób. W filmie przejawiała się głównie symbolika egipska, jak symbole Ankh, piramidy, Sfinks, a sam Lucyfer jest dzieckiem Izydy i Ozyrysa. Film należy do kategorii tzw. artfilmów, jak ktoś widział szwedzki "Golden Embrace", powinien zrozumieć jak film Angera wygląda: sama muzyka, obrazy, żadnych dialogów czy jakiejś nagłej akcji. W mojej jak najbardziej subiektywnej opinii film był kiepski, zresztą z rozmów w przerwie z innymi widzami wiem, że nie tylko mnie nie chwycił za serce i nie tylko u mnie nie wywołał jakiegoś pozytywnego wrażenia. Jedynym jego plusem była hipnotyzująca muzyka, ale i tak rad byłem gdy po dwudziestu minutach film dobiegł końca. Fani Szatana w filmach (ha, nowa kategoria?), powinni obowiązkowo zapoznać się jeszcze z "Omenem", "Adwokatem Diabła" i "Angel Heart". To byłoby na tyle, jeżeli chodzi o ten wykład.

Kolejny prowadziła młoda kobieta, Karina Jarzyńska. Temat: "Opis czarnej mszy w powieści ‘La-Bas’ J.K. Huysmansa i kilka uwag o jego recepcji". W sumie cóż tu wiele mówić - po prostu pani Karina przetłumaczyła opis czarnej mszy, w której mowa była o profanowaniu hostii, tarzaniu się w opłatkach, hipnotycznych stanach w jakie wpadali uczestnicy rytuału. Sama książka, "La-Bas", powstała w 1891 i była kilkakrotnie zmieniana z powodu cenzury obyczajowej. Huysmans niegdyś powiedział swojemu przewodnikowi duchowemu, że chce napisać złą książkę po to tylko, by później odkupić się niejako poprzez napisanie książki zupełnie odmiennej. Jednak po napisaniu "La-Bas", Huysmans nie napisał nic, co mogłoby stanowić przeciwwagę dla tego "brudnego" dzieła. Sam Crowley w jednym ze swych listów miał stwierdzić, że "La-Bas" to książka o nim samym. Nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia, ale Jarzyńska podobno nad tym pracuje - miejmy nadzieję, że jak najszybciej skończy.

Nadszedł czas na ostatni wykład, czyli "Raport z monitoringu satanistycznych stron internetowych". Autor, Piotr Szarszewski, przejrzał 22 strony internetowe, których autorzy przyznawali się do satanizmu i szerzyli swoje poglądy, zachęcając innych mniej lub bardziej do zainteresowania się tą filozofią. Oczywiście satanizm satanizmowi nierówny, mówiąc tak jakoś kolokwialnie - istnieją strony, na których propaguje się poglądy wpasowujące się jakoś w społeczeństwo, a istnieją także takie, które nawołują do składania ofiar ze zwierząt. Oczywiście stron nawołujących do przemocy wobec człowieka i zwierząt jest jak na lekarstwo, jedna lub dwie - niewiele więc. Generalnie autor raportu stwierdził, że "cybersatanizm" nie stanowi zagrożenia. Oczywiście w marginalnych przypadkach może przynieść on niekorzystne skutki, choćby gdy jakieś dwunastoletnie czy trzynastoletnie dziecko zacznie interesować się satanizmem czy praktykować rytuały (np. zniszczenia). Szarszewski przytoczył rozmowę dwojga użytkowników jednej ze stron satanistycznych:
- Ale kiedy będę odprawiała ten rytuał, to ma być ciemno?
- No najlepiej.
- Ale wiesz, jak jest ciemno, to ja mam być w domu.

Po sali rozeszła się fala śmiechu. Wspomniano o zabezpieczeniach, ostrzeżeniach na stronach - wymaganych osiemnastu latach i informacji o treści satanistycznej "inside" (to na przykładzie satan.pl). "Strony zrobione są w taki sposób, że nie można znaleźć się na nich i nie wiedzieć gdzie się jest. Ciemny układ kolorów, często czaszki czy jakieś topory... Osoba, która wejdzie na stronę satanistyczną na pewno nie będzie myśleć, że jest na stronie kółka różańcowego - jeśli weszła przez pomyłkę, może się od razu wycofać". Autor podzielił się własną opinią, że nie jest za zamykaniem stron satanistycznych, jeśli nie propagują one przemocy, jednak zacytował użytkowniczkę forum satan.pl, Kostrzewską: "Stronę i tak można zamknąć, jeśliby jakiś dzieciak popełnił samobójstwo, a policja grzebiąc w komputerze, historii, dowiedziała się, że młody odwiedzał satan.pl" (oczywiście mój cytat cytatu nie jest napisany słowo w słowo lecz sens jest identyczny). W sumie wykład był nudny, autor raportu raczej nic ciekawego nie powiedział, nie ma sensu przytaczać więcej informacji podawanych przez niego.

Podsumowując konferencję, oczywiście, że jak najbardziej subiektywnie i z mojego punktu widzenia (!) - można się było bardzo wynudzić, a dowiedzieć się niewiele. Zaproszeni goście mówili szybko, uogólniając, nie zagłębiając się w szczegóły. Każdy z mówiących miał tylko 20 minut, co na szeroki zakres tematu, jakby nie patrzeć, zakrawa na skandal i wydaje się być kpiną. Czarę goryczy prawie przelał fakt, że jednego wykładu nie było, mianowicie tego, którego miał udzielić dr Marek Jędrzejewski - "Satanizm w Polsce jako forma subkulturowego buntu". Summa summarum: może gdyby rozłożono konferencję na dwa dni, dowiedzieć by się można było czegoś więcej niż tylko suchych ogólników, a tak pozostaje uczucie niedosytu.

Aegri Somnia vel Thor
thor667@poczta.onet.pl

Powiązane
Strona główna: news z programem konferencji
Forum: wątek na temat konferencji




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>