| Satan.pl > Forum > Transgresja > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-14 23:36:03 |
Doświadczenia Psychodeliczne Na samym wstępie błagam- nie szukajcie definicji tego terminu na Wikipedii jako że jest ona tragicznie płytka i niewłaściwa. Temat który zamierzam poruszyć dotyczy doświadczeń psychodelicznych osiąganych przy użyciu substancji psychoaktywnych, takich jak psylocybina, meskalina, ketamina, LSD, DMT czy DXM. Pierwsze i najbardziej oczywiste pytanie jakie samo się nasuwa brzmi- jaki masz stosunek do używania owych substancji w celach autotransgresji i osiągania samozrozumienia czy poznawania rzeczywistości? (nie pytam o stosunek do substancji samych w sobie, wszyscy wiemy że są one niebezpieczne w rękach nieodpowiedzialnych lub/i niedojrzałych ludzi oraz (choć zazwyczaj znacznie mnie niż się ogólnie uważa) szkodliwe dla organizmu. Nie ma więc sensu tych kwestii roztrząsać, są one oczywiste, kropka ^^). I drugie, które (przynajmniej mi) przychodzi automatycznie na myśl zaraz po pierwszym: stosujesz/stosowałeś owe substancje w ww. celach? Dlaczego tak? Dlaczego nie? I trzecie ostatnie (w tej grupce ^^): jeśli nie stosujesz i nie stosowałeś- na jakiej podstawie budujesz stosunek o który pytałem na początku? Badań naukowych? Obiegowych opinii? Własnych przemyśleń? Relacji znajomych? Historia używania wielu z tych substancji (pejotl, grzybki, Ayahuasca) w tym właśnie celu jest stara jak ludzkość. Przodowali w tym południowo amerykańscy indianie, bardzo wiele systemów religijnych plemion indiańskich opierało się na zastosowaniu tych substancji do wywoływania przeżyć mistycznych, obcowania z bogami, duchami, itp. Czym właściwie jest doświadczenie psychodeliczne? Najkrócej- skrajnie odmiennym od "podstawowego" stanem świdomości który MOŻE być źródłem wiedzy na temat siebie samego i Kosmosu, ale również poważnych kłopotów. I tu wkracza moje kolejne pytanie- jak uchronić się przed niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych rzeczywistościach naszego umysłu? Osobiście jedyną znaną mi tarczę przed owymi niebezpieczeństwami (i nie mam tu na myśli wyłącznie tych oczywistych jak ryzyko uzależnienia, przed którym chroni jedynie dojrzałość emocjonalna i zdrowy rozsądek z domieszką silnej woli czy destruktywny wpływ na zdrowie przed którym, niestety, w pełni nie chroni nic, ale przede wszystkim niebezpieczeństwa związane z błędną interpretacją doświadczeń psychodelicznych a także groźbę popadnięcia w chorobę psychiczną wiszącą nad ludźmi którzy bez przygotowania i dostatecznej odporności emocjonalnej wystawiają się na działanie psychodelików) jest przewodnik-nauczyciel, który przygotuje podróżnika do eksploracji umysłu. Znowu można tu sięgnąć do korzeni tradycji stosowania psychodelików wśród rdzennych Amerykanów, w tych kulturach znaczącą rolę pełnił szaman, będący (między innymi) przewodnikiem po groźnej krainie duchów. Sam takiej właśnie osobie zawdzięczam fakt iż początki moich "zabaw" z psychodelikami nie skończyły się regularnym ćpaniem jako że zacząłem zbyt wcześnie i moja niecierpliwość do pary z niedojrzałością o mało swego czasu nie skończyła się popadnięciem w nałog, czy może raczej ciężkie uzależnienie od ekstazy (nie, nie mam na myśli 'dosłownie' indiańskiego szamana, lol :D). Kto może być takim nauczycielem? Jakie cechy są konieczne aby był w stanie ochronić nas przed nami samymi? Jaką rolę w tej ochronie odgrywa rytuał, tradycja i "kultura ćpania", przekazywana przez owego przewodnika? Jakie inne środki ostrożności należy Twoim zdaniem podjąć aby zabezpieczyć się przed niebezpieczeństwami- nie tylko tymi wynikającymi bezpośrednio z użycia substancji psychoaktywnych, ale też tymi mającymi źródło w intensywności i sile z jaką doświadczenie psychodeliczne oddziałuje na człowieka (pomijając oczywiste środki ostrożności w postaci stosowania odpowiednio długich przerw między podróżami, precyzyjnego kontrolowania dawki zażywanych środków i poprzedzania każdej podróży odpowiednimi przygotowaniami teoretycznymi dotyczącymi środka i jego oddziaływania na organizm)? Lecimy dalej. Oczywiście nie każde zażycie jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej czegoś człowieka nauczy. Moją pierwszą poważną i ważną "psychodeliczną lekcją" były proste doświadczenia estetyczne wywołane średnimi dawką meskaliny. Zrozumiałem dzięki temu bardzo głęboko różnicę między rzeczywistością a jej obrazem jaki tworzy umysł- dotykając dźwięków, słysząc zapachy i smakując barwy. Jedna z najważniejszych również była efektem bardzo prostych doświadczeń psychodelicznych- ta która nauczyła mnie rozróżniać istotę wydarzeń od wywoływanych przez nie uczuć, poprzez autoanalizę własnych emocji pod wpływem niewielkich dawek lekkich psychodelików na tle ich zupełnie błahych powodów. Te dwie lekcje są moim argumentem dla twierdzenia: intensywność doświadczenia psychodelicznego nie zawsze jest współmierna do wagi nauki jakie można z niego wyciągnąć. Ważnych rzeczy można nauczyć się nawet przy użyciu marijuany, jeśli tylko chcesz się UCZYĆ a nie ZABAWIĆ. Zgadzasz się z tym? Jaka była Twoja pierwsza lekcja? Czego się nauczyłeś/aś? A ta najważniejsza? Teraz chciałbym rozszerzyć kwestię tradycji i rytuału podróży psychodelicznych. Moim zdaniem ryt jest ważnym, nieodłącznym elementem rozwijania się poprzez podróże psychodeliczne. Pełni on rolę przygotowania do podróży oraz umożliwia właściwą jej interpretacje. Przekazywanie owej wpomnianej wcześniej pod inną nazwą "kultury podróżowania" jest imho kolejnym ważnym obowiązkiem przewodnika. Jaki jest Twój stosunek do rytuałów mistycznych związanych z używaniem substancji psychoaktywnych? Czy stosujesz owe ryty? Dlaczego tak? Dlaczego nie? (3 ostatnie pytania oczywiście dotyczą tych którzy w ogóle stosują psychodeliki do "poznawania siebie"). Ostatnia kwestia jaką chcę poruszyć dotyczy korelacji między doświadczeniami psychodelicznymi a sztuką. Każdy kto choć raz przeżył głęboką podróż psychodeliczną i nie mam tu na myśli jedynie "ostatecznych przeżyć psychodelicznych" takich jak zupełna dezintegracja ego, czy całkowite oderwanie świadomości od tożsamości, ale nawet takie wywoływane przez niewielkie dawki psychodelików przeżycia jak np. synestezja, wie że nie da się wyrazić czy chociaż opisać owych doświadczeń. Wielu (żeby uniknąć słowa "większość") podróżników chęć podzielenia się z kimś owymi przeżyciami popycha do rękodzieł artystycznych ;D Jaki masz stosunek do sztuki natchniętej podróżami psychodelicznymi? Czy Twoim zdaniem sztuka pełnie oddaje owe przeżycia? Czy w ogóle cokolwiek jest w stanie je opisać? Na zakończenie- to nie jest temat o rekreacyjnym ćpaniu. Jeśli jeszcze tego nie zrozumiałeś- przeczytaj jeszcze raz, od początku. Jesli wciąż nie rozumiesz- poszukaj innego tematu ;) A tak na poważnie- jeśli nie rozumiesz różnicy między na ten przykład zażywaniem amfetaminy na dyskotece przez techniawkowego dzieciaka tudzież "zarzucaniem" LSD na zjeździe dzieci-kwiatów, a stosowaniem psylocybiny czy pejotlu do eksploracji swojego umysłu- to naprawdę nie jest temat dla Ciebie. Ewentualna dyskusja będzie w tym przypadku jałowa i- suma sumarum- nie dogadamy się. Pozdrawiam, Marcin |
|
Angus McGregor [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-15 01:07:58 |
Doświadczenia Psychodeliczne Owszem, kombinowałem z różnego typu substancjami. Na początku dla samej fascynacji zmianą percepcji jaką powodowały, później już zdecydowanie jako oczyszczającą podróż w głąb siebie i stworzenia. Tak to odbieram właściwie do tej pory. Zdecydowanie bardziej bliższe mi są naturalne środki- swojsko brzmiące "haluny", muchomory i zielsko przeróżne. Nie lubię chemii z racji bardzo łatwo wyczuwalnych funkcjonalnych intencji twórców danego specyfiku. Kwas sprawia wrażenie zbyt poukładanego, oddziałującego na bardzo wyraźnie określone ośrodki w mózgu, nie ma tej spontaniczności, która siedzi w podróżniku... Z tego względu uważam,że chemia niewiele nauczyła mnie w kwestiach samopoznania. Ale grzyby... Po kolei: Pytałeś o przewodnika i jego rolę. Mam 4 lata starszego przyjaciela, który wprowadził mnie w arkana. Spożywaliśmy wspólnie i nie było sytuacji w której zarysowywałaby się czyjaś chęć prowadzenia. Nie było takiej potrzeby. Myślę, że najważniejsze było poczucie bezpieczeństwa. Składała się na nie na pewno świadomość jazdy na tym samym wózku, ale przede wszystkim wzajemne zaufanie. Dokończę w następnym... |
|
Angus McGregor [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-15 01:27:20 |
Doświadczenia Psychodeliczne Ale grzyby... Przygotowania stanowiły swoisty rytuał, ale nie przywiązywałem do nich wagi. Sprowadzały się do zapewnienia sobie spokoju i komfortu w trakcie podróży. Do tej pory mam dreszcze jak sobie o tym przypominam:)... Trip... Właśnie na grzybach przeżyłem zarazem najpiękniejsze ekstatyczne stany jak najokropniejsze koszmary. Chwile zupełnego oświecenia, poczucie, świadomość i zrozumienie wszechrzeczy są tylko słowami.Jakby wtargnięcie za kulisy stworzenia i oglądanie go demiurgowymi oczyma.Między najdoskonalszym mechanizmem a głuchą nicością. Jednak nie starczy słów, farby czy dźwięków...Ale to wiemy. Najgorsza jest zupełnie wybiórcza pamięć- nie sposób powtórzyć podróżnej myśli, odtworzyć toku, który przywiódł nas do olśnienia. I tęsknota... |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-15 11:33:49 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Najgorsza jest zupełnie wybiórcza > pamięć- nie sposób powtórzyć podróżnej myśli, odtworzyć toku, który > przywiódł nas do olśnienia. Imho to nie tyle kwestia pamięci co faktu że owa myśl była efektem pracy zupełnie innej świadomości. Znaczy- mam na myśli że alternatywne stany świadomości osiągalne w trakcie podróży są tak odmienne że podobnie jak w przypadku Linuksa i Windowsa- świadomość dnia codziennego nie zrozumie nigdy do końca wytworów pracy świadomości podróżnej. Dlatego imho lekcja w całości odbywa się w podróży- do świata rzeczywistego zabieramy jedynie to, czego nas ona nauczyła. > I tęsknota... Tak, bardzo dobrze znam to uczucie ;) Swego czasu otarłem się przez nie o utratę kontroli. |
|
Cerbera [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-16 22:44:16 |
Doświadczenia Psychodeliczne Jak wiadomo medytacja, czy przygotowania do podróży astralnej pomagają w skuteczniejszym działaniu narkotyków, A teraz pytanie : Czy narkotyki pomagają w medytacji, w podróżach astralnych? Czy rozgryzaliście kiedyś coś w tym stylu właśnie, z drugiej strony? Czy pod wpływem narkotyków taka podróż nie jest skazana na wytwór naszej wyobraźni? (jeśli jest coś takiego jak wyjście z ciała) W wielu czytanych prze ze mnie książkach jest napisane, że narkotyki nie pomagają w takich "operacjach", a nawet szkodzą... ziarnko prawdy? |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-16 02:02:49 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Trip... > > Właśnie na grzybach przeżyłem zarazem najpiękniejsze ekstatyczne stany jak > najokropniejsze koszmary. Jeśli mowa o koszmarach :) to dendera jest najlepsza. Kilka godzin ludobójstwa, krwi, ludzkiego skowytu. Bieluniowa baba wywołała totalny chaos, wykorzeniła moralność, jakikolwiek obowiązek . Tylko Ja agresja ,życie i śmierć, zapętlające się w przedziwny sposób. |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-05-12 07:47:38 |
Pogubione klucze Wracając do kwestii bezpowrotnej utraty "tripa" po jego zakończeniu- bardzo pięknie, głęboko i pełnie wgryza się w ten temat kawałek "Rosetta Stoned", autorstwa mojego najulubieńszego artystę-ćupna i bezwzględnego muzycznego idola oraz bóstwa, Maynarda Keenana, oraz jego grupki psycho-tripperów-instrumentalistów ^^ Kawałek (a raczej duet kawałków, bo "Rosettę" poprzedza pełen wskazówek dotyczących interpretacji właściwej treści kawałek o dość znamiennym tytule "Lost Keys" i podtytule "Blame Hofmann" skierowanym do wyjątkowo opornych i nie mających pojęcia czym jest DMT + nie rozpoznających oczywistych dla człowieka który choć raz był "po tamtej stronie" wskazówek dot. sensu zarówno tekstu jak i przede wszystkim muzyki, tego jak pulsuje, zwalnia, rwie się, podnosi i opada w hipnotyczno-organicznym rytmie- w 100% oddając psychodeliczną podróż po wspomnianym niżej środku) opisuje bardzo intensywny i dość charakterystyczny trip po DMT, z punktu widzenia niespecjalnie rozgarniętego, wsiowego głupka. Wybranie właśnie takiego człowieczka do umieszczenia w tekście jest jak sądzę po części (chyba głównie) kwestią dowcipu Maynarda, a po części przekazania dodatkowej treści, wyrażonej najsilniej słowami "Me- the Chosen One. They CHOSE me! And I didn't even graduate from fuckin' high school"- czyli faktu, że psychodelik to substancja sprawiedliwie obdarowywująca wszystkich- nie tylko niezależnie od koloru skóry, płci czy przekonań, ale również intelektu. W każdym razie- kawałek jest wspaniały, poprzedzający go "Lost Keys" natomiast nie jest konieczny, choć warto przesłuchać go chociaż raz, żeby wyłapać kilka MUZYCZNYCH wskazówek do interpretacji MUZYKI (nie tekstu) "Rosetty" i w pełni docenić dowcip jaki MJK wepchnął do tego duetu oprócz samej treści. Słuchając warto zwrócić uwagę przede wszystkim na to jak zmienia się rytm, natężenie, barwa, taktowanie i ogółem wszystko co ma związek z dźwiękiem, w kwestii słów- najlepiej najpierw przesłuchać raz pod kątem dźwięku, klimatu i "odczuć", wyłapując ewentualnie tekst drugiej, spokojniejszej (nie bez powodu) części, jako że pierwsza ma za zadanie oddawać charakterystyczny dla DMT kompletny szok informacyjny, nieopanowane przeładowanie gigantyczną porcją intensywnych (imho intensywność odczuć oddaje w tym kawałku przede wszystkim zmieniające się w raz ze zmianami owych odczuć natężenie dźwięku gitar, rytmika i "moc" bębnów opowiada historię najbardziej podstawowych i "organicznych" efektów takich jak łomot serca, wrażenia pulsowania rzeczywistości, narastającą i opadającą euforię itp., natomiast sam rdzeń tego wszystkiego- niemożliwe do opisania słowami doświadczenie, wyraża najlepiej również zmienna na przestrzeni kawałka barwa, intensywności i finezja głosu Keenana) myśli, wrażeń, myśli, wrażeń i uczuć w bardzo krótkim czasie co objawia się trochę bełkotliwym, bardzo szybkim wokalem z którego trudno cokolwiek wyłapać, szczególnie jeśli angielski nie jest Twoim "pierwszym" językiem. Dobrze jest więc po tym pierwszym przesłuchaniu, przeczytać sobie tekst z internetu, a potem mając to już w jako takiej kupie przesłuchać jeszcze raz. Ciekawie też dobrany został tytuł piosenki- również z dowcipem (gra słowna jedną literą zmieniająca spajający języki kamień z Rosetty na "Naćpaną Rosette", czyli imho kolejną po "zagubionych kluczach" metaforę iście biblijnego pomieszania języków przeżycia psychodelicznego i codziennego życia, uniemożliwiającego interpretację doświadczenia na trzeźwo). Natomiast jeśli chodzi o selektywną pamięć i problemy (czy raczej po prostu niemożność) z zapamiętaniem dużych partii tripu- równie zręcznie i humorystycznie oddają to słowa "can't remember what they said to make me out to be a hero" oraz "must remember to write it down (...) but i forgot my pen". Ogółem zaś żal nad rozjeżdżaniem się tych dwóch równoległych światów, prześlicznie wyraża w pewien sposób płaczliwe mimo, iż naładowane intensywnością, urywane i wściekłe (czy może raczej sfrustrowane) "[we] don't know, [and we] won't know". Generalnie gry słów są przecudowne i urocze ;) Nie będę wsopminał o tym co ten kawałek robi z mózgiem człowieka pod wpływem takiego na przykład LSD (że o DMT nie wspomnę ^^), bo to chyba całkiem oczywiste :D I na koniec- wiem że się rozpisałem i pozornie być może o niczym- ale nie zrobiłem tego bez powodu i jestem przekonany, że dla tego dzieła warto się rozpisywać i to znacznie, znacznie szerzej. Wiem, że jako wielki fan MJK i Toola w ogóle- przyzwyczajony do sposobu w jaki Ci ludzie wyrażają się poprzez uzupełniające się słowa i dźwięki- pewnie odczuwam ten kawałek znacznie intensywniej, ale jestem bezwzględnie pewien, że wart jest on przesłuchania (i to nie jednego), szczególnie przez osoby będące "za pan brat" z tematyką, więc polecam i namawiam ;D Jak ktoś tego nie zna- obowiązkowa lektura ^^ |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-15 11:28:22 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Nie lubię chemii z racji > bardzo łatwo wyczuwalnych funkcjonalnych intencji twórców danego > specyfiku. Kwas sprawia wrażenie zbyt poukładanego, oddziałującego na > bardzo wyraźnie określone ośrodki w mózgu, nie ma tej spontaniczności, > która siedzi w podróżniku... Z tego względu uważam,że chemia niewiele > nauczyła mnie w kwestiach samopoznania. No tak, ale owa "chemia" bardzo często oznacza ten sam związek który zawiera roślinka z tą różnicą że jest czystsza i pozbawiona sporej ilości toksyn które w roślince towarzyszą porządanym środkom lub bezpieczniejszą i mniej szkodliwą alternatywą owego związku. Przykłady- syntetyzowane DMT to nic innego jak Ayahuasca, tyle że bez toksyn wywołujących w pierwszej fazie podróży przerażenie, drgawki i torsje, DXM w lekach bez recepty ma takie samo działanie jak Szałwia Wieszcza przy znacznie wyższej dawce śmiertelnej co rozsądnie zwiększa bezpieczeństwo spożycia.. itp itd. Rozumiesz co mam na myśli-naturalne środki są bardziej "ciekawe" i "niewysterylizowane"- też tak uważam i popieram myśl, ale są jednocześnie często badziej niebezpieczne. |
|
Cerbera [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-15 04:35:17 |
Doświadczenia Psychodeliczne... 1.Jaki masz stosunek do używania owych substancji w celach autotransgresji i osiągania samozrozumienia czy poznawania rzeczywistości? "Twoje ciało, twój wybór - wszystko jest dla ludzi", w odpowiednich proporcjach oczywiście. Mówię sobie stanowcze tak, jeśli pewne substancje pozwalają mi wyjść z rdzenia mojej wyobraźni ku czemuś wykraczającemu zrozumienie, a tym samym pomagają czasem oderwać się od rzeczywistości i poznawać różnice wiążące się z niebytem... a tym samym prowadząc do nowych pytań, działań, dzięki którym inaczej i szerzej spogladam na "świat". Lecz muszę dokładnie zbadać to na sobie, testować dawki, by móc jak najlepiej czerpać korzyści wynikające z przyjmowania danych substancji... nie obejdzie się też bez miłej lektury, która wprowadzi mnie w poznanie "prawdziwego" oblicza danego środka. 2.stosujesz/stosowałeś owe substancje w ww. celach? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Zacznę od rastafariańskiego "sakramentu" jakim jest zielona roślinka o nazwie marihuana. Pierwszy raz ją zapaliłam w wieku 13 lat, lecz dopiero później okazała się miłym "przyjacielem życia". Dlaczego ją palę? Ponieważ pomaga mi odczuwać inaczej barwy, tzn. są nieczytelne, zamglone, a zarazem na światło dzienne wychodzą z nich inne wartości głębi koloru. Po trawce lubię oglądać psychodeliczne filmy, komedie, ponieważ wtedy mój słuch jest wrażliwszy na dźwięki. Lubię ją palić podczas "poznawania prawdy" kiedy to razem z chłopakiem serwujemy po necie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania typu... dlaczego nasz ludzki umysł nie jest w stanie wyobrazić sobie miliarda rzeczy, zahaczamy o kosmologiczne spojrzenia na świat, poznajemy życiorysy wielu ciekawych ludzi... Mimo iż trawka daje tyle fantastycznych wrażeń to nie palę jej dzień w dzień, czasem miesiącami... ponieważ przy dłuższym jej paleniu staję się zbyt rozleniwiona... a jak wiadomo zbyt wielka ilość danej rzeczy powoduje gorszą jakość satysfakcji z jej posiadania. W wieku 17 lat rozpoczęła się moja przygoda z LSD i oddychaniem holotropowym. LSD jest po prostu niesamowite. Znaczki wyzwalają we mnie inny stan świadomości, odczuwam niepowtarzalne rozluźnienie umysłu, widzę otaczającą mnie rzeczywistość razem z rzeczami, które nie są dostrzegalne normalnie. Czasem wizje, i poszukiwania "prawdy" są... aż brakuje mi słów by to opisać... są mą parapsychonieznormalizowaną rzeczywistością. Podczas działania LSD, szkicuję psychodeliczne wizje mej wyobraźni, będące nie zniekształceniem otaczającego mnie świata, lecz przenikaniem przez niego. Jak będę w Polsce znajdę te szkice i dam je na scenę. Seks po tym narkotyku jest totalnym zespoleniem mej "duszy" z "duszą" mego partnera... pieszczoty cielesne są odczuwane psychicznie, a sam orgazm jest trwającym dochodzeniem do szczytu podniecenia. To jest niepojęte jak przez sterowanie odpowiednimi wrażeniami, wspomnieniami, dotykiem, wizjami można tworzyć. Stany podczas LSD inspirują... i ubolewam nad tym, że w UK mam tylko sporadyczne możliwości jego kupna. Jednak czasem pojawiają się krótkie nawroty, które przypominają mi o mych wizjach i są kopniakiem do inspirujacych czynów i poszukiwań. W UK bardzo popularny jest kalypsol, ktorego działanie mnie przeraża... a zarazem wywołuje stan "podroży astralnej", jednak podczas jego działania nie jestem w stanie nic malować, ani konwersować... dlatego biorę go cholernie sporadycznie... Kilkanaście razy miałam dostęp do tzw "pigułki gwałtu" lecz w znacznie mniejszych ilościach nie powodujących całkowitego oderwania się od rzeczywistości... poprawiała sztucznie samopoczucie, a świat stawał się weselszy niczym przy zielonej akceptacji wszystkiego. W Wrexham poznałam kilku Filipińczykow, ktorzy zaproponowali mi palenie Yopo, oraz wciąganie "dziwnej" tabaki... powiem tyle: było zajebiście poważnie, wprowadzając się w stan maniakalnego śpiewu.. ciągle śpiewaliśmy oni w swoim a ja w swoim języku... zespolenie narodowości. Jest też popers, który powoduje u mnie krotkotrwałe nasilenie właściwości trawki.. nasilenie razy 50 oczywiście... To jest jak szok, który zanim zrozumiesz znika z twojego ciała... dosyć idiotyczne, lecz łatwo dostępne i tanie ;). Pierwszy buch z wysuszonych liści dębu (po wcześniejszym zmoczeniu w spirytusie) coś takiego powoduje - bezsensowne działanie. Psychiatrzy często przepisywali mi środki antydepresyjne, co do których nie mam przekonania, gdyż cholernie otępiały mój umysł i działania... a tym samym nie pomagały mi w powrocie do równowagi psychicznej. Wspominałeś coś o grzybkach halucynkach? Najczęściej jadłam je w bułce z dużą ilością masła przed sprawdzianem z polskiego, i przed lekcjami sztuki... wydawało się, że kreska żyje, przenika przeze mnie... większe halucynacje miałam podczas wieczornych wypadów za miasto podczas, ktorych zdarzały sie sytuacje typu "stanie na skrzyżowaniu i czekaniu aż słoń przejdzie". Halucynacje po grzybach są świetną zabawą z moimi nieświadomymi lękami i koszmarami. Brałam też amfę, sporadycznie kokę, ktore pomagały mi w wyczerpaniu fizycznym... i w pisaniu wierszy- jednak z tym rodzajem dragów to jest dla mnie niebezpieczna zabawa, mam przy nich skłonności do niepohamowanego apetytu na nie. Dobra, trochę tego już jest... w sumie lubię czerpać inspiracje ze wszystkiego i sporadycznie dobierać sobie pomocników w wychodzeniu w odmienny stan świadomości. 3.Jak uchronić się przed niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych rzeczywistościach naszego umysłu? Pozwolić popłynąć swej wyobraźni. 4.Kto może być takim nauczycielem? Jakie cechy są konieczne aby był w stanie ochronić nas przed nami samymi? Jaką rolę w tej ochronie odgrywa rytuał, tradycja i "kultura ćpania", przekazywana przez owego przewodnika? Nauczycielem ćpania jesteś ty sam, uczniem ćpania jesteś ty sam. To od ciebie zależy jak wykwintnie poszukujesz informacji o danej substancji, a tym samym jak ją dawkujesz. Co nas ratuje? Czerwona lampka, która świeci jedynie osobom dojrzałym psychicznie i absolutnie świadomym działania narkotyku... nie można ufać nawet sobie samemu. 5.Jakie inne środki ostrożności należy Twoim zdaniem podjąć aby zabezpieczyć się przed niebezpieczeństwami? Znaleźć 100 innych rzeczy, które są ważniejsze dla ciebie niż branie danego narkotyku, zrozumieć dogłębnie jego wady i zalety, a następnie znów wady aby im zapobiec. Przy braniu silnych halucynogennie specyfików musi się znaleźć osoba całkowicie trzeźwa poinformowana jak należy postępować gdy "coś jest zbytnio nie tak". Samokontrola, badanie swojej psychiki i ciała. 6. Intensywność doświadczenia psychodelicznego nie zawsze jest współmierna do wagi nauki jakie można z niego wyciągnąć. Ważnych rzeczy można nauczyć się nawet przy użyciu marijuany, jeśli tylko chcesz się UCZYĆ a nie ZABAWIĆ. Zgadzasz się z tym? Pewnie, wszystko zależy od tego jaki pożytek mają pomóc w wywołaniu narkotyki i jak chcesz ten pożytek spożytkować 7.Jaka była Twoja pierwsza lekcja? Czego się nauczyłeś/aś? A ta najważniejsza? Pierwsza lekcja była była w temacie LSD, całkowicie niezrozumiana. A tą najważniejszą był wybór. 8.Jaki jest Twój stosunek do rytuałów mistycznych związanych z używaniem substancji psychoaktywnych? Czy stosujesz owe ryty? Dlaczego tak? Dlaczego nie? (3 ostatnie pytania oczywiście dotyczą tych którzy w ogóle stosują psychodeliki do "poznawania siebie"). Medytacja, odpowiednie oddychanie, śpiew, taniec... ponieważ są pomocne w doskonalszym odczuwaniu właściwości narkotyku. 9.Jaki masz stosunek do sztuki natchniętej podróżami psychodelicznymi? Czy Twoim zdaniem sztuka pełnie oddaje owe przeżycia? Czy w ogóle cokolwiek jest w stanie je opisać? Sama często tworzę taką sztukę ( choć na razie nie macie do niej wglądu). Sztuka natchniona, pełna magii, uroku, mistyki... oddaje tylko cząstkę (czasem większą lub mniejszą) tego co autor dzieła przeżywa, lecz nawet ta cząstka jest niepowtarzalna. Nie da się tego w pełni przelać, ... a czasem nic nie jest w stanie tych doświadczeń opisać... |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-15 11:09:54 |
Doświadczenia Psychodeliczne... > W UK bardzo popularny jest kalypsol, ktorego działanie mnie przeraża... a > zarazem wywołuje stan "podroży astralnej", jednak podczas jego działania > nie jestem w stanie nic malować, ani konwersować... dlatego biorę go > cholernie sporadycznie... Czyli swoje podróże prowadzisz zakotwiczając się w rzeczywistości końcówką pędzla/stalówką pióra? Ja osobiście lubię podnosić kotwicę i wypływać "bez trzymanki" w otchłań doznań. I dlatego właśnie dla mnie takie ważne jest przygotowanie do podróży, gdy nie ma kotwicy, łódź potrzebuje porządnego sternika. >> 3.Jak uchronić się przed niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych >> rzeczywistościach naszego umysłu? > Pozwolić popłynąć swej wyobraźni. No tak, ale gdy to zrobisz nic nie chroni Cię przed rafami i górami lodowymi. A o to właśnie pytam- jak na nie nie wpaść? > Nauczycielem ćpania jesteś ty sam, uczniem ćpania jesteś ty sam. To od > ciebie zależy jak wykwintnie poszukujesz informacji o danej substancji, a > tym samym jak ją dawkujesz. Co nas ratuje? Czerwona lampka, która świeci > jedynie osobom dojrzałym psychicznie i absolutnie świadomym działania > narkotyku... nie można ufać nawet sobie samemu. Zdecydowanie nie, szczególnie pod wpływem DMT ^^ Ale nie zgodzę się z tezą że ekploracja świata psychodelików jest w pełni bezpieczna i WARTOŚCIOWA bez doświadczeń osoby trzeciej która poprowadzi człeka przez meandry jego umysłu. Niektóre lekcje są po prostu zbyt skąplikowane żeby samemu rozwikłać ich znaczenie. > Przy braniu silnych halucynogennie specyfików musi > się znaleźć osoba całkowicie trzeźwa poinformowana jak należy postępować > gdy "coś jest zbytnio nie tak". Imho efekty halucynogenne są względnie bezpieczne. Problemy o których chciałbym pogadać to np. utrata kontroli nad procesami znacznie głębszymi, jak rozszczepienie ego czy oderwanie tożsamości od świadomości. Wiele z tych stanów w przypadku braku przygotowania (a tym przygotowaniem imho może być tylko wiedza i doświadczenie wspominanego przewodnika, który sam doświadczył już tych przeżyć i wprowadzi nas w nie na podstawie swoich doświadczeń) może być nie tyle nawet przerażających co spowodować nieodwracalne szkody w naszych umsyłach. Każde przeżycie psychodeliczne odciska na podróżniku piętno. Od tego jak sobie z nim poradził zależy czy będzie to piętno mądrości czy szaleństwa. > Sama często tworzę taką sztukę ( choć na razie nie macie do niej wglądu). > Sztuka natchniona, pełna magii, uroku, mistyki... oddaje tylko cząstkę > (czasem większą lub mniejszą) tego co autor dzieła przeżywa, lecz nawet ta > cząstka jest niepowtarzalna. Nie da się tego w pełni przelać, ... a czasem > nic nie jest w stanie tych doświadczeń opisać... Osobiście w pełni zgadzam się z tym ostatnim ;) Pozdro |
|
Cerbera [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-15 12:05:59 |
Doświadczenia Psychodeliczne... > Czyli swoje podróże prowadzisz zakotwiczając się w rzeczywistości końcówką > pędzla/stalówką pióra? Ja osobiście lubię podnosić kotwicę i wypływać "bez > trzymanki" w otchłań doznań. I dlatego właśnie dla mnie takie ważne jest > przygotowanie do podróży, gdy nie ma kotwicy, łódź potrzebuje porządnego > sternika. > Najczęściej tak... lecz wtedy gdy za bardzo odpłynę nie ważny staje się dla mnie pędzel, tylko to co siedzi czy też wypływa ze mnie... > > Pozwolić popłynąć swej wyobraźni. > > No tak, ale gdy to zrobisz nic nie chroni Cię przed rafami i górami > lodowymi. A o to właśnie pytam- jak na nie nie wpaść? > jak wiadomo jest to niezrozumiany stan naszej świadomości, jeśli pragnę odpłynąć w nieznane... wyciągam wnioski z przeżyć, zapisuję je na kartce. Jesli odpływam to nie jestem w stanie niczego powstrzymać... po prostu dać płynąć... nie przerażać się... sprawdzać stan swej psychiki, powoli pozwalając na dalsze i głębsze podróże.. stopniowo podnosić sobie poprzeczkę. > Zdecydowanie nie, szczególnie pod wpływem DMT ^^ Ale nie zgodzę się z tezą > że ekploracja świata psychodelików jest w pełni bezpieczna i WARTOŚCIOWA > bez doświadczeń osoby trzeciej która poprowadzi człeka przez meandry jego > umysłu. Niektóre lekcje są po prostu zbyt skąplikowane żeby samemu > rozwikłać ich znaczenie. Dlatego książki, książki i wiedza o tej tematyce, gdy nie ma osoby trzeciej... > > > Przy braniu silnych halucynogennie specyfików musi > > się znaleźć osoba całkowicie trzeźwa poinformowana jak należy > postępować > > gdy "coś jest zbytnio nie tak". > > Imho efekty halucynogenne są względnie bezpieczne. Problemy o których > chciałbym pogadać to np. utrata kontroli nad procesami znacznie głębszymi, > jak rozszczepienie ego czy oderwanie tożsamości od świadomości. Wiele z > tych stanów w przypadku braku przygotowania (a tym przygotowaniem imho > może być tylko wiedza i doświadczenie wspominanego przewodnika, który sam > doświadczył już tych przeżyć i wprowadzi nas w nie na podstawie swoich > doświadczeń) może być nie tyle nawet przerażających co spowodować > nieodwracalne szkody w naszych umsyłach. Każde przeżycie psychodeliczne > odciska na podróżniku piętno. Od tego jak sobie z nim poradził zależy czy > będzie to piętno mądrości czy szaleństwa. Powiem Ci, że przygotowania takie jak do podróży astralnej mi pomagają, odpowiednie oddychanie, oczyszczenie umysłu, a dopiero później narkotyk... właśnie to przygotowuje mnie do wyjścia poza siebie... w nieznane. A teraz będzie zabawa w zjaranego tatuażystę na Birkenhed... jadę na ciała, będące mą canvą... |
|
Neron [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-15 06:35:33 |
Doświadczenia Psychodeliczne Sądząc po rozpiętości wątku spożyłeś kilkogram śniegu :) Pierwsze i najbardziej oczywiste pytanie jakie samo się nasuwa brzmi- jaki masz stosunek do używania owych substancji w celach autotransgresji i osiągania samozrozumienia czy poznawania rzeczywistości? W 'epoce' dzieci kwiatów nazywano te specyfiki "poszerzaczami świadomości" . W Polsce okazało się że niektórym jednostkom spożywanie tą świadomość zawężało. Zdarzało mi się zastanawiać czy można 'bardziej' zawęzić świadomość hip hopowca. W celach poznawczych tak , regularne spożywanie robi dziurę w mózgu i zniekształca 'krajobraz' . I drugie, które (przynajmniej mi) przychodzi automatycznie na myśl zaraz po pierwszym: stosujesz/stosowałeś owe substancje w ww. celach? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Tak i nazywałem swoje stany "wyższymi stanami świadomości" . Stworzyłem z gronem sympatyków różnych chemikaliów i 'naturaliów' grę hazardową gdzie o zwycięstwie decydował czynnik nazywany telepatią . Okazało się że niechęć do przegranej zwiększała 'prawdopodobieństwo występowania szcześcia' . Niestety fakt nieudokumentowany , istniejący jedynie w słownych przekazach . I tu wkracza moje kolejne pytanie- jak uchronić się przed niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych rzeczywistościach naszego umysłu? Nigdy nie dać im pełni wiary , mieć świadomość że celowo zniekształcamy swoje postrzeganie rzeczywistości aby osiągnąć konkretne cele, niekoniecznie naukowe raczej zwiazane z inspirującym samopoczuciem. Kto może być takim nauczycielem? Jakie cechy są konieczne aby był w stanie ochronić nas przed nami samymi? Jaką rolę w tej ochronie odgrywa rytuał, tradycja i "kultura ćpania", przekazywana przez owego przewodnika? W tym przypadku pojawia sie całkowicie pozbawione fizycznych działań ustalenie hierarchii - na "wyższym poziomie" . Często samozwańczy guru doskonale wie jak zarządzać grupą gdyż korzysta ze swoich wrodzonych cech 'charakterologicznych' , mozna nawet powiedzieć instynktownych . Dominacja guru jest pozorna gdyż realnie jego pozycja wynika z powszechnej akceptacji , mającej często źródło w niechęci do odpowiedzialności , spychalnictwie , lękliwości itd . Mówienie o ochronie wydaje się tutaj nie na miejscu. Wysyłanie sygnału "chronić przed nami samymi" - mówi wyraźnie że jedna nogą wciąż dotykamy ziemi . Jakie inne środki ostrożności należy Twoim zdaniem podjąć aby zabezpieczyć się przed niebezpieczeństwami Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób . Chciałem jazdy i ją miałem świadom skutków . Ilość nie grała roli , mocny kop na początek a potem podtrzymanie odpowiedniego stanu do znudzenia i powrotu , zwykle po ciekawych przeżyciach wcale nie przypominającego uciążliwego kaca . Ryzykujesz czy zażywasz mało czy dużo . Wg mnie nie ma sensu zastanawiać sie nad redukcją zagrożeń bo one po prostu są. Trzeba trochę desperacji albo dać sobie spokój . Jaka była Twoja pierwsza lekcja? Czego się nauczyłeś/aś? A ta najważniejsza? Ciekawa. Niczego. Chroń się przed zainteresowaniem . |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-15 11:19:33 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Sądząc po rozpiętości wątku spożyłeś kilkogram śniegu :) Jeśli masz na myśli amfę, nigdy nie spożywałem ;) Ograniczam się do środków o działaniu stricte psychodelicznym, speedy i inne czysto rekreacyjne dragi mnie nie ciągną. > W tym przypadku pojawia sie całkowicie pozbawione fizycznych działań > ustalenie > hierarchii - na "wyższym poziomie" . Często samozwańczy guru doskonale wie > jak zarządzać grupą gdyż korzysta ze swoich wrodzonych cech > 'charakterologicznych' , mozna nawet powiedzieć instynktownych . > Dominacja guru jest pozorna gdyż realnie jego pozycja wynika z powszechnej > akceptacji , mającej często źródło w niechęci do odpowiedzialności , > spychalnictwie , lękliwości itd . Mówienie o ochronie wydaje się tutaj nie > na miejscu. Wysyłanie sygnału "chronić przed nami samymi" - mówi wyraźnie > że > jedna nogą wciąż dotykamy ziemi . Chciałbym tylko dodać że nie mam tu na myśli żadnego guru, przywódcy, szefa- ale przewodnika, nie osobę która kieruje ale która wskazuje kierunek pokazując ścieżki i skutki podążania nimi. Najbardziej obrazowym przykładem jest właśnie instytucja szamana w kulturach połódniowoamerykańskich. Nie żebym był jakimś fanem czerwonoskórych, ale imho przodują w sensownym ćpaniu ;D |
|
Neron [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-16 03:54:18 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Chciałbym tylko dodać że nie mam tu na myśli żadnego guru, przywódcy, > szefa- ale przewodnika, nie osobę która kieruje ale która wskazuje > kierunek pokazując ścieżki i skutki podążania nimi. Najbardziej obrazowym > przykładem jest właśnie instytucja szamana w kulturach > połódniowoamerykańskich. Nie żebym był jakimś fanem czerwonoskórych, ale > imho przodują w sensownym ćpaniu ;D Zgodzę się że indianie zbudowali połowę /albo i więcej/ swojej kultury, religii i świadomości świata na środkach odurzających . Uważam jednak że instytucja szamana jest równoznaczna z guru w naszej europejskiej współczesności . Obaj odpowiadają na pytania na które nie odpowie nikt inny . Wydaje mi się że po prostu skojarzyłeś słowo guru z pejoratywnym obliczem sekt. Zapewne zaskoczę cię jeżeli powiem iż przez pewien czas byłem taką osobą, co ciekawe wcale nie zabiegając o taką pozycję . |
|
Emilos [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-22 02:56:55 |
Doświadczenia Psychodeliczne Wiesz indianie już dawno widzieli duchy pod wpływem.! Jeżeli się naćpałeś to nie opisuj tego co ci się wydawało co było!!! Przeżyj coś na trzeźwo!! |
|
Corvus ( Bullet ) Wysłano: 2008-03-26 21:28:08 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Wiesz indianie już dawno widzieli duchy pod wpływem.! Jeżeli się naćpałeś > to nie opisuj tego co ci się wydawało co było!!! Przeżyj coś na > trzeźwo!! Widzę że kompletnie nie wiesz o co mi chodzi ;) Uwielbiam ignorantów, są tacy słodcy kiedy rzucają wkoło tym swoim stereotypowym, konformistycznym błockiem. Ale coż, tradycyjnie będę grzeczny i nie będę rozpisywał kwestii tego co myśle o ludziach wypowiadających się na obce im tematy, powiem natomiast że masz prawo posiadać swoje zdanie, ale zastanów się nad użyciem trybu rozkazującego w ostatnich dwóch zdaniach swojej ambitnej, rozbudowanej i mnóstwo wnoszącej do tematu wypowiedzi. Jako że jestem snob, egoista i w dodatku pieniacz (co więcej jakiś debil wgniótł mi dzisiaj na parkingu drzwi i spierdzielił lakier więc ogólnie jestem wkurwiony) dorzucę jeszcze od siebie iż prawdopodobnie przez swoje nie tak znowu długie życie doświadczyłem na trzeźwo (i nietrzeźwo) odrobinę więcej niż Ty kiedykolwiek doświadczysz ze swoim słabowitym, zabawnym "światopoglądzikiem". Suma sumarum: spierdalaj :D Howgh!! ^^ |
|
Asomvell [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-03-28 12:56:29 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Pierwsze i najbardziej oczywiste pytanie jakie samo się nasuwa brzmi- jaki > masz stosunek do używania owych substancji w celach autotransgresji i > osiągania samozrozumienia czy poznawania rzeczywistości? Obok innych metod poznawczych ta jest jak najbardziej efektywna. > I drugie, które (przynajmniej mi) przychodzi automatycznie na myśl zaraz > po pierwszym: stosujesz/stosowałeś owe substancje w ww. celach? Dlaczego > tak? Dlaczego nie? Stosuje sporadycznie tylko marihuane w sytuacjach kiedy potrzebuje odpowiedzi na cos szybciej niz zwykla droga, gdy potrzebuje blysku oswiecenia a nie powolnego dojrzewania do zrozumienia. > I tu wkracza moje kolejne pytanie- jak uchronić się przed > niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych rzeczywistościach naszego > umysłu? Osobiście jedyną znaną mi tarczę przed owymi niebezpieczeństwami > jest przewodnik-nauczyciel, który przygotuje > podróżnika do eksploracji umysłu. Zawsze podrozuje z demonami, w ich towarzystwie i pod ich opieka. > Kto może być takim nauczycielem? Jakie cechy są konieczne aby był w stanie > ochronić nas przed nami samymi? Jaką rolę w tej ochronie odgrywa rytuał, > tradycja i "kultura ćpania", przekazywana przez owego przewodnika? Zawsze gdy rozpoczynam podroz wyciszam sie, przywoluje osoby ktore chce zabrac ze soba. Trwa to chwile, ale dopiero wtedy przekraczamy bramy nocy. > Jakie inne środki ostrożności należy Twoim zdaniem podjąć aby zabezpieczyć > się przed niebezpieczeństwami- Tak w podrozach wspomaganych zielem jaki i w astralnych eksploracjach na trzezwo - zawsze dysponuje osobista bronia magiczna. Jest to moja wlasna energia skupiona do formy wizualnej, namacalnej. Stanowi ewentualna pomoc w nieprzewidzianych wypadkach, bo demon nie bedzie mnie bronil przede mna sama, ani przed tym co nieprzewidzianego spotkam - zawsze to bedzie moja podroz. Demon nauczy jak z tego potencjalu korzystac w razie potrzeby. Raz jedyny zdarzylo sie, ze musialam walczyc. > intensywność doświadczenia psychodelicznego > nie zawsze jest współmierna do wagi nauki jakie można z niego wyciągnąć. > Ważnych rzeczy można nauczyć się nawet przy użyciu marijuany, jeśli tylko > chcesz się UCZYĆ a nie ZABAWIĆ. Calkowicie zgadzam sie z powyzszym twierdzeniem i podpisuje sie pod nim. Wszystko, czego uzywam, co praktykuje traktuje bardzo powaznie i absolutnie nie jestem zwolenniczka stosowania czegokolwiek z tych rzeczy dla zabawy. Oczywiscie pisze tylko za siebie. > Zgadzasz się z tym? > Jaka była Twoja pierwsza lekcja? Czego się nauczyłeś/aś? A ta > najważniejsza? Pierwsza?? Nie pamietam :)) Najwazniejsza?? Staram sie nie umniejszac znaczenia zadnej z nauk doswiadczonych. Czasem cos zdaje sie "male" bo jest jeszcze niezrozumiane. Staram sie nie klasyfikowac w ten sposob. > Teraz chciałbym rozszerzyć kwestię tradycji i rytuału podróży > psychodelicznych. Moim zdaniem ryt jest ważnym, nieodłącznym elementem > rozwijania się poprzez podróże psychodeliczne. Pełni on rolę przygotowania > do podróży oraz umożliwia właściwą jej interpretacje. Przekazywanie owej > wpomnianej wcześniej pod inną nazwą "kultury podróżowania" jest imho > kolejnym ważnym obowiązkiem przewodnika. Rzeczywiscie podroz moze byc czescia rytu, jego kulminacja i celem, przestrzen rytualna jak najbardziej ukierunkuje swiadomosc na cel podrozy i przygotuje na wejscie w inne stany rozumienia i pojmowania. Ale nie zawsze musi to byc rytual, czasem wystarczy krotka medytacja i wyciszenie sie. Przewodnik moze pokierowac i tak jak piszesz - przekazac ta wiedze, ale moze byc tez odwrotnie: podroznik moze sam stworzyc wlasna "kulture podrozy" i tylko skonsultowac ja z przewodnikiem. > Jaki jest Twój stosunek do rytuałów mistycznych związanych z używaniem > substancji psychoaktywnych? Czy stosujesz owe ryty? Dlaczego tak? Dlaczego > nie? (3 ostatnie pytania oczywiście dotyczą tych którzy w ogóle stosują > psychodeliki do "poznawania siebie"). Ja osobiscie nie stosuje srodkow poszerzajacych swiadomosc podczas zadnych rytow. Zawsze wszystkie ryty wykonuje na trzezwo, jedynie witam zaproszonych gosci winem i tylko ta uzywka w umiarkowanej ilosci towarzyszy mi podczas trwania ceremonii. Natomiast czasem rytual o tematyce spojnej z planowana podroza jest jej poprzedzeniem. Wtedy - dopiero gdy zamykam ryt - nastepuje czas podrozy. > Jaki masz stosunek do sztuki natchniętej podróżami psychodelicznymi? Czy > Twoim zdaniem sztuka pełnie oddaje owe przeżycia? Czy w ogóle cokolwiek > jest w stanie je opisać? Nie mam nic przeciwko takiemu tworzeniu, jednak sama nie stosuje tej metody inspiracji. A czy sztuka jest w stanie w pelni oddac przezycie psychodeliczne czy mistyczne? Nie wiem, to musi ocenic sam artysta. Tylko on wie, czy udalo sie zamknac wizje w kolorze, slowie czy ksztalcie. > Pozdrawiam, > Marcin Pozdrawiam, Asomvell |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-04-25 23:16:07 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Historia używania wielu z tych substancji (pejotl, grzybki, Ayahuasca) w > tym właśnie celu jest stara jak ludzkość. Przodowali w tym południowo > amerykańscy indianie, bardzo wiele systemów religijnych plemion > indiańskich opierało się na zastosowaniu tych substancji do wywoływania > przeżyć mistycznych, obcowania z bogami, duchami, itp. Grzyby przyczyniły się do kształtowania ludzkiego umysłu. Siły o wyjątkowym natężeniu, które brały podróżującego w posiadanie przeobrażały świat biologii w świat kultury (przyspieszały hodowle mózgu ) . Prawdopodobne ze właśnie tak powstała idea ludzkiego ciała - umysł . Jedna z pierwszych inicjacji ludzkości (od zwierzęcości do człowieka) odbyła się dzięki halunom, to one leżą u podstaw symbolicznego myślenia. Faktem jest również wpływ grzybowych stanów emocjonalnych na umacnianie więzi społecznych, wszystko dzięki poczuciu jedności miedzy podróżującym a uniwersum . |
|
M.N. Ramirez [ nieaktywne ] Wysłano: 2008-05-14 13:07:31 |
Doświadczenia Psychodeliczne > Pierwsze i najbardziej oczywiste pytanie jakie samo się nasuwa brzmi- jaki > masz stosunek do używania owych substancji w celach autotransgresji i > osiągania samozrozumienia czy poznawania rzeczywistości? Pozytywny. Mam świadomość, że środki psychodeliczne służyły jako transgresyjne medium od… dawna, bardzo dawna. W nich była / jest zawarta "siła poznawcza". Tylko że upłynęło wiele czasu od tamtych dni, ciągłość tej tradycji ( min. szamańskiej ) została w świecie zachodu w oczywisty sposób przerwana jakiś czas temu… Obawiam się, że współcześnie można podjąć co najwyżej próby rekonstrukcji tej tradycji, jednakowoż zawsze w jakimś stopniu będzie to jej wyobrażenie. Rzecz w tym że stosowanie środków psychodelicznych w celach poznawczych to nie wszystko, z tym wiążą się obrządki / ryty / tradycje, których my ( przeciętni zjadacze chleba, samozwańczy okultyści, neo-poganie czy inny tam świat zachodu ) świadomości nie mamy. Oczywiście można podjąć własny trud eksploracji swojej psychiki oraz świata zewnętrznego na psychodelicznej jeździe, tylko że wiąże się to z ryzykiem proporcjonalnym do zamiarów plus możliwości i siły zażywanych środków. W autotransgresji, osiąganiu samo-zrozumienia albo poznaniu rzeczywistości środki psychodeliczne to nie wszystko. To tylko medium, które samo w sobie nie ma żadnej właściwości poza narkotycznymi walorami. Trzeba więcej, wiele więcej. W przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, że zażywanie psychodelików zamieni się w bezskuteczne szukanie po omacku ( A i to wtedy gdy jest intencja ) lub po prostu ćpanie. > I drugie, które (przynajmniej mi) przychodzi automatycznie na myśl zaraz po > pierwszym: stosujesz/stosowałeś owe substancje w ww. celach? Dlaczego tak? > Dlaczego nie? Stosowałem. Używałem ( liśmy ) narkotyku jako katalizatora w rytach, coś w rodzaju wspomagacza, który pozwala osiągnąć odmienny stan ( lub coś na ten kształt ^^ ). Względnie pryzmat, przez który filtruje się rzeczywistość. Jednym słowem: Kontemplacja. Obecnie nie praktykuje. Dlaczego? Miałem za mało rozumu, w prostej linii podążałem w stronę uzależnienia. Po drodze zaliczyłem ciężką zapaść. Zabrakło "przewodnika", osoby która potrafiłaby pokierować mnie na tej ścieżce. A tak przy okazji: Zawsze mnie zastanawiało czy zażycie określonych środków psychodelicznych jest konieczne do osiągnięcia pewnych rezultatów, na ten przykład weźmy sobie inicjację szamańską. Czy jest możliwe doświadczenie w tak intensywny sposób śmierci ? Czy trzeba się naćpać, żeby zstąpić w zaświaty, zobaczyć ducha opiekuna – przewodnika? > I trzecie ostatnie (w tej grupce ^^): jeśli nie stosujesz i nie stosowałeś- > na jakiej podstawie budujesz > stosunek o który pytałem na początku? Badań > naukowych? Obiegowych opinii? Własnych przemyśleń? Relacji znajomych? Wcześniej o tym nie wspomniałem, ale tutaj jest okazja. Swoje przemyślenia, wnioski opieram także na doświadczeniach osób mi bliskich, np. Brat, który podobnie do Ciebie jest gorącym sympatykiem środków psychodelicznych. > I tu wkracza moje kolejne pytanie- jak uchronić się przed > niebezpieczeństwami podróży po alternatywnych rzeczywistościach naszego > umysłu? Osobiście jedyną znaną mi tarczę przed owymi > niebezpieczeństwami (i nie mam tu na myśli wyłącznie tych oczywistych jak > ryzyko uzależnienia, przed którym chroni jedynie dojrzałość emocjonalna i > zdrowy rozsądek z domieszką silnej woli czy destruktywny wpływ na zdrowie > przed którym, niestety, w pełni nie chroni nic, ale przede wszystkim > niebezpieczeństwa związane z błędną interpretacją doświadczeń > psychodelicznych a także groźbę popadnięcia w chorobę psychiczną wiszącą nad > ludźmi którzy bez przygotowania i dostatecznej odporności emocjonalnej > wystawiają się na działanie psychodelików) jest przewodnik > -nauczyciel, który przygotuje podróżnika do eksploracji umysłu. Poza niżej wspomnianym przez Ciebie przewodnikiem ? Hm. IMHO trzeba wiedzieć jak i gdzie szukać, jeżeli już decydujemy się podróżować po alternatywie. Przewodnik nie jest konieczny, jak wskazują doświadczenia mojego brata. Nikt nigdy go nie prowadził, zawsze działał raczej w kolektywie bez zhierarchizowania relacji ( np. przewodnik – poszukiwacz ). Trzeba jasno określić własne priorytety i ich nie porzucać. Wytyczyć kurs, określić cel – Dlaczego szukamy poprzez psychodeliki ? Czego tak właściwie szukamy ? Co się stanie jak już to znajdziemy ? Ostatnie ( chyba najważniejsze ): Słuchać Siebie… Podążanie za przeczuciami, zbiegi okoliczności, dostrzeganie i rozumienie splotów przyczynowo – skutkowych ( wydarzeń ), które zachodzą wokół nas… Nie wiem jak to jaśniej określić. Po prostu … dostrzega się więcej… albo spogląda się inaczej ? ( W końcu jesteśmy na haju ^^ ). Koniec końców sprawa przeciwdziałania rozbija się o źródła, z których czerpiemy inspirację i wskazówki. Ty sugerujesz przewodnika, którego miałeś szczęście spotkać. Ale – myślę sobie – jest wielu ludzi, którzy zgłębiali temat na własną rękę w oparciu o podania, literaturę, doświadczenia innych etc. Nie wszystkie samouki kończą jak ćpuny czy ze stróżką śliny, która ścieka im po podbródku. > Znowu można tu sięgnąć do korzeni tradycji stosowania psychodelików wśród > rdzennych Amerykanów, w tych kulturach znaczącą rolę pełnił szaman, będący > (między innymi) przewodnikiem po groźnej krainie duchów. Sam takiej właśnie > osobie zawdzięczam fakt iż początki > moich "zabaw" z psychodelikami nie > skończyły się regularnym ćpaniem jako że zacząłem zbyt wcześnie i moja > niecierpliwość do pary z niedojrzałością o mało swego czasu nie skończyła > się popadnięciem w nałog, czy może raczej ciężkie uzależnienie od ekstazy > (nie, nie mam na myśli ' dosłownie' indiańskiego szamana, lol :D). Masz na myśli człowieka, który miał za sobą wiele doświadczeń w podróżach? Czy może kogoś, kto przeszedł inicjację ? > Kto może być takim nauczycielem? Jakie cechy są konieczne aby był w stanie > ochronić nas przed nami samymi?? Mówiąc najkrócej: Ten który wie. " Nauczyciel pojawi się kiedy uczeń jest gotowy " Uważam, że bezcelowe jest wymienianie cech, którymi powinien charakteryzować się potencjalny przewodnik. IMHO to indywidualne dostrojenie się tych dwóch person, które podejmują decyzję na splecienie ze sobą swoich ścieżek. Oba bieguny będą na siebie silnie oddziaływać, jednocząc się w akcie dawania – brania. Przychodzą mi na myśl tylko oczywistości, że doświadczenie, wiedza i zdrowie psychiczne ( Zda się, że w wypadku szamanów ostatnie jest pod znakiem zapytania ^^ ). > Jakie inne środki ostrożności należy Twoim zdaniem podjąć aby zabezpieczyć > się przed niebezpieczeństwami- nie tylko tymi wynikającymi bezpośrednio z > użycia substancji psychoaktywnych, ale też tymi mającymi źródło w > intensywności i sile z jaką doświadczenie psychodeliczne oddziałuje na > człowieka (pomijając oczywiste środki ostrożności w postaci stosowania > odpowiednio długich przerw między podróżami, precyzyjnego kontrolowania > dawki zażywanych środków i poprzedzania każdej podróży odpowiednimi > przygotowaniami teoretycznymi dotyczącymi środka i jego oddziaływania na > organizm)? BHP ? Może wrócę do zagadnienia w późniejszych postach, teraz nie przychodzi mi nic do głowy za wyjątkiem banałów typu: zachowywanie odpowiedniego stanu psychicznego etc. > Lecimy dalej. > > Oczywiście nie każde zażycie jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej czegoś > człowieka nauczy. Moją pierwszą poważną i ważną "psychodeliczną lekcją" były > proste doświadczenia estetyczne wywołane średnimi dawką meskaliny. > Zrozumiałem dzięki temu bardzo głęboko różnicę między rzeczywistością a jej > obrazem jaki tworzy umysł- dotykając dźwięków, słysząc zapachy i smakując > barwy. Jedna z najważniejszych również była efektem bardzo prostych > doświadczeń psychodelicznych- ta która nauczyła mnie rozróżniać istotę > wydarzeń od wywoływanych przez nie uczuć, poprzez autoanalizę własnych > emocji pod wpływem niewielkich dawek lekkich psychodelików na tle ich > zupełnie błahych powodów. Te dwie lekcje są moim argumentem dla > twierdzenia: intensywność doświadczenia psychodelicznego nie zawsze jest > współmierna do wagi nauki jakie można z niego wyciągnąć. Ważnych rzeczy > można nauczyć się nawet przy użyciu marijuany, jeśli tylko chcesz się UCZYĆ > a nie ZABAWIĆ. > > Zgadzasz się z tym? Oczywiście. > Jaka była Twoja pierwsza lekcja? Czego się nauczyłeś/aś? Kiedy zaczynałem swoje doświadczenia z narkotykami / psychodelikami byłem w podstawówce. Początkowo – jasna sprawa – traktowałem to tylko jako zabawę, odskocznie. Zresztą, mniejsza o szczegóły. Pewnego razu byłem świadkiem jak jeden z kompanów wpływa na drugiego, sprytnie zaszczepiał mu różnego rodzaju sugestie i / lub wydając polecenia, które były wypełnianie bez zmrużenia oka. Wtedy przekonywałem się o sile podświadomości, jej korelacji ze świadomością, wpływem na człowieka i możliwościach w jej wykorzystywaniu / eksploracji. > A ta najważniejsza? Umarłem, albo byłem kurewsko bliski tego. Tak czy inaczej – Nastąpiła trwała zmiana. A Twoja najważniejsza lekcja ? > Teraz chciałbym rozszerzyć kwestię tradycji i rytuału podróży > psychodelicznych. Moim zdaniem ryt jest ważnym, nieodłącznym elementem > rozwijania się poprzez podróże psychodeliczne. Pełni on > rolę przygotowania do podróży oraz umożliwia właściwą jej interpretacje. > Przekazywanie owej wpomnianej wcześniej pod inną nazwą "kultury > podróżowania" jest imho kolejnym ważnym > obowiązkiem przewodnika. Uważasz, że współczesne ryty mają taką samą głębię jak ich stare odpowiedniki ? IMHO tradycje związane ze środkami psychoaktywnymi w Europie wymarły, zostało zastąpione przez coś nowego lub zrekonstruowanego. Uważasz, że ludzie zachodu są świadomi "kultury ćpania" ? ( Wyłączam indywidualne przypadki spotkań / kontaktu z szamanami etc. ) ? Tak przy okazji, taki mały offtop: Podobno Szamani ( syberyjscy, indiańscy, afrykańscy – Słowem: Ci, którzy przetrwali do teraźniejszości ) zaczęli od jakiegoś czasu tłumaczyć zachodowi o co tak właściwie w tym wszystkim chodzi. Rzekomo przełomowym była II Wojna Światowa, która była do tego impulsem. Szamani uznali, że to wszystko zaszło za daleko… > Jaki jest Twój stosunek do rytuałów mistycznych związanych z używaniem > substancji psychoaktywnych? Nigdy nie brałem udziału w rytach szamańskich / pogańskich lub innych obrządków, których korzenie sięgają tradycji przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Moje doświadczenia oraz osób z mojego otoczenia miały charakter raczej odtwórczy, żeby nie powiedzieć: "neoficki" :-] Odpowiadając na pytanie: Pozytywny, szanuję tradycję. Jak to określiłeś: Mistyczne ryty są jednym z powodów, które mogły by mnie nakłonić do zażycia narkotyku / psychodeliku. > Czy stosujesz owe ryty? Nie. > Dlaczego nie? Ponieważ zdaje sobie sprawę, że mam silny pęd do różnego rodzaju …hm… przyjemności. Moje wcześniejsze doświadczenia – jakkolwiek cenne – zostały okupione ofiarą, nie chciałbym popełnić drugi raz tego samego błędu. Po drugie: To chyba nie jest moja bajka, chociaż… Po trzecie: Cenie sobie tradycje, obrządek i wszystko inne, co wymieniłeś ( lub nie ) jako elementy składowe podróży. Nie ma na w pobliżu nikogo, kto mógłby mnie przeprowadzić. > Jaki masz stosunek do sztuki natchniętej podróżami psychodelicznymi? Czy > Twoim zdaniem sztuka pełnie oddaje owe przeżycia? Chęć wyrazu naszych doświadczeń jest cechą ludzką. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że niektóre doświadczenia… poruszają nas swoją głębią, inspirują. Obłąkani doznaniem szukamy form ekspresji, które dały bu upust naszym przeżyciom. Co więcej, twórczość ( cały proces powstawania Sztuki ) może ( choć nie musi ) stać się swoistym rytem, którego kulminacją jest uchwycenie czegoś … po prostu Czegoś vel "Głębokiego doświadczenia psychodelicznego", zrozumienie i próba przekładu. Jak to mówią: Ku potomnym. A Ty, Corvus? Popadłeś w artystyczny trans po podróżach? Szukałeś form wyrazu doświadczeń psychodelicznych? Jeżeli tak, to dlaczego? Chciałeś po prostu rozpracować własne doznanie? Czy może chciałeś podzielić się swoimi odkryciami z innymi ? > Czy w ogóle cokolwiek jest w stanie je opisać? Tak. W przeciwnym wypadku nie powstałoby to co w tym poście określiłeś "kulturą ćpania / podróżowania". |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>


















