| Satan.pl > Forum > Satanizm > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-05 09:32:08 |
Nauka społeczna satanizmu Jakoś tak jest, że interesują mnie tematy, których nie ma. Wydają się mniej wyeksploatowane. Dlatego chcę poruszyć kwestię nauki społecznej satanizmu, a właściwie jej braku, jej niemożliwości i niemożliwości tej konsekwecji. Znany wszystkim przynajmniej z widzenia KRK ma swoją naukę społeczną. Obejmuje ona pogląd na organizację państwa i społeczeństwa, stosunki ekonomiczne i takie tam. Nie jest ona doskonała, ale da się stworzyć na jej podstawie państwo i będzie ono działać na wszystkich poziomach, z takimi ludźmi, jacy akurat się w nim znajdują. A satanizm? Można sobie wyobrazić, że przeciętnemu sataniście blisko jest do liberalnej/libertariańskiej wizji społeczeństwa (nie państwa nawet, bo zapewne znajdzie się wielu anarchistów). Nie jest to jednak program powszechny. Tak zorganizowane społeczeństwo jest bardzo wygodne dla jednostek wykwalifikowanych, przedsiębiorczych i zaradnych (a pochlebiamy sobie do nich należeć). Tak zorganizowane społeczeństwo nie uwzględnia jednak interesów pozostałych, czyli większości. Może i słusznie, może sami sobie są winni, że nie są wykwalifikowani, przedsiębiorczy i zaradni. Ale jest ich więcej i bez nich się społeczeństwa nie zbuduje. Jest to więc stanowisko mniejszościowej grupy interesów, dzięki swym przewagom proporcjonalnie silniejszej w przeliczeniu na jednostkę, niż inne, ale wciąż mniejszościowej. Generalnie problem z tworzeniem społeczeństwa idealnego jest taki, że ludzie nie są idealni. Z tej przyczyny piewca demokracji Rousseau uważał ją za ustrój niemożliwy. Nawet tak dobrotliwa religia, jak chrześcijaństwo zamierza tworzyć Królestwo Niebieskie metodą Pol Pota – pozostawiając po Sądzie Ostatecznym tylko tych, którzy pasują do wzorca, zdecydowaną większość usuwając. Niebiblijność nauki społecznej KRK to właściwie przykrojenie tej wizji do wersji dającej się zastosować na danych, a nie wybranych masach. A satanizm? Pomaga znaleźć swoje miejsce w każdym społeczeństwie, bez prób zmieniania, czy współtworzenia go. No to wychodzi mi, że jest po prostu pasożytem. Póki jest jakieś społeczeństwo, które przez swą niedoskonałość daje się wykorzystywać nielicznym jednostkom – poniekąd wybitnym – dla zaspokajania ich interesów, póty satanizm może trwać. Pasożyt nie może za bardzo urosnąć, bo żywiciel zacznie go zwalczać, albo sam padnie. Ale to nie problem: próg wejścia jest wysoki. Satanizm funduje sobie na wygodną niszę. I niby dobrze. Żywiciel idzie jednak swoją drogą, a pasożyt nie ma na niego wielkiego wpływu. Może z czasem zajść w zupełnie nieciekawe dla satanizmu okoliczności. Jak to Królestwo Niebieskie chociażby i masowa eksterminacja myślących inaczej. |
|
VIZARD [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-06 01:57:35 |
Nauka społeczna satanizmu > Jakoś tak jest, że interesują mnie tematy, których nie ma. Wydają się > mniej wyeksploatowane. Dlatego chcę poruszyć kwestię nauki społecznej > satanizmu, a właściwie jej braku, jej niemożliwości i niemożliwości tej > konsekwecji. > Znany wszystkim przynajmniej z widzenia KRK ma swoją naukę społeczną. > Obejmuje ona pogląd na organizację państwa i społeczeństwa, stosunki > ekonomiczne i takie tam. Nie jest ona doskonała, ale da się stworzyć na > jej podstawie państwo i będzie ono działać na wszystkich poziomach, z > takimi ludźmi, jacy akurat się w nim znajdują. > A satanizm? Można sobie wyobrazić, że przeciętnemu sataniście blisko jest > do liberalnej/libertariańskiej wizji społeczeństwa (nie państwa nawet, bo > zapewne znajdzie się wielu anarchistów). Mozna tę kwestię widziec dwojako . Satanizm jako "przeciwnik" czyli destrukcyjny czynnik każdego systemu lub satanizm jako prawo bezprawia czyli brak potrzeby istnienia jakiejkolwiek struktury społecznej . Satanizm nie jest piewcą wartości życia . Tylko oddanie tej idei wymusza potrzebę przetrwania i to stadnego . Anarchia z założenia /ta o której słyszałem od uważających się za anarchistów / to antysystem w którym każdy zyje na własny koszt i nie wadzi drugiemu . Satanizm nie zakłada konieczności uznania drugiej opcji , może nawet pierwszej ?:) Można odnaleźc iskrę dla ambitnych - każdy system czy jego brak jest dla satanisty dobry kiedy satanista zajmuje w nim dominująca pozycję , a więc satanizm jako "ciągła mutacja" o doskonałych zdolnościach adaptacyjnych . A satanizm? Pomaga znaleźć swoje miejsce w każdym społeczeństwie, bez prób zmieniania, czy współtworzenia go. No to wychodzi mi, że jest po prostu pasożytem. Póki jest jakieś społeczeństwo, które przez swą niedoskonałość daje się wykorzystywać nielicznym jednostkom – poniekąd wybitnym – dla zaspokajania ich interesów, póty satanizm może trwać. Pasożyt nie może za bardzo urosnąć, bo żywiciel zacznie go zwalczać, albo sam padnie. Ale to nie problem: próg wejścia jest wysoki. Satanizm funduje sobie na wygodną niszę. I niby dobrze. Żywiciel idzie jednak swoją drogą, a pasożyt nie ma na niego wielkiego wpływu. Może z czasem zajść w zupełnie nieciekawe dla satanizmu okoliczności. Jak to Królestwo Niebieskie chociażby i masowa eksterminacja myślących inaczej. Zapytaj komara czy ma wyrzuty sumienia z tego powodu że karmi się innymi stworzeniami ? Czujesz dyskomfort tworząc negatywną wizję satanizmu ? Zwróć uwagę że częstym błędem jest ocena satanizmu wg wskazań dominikanów i innych pachołków kościoła . Gdyby satanizm stał się materią opiniotwórczą mówiacą np. o katolicyzmie nikt rozsądny i szanujący siebie nie zostałby katolikiem . Satanista jednak stroni od opcji misjonarskiej bo ma w dupie poglądy innych jeżeli te nie są dla niego niewygodne , nie przeszkadzaja mu w robieniu tego co sobie założył . |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-06 07:02:06 |
Nauka społeczna satanizmu > Mozna tę kwestię widziec dwojako . Satanizm jako "przeciwnik" czyli > destrukcyjny czynnik każdego systemu lub satanizm jako prawo bezprawia > czyli brak potrzeby istnienia jakiejkolwiek struktury społecznej . > Akurat dla mnie ani jedno, ani drugie. Ale oczywiście dla innych mogą to być także te wersję. Hmm, strasznie dużo opcji w tym satanizmie. > Satanizm nie jest piewcą wartości życia . Tylko oddanie tej idei wymusza > potrzebę przetrwania i to stadnego . > Jest jednak piewcą jakości życia. Czy też radości życia, jak głosi hasło LVMH oraz satanistyczni hedoniści. No i w stadzie o ten komfort dużo łatwiej, nawet jeśli życia (zwłaszcza cudzego, ale i swojego - patrz: niektóre używki) się nie szanuje. > Anarchia z założenia /ta o której > słyszałem od uważających się za anarchistów / to antysystem w którym każdy > zyje na własny koszt i nie wadzi drugiemu . Satanizm nie zakłada > konieczności uznania drugiej opcji , może nawet pierwszej ?:) > Ty piszesz o anarchii jako anty- (czy właściwie: alter) systemie, czyli o społecznej wizji anarchistycznych ideologów. Ja o anarchii jako olaniu istniejących istytucji państwa i braku potrzeby innych. I ta różnica jest też sednem tego, co pisałem o nauce społecznej satanizmu: sataniści nie wyznają istniejących systemów (czyli to, co ja piszę o anarchii), ale też nie tworzą swojego (czyli tego, o czym Tobie opowiadali znajomi anarchiści, a o potencjalnym czymś ja chcę opowiedzieć w tym wątku). > Można odnaleźc iskrę dla ambitnych - każdy system czy jego brak jest dla > satanisty dobry kiedy satanista zajmuje w nim dominująca pozycję , a więc > satanizm jako "ciągła mutacja" o doskonałych zdolnościach adaptacyjnych . > He he, to akurat akapit dla Darajevahosa, gdzie on Ci tę "ambicję", "dominację" i "doskonałą adaptację" zaatakuje. > Zapytaj komara czy ma wyrzuty sumienia z tego powodu że karmi się innymi > stworzeniami ? Czujesz dyskomfort tworząc negatywną wizję satanizmu ? > Z komarami rozmawiam wyłącznie dłonią. Pasożytnictwo nie ma być w moim opisie wyrzutem sumienia, czy też negatywną oceną satanizmu. Dla satanisty nie jest on niczym negatywnym, dla mnie jest tylko opisem relacji. > Zwróć uwagę że częstym błędem jest ocena satanizmu wg wskazań dominikanów > i innych pachołków kościoła . Gdyby satanizm stał się materią > opiniotwórczą > mówiacą np. o katolicyzmie nikt rozsądny i szanujący siebie nie zostałby > katolikiem . Satanista jednak stroni od opcji misjonarskiej bo ma w dupie > poglądy innych jeżeli te nie są dla niego niewygodne , nie przeszkadzaja > mu w robieniu tego co sobie założył . > Kupiłem sobie niedawno przezabawny słownik sekt i nowych ruchów religijnych pisany z perspektywy chrześcijańskiej (choć nie wiem, jakiej konkretnie jego wersji). Pełen błędów, bzdur, braków. Z każdym hasłem obowiązkowo odniesionym do chrześcijaństwa. I nawet tam artykuł o satanizmie - choć niepochlebny - był jednak w miarę rzetelny. Bo nie da się ukryć, że oprócz racjonalistów do satanizmu przyznaje się mnóstwo różnych dziwnych ludków, co to po cmentarzach biegają. I na nic tu argument, że wśród katolików zdarzają się mordercy, bo ci domorośli sataniści swoje bieganie po cmentarzach wywodzą właśnie z satanizmu, a katoliccy mordercy swoich morderstw z katolicyzmu nie wywodzą (może poza ludźmi organizującymi zamachy na kliniki aborcyjne w Stanach, ale ten sport zdaje się zanika). |
|
VIZARD [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-07 02:05:13 |
Nauka społeczna satanizmu Mozna tę kwestię widziec dwojako . Satanizm jako "przeciwnik" czyli destrukcyjny czynnik każdego systemu lub satanizm jako prawo bezprawia czyli brak potrzeby istnienia jakiejkolwiek struktury społecznej . Akurat dla mnie ani jedno, ani drugie. Ale oczywiście dla innych mogą to być także te wersję. Hmm, strasznie dużo opcji w tym satanizmie. Przypuszczam że jeszcze jest kilka innych :) Dwie "podstawowe" to jeszcze nie tak duzo . Druga mówi o tym gdybyś się urodził w świecie bez systemu , sprzeciwjając się tworzeniu przez innych struktur opartych na zależnościach . Nie jest to nawet takie gdybanie bo jest jeszcze na ziemi wiele miejsc w których system można obalić zanim się rozwinie. x Satanizm nie jest piewcą wartości życia . Tylko oddanie tej idei wymusza potrzebę przetrwania i to stadnego . > Jest jednak piewcą jakości życia. Czy też radości życia, jak głosi hasło > LVMH oraz satanistyczni hedoniści. No i w stadzie o ten komfort dużo > łatwiej, nawet jeśli życia (zwłaszcza cudzego, ale i swojego - patrz: > niektóre używki) się nie szanuje. Tyle samo łatwiej co i trudniej . Zauważ że od setek lat ludziom wpaja się to co rzekomo im wystarcza , określone zostają normy żywieniowe , wzrost czy waga w danym wieku . System ogranicza a doskonałego ustroju społecznego nikt nigdy nie osiągnął , więc czy koniecznie potrzebny jest system ? /.../ I ta różnica jest też sednem tego, co pisałem o nauce społecznej satanizmu: sataniści nie wyznają istniejących systemów (czyli to, co ja piszę o anarchii), ale też nie tworzą swojego (czyli tego, o czym Tobie opowiadali znajomi anarchiści, a o potencjalnym czymś ja chcę opowiedzieć w tym wątku). Jeszcze nie tak dawno starałem się jakoś sklasyfikować satanizm ... Jeżeli zauwazyłeś że większość satanachists to postacie bardzo niezalezne , nienawidzące podporządkowania i ograniczeń , praw , zasad które im nie odpowiadają - czy myslisz że znajdziesz coś co mozna nazwać nauką społeczną satanizmu , która zagwarantuje zachowanie niezalezności , indywidualizmów itd ? x Można odnaleźc iskrę dla ambitnych - każdy system czy jego brak jest dla satanisty dobry kiedy satanista zajmuje w nim dominująca pozycję , a więc satanizm jako "ciągła mutacja" o doskonałych zdolnościach adaptacyjnych . He he, to akurat akapit dla Darajevahosa, gdzie on Ci tę "ambicję", "dominację" i "doskonałą adaptację" zaatakuje. Darajevahos praktykuje buddyzm . Więc jego ataki są jedynie chęcią sprawdzenia siły swoich i cudzych przekonań . Czyzbyś miał kłopoty w osiaganiu sukcesów na tym polu ? Skoro piszesz o jakości to chyba zauważasz że jakość życia i pozycja to bardzo związane elementy . Zwróć uwagę że satanizm to nie chrześcijaństwo gdzie człek schyla sie nad każdym zbłąkanym żuczkiem . Nie wiem skąd u Ciebie potrzeba szukania satanizmu dla mas . Pasożytnictwo nie ma być w moim opisie wyrzutem sumienia, czy też negatywną oceną satanizmu. Dla satanisty nie jest on niczym negatywnym, dla mnie jest tylko opisem relacji. Mimo to wyczułem w Twoich słowach pewien niesmak :) > Kupiłem sobie niedawno przezabawny słownik sekt i nowych ruchów > religijnych pisany z perspektywy chrześcijańskiej (choć nie wiem, jakiej > konkretnie jego wersji). Pełen błędów, bzdur, braków. Z każdym hasłem > obowiązkowo odniesionym do chrześcijaństwa. I nawet tam artykuł o > satanizmie - choć niepochlebny - był jednak w miarę rzetelny. To bardzo popularna technika stosowana przez kościół : Mów prawdę latami po to aby bez "perturbacji" przemycić kłamstwo które jest podstawowym założeniem. Fakty mają uwiarygadniać fałsz zwykle zgrabnie zakamuflowany . Pamiętam kiedyś czytałem kurs php napisany przez człowieka z "kul-u" . Aby przebrnąć przez jakieś tutoriale wałkować trzeba było pieśni religijne , no przynajmniej tytuły . Kościół nie stawia nacisku na credo: sekty są złe - kościół lubuje się w budzeniu zwątpienia wśród innowierców . Bo nie da się ukryć, że oprócz racjonalistów do satanizmu przyznaje się mnóstwo różnych dziwnych ludków, co to po cmentarzach biegają. I na nic tu argument, że wśród katolików zdarzają się mordercy, bo ci domorośli sataniści swoje bieganie po cmentarzach wywodzą właśnie z satanizmu, a może satanizmem swoje działania tylko tłumaczą ? Jezeli ktoś czuje potrzebę niszczenia zawsze znajdzie sobie jakis powód , wtedy łatwiej zrzucić z siebie winę . Satanizm oferuje wybór a nie postawę skrajną wobec tej której się nie popiera . Wyborem może być bieganie po cmentarzach . Przyjmijmy że Ty warunkujesz swoją karierę dobrymi kontaktami z otoczeniem , oni otoczenie mają gdzieś - ja im tego prawa nie podważam, wiem jedynie że podcinają gałąź na której siedzą . katoliccy mordercy swoich morderstw z katolicyzmu nie wywodzą (może poza ludźmi organizującymi zamachy na kliniki aborcyjne w Stanach, ale ten sport zdaje się zanika). Dlaczego mówić od razu o morderstwach ? Lista negatywnych zjawisk których podłożem jest kościół jest długa |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-07 07:23:08 |
Nauka społeczna satanizmu > Zauważ że od setek lat ludziom wpaja > się to co rzekomo im wystarcza , określone zostają normy żywieniowe , > wzrost czy waga w danym wieku . System ogranicza a doskonałego ustroju > społecznego nikt nigdy nie osiągnął , więc czy koniecznie potrzebny jest > system ? > Nic z tego, co podałeś powyżej nie ogranicza. Istnienie normy nie musi oznaczać, że ktoś kogoś przymusza do jej spełnienia. Patrz: normy wagowe dla wzrostu/wieku/płci i wygląd przeciętnego Amerykanina. > czy myslisz że znajdziesz coś co mozna nazwać nauką > społeczną satanizmu , która zagwarantuje zachowanie niezalezności , > indywidualizmów itd ? > Właściwie to piszę, że taka nauka jest niemożliwa. Ale nie ustaję w poszukiwaniach. Co do indywidualizmu, to nieopodal jest esej Sabatiela z próbą zdefiniowania satanisty filozoficznego, który bynajmniej idnywidualizmowi nie uwłacza. Czyli - da się. > Darajevahos praktykuje buddyzm . Więc jego ataki są jedynie chęcią > sprawdzenia siły swoich i cudzych przekonań . Czyzbyś miał kłopoty w > osiaganiu sukcesów na tym polu ? > Skąd pomysł? Tępienie przerostu ambicji to jego konik, nie widzę potrzeby dublowania wpisów. Zresztą w tym wątku jest wyjaśniony mój stosunek do rzeczywistej i rzekomej wyższości satanistów - wystarczy. > Skoro piszesz o jakości to chyba zauważasz że jakość > życia i pozycja to bardzo związane elementy . > Jest korelacja, ale zależność nie jest stała. W zależności od indywidualnych kryteriów oceny (a sataniści są indywidualistami) można cieszyć się wysoką jakością życia bez wysokiej pozycji oraz osiągnąć pozycję i nie mieć z tego przyjemności. > Zwróć uwagę że satanizm to > nie chrześcijaństwo gdzie człek schyla sie nad każdym zbłąkanym żuczkiem . > > Nie wiem skąd u Ciebie potrzeba szukania satanizmu dla mas . > Nie szukam satanizmu dla mas, tylko modelu społecznego, który obejmuje wszystkim, więc także masy (choćby jako niewolników, żebyś nie miał wątpliwości, czy schylam się nad żuczkiem), da satanistom wiele przyjemności i będzie stabilny (póki co modele z niewolnikami traciły w końcu swoją stabilność, a w dodatku ludzie przez ostatnie dziesięciolecia bardzo się rozbisurmanili i niewolenie w ogóle może okazać się nieopłacalne). > To bardzo popularna technika stosowana przez kościół : Mów prawdę latami > po to aby bez "perturbacji" przemycić kłamstwo które jest podstawowym > założeniem. Fakty mają uwiarygadniać fałsz zwykle zgrabnie zakamuflowany > Każdy ma prawo do swojej techniki. Zresztą akurat KRK nie ma jednej strategii. > Kościół nie stawia nacisku na credo: sekty są złe > - kościół lubuje się w budzeniu zwątpienia wśród innowierców . > I wielka mu za to chwała. Bo wątpienie to podstawa rozwoju intelektualnego. Dubito ergo sum i takie tam. > Dlaczego mówić od razu o morderstwach ? Lista negatywnych zjawisk > których podłożem jest kościół jest długa > Podłożem, podłożem. Na tej samej zasadzie KRK mówi, że podłożem zabijania kotów jest satanizm. |
|
VIZARD [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-12 03:44:57 |
Nauka społeczna satanizmu Jest korelacja, ale zależność nie jest stała. W zależności od indywidualnych kryteriów oceny (a sataniści są indywidualistami) można cieszyć się wysoką jakością życia bez wysokiej pozycji oraz osiągnąć pozycję i nie mieć z tego przyjemności. W istocie wyższa pozycja niesie ze sobą wiele nowych problemów , jednak jej brak , lub upatrywanie jakości na poziomie gleby jakoś mi nie pasuje . Nie szukam satanizmu dla mas, tylko modelu społecznego, który obejmuje wszystkim, więc także masy (choćby jako niewolników, żebyś nie miał wątpliwości, czy schylam się nad żuczkiem), da satanistom wiele przyjemności i będzie stabilny (póki co modele z niewolnikami traciły w końcu swoją stabilność, a w dodatku ludzie przez ostatnie dziesięciolecia bardzo się rozbisurmanili i niewolenie w ogóle może okazać się nieopłacalne). Nie wiem dlaczego atakuję Twoje poglądy . Jeszcze niedawno sam szukałem odpowiedzi na pytanie o "sataniści wszystkich krajów ..." . Trzeba na ten temat rozmawiać z satanistami a ci zwykle nie specjalnie przejmują się ideologiami zyciowymi . Najbardziej aktywni są poszukiwacze i w ich głowach rodzi się najwiecej wątpliwości . Niestety w wielu kwestiach mają rację , co jednak nie staje się dla mnie impulsem do przeprowadzania rachunku sumienia , bo coś takiego jak sumienie może być również subiektywne . Moja wizja rdzenia satanizmu opiera się na myslę klarownej podstawie . czasem tylko zastanawiam się czy myślę o satanizmie czy czymś co nazwałbym już "neosatanizmem" . Mógłbym to w skrócie zdefiniować następująco : Satanista odrzuca wszelkie reguły , umowy społeczne itd . Jako jedyny punkt odniesienia w ocenie rzeczywistości uznaje siebie . Wtedy zanika znaczenie pojęć moralność , dobro , zło itp. Satanista jest ponad prawem , uznaje jego zasady tylko wtedy gdy widzi w ich przestrzeganiu jakąś indywidualną korzyść -gdy takiej korzyści nie ma ... Wierzy w to w co chce wierzyć a więc wedle swojego widzimisię może stworzyć sobie boga aby sobie ubarwić życie . itd , itd. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2007-09-05 18:27:29 |
Nauka społeczna satanizmu > A satanizm? Pomaga znaleźć swoje miejsce w każdym społeczeństwie, bez > prób zmieniania, czy współtworzenia go. No to wychodzi mi, że jest po > prostu pasożytem. Sataniści współtworzą społeczeństwo, czy im się podoba, czy nie. W końcu są w tej sieci wzajemnych interakcji, vel stosunków społecznych. Są obywatelami, chodzą na wybory, do lekarza, płacą podatki, studiują, pracują, etc. Nie da się być w społeczeństwie jednocześnie go nie zmieniać (każda zmiana to nowy twór, ergo współtworzą społeczeństwo). > Póki jest jakieś społeczeństwo, które przez swą > niedoskonałość daje się wykorzystywać nielicznym jednostkom – > poniekąd wybitnym – dla zaspokajania ich interesów, póty satanizm > może trwać. Tak, tak. Tylko dziwię się, dlaczego Ci nasi sataniści nie są milionerami. W końcu jako wybitne jednostki i dopracowane do perfekcji pasożytnictwo powinno dać jakieś wymierne efekty. Myślę, że to bełkotanie o jakimś szczególnym wykorzystywaniu społeczeństwa przez satanistów można wrzucić do kosza, między inne bajki. :) > Pasożyt nie może za bardzo urosnąć, bo żywiciel zacznie go > zwalczać, albo sam padnie. No tak, to prawda. Tylko jak objawia się to pasożytnictwo wśród satanistów? Przecież tu są normalni ludzie, którzy lżej lub ciężej pracują na swoje utrzymanie. Stokroć większymi pasożytami są dresiarze, którzy idą w nocy kogoś zdziesionować, czy ukraść radio z samochodu. > Ale to nie problem: próg wejścia jest wysoki. Sam Szatan przeprowadza casting na satanistę. :) > Satanizm funduje sobie na wygodną niszę. I niby dobrze. Żywiciel idzie > jednak swoją drogą, a pasożyt nie ma na niego wielkiego wpływu. Może z > czasem zajść w zupełnie nieciekawe dla satanizmu okoliczności. Jak to > Królestwo Niebieskie chociażby i masowa eksterminacja myślących inaczej. Daj spokój. Sataniści są kompletnie niegroźni. To intelektualiści, nie wampiry i gangsterzy. |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-05 20:23:36 |
Nauka społeczna satanizmu > Sataniści współtworzą społeczeństwo, czy im się podoba, czy nie. W końcu > są w tej sieci wzajemnych interakcji, vel stosunków społecznych. Są > obywatelami, chodzą na wybory, do lekarza, płacą podatki, studiują, > pracują, etc. Nie da się być w społeczeństwie jednocześnie go nie zmieniać > (każda zmiana to nowy twór, ergo współtworzą społeczeństwo). > No tak, o tyle, co inni. Mi chodzi o różnice, nie o powszechniki, bo te są nieciekawe. A różnica jest taka, że na pewnym poziomie aktywności religijnej chrześcijanin będzie zmieniał społeczeństwo (nawracając, montując partię chadecką), a satanista nie. Bo go to wali. > Tak, tak. Tylko dziwię się, dlaczego Ci nasi sataniści nie są milionerami. > W końcu jako wybitne jednostki i dopracowane do perfekcji pasożytnictwo > powinno dać jakieś wymierne efekty. > Po pierwsze: nie każdy ma potrzebę bycia milionerem. To cholernie upierdliwe do uzyskania i podwójnie upierdliwe w utrzymaniu. Ma swoje zalety, ale każdy sam oceni, czy równoważą mu one wady. Milioneryzm nie jest jedyną ambicją satanistów. Po drugie: walczysz z poczuciem wyższości u satanistów - w różnych wątkach. Poniekąd słusznie, ale trochę Cię to już zaślepia. Ja przeciętnego satanistę widzę nieco wyżej, niż przeciętną masę. Nie na piedestale. Stąd też statystyczny satanista może zarabia więcej, niż średnia krajowa, ale niekoniecznie zdolny jest do zostania milionerem - niezależnie od chęci. > Myślę, że to bełkotanie o jakimś szczególnym wykorzystywaniu społeczeństwa > przez satanistów można wrzucić do kosza, między inne bajki. :) > Nie jest szczególne. Ale ideowo pasożytnictwo jest w satanizm wpisane. Dla mnie to akurat wada tej filozofii. Realizuje się różnie, u niektórych wcale. Żadne to superpijawki. > No tak, to prawda. Tylko jak objawia się to pasożytnictwo wśród > satanistów? Przecież tu są normalni ludzie, którzy lżej lub ciężej pracują > na swoje utrzymanie. Stokroć większymi pasożytami są dresiarze, którzy idą > w nocy kogoś zdziesionować, czy ukraść radio z samochodu. > Bycie pasożytem nie jest zależne od tego, czy się jest pasożytem jedynym, ani nawet od tego, czy największym. W sumie wystarczy wyraźnie więcej brać, niż dawać, ale to temat na osobny wątek, bo branie i dawanie trudno przeliczyć na wspólny mianownik, skoro różne strony tej samej wymiany różnie oceniają wartość uzyskanych/utraconych dóbr. > > Ale to nie problem: próg wejścia jest wysoki. > > Sam Szatan przeprowadza casting na satanistę. :) > No nie wiem, nie jestem satanistą, może z powodu nieobecności na castingu. Wydaje mi się raczej, że satanistą człowiek sobie zostaje z własnej nieprzymuszonej woli. Jaki człowiek i jakim satanistą, to widać po owocach. Znane mi jednostki wypadają dużo lepiej, niż przeciętna, więc zakładam, że taki próg istnieje. > Daj spokój. Sataniści są kompletnie niegroźni. To intelektualiści, nie > wampiry i gangsterzy. > Ależ ja właśnie pisałem o zagładzie satanistów. Są nie tylko niegroźni, ale potencjalnie zagrożeni. Choć pradopodobieństwo, że coś im się jednak stanie wydaje mi się znikome. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2007-09-06 10:27:06 |
Nauka społeczna satanizmu > No tak, o tyle, co inni. Mi chodzi o różnice, nie o powszechniki, Nie zaczynamy zdania od "Mi", tylko "Mnie". :) > A różnica jest taka, że na pewnym poziomie aktywności > religijnej chrześcijanin będzie zmieniał społeczeństwo (nawracając, > montując partię chadecką), a satanista nie. Bo go to wali. Tyle, że takich chrześcijan jest tak samo dużo, jak satanistów. :> > Po pierwsze: nie każdy ma potrzebę bycia milionerem. To cholernie > upierdliwe do uzyskania i podwójnie upierdliwe w utrzymaniu. Ma swoje > zalety, ale każdy sam oceni, czy równoważą mu one wady. Milioneryzm nie > jest jedyną ambicją satanistów. A ja myślę, że prawie każdy normalny facet chciałby być milionerem, pić najdroższy szampan w towarzystwie cudownie pięknych kobiet karmiących nas winogronami z ust. To szczególnie tyczy się satanistów, którzy ponoć umiłowali oddawanie się uciechom życia. Bogactwo zaś otwiera większość dróg spełnienia dla hedonisty, więc kłóciłbym się z tym, czy nie jest to ich największa ambicja. > Po drugie: walczysz z poczuciem wyższości u satanistów - w różnych > wątkach. Walczę z poczuciem tego, że a posteriori zostania satanistą osoba ma racjonalne prawo do wywyższania się. Satanizm to jedna z licznych, wcale nie uznawana za rewolucyjną filozofię. Łączy w sobie wiele idej popularyzowanych w fin de siecle, parę bajdurzeń cyrkowca i populistycznych zapewnień o niesamowitości ludzi wyznających tę filozofię. Mimo wszystko nie jest zła i potrafi otworzyć oczy na wiele spraw - np. przewartościowanie wartości jako ciekawa alternatywa, prezentuje kuszącą ideę relatywizmu moralnego, etc. Ale wszystko to było; albo w nietzscheanizmie, bądź gdzie indziej. Ja osobiście ateistą jestem od 12 roku życia i od tego momentu wyśmiewałem się z hipokryzji katolików i nonsensownej idei Boga, więc satanizm był dla mnie krótkim epizodem w rozwoju intelektualnym i duchowym. > Poniekąd słusznie, ale trochę Cię to już zaślepia. Ja jestem jak każdy, ale z tym walczę. Orężem mym jest Buddyzm. Sataniści zaś mają przed oczami kompletną mgłę. :> > przeciętnego satanistę widzę nieco wyżej, niż przeciętną masę. Ja też. Ale to tylko "nieco". Nieco IMHO nie daję im prawda do nazywania się elitą. > piedestale. Stąd też statystyczny satanista może zarabia więcej, niż > średnia krajowa, ale niekoniecznie zdolny jest do zostania milionerem - > niezależnie od chęci. Też tak myślę. Ale nie psujmy im humorów. > Bycie pasożytem nie jest zależne od tego, czy się jest pasożytem jedynym, > ani nawet od tego, czy największym. W sumie wystarczy wyraźnie więcej > brać, niż dawać, ale to temat na osobny wątek, bo branie i dawanie trudno > przeliczyć na wspólny mianownik, skoro różne strony tej samej wymiany > różnie oceniają wartość uzyskanych/utraconych dóbr. A ja uważam, że satanizm proklamuje pasożytnictwo, ale sataniści nie wiedzą, jak wymóg ten spełniać. I po co zresztą? W naturze organizmy pasożytnicze to przeważnie prymitywne formy życia (grzyby, bakterie, owady) o specjalizacji w jednej dziedzinie. ;> > No nie wiem, nie jestem satanistą, może z powodu nieobecności na castingu. > Wydaje mi się raczej, że satanistą człowiek sobie zostaje z własnej > nieprzymuszonej woli. No jasne, że z nieprzymuszonej woli. Z tym Szatanem żartowałem, serio. > Ależ ja właśnie pisałem o zagładzie satanistów. Są nie tylko niegroźni, > ale potencjalnie zagrożeni. Choć pradopodobieństwo, że coś im się jednak > stanie wydaje mi się znikome. Nic się im nie stanie. Choć w przeszłości nie raz zabijano za poglądy. |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-06 11:48:19 |
Nauka społeczna satanizmu > > No tak, o tyle, co inni. Mi chodzi o różnice, nie o powszechniki, > Nie zaczynamy zdania od "Mi", tylko "Mnie". :) > Piszesz z takim przekonaniem, że aż zwątpiłem i zadzwoniłem do żony - polonistki i wyszkolonej korektorki. Okazało się, że to jednak ja mam rację (albo mam taką uprzejmą żonę). > Tyle, że takich chrześcijan jest tak samo dużo, jak satanistów. :> > Co niczego w wywodzie nie zmienia. > A ja myślę, że prawie każdy normalny facet chciałby być milionerem, pić > najdroższy szampan w towarzystwie cudownie pięknych kobiet karmiących nas > winogronami z ust. To szczególnie tyczy się satanistów, którzy ponoć > umiłowali oddawanie się uciechom życia. Bogactwo zaś otwiera większość > dróg spełnienia dla hedonisty, więc kłóciłbym się z tym, czy nie jest to > ich największa ambicja. > Mało precyzyjnie się wyraziłem: "chcieć być", to może i każdy. "Chcieć zostać", to już niekoniecznie. Innymi słowy: wygrać w totka i być milionerem (wiem, wygrać, to zostać milionerem, ale bez wysiłku, więc o tym nie piszę) jest fajnie. Zapracować na to (nawet nieuczciwie, kręcąc jakieś lody, a potem pilnując, żeby nie wyszło na jaw) to już nie każdemu się chce. Widziałem wczoraj fajną kanapę. Ale za dużą do mojego mieszkania (i dość drogą, ale to już mniejsze zmartwienie). Żeby ją mieć musiałbym zapracować na dom, a potem jeszcze na tę kanapę. Chciałbym na niej leżeć, ale nie takim kosztem. O to mi, mniej więcej, chodzi. > Walczę z poczuciem tego, że a posteriori zostania satanistą osoba ma > racjonalne prawo do wywyższania się. > O ile prawo do wywyższania się wywodzi się z bycia satanistą, to rzeczywiście bez sensu. Jeśli jednak ma się ku temu inne podstawy, to chyba OK. > Satanizm to jedna z licznych, wcale nie uznawana za rewolucyjną filozofię. > Łączy w sobie wiele idej popularyzowanych w fin de siecle, parę bajdurzeń > cyrkowca i populistycznych zapewnień o niesamowitości ludzi wyznających tę > filozofię. Mimo wszystko nie jest zła i potrafi otworzyć oczy na wiele > spraw - np. przewartościowanie wartości jako ciekawa alternatywa, > prezentuje kuszącą ideę relatywizmu moralnego, etc. Ale wszystko to było; > albo w nietzscheanizmie, bądź gdzie indziej. Ja osobiście ateistą jestem > od 12 roku życia i od tego momentu wyśmiewałem się z hipokryzji katolików > i nonsensownej idei Boga, więc satanizm był dla mnie krótkim epizodem w > rozwoju intelektualnym i duchowym. > Piszesz o pierwotnym kolażu. Tymczasem to, z czego satanizm został sklejony gdzieś tam w środku, przez lata spoiło się. Zaszły zmiany, które sprawiają, że satanizm - choć niejednolity - nie jest już kolażem, zmienił się w samoistną wartość. Mam - siłą rzeczy - częsty kontakt z katolikami. Ja ich za hipokryzję nie wyśmiewam, ja ich o nią pytam. O konkretne przejawy, nie rzucam po prostu słowa "hipokryzja". I okazuje się, że to normalni ludzie, którzy mają zdroworozsądkowy dystans do tego, co robią i mówią. Nie ma w nich hipokryzji jako takiej - po prostu żyją w ramach pewnej tradycji, korzystają z niej w zakresie higieny duchowej (choć sami by tego tak nie nazwali) i starają się być porządni. O Twoim stosunku do satanizmu chętnie kiedyś napiszę, ale w innym wątku. > Ja jestem jak każdy, ale z tym walczę. Orężem mym jest Buddyzm. Sataniści > zaś mają przed oczami kompletną mgłę. :> > Skoro już sobie wyciągamy błędy, to może jednak "buddyzm". > > przeciętnego satanistę widzę nieco wyżej, niż przeciętną masę. > > Ja też. Ale to tylko "nieco". Nieco IMHO nie daję im prawda do nazywania > się elitą. > Jako satanistom nie daje. Z jednostkami może być różnie. > A ja uważam, że satanizm proklamuje pasożytnictwo, ale sataniści nie > wiedzą, jak wymóg ten spełniać. > Trochę tak to jest. > No jasne, że z nieprzymuszonej woli. Z tym Szatanem żartowałem, serio. > Nie żartuj z Szatana! > Nic się im nie stanie. Choć w przeszłości nie raz zabijano za poglądy. > Wiem. Ale nie miałem zdania na zakończenie tekstu. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2007-09-06 13:34:11 |
Nauka społeczna satanizmu > Piszesz z takim przekonaniem, że aż zwątpiłem i zadzwoniłem do żony - > polonistki i wyszkolonej korektorki. Okazało się, że to jednak ja mam > rację (albo mam taką uprzejmą żonę). Masz uprzejmą żonę. :> Tutaj też mamy korektorkę i wyszkoliła nas, jak się poprawnie pisze. > [...] O to mi, mniej więcej, chodzi. Rozumiem już. > Piszesz o pierwotnym kolażu. Tymczasem to, z czego satanizm został > sklejony gdzieś tam w środku, przez lata spoiło się. Zaszły zmiany, które > sprawiają, że satanizm - choć niejednolity - nie jest już kolażem, zmienił > się w samoistną wartość. Tworzenie filozofii nie wygląda, jak sklejanie samolotów. Pojęcia abstrakcyjne nie skleja się klejem w tubce, na której jest napisane "schnie piętnaście lat". Albo "sklei" się od razu, albo nigdy, bo pojęcia żyją w sferze bezczasowej. Na kartkach papieru, dyskach twardych i w umysłach. Satanizm jest kolażem, w miarę zgrabną wycinką z innych filozofii, idej i krzykliwym szyldem stworzonym przez Laveya do intrygowania, zachęcania ewentualnych wyznawców, bądź wywoływania strachu wśród prawowiernych chrześcijan, nawiązującym bezpośrednio do postaci biblijnej - Szatana. W porównaniu do wspomnianego przeze mnie nietzscheanizmu satanizm ma bardzo tandetną metkę bazowania na zaprzeczeniu chrześcijaństwa (np. 9 naiwnych przykazań satanizmu). W skrócie: rdzeń satanizmu opiera się na populistycznej, nierewolucyjnej i mało oryginalnej idei czczenia postaci Szatana (jako bytu realnego, czy symbolu - mniejsza o to; poza tym i tak tego w dosłowny sposób nie robią), do którego dorzucono chwytliwe hasełka o relatywizmie moralnym, hedonizmie, plus zaczęto później (w satanizmie racjonalnym) dodawać elementy filozofii Nietzschego, niekiedy było nawet słychać, że biedny Fryderyk był satanistą (chociaż ten genialny filozof o tym nie wiedział). :D Ergo - satanizm jako filozofia interesująca, jednak nie rewolucyjna i szczególnie oryginalna (za to w pełni powielająca) nie daje podstaw swoim wyznawcom na (zawsze nonsensowne i naiwne) wywyższanie się. > Mam - siłą rzeczy - częsty kontakt z katolikami. Ja ich za hipokryzję nie > wyśmiewam, ja ich o nią pytam. O konkretne przejawy, nie rzucam po prostu > słowa "hipokryzja". I okazuje się, że to normalni ludzie, którzy mają > zdroworozsądkowy dystans do tego, co robią i mówią. Nie ma w nich > hipokryzji jako takiej - po prostu żyją w ramach pewnej tradycji, > korzystają z niej w zakresie higieny duchowej (choć sami by tego tak nie > nazwali) i starają się być porządni. Nie nazwiesz hipokryzją tego, że chodzą do kościoła, mówią: "jako my im odpuszczamy...", a później sądzą się o dwa złote z sąsiadem? (A takich sytuacji jest mnóstwo na wsi, gdzie katolików jest multum) Zresztą przykładów ogólnej hipokryzji "chrześcijańskiego" społeczeństwa można mnożyć w nieskończoność. > O Twoim stosunku do satanizmu chętnie kiedyś napiszę, ale w innym wątku. A skąd Ty go tak dobrze znasz? Rozumie się, że namiętnie czytasz Archiwum? :) > > Ja jestem jak każdy, ale z tym walczę. Orężem mym jest Buddyzm. > Sataniści > > zaś mają przed oczami kompletną mgłę. :> > > > Skoro już sobie wyciągamy błędy, to może jednak "buddyzm". Tutaj wszyscy wiedzą, że satanizm pisze się z małej litery, jednakże większość ten błąd świadomie popełnia. W 90% przypadków piszę buddyzm małą literą, jednakże teraz się rozpędziłem, albo utrwaliłem sobie tutejszą modłę. :P |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-06 14:30:12 |
Nauka społeczna satanizmu > Masz uprzejmą żonę. :> Tutaj też mamy korektorkę i wyszkoliła nas, jak > się poprawnie pisze. > To niech jeszcze powtórzy deklinację zaimka "ja". Pewne rzeczy naprawdę nie muszą być przedmiotem sporu, bo są łatwe do sprawdzenia. I nie zależą od tego, czy są na początku, czy w środku zdania. Zresztą: EOT (gdybyś bardzo chciał kontynuować, to podaj symbol polskiej normy językowej, która zabrania "mi" na początku zdania). > Satanizm jest kolażem, w miarę zgrabną wycinką z innych > filozofii, idej i krzykliwym szyldem stworzonym przez Laveya do > intrygowania, zachęcania ewentualnych wyznawców, bądź wywoływania strachu > wśród prawowiernych chrześcijan, nawiązującym bezpośrednio do postaci > biblijnej - Szatana. W porównaniu do wspomnianego przeze mnie > nietzscheanizmu satanizm ma bardzo tandetną metkę bazowania na > zaprzeczeniu chrześcijaństwa (np. 9 naiwnych przykazań satanizmu). W > skrócie: rdzeń satanizmu opiera się na populistycznej, nierewolucyjnej i > mało oryginalnej idei czczenia postaci Szatana (jako bytu realnego, czy > symbolu - mniejsza o to; poza tym i tak tego w dosłowny sposób nie robią), > do którego dorzucono chwytliwe hasełka o relatywizmie moralnym, > hedonizmie, plus zaczęto później (w satanizmie racjonalnym) dodawać > elementy filozofii Nietzschego, niekiedy było nawet słychać, że biedny > Fryderyk był satanistą (chociaż ten genialny filozof o tym nie wiedział). > :D > Tak, to wersja jednej z odmian. Jeszcze lepiej weź satanizm podwórkowy i na nim się powyżywaj. Tyle, że nie będzie to specjalnie rzeczowa polemika. Nie ma jednego satanizmu, do którego Ty i ja - niesataniści - moglibyśmy się odnieść. Możemy się odnosić w naszej dyskusji do tego, co wzajemnie sobie piszemy, ale to już w ogóle nie będzie polemika z satanizmem. BTW: "idei", nie "idej". Tę korektorkę to chyba sobie z początków XX wieku odmroziliście. > Ergo - satanizm jako filozofia interesująca, jednak nie rewolucyjna i > szczególnie oryginalna (za to w pełni powielająca) nie daje podstaw swoim > wyznawcom na (zawsze nonsensowne i naiwne) wywyższanie się. > Ale ja już się zgodziłem (zreszta nigdy nie uważałem inaczej), że bycie satanistą nie daje takich podstaw. Co nie zmienia wyników mojej małej prywatnej statystyki, w której znani mi sataniści wypadają korzystnie. > Nie nazwiesz hipokryzją tego, że chodzą do kościoła, mówią: "jako my im > odpuszczamy...", a później sądzą się o dwa złote z sąsiadem? (A takich > sytuacji jest mnóstwo na wsi, gdzie katolików jest multum) > Znam właśnie wersję wiejską (choć nie jest to wieś z "Awansu" Redlińskiego, więc takich przerysować nie ma). I tam jest tak, że powtarzają "odpuszczamy", bo tak jest w zadanym tekście. Bez zastanowienia, bez przywiązania do tych słów. Jak kiedy śpiewasz pod prysznicem Habanerę - nie wierzysz przecież, że "miłość to cygańskie dziecię, co nie poznało nigdy prawa, nie". Są wśród katolików hipokryci, którzy własnymi słowami deklarują różne rzeczy, których nie przestrzegają, ale nie przywiązywałbym się do wiary w powtarzaną formułkę. > > O Twoim stosunku do satanizmu chętnie kiedyś napiszę, ale w innym > wątku. > > A skąd Ty go tak dobrze znasz? Rozumie się, że namiętnie czytasz Archiwum? > :) > Mało co czytam namiętnie. Jestem na forum od lipca, nie wszystko czytałem, ale Ty akurat jesteś wyjątkowo płodny, więc mam już jakieś wyobrażenie (być może mylne, bo oparte przy okazji na pewnym mechanizmie zaobserwowanym gdzie indziej). Ale to też proponuję pociagnąć w innym wątku, gdy temat bardziej będzie pasował. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2007-09-06 14:57:35 |
Nauka społeczna satanizmu > Tak, to wersja jednej z odmian. Jeszcze lepiej weź satanizm podwórkowy i > na nim się powyżywaj. Tyle, że nie będzie to specjalnie rzeczowa polemika. > Nie ma jednego satanizmu, do którego Ty i ja - niesataniści - moglibyśmy > się odnieść. Mogę jednak odnieść się do statystycznego satanizmu racjonalnego, ogólnego rysu w Czytelni i Filozofii na S.pl. Inaczej w żaden sposób nie dałoby się krytykować tej filozofii, ergo w ogóle by nie istniała, bo byłaby kompletnie niesprecyzowana (czyli dopuszczone byłoby włączenie/wyłączenie każdego jej elementu). > Znam właśnie wersję wiejską (choć nie jest to wieś z "Awansu" > Redlińskiego, więc takich przerysować nie ma). I tam jest tak, że > powtarzają "odpuszczamy", bo tak jest w zadanym tekście. Bez > zastanowienia, bez przywiązania do tych słów. Jak kiedy śpiewasz pod > prysznicem Habanerę - nie wierzysz przecież, że "miłość to cygańskie > dziecię, co nie poznało nigdy prawa, nie". Pokrętna ta logika. Ale można z niej wywnioskować jedno: jeśli katolik rozumie, do czego się zobowiązuje i uważa to za słuszne (bo made in Jesus), a robi non stop co innego, to jest hipokrytą. A jeśli nie wypełnia tego, bo nie wie/nie rozumie, to znaczy, że jest katolikiem na papierze, który chodzi do kościoła, bo wydaje mu się to tak naturalne, jak oddawanie moczu, to jest debilem. |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-06 15:39:20 |
Nauka społeczna satanizmu > Mogę jednak odnieść się do statystycznego satanizmu racjonalnego, ogólnego > rysu w Czytelni i Filozofii na S.pl. Inaczej w żaden sposób nie dałoby się > krytykować tej filozofii, ergo w ogóle by nie istniała, bo byłaby > kompletnie niesprecyzowana (czyli dopuszczone byłoby włączenie/wyłączenie > każdego jej elementu). > Masz rację. Do wypowiedzi ogólnych o satanizmie jest to niezłe odniesienie. Może zawodzić w dyskusjach z osobami o określonych, jawnych, a nieco innych poglądach na "swój" satanizm, ale to Ci się - mam nadzieję - nie zdarza... > Pokrętna ta logika. Ale można z niej wywnioskować jedno: jeśli katolik > rozumie, do czego się zobowiązuje i uważa to za słuszne (bo made in > Jesus), a robi non stop co innego, to jest hipokrytą. > Made by. Co do sensu: racja. > A jeśli nie wypełnia tego, bo nie wie/nie rozumie, to znaczy, że jest > katolikiem na papierze, który chodzi do kościoła, bo wydaje mu się to tak > naturalne, jak oddawanie moczu, to jest debilem. > W znanych przypadkach jest to raczej ten drugi przypadek. W różnych pozareligijnych sytuacjach ludzie ci nie są debilami. Stąd wnioskuję, że albo jest to niski poziom refleksji duchowej (więc jednak nie debilizm), albo wygodnictwo (nie mam czasu analizować swojego życia, nie mam ochoty go zmieniać). Czyli też nie debilizm. Fajnie być katolikiem.... Wspominam z rozrzewnieniem. |
|
Zoon ( ) ![]() Wysłano: 2007-09-10 13:12:26 |
Nauka społeczna satanizmu Temat brzmi wyjątkowo śmiesznie i głupio. Może być sobie bowiem nauka społeczna kościoła bo ci ludzie mają wspólne wartości które dyktują im jak żyć. A jak zapomną, to się dowiedzą z ambony lub przez radio. Z moich satanistycznych doświadczeń wynika, że nie podzielam wielu poglądów czy zasad które wyznają inni sataniści, więc jak można mówić o jakiejś nauce mówiącej o stosunku do życia, innych ludzi i społeczeństwa? |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-10 19:46:17 |
Nauka społeczna satanizmu > Z moich satanistycznych doświadczeń wynika, że nie podzielam wielu > poglądów czy zasad które wyznają inni sataniści, więc jak można mówić o > jakiejś nauce mówiącej o stosunku do życia, innych ludzi i > społeczeństwa? > Być może cała rozbieżność bierze się z rozumienia pojęcia "nauka społeczna". Użyłem go dla nawiązania do katolickiej nauki społecznej, stąd nieporozumienia. Tak jak ja widzę pojęcie, które wywołałem i które zamierzam szerzej opisać także na podstawie tej dyskusji, to organizacja społeczeństwa, w której satanistom żyłoby się najlepiej. Być może nie wszystkim satanistom, bo w dobrym tonie jest tu zaznaczyć, że jest się trochę innym, niż nurt główny, ale większości. Nie chodzi tu o zasady, według których mieliby żyć sataniści, tylko o zasady, weług których mieliby żyć wszyscy (choć niekoniecznie dla wszystkich równe), żeby satanistom było dobrze. |
|
Zoon ( ) ![]() Wysłano: 2007-09-11 12:20:21 |
Nauka społeczna satanizmu > Nie chodzi tu o zasady, według których mieliby żyć > sataniści, tylko o zasady, weług których mieliby żyć wszyscy (choć > niekoniecznie dla wszystkich równe), żeby satanistom było dobrze. Moim zdaniem w takim systemie powinno być dużo wolności. Choć nie za dużo, bo przecież muszą być owieczki na grila dla nas :> |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-11 13:53:09 |
Nauka społeczna satanizmu > Moim zdaniem w takim systemie powinno być dużo wolności. > Zanotowałem. > Choć nie za dużo, > bo przecież muszą być owieczki na grila dla nas :> > Jak ktoś umie sobie owieczkę na grilla zapewnić, to mu jej prawo do wolności nie przeszkadza. A jak nie umie, to jego brak nie pomoże. Więc raczej jednak system bez ograniczania wolności dla "owieczek". |
|
Aegri_somnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-14 11:10:09 |
Nauka społeczna satanizmu Kościół to wspolnota, sataniści zaś mają tendencję do podkreślania własnej indywidualności. Sądzę, że wielu to pasuje, taki brak przynależnictwa do jakiejkolwiek organizacji, brak utożsamiania się z jakimkolwiek ruchem. Owszem, czasami może to się wydawać dziecinne i przypominać bunt młodzieńczy, ale taki już tego urok... ;) |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-18 11:11:30 |
Nauka społeczna satanizmu > Kościół to wspolnota, sataniści zaś mają tendencję do podkreślania własnej > indywidualności. > Sądzę, że wielu to pasuje, taki brak przynależnictwa do jakiejkolwiek > organizacji, brak utożsamiania się z jakimkolwiek ruchem. Owszem, czasami > może to się wydawać dziecinne i przypominać bunt młodzieńczy, ale taki już > tego urok... ;) > Tak, zapewne. Ale ja nie o tym. Nie o przynależności, nie o organizacji jako instytucji, tylko o organizacji społeczeństwa. Gdybym się nie silił na nawiązanie do terminu z KRK pewnie zostałbym lepiej zrozumiany. Chociaż nie wiem. Czasem mam wrażenie, że indywidualizm satanistów pcha ich ku logice rozmytej. |
|
Marek [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-11-16 13:33:47 |
Nauka społeczna satanizmu Satanizm własnie to droga buntu, ale nie buntu na zasadzie jak jakiś smarkacz burzymy się na to co ktos mówi i zaraz to negujemy bez powodu, chociażby dla czystego negowania jako, że jest się Satanistą. Dla mnie satanizm to jest droga bardziej selekcji indywidualnej w której to odrzucamy to co uważamy dla naszej osoby słuszne i przydatne, a odrzucamy to co jest zbędnym śmieciem, tyczy się to zwłaszcza ludzi. Każdy satanista z wyboru zapewne jak i ateista i inni indywidualiści bliżej i dalej nam znani tacy właśnie są. I my sami deycdujemy co dla nas dobre a co nie, nie ma dobra i zła jesteśmy właśnie poza dobrem i złem w ogólnym tego słowa znaczeniu. |
|
Adam [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-07 01:53:44 |
Nauka społeczna satanizmu > mniej wyeksploatowane. Dlatego chcę poruszyć kwestię nauki społecznej > satanizmu, a właściwie jej braku, jej niemożliwości i niemożliwości tej > konsekwecji. Powinieneś się raczej zapytać o osobiste poglądy każdego satanisty. Satanizm jako taki nie ma, i chyba nie będzie mieć jednej nauki społecznej. Wymagałoby to jakiejś formy organizacji a o organizowaniu się satanistów było tu już dużo. Parafrazując Dawkinsa - to tak, jak próbować zorganizować koty w jedno sprawne stado :) > A satanizm? Można sobie wyobrazić, że przeciętnemu sataniście blisko jest > do liberalnej/libertariańskiej wizji społeczeństwa A kto to jest przeciętny satanista? Wybacz, ale to oksymoron. > zapewne znajdzie się wielu anarchistów). Nie jest to jednak program > powszechny. No bo program powszechny sprowadza się do tego, żeby dać wszystkim po równo - każdemu guzik! > Tak zorganizowane społeczeństwo jest bardzo wygodne dla > jednostek wykwalifikowanych, przedsiębiorczych i zaradnych (a pochlebiamy > sobie do nich należeć). Każde społeczeństwo jest bardziej wygodne dla takich jednostek tak samo jak każde podłoże jest lepsze dla tych, którzy noszą but niż dla tych chodzących boso. A przykład takiego społeczeństwa już mamy w PL - jednostki bardziej zaradne potrafią dostać się do okrągłego budynku na wiejskiej i siorbać kasę lecącą do nich strumieniami. Przyznajmy - mimo iż tak szeroko reklamujemy relatywizm moralny satanizmu - mamy jeszcze jakieś zasady, które powstrzymują nas przed babraniem się w moralnym gównie polityki. > Tak zorganizowane społeczeństwo nie uwzględnia > jednak interesów pozostałych, czyli większości. Znów nasz kochany kraj jest tego przykładem ;) > A satanizm? Pomaga znaleźć swoje miejsce w każdym społeczeństwie, bez > prób zmieniania, czy współtworzenia go. No to wychodzi mi, że jest po > prostu pasożytem. Dla mnie społeczeństwo według satanistycznej wizji polegałoby na odpowiednim ukierunkowaniu tego pasożytowania aby nikomu nie działa się zbyt duża krzywda i system sprawnie funkcjonował. Jasny i ostry podział na elitę i plebs - np. tylko elita może głosować. Do tego wolność aby każdy mógł przystąpić do elity np. zdając odpowiedni egzamin (inteligentni) lub po zapłaceniu pierwszego miliona podatków (przedsiębiorczy). |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-11 20:32:19 |
Nauka społeczna satanizmu > Powinieneś się raczej zapytać o osobiste poglądy każdego satanisty. > I zostać z kociołkiem odpowiedzi? Przykro mi, ale nie miałoby to żadnej wartości ideologiczno-naukowej. > A kto to jest przeciętny satanista? Wybacz, ale to oksymoron. > Bynajmniej. Da się z pewnością wyodrębnić pewną listę cech, czy postaw wyraźnie popularniejszych wśród satanistów, niż wśród reszty społeczeństwa. > No bo program powszechny sprowadza się do tego, żeby dać wszystkim po > równo - każdemu guzik! > To tylko jedna z jego wersji. Może też być "od każdego według możliwości, każdemu według zasług". Nie po równo i też powszechnie. Takich podstawowych wersji jest pięć, a jeszcze nawet nie weszliśmy na grunt satanizmu, który może przynieść nowe. > Każde społeczeństwo jest bardziej wygodne dla takich jednostek tak samo > jak każde podłoże jest lepsze dla tych, którzy noszą but niż dla tych > chodzących boso. > Tak jak perski dywan? Niedźwiedzia skóra przed kominkiem? Świat NIE jest prosty. > Dla mnie społeczeństwo według satanistycznej wizji polegałoby na > odpowiednim ukierunkowaniu tego pasożytowania aby nikomu nie działa się > zbyt duża krzywda i system sprawnie funkcjonował. > Mniej więcej z tym się zgadzam, z tym, że "nikomu nie działa się zbyt duża krzywda" widziałbym wyłącznie o ile służy "system sprawnie funkcjonował". Czyli jako cecha służebna, a nie cel. > Jasny i ostry podział na > elitę i plebs - np. tylko elita może głosować. Do tego wolność aby każdy > mógł przystąpić do elity np. zdając odpowiedni egzamin (inteligentni) lub > po zapłaceniu pierwszego miliona podatków (przedsiębiorczy). > No i doszliśmy do konstruktywnych propozycji. Oczywiście zaczynają się schody: kto ma egzaminować, z czego, jakie kryteria i dlaczego niby akurat takie. Pamiętaj, że pozostałych najpierw musisz wziąć pod but albo - dać im telewizję. |
|
Adam [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-12 11:11:44 |
Nauka społeczna satanizmu > Bynajmniej. Da się z pewnością wyodrębnić pewną listę cech, czy postaw > wyraźnie popularniejszych wśród satanistów, niż wśród reszty > społeczeństwa. Jakie cechy proponujesz? > To tylko jedna z jego wersji. Może też być "od każdego według możliwości, > każdemu według zasług". Nie po równo i też powszechnie. Takich > podstawowych wersji jest pięć, a jeszcze nawet nie weszliśmy na grunt > satanizmu, który może przynieść nowe. Dla mnie powszechnie oznacza, że dla wszystkich. Jak już się przekonaliśmy, nie wszyscy zasługują na wszystko. Niektóre dobra i przywileje powinny być dostępne tylko dla wybranych. > Mniej więcej z tym się zgadzam, z tym, że "nikomu nie działa się zbyt duża > krzywda" widziałbym wyłącznie o ile służy "system sprawnie funkcjonował". > Czyli jako cecha służebna, a nie cel. No tak, w końcu rozmawiamy o systemie społecznym czyli takim, który za cel ma jak najlepsze przetrwanie społeczeństwa i jak najwyższą jego jakość. > No i doszliśmy do konstruktywnych propozycji. Oczywiście zaczynają się > schody: kto ma egzaminować, z czego, jakie kryteria i dlaczego niby akurat > takie. Pamiętaj, że pozostałych najpierw musisz wziąć pod but albo - dać > im telewizję. Z tym drugim nie ma problemu ;) A na poważnie - to są rozważania czysto teoretyczne bo i tak wprowadzenie systemu co do zasady nierównego społecznie jest mało prawdopodobne. Kryterium jest jedno ogólne - przydatność danej jednostki dla społeczeństwa. Wiadomo, że profesor czy biznesmen jest bardziej przydatny niż żul. Żaden system egzaminowania nie będzie idealny ale można do tego dążyć. Dlatego proponuję połączenie wykształcenia z majątkiem (tym pożytecznym czyli ilością płaconych podatków). Można sobie wyobrazić system wagowania głosów w wyborach. Za każdy poziom wykształcenia Twój głos liczy się x2 (czyli profesor ma x16), za każdy np. 1000 zł odprowadzonych w poprzednim roku podatków również. Proponowałbym jeszcze, aby system odzierał ludzi z fikcji a nie wspierał mrzonki. Przykładowo - przysięga małżeńska wina brzmieć "i nie opuszczę Cię póki mi się nie znudzisz". |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-12 19:25:51 |
Nauka społeczna satanizmu > Jakie cechy proponujesz? > Nie zajmuje się definiowaniem satanistów. Jest w szkicach odpowiedni esej na ten temat. > Dla mnie powszechnie oznacza, że dla wszystkich. Jak już się > przekonaliśmy, nie wszyscy zasługują na wszystko. Niektóre dobra i > przywileje powinny być dostępne tylko dla wybranych. > Dla wszystkich - tylko co? Po równo? Proporcjonalnie do jakieś cechy? Po uważaniu? Powszechność nie wyklucza nierówności. > Z tym drugim nie ma problemu ;) A na poważnie - to są rozważania czysto > teoretyczne bo i tak wprowadzenie systemu co do zasady nierównego > społecznie jest mało prawdopodobne. > Doprawdy? Jak tak się rozejrzę wokoło, to przyznam, że mnie nie przekonałeś. > Kryterium jest jedno ogólne - przydatność danej jednostki dla > społeczeństwa. Wiadomo, że profesor czy biznesmen jest bardziej przydatny > niż żul. Żaden system egzaminowania nie będzie idealny ale można do tego > dążyć. Dlatego proponuję połączenie wykształcenia z majątkiem (tym > pożytecznym czyli ilością płaconych podatków). Można sobie wyobrazić > system wagowania głosów w wyborach. Za każdy poziom wykształcenia Twój > głos liczy się x2 (czyli profesor ma x16), za każdy np. 1000 zł > odprowadzonych w poprzednim roku podatków również. > Ja to w ogóle miałem kiedyś koncepcję, żeby władzę regulującą stosunki społeczne wybierać po równo (jeden człowiek, jeden głos), a władzę wydającą nasze pieniądze (głównie wykonawczą, ale wchodzą w to m.in. ustawy budżetowe) wybierać właśnie proporcjonalnie do odprowadzanego podatku. Z tymi profesorami to bym nie przesadzał. Ścieżka stricte naukowa nie daje aż takiej przewagi nad innymi. > Proponowałbym jeszcze, aby system odzierał ludzi z fikcji a nie wspierał > mrzonki. Przykładowo - przysięga małżeńska wina brzmieć "i nie opuszczę > Cię póki mi się nie znudzisz". > No przecież są rozwody. De facto to właśnie realizacja tego hasła. |
|
Adam [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-12 23:20:10 |
Nauka społeczna satanizmu > Dla wszystkich - tylko co? Po równo? Proporcjonalnie do jakieś cechy? Po > uważaniu? Powszechność nie wyklucza nierówności. Tylko na jakiej zasadzie przydzielać nie po równo? Proporcjonalnie do przydatności społeczeństwu? Chyba nie, bo wtedy chorych i kalekich by się ubijało (w tym Beethovena). > Doprawdy? Jak tak się rozejrzę wokoło, to przyznam, że mnie nie > przekonałeś. Jest różnica między systemem, który mówi, że jest równy ale kłamie, a takim, który jawnie przyznaje się do nierówności. > Ja to w ogóle miałem kiedyś koncepcję, żeby władzę regulującą stosunki > społeczne wybierać po równo (jeden człowiek, jeden głos), Dobra koncepcja, oddaję zatem swój jeden głos na Ciebie ;) > a władzę > wydającą nasze pieniądze (głównie wykonawczą, ale wchodzą w to m.in. > ustawy budżetowe) wybierać właśnie proporcjonalnie do odprowadzanego > podatku. > Z tymi profesorami to bym nie przesadzał. Ścieżka stricte naukowa nie daje > aż takiej przewagi nad innymi. A ja jednak upierałbym się, że kryterium finansowe jest ważne ale nie może być jedyne. Przecież, co do zasady, ludzie wykształceni są pożyteczni dla społeczeństwa a nie muszą posiadać majątków. > No przecież są rozwody. De facto to właśnie realizacja tego hasła. Są, ale po co w takim razie fikcyjna przysięga? Drażni mnie obłuda w życiu społecznym. |
|
Lernakow [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-13 19:03:00 |
Nauka społeczna satanizmu > Tylko na jakiej zasadzie przydzielać nie po równo? Proporcjonalnie do > przydatności społeczeństwu? Chyba nie, bo wtedy chorych i kalekich by się > ubijało (w tym Beethovena). > Najpopularniejsze koncepcje sprawiedliwości: 1. Każdemu po równo; 2. Każdemu według potrzeb; 3. Każdemu według zasług; 4. Każdemu według włożonego wysiłku; 5. Każdemu według tego, co przyznaje mu prawo. Ostatnia jest najbardziej tajemnicza i zwykle pokrywa się z jedną z poprzednich, lub z jakąś ich kombinacją. Wbrew pozorom każda JEST inna (wysiłek i zasługa nie muszą być równe, to najczęstszy błąd). Co do Beethovena - był przydatny, więc by się go nie ubiło. Kalectwo mogło dyskwalifikować w wojskowym społeczeństwie Sparty, ale nowoczesnym społeczeństwie to już dawno nieaktualne. > Jest różnica między systemem, który mówi, że jest równy ale kłamie, a > takim, który jawnie przyznaje się do nierówności. > Jak dla mnie - kosmetyczna. W tym drugim mniej jest hipokryzji i tyle. > A ja jednak upierałbym się, że kryterium finansowe jest ważne ale nie może > być jedyne. Przecież, co do zasady, ludzie wykształceni są pożyteczni dla > społeczeństwa a nie muszą posiadać majątków. > Zgadzam się. Ale dla mnie profesor = głos*16 to przegięcie. Jak widać różnimy się jedynie ilościowo, nie jakościowo w tej dyskusji, więc sytuację do osiągnięcia porozumienia mamy korzystną. Ustalimy współczynniki i będzie git. > Są, ale po co w takim razie fikcyjna przysięga? Drażni mnie obłuda w życiu > społecznym. W chwili składania ogromna większość w to wierzy. Nie jest to więc obłudne, tylko marzycielskie. |
|
Adam [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-14 04:25:14 |
Nauka społeczna satanizmu > Najpopularniejsze koncepcje sprawiedliwości: > 1. Każdemu po równo; Ja i moja dziewczyna możemy kupić na kartki tyle samo podpasek ;) > 2. Każdemu według potrzeb; Hmm... A walczyłeś kiedyś z kobietą w łóżku przeciągając kołdrę na swoją stronę? Wyobraź sobie to samo w skali społecznej. > 3. Każdemu według zasług; No właśnie, ale to już nie jest równy system - można jako zasługi przyjąć właśnie opłacone podatki oraz wkład w rozwój intelektualny co prowadzi nas do wniosków kilka akapitów niżej. > 4. Każdemu według włożonego wysiłku; Czyli jeśli będę pchał ścianę przez dwa miesiące codziennie to dostanę tyle samo, co facet, który w tym czasie wybudował dom? > 5. Każdemu według tego, co przyznaje mu prawo. > Ostatnia jest najbardziej tajemnicza i zwykle pokrywa się z jedną z > poprzednich, lub z jakąś ich kombinacją. Prawo sobie a równość sobie. Zawsze przydzielamy według prawa. > Wbrew pozorom każda JEST inna > (wysiłek i zasługa nie muszą być równe, to najczęstszy błąd). Z tym się zgadzam i to chciałem podkreślić przerysowanymi komentarzami powyżej (no, poza kwestią zasługi) > Co do Beethovena - był przydatny, więc by się go nie ubiło. Kalectwo mogło > dyskwalifikować w wojskowym społeczeństwie Sparty, ale nowoczesnym > społeczeństwie to już dawno nieaktualne. O ile zdążyłby dożyć do weku przydatności. Ale roboczo możemy przyjąć koncepcję społeczeństwa, które nie ubija kalekich a jeśli jeden z nich wykaże swą nadprzeciętną przydatność to zostaną mu przyznane nadprzeciętne prawa tak jak zdrowym. > > Jest różnica między systemem, który mówi, że jest równy ale kłamie, a > > takim, który jawnie przyznaje się do nierówności. > Jak dla mnie - kosmetyczna. W tym drugim mniej jest hipokryzji i tyle. Nie drażni Cię hipokryzja w życiu publicznym? > Zgadzam się. Ale dla mnie profesor = głos*16 to przegięcie. Jak widać > różnimy się jedynie ilościowo, nie jakościowo w tej dyskusji, więc > sytuację do osiągnięcia porozumienia mamy korzystną. Ustalimy > współczynniki i będzie git. Ok, proponuję na privie dogadać wagowanie głosów korzystając z use-casów i potem już prosta droga do wprowadzenia tego w życie ;) > W chwili składania ogromna większość w to wierzy. Nie jest to więc > obłudne, tylko marzycielskie. A kończy się, sami wiemy jak. Czy państwo nie powinno wspierać trzeźwego patrzenia na świat? Cesarze rzymscy mieli niewolników, którzy mówili "pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem". |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>




















