| Satan.pl > Forum > Satanizm > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 09:02:08 |
(pseudo) nonkomformizm tyle sie mowi o indywidualizmie i swoistym buncie wsrod satanistow... cenimy nasza wolnosc czesto bardziej niz cokolwiek innego... jednoczesnie egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja... przyjmujemy narzucone zasady, czasem tworzac wlasne wariacje na ich temat, by nie byc posadzonymi o konformizm i hipokryzje... i tu pojawia sie moje pytanie - jak czesto przystajecie na czyjes warunki wmawiajac sobie i innym, ze to Wasza swiadoma i wlasna decyzja? czy zdarzaja sie sytuacje, ze ktos wymaga od Was odstepstwa od wlasnych zasad (co oczywiscie rodzi bunt, bo przeciez sami stanowimy o sobie!), a po krotkiej kalkulacji wybieracie wlasnie ta opcje, bo przynosi wiecej korzysci? czy jest to konformizm czy nadal obstajecie przy oficjalnej nazwie - wlasna swiadoma decyzja? co przewaza - wygoda czy idee? |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-03-28 20:11:01 |
O deklizmie konformistycznego nonkonformizmu > tyle sie mowi o indywidualizmie i swoistym buncie wsrod satanistow... Mysle ze bledem jest porownywanie indywidualizmu i buntu (a nieswiadomie to wlasnie zrobilas) to ze jestem soba nie znaczy ze mja poglady stoja w opozycji do pogladow ogolu. To ze ktos sie buntuje wcale nie oznacza ze jest indywidualista. Wrecz odwrotnie, uwazam ze bunt jest modny. zaprzeczeniem ogolnie przyjmowanym zasadom czy prawom jest na czasie. Indywidualizm stal sie strasznie nieoryginalny... > cenimy nasza wolnosc czesto bardziej niz cokolwiek innego... A ja mysle ze najbardziej cenimy wygode. Czasem mam ochote zrobic komus krzywde, powiedziec cos chamskiego, pojsc gdzie nie mozna etc. a nie robie tego bo tak lepiej. To ze zamkne buzie czy nie podniose reki czy nie rusze tylka z domu mimo ze kazda z tych rzeczy swiadczylaby o mojej wolnosci wynika z wygody i rachunku zyskow i strat. Inna sprawa ze wolnosc to nie samowola i pewne prawa zawsze obowiazuje, niekoniecznie te narzucone przez ogol. Jak to Kant mowil o tych dwoch rzeczach ktore go tak napelniaja podziwem? Niebo gwiazdziste i prawo moralne w nim samym... > jednoczesnie > egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w > znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja... A druga strona monety? Zrob bilans strat i zyskow... Zobaczymy co Ci wyjdzie. Ze lepiej samotnie, samowolnie, kazdy sobie i anarchia czy razem, jeden dla drugiego, moze nieco ograniczenie ale cos za cos i w uporzadkowanym swiecie? > przyjmujemy narzucone zasady, > czasem tworzac wlasne wariacje na ich temat, by nie byc posadzonymi o > konformizm i hipokryzje... Wybacz, ale GOWNO prawda. Ja przyjmuje pewne zasady bo mi wygodnie albo po prostu dlatego ze sie z nimi zgadzam. Nie interpretuje niczego na sile a jesli juz to na pewno nie dlatego zeby ktos mi nie powiwedzial ze jestem konformistka... To demagogia... > i tu pojawia sie moje pytanie - jak czesto przystajecie na czyjes warunki > wmawiajac sobie i innym, ze to Wasza swiadoma i wlasna decyzja? Czy zawsze przyjmujac czyjes warunki, robiac tak jak ktos mi mowi etc. nie postepuje w zgodzie ze soba i wmawiam sobie ze to moja decyzja? A co z kulturowymi kompetencjami? Robisz z ludzi pajacow, bezwolne marionetki w rekach innych... czy > zdarzaja sie sytuacje, ze ktos wymaga od Was odstepstwa od wlasnych zasad > (co oczywiscie rodzi bunt, bo przeciez sami stanowimy o sobie!) Sami o sobie? Zdziwilabys sie jak malo o sobie stanowimy. Nasze zachowania sa uwarunkowane kulturowo, spolecznie az wreszcie rodzinnie. Kazda Twoja reakcja nie jest niczym niezwyklym, spontanicznym czy INDYWIDUALNYM, ludzie z tego samego kregu kulturowego reaguja podobnie na te same bodzce a w miare zawezania sie srodowiska ich reakcje staja sie coraz bardziej podobne... , a po > krotkiej kalkulacji wybieracie wlasnie ta opcje, bo przynosi wiecej > korzysci? To zalezy od rachunku zyskow i strat. Jesli wiecej zyskam to zmieniam poglady czy nie robie czegos tam i nie uwazam zeby bylo w tym cos zlego. Bzdura jest dla mnie ponoszenie szkod dla idei o oktorych i tak niedlugo sama pamietac pewnie nie bede... czy jest to konformizm czy nadal obstajecie przy oficjalnej > nazwie - wlasna swiadoma decyzja? Odsylam do definicji slowa konformizm bo mysle ze w tym wypadku ze go uzywasz. To ze ktos nami kieruje to zwykla manipulacja, to ze ktos prosi zebym cos zrobila mimo ze nie do konca mi sie to oplaca ale robie to , to kompromis (przypominam ze tak jak w przyrodzie nie ma czerni i bieli w najczystszej postaci tak w spoleczenstwie wszystko opiera sie na teczy czyli kompromisach), jesli robie cos tylko dlatego ze robia to inni to konformizm a jesli robie cos co CHCE zrobic (mimo ze ktos mna kieruje i ponosdze jakies straty i inni to robia) to moja decyzja. > co przewaza - wygoda czy idee? A czy idee nie moga byc wygodne? Ja mysle ze wlasnie dlatego wybieramy taka a nie inna sciezke zyciowa bo jest dla nas wygodna... Nikt tez nie powiedzial ze to cos zlego zmienic wygodny fotel na fotel wygodniejszy. Mysle ze demonizujesz. Mnie denerwuje wlasnie ten caly smieszny wrecz ped do indywidualizmu i wyrozniania sie... Ta wolnosc ktora bardziej ogranicza niz sprawia ze czlowiek rozkwita... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-29 14:35:09 |
O deklizmie konformistycznego nonkonformizmu > Mysle ze bledem jest porownywanie indywidualizmu i buntu (a nieswiadomie > to wlasnie zrobilas) gdzie porownalam? nigdzie nie napisalam, ze wkladam je do jednego zbioru... > to ze jestem soba nie znaczy ze mja poglady stoja w > opozycji do pogladow ogolu. oczywiscie... nie twierdze, ze mlody buntownik powinien odrzucac WSZELKIE zasady narzucane rzez rodzine, spoleczenstwo, kulture... > To ze ktos sie buntuje wcale nie oznacza ze jest indywidualista. tez fakt... > uwazam ze bunt jest modny. zaprzeczeniem ogolnie przyjmowanym > zasadom czy prawom jest na czasie. a jesli pojawia sie za duzo buntu w buncie ;P to rodzi przesyt - sytuacja jak np. w 'Tangu' Mrozka... > Indywidualizm stal sie strasznie > nieoryginalny... na jakiej podstawie tak sadzisz? sama napisalas, ze nie nalezy laczyc indywidualizmu i buntu... > Inna sprawa ze wolnosc to nie samowola i pewne prawa zawsze obowiazuje, > niekoniecznie te narzucone przez ogol. niestety nie wszyscy sa na tyle swiadomi, zeby miec dobrze rozbudowany wewnetrzny system moralny i etyczny... niestety... i dla tych (czyli znacznej wiekszosci spoleczenstwa) powstaja kodeksy prawne i inne formy narzucania tych systemow... > A druga strona monety? Zrob bilans strat i zyskow... Zobaczymy co Ci > wyjdzie. Ze lepiej samotnie, samowolnie, kazdy sobie i anarchia czy razem, > jeden dla drugiego, moze nieco ograniczenie ale cos za cos i w > uporzadkowanym swiecie? nie napisalam, ze to zle, ze nas ogranicza spoleczenstwo - czlowiek jest zwierzeciem stadnym - bez innych sie meczy... a zeby wsrod innych funkcjonowac -musi sie podporzedkowac pewnym normom i regulom... poki co niemozliwe jest istnienie anarchii - przez slabo rozwinieta swiadomosc ludzi no i ich az nazbyt rozwinieta glupote... > Wybacz, ale GOWNO prawda. Ja przyjmuje pewne zasady bo mi wygodnie albo > po > prostu dlatego ze sie z nimi zgadzam. Nie interpretuje niczego na sile a > jesli juz to na pewno nie dlatego zeby ktos mi nie powiwedzial ze jestem > konformistka... To demagogia... chodzi mi o sytuacje, kiedy oficjalnie sie buntujemy, a po przemysleniu uznajemy racje drugiej strony - nie przyznajac sie do tego, przed innymi... > Robisz z ludzi pajacow, bezwolne marionetki w rekach innych... pytam - nie wmawiam... > Nasze zachowania > sa uwarunkowane kulturowo, spolecznie az wreszcie rodzinnie. Kazda Twoja > reakcja nie jest niczym niezwyklym, spontanicznym czy INDYWIDUALNYM, > ludzie z tego samego kregu kulturowego reaguja podobnie na te same bodzce > a w miare zawezania sie srodowiska ich reakcje staja sie coraz bardziej > podobne... nie mowie, ze mam y reagowac wbrew naszej naturze i kulturze, ale czasem nakaz czy zakaz kloci sie z naszymi wewnetrznymi idealami i zasadami... co wtedy? > Bzdura jest dla mnie ponoszenie szkod dla idei o oktorych i tak niedlugo > sama pamietac pewnie nie bede... dla niektorych idee sa niezmiernie wazne... > A czy idee nie moga byc wygodne? jasne, ze moga... choc nie wiem, czy w dzisiejszych czasach idealizm ma duze szanse przetrwania... > Nikt tez nie powiedzial ze to cos zlego zmienic > wygodny fotel na fotel wygodniejszy. :) no tak > Mysle ze demonizujesz. pytam... :) > Mnie denerwuje wlasnie ten caly smieszny wrecz ped do indywidualizmu i > wyrozniania sie... Ta wolnosc ktora bardziej ogranicza niz sprawia ze > czlowiek rozkwita... Ciebie denerwuje - dostrzegasz niedoskonalosci tego podejscia... ale jest wielu, ktorzy w tym wlasnie sie odnajduja... nie miazdz ich ktytyka, tylko wskaz ewentualny kierunek... |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-03-29 18:59:43 |
O deklizmie > > Mysle ze bledem jest porownywanie indywidualizmu i buntu (a > nieswiadomie > > to wlasnie zrobilas) > gdzie porownalam? nigdzie nie napisalam, ze wkladam je do jednego > zbioru... Napisalam ze zrobilas to nieswiadomie to po pierwsze, po drugie jesli piszesz " tyle sie mowi o indywidualizmie i swoistym buncie wsrod satanistow..." to automatycznie dajesz do zrozumienia ze istnieje jakis zwiazek miedzy powyzszymi. Elementarna retoryka. > > to ze jestem soba nie znaczy ze mja poglady stoja w > > opozycji do pogladow ogolu. > oczywiscie... nie twierdze, ze mlody buntownik powinien odrzucac WSZELKIE > zasady narzucane rzez rodzine, spoleczenstwo, kulture... Znowu elementarne zasady retoryki. Jesli piszesz o przynaleznosci do spoleczenstwa jako opozycji do wolnosci (cytuje:" jednoczesnie egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja...") to zakladasz ze forma buntu (ktory sluzy jako reakcja obronna przeciwko zniewoleniu) powinno albo moze byc odrzucenie tego co nas zniewala i teraz nie wazne jest czy zrzucimy WSZELKIE wiezy, bo bunt objawia sie w samym fakcie proby uwolnienia sie czy to od jednego czy wielu krepujacych czynnikow. > > uwazam ze bunt jest modny. zaprzeczeniem ogolnie przyjmowanym > > zasadom czy prawom jest na czasie. > a jesli pojawia sie za duzo buntu w buncie ;P to rodzi przesyt - sytuacja > jak np. w 'Tangu' Mrozka... Malenczuk pieknie kiedys powiedzial "A wsadzcie sobie tego Mrozka w dupe!"... Przesyt jesli chodzi bunt? Za duzo buntu w buncie? Wybacz ale nie lapie. POdaj mi przyklad (nie ksiazkowy i nie z Mrozka) buntowniczego przesytu, biorac pod uwage ze buntownik nie jest chory psychicznie czy nie buntuje sie dla samego buntowania... > > Indywidualizm stal sie strasznie > > nieoryginalny... > na jakiej podstawie tak sadzisz? sama napisalas, ze nie nalezy laczyc > indywidualizmu i buntu... Bo nie nalezy. I nie polaczylam tych dwoch pojec. Dlaczego uwazam ze indywidualizm jest nieoryginalny? Bo nie wynika z samopowstajacej wewnetrznej potrzeby a jest reakcja na spoleczenstwo. Nikt nie chce byc szara masa i kazdy w taki czy inny sposob chce sie wyrozniac. Jeden maluje sie bardzo mocno, inny zaklada dresy. Mechanizm jest ten sam. Indywidualizm nie jest niepowtarzalnym procesem a zjawiskiem spolecznym i zaden to fenomen... Myslisz ze dlaczego taka furore robi Manson? Przeciez nie dlatego ze takie madre teksty wyrzyguje do mikrofonu, albo kulktura punk, przeciez nie dla idei a tylko zeby sie wyrozniac... W ten sposob masz zastepy indywidualistow dla ktorych indywidualizm nie jest wyrazeniem siebie (albo jest wyrazeniem JA nienaturalnie uksztaltowanego przez spoleczenstwo) a tylko odroznieniem sie od reszty. Taki syndrom Love Parade. Kupa przebierancow, kazdy chce sie wyrozniac a tymczasem tworza wielobarwna ale zawsze kupe ludzi... > > Inna sprawa ze wolnosc to nie samowola i pewne prawa zawsze > obowiazuje, > > niekoniecznie te narzucone przez ogol. > niestety nie wszyscy sa na tyle swiadomi, zeby miec dobrze rozbudowany > wewnetrzny system moralny i etyczny... niestety... i dla tych (czyli > znacznej wiekszosci spoleczenstwa) powstaja kodeksy prawne i inne formy > narzucania tych systemow... I tu sie mylisz. Prawo nie powstalo dla niedorozwojow moralnych i etycznych ale po to by uscislic normy pewnych zachowan. Zwroc uwage ze zasady, nakazy i zakazy (czyli prawo) dzialaja w grupach gdzie nikt sie nad moralnoscia nie zastanawia i gdzie nikt nie prowadzi dyskusji na temat etyki (ludy Oceanii, afrykanskie plemiona ), ta sama forma tylko ze inna trescia posluguja sie czlonkowie malych, czesto elitarnych grup gdzie tym bardziej o moralnosci czy etyce sie rozmawia bo sa to rozmowy jalowe... Chodzilo mi raczej o to ze nigdy naprawde wolni nie bedziemy bo mamy w sobie pewne mechanizmy ktore zabraniaja nam zrobic pewnych rzeczy. > > A druga strona monety? Zrob bilans strat i zyskow... Zobaczymy co Ci > > > wyjdzie. Ze lepiej samotnie, samowolnie, kazdy sobie i anarchia czy > razem, > > jeden dla drugiego, moze nieco ograniczenie ale cos za cos i w > > uporzadkowanym swiecie? > nie napisalam, ze to zle, ze nas ogranicza spoleczenstwo - czlowiek jest > zwierzeciem stadnym - bez innych sie meczy... A wlasnie ze napisalas ze spoleczenstwo jest czynnikiem ograniczajacym (cytuje:"jednoczesnie egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja..." ) > a zeby wsrod innych > funkcjonowac -musi sie podporzedkowac pewnym normom i regulom... Ja nie uwazam zeby to bylo zle. Ciesze sie ze obowiazuja pewne reguly... Czy to prawne czy zwykly savoir-vivre... > poki co niemozliwe jest istnienie anarchii - przez slabo rozwinieta > swiadomosc ludzi no i ich az nazbyt rozwinieta glupote... Wlasnie przez ludzka inteligencje anarchia jest niemozliwa. I przez swiadomosc tego co staloby sie gdyby obalic wszelkie rzady a razem z nimi wszelkie zasady, prawa, zakazy czy nakazy... Dariusz napisal pieknie "Można najwyżej poznawać mechanizmy rządzące społeczeństwem i umiejętnie je wykorzystywać do własnych celów. " > > Wybacz, ale GOWNO prawda. Ja przyjmuje pewne zasady bo mi wygodnie > albo > po > > prostu dlatego ze sie z nimi zgadzam. Nie interpretuje niczego na > sile a > > jesli juz to na pewno nie dlatego zeby ktos mi nie powiwedzial ze > jestem > > konformistka... To demagogia... > chodzi mi o sytuacje, kiedy oficjalnie sie buntujemy, a po przemysleniu > uznajemy racje drugiej strony - nie przyznajac sie do tego, przed > innymi... A z czego to wynika? Wlasnie z indywidualistycznego konformizmu. Bunt dla buntu... Jak dzieci... I uwazalabym na koncowki typu "my". > > Robisz z ludzi pajacow, bezwolne marionetki w rekach innych... > pytam - nie wmawiam... Wiesz to jak bylo z pytaniem o eutanazje. "CZy jest pan/i za usmierzeniem cierpienia osobom smiertelnie chorym przez eutanazje?" i "Czy jest pan/i za zabijaniem ludzi smiertelnie chorych?". Dwa takie same pytania ale rozny ladunek emocjonalny. W Twoim poscie wyraznie widac deprecjacje postawy "grupowej" i podkreslenie wagi indywidualizmu... > nie mowie, ze mam y reagowac wbrew naszej naturze i kulturze, ale czasem > nakaz czy zakaz kloci sie z naszymi wewnetrznymi idealami i zasadami... co > wtedy? POdaj przyklad kiedy jakis zakaz powszechnie przyjety, czy nakaz (zgodny z prawem) kloci sie z wewnetrznymi zasadami czy idealami? > > Bzdura jest dla mnie ponoszenie szkod dla idei o oktorych i tak > niedlugo > > sama pamietac pewnie nie bede... > dla niektorych idee sa niezmiernie wazne... Tylko ze czesto sie zmieniaja. Ktos mi kiedys zaproponowal zebym przez kilka lat z rzedu tego samego dnia zapisywala najwazniejsze cele w zyciu, zasady ktorymi sie kieruje i sprawy ktorym jestem wierna. I zebym po kilku latach porownala te kartki... To samo z ideami... Wazny jest fakt idei, z tym sie zgodze ale desygnat sie zmienia... > > A czy idee nie moga byc wygodne? > jasne, ze moga... choc nie wiem, czy w dzisiejszych czasach idealizm ma > duze szanse przetrwania... Jesli idealizm traktujesz jako cos niezwyklego to nie. Kazdy ma swoje idee. W wolnych spoleczenstwach (a o takich pisze ) nie ma o co walczyc. Jesli ktos jest idealista tylko dlatego ze idealizm dopelnia obrazku buntownika czy indywidualisty to to dlugo nie przetrwa... > > Mysle ze demonizujesz. > pytam... :) Stwierdzasz ze spoleczenstwo ogranicza, nie zajmujac sie dobra strona spolecznosci jako takich, wykonywanie czynnosci o ktore inni nas prosza wkladasz do worka z napisem konformizm i stwierdzasz ze zakazy i nakazy sa be bo nie pozwalaja nam sie rowijac... > > Mnie denerwuje wlasnie ten caly smieszny wrecz ped do indywidualizmu > i > > wyrozniania sie... Ta wolnosc ktora bardziej ogranicza niz sprawia > ze > > czlowiek rozkwita... > Ciebie denerwuje - dostrzegasz niedoskonalosci tego podejscia... ale jest > wielu, ktorzy w tym wlasnie sie odnajduja... Odnajduja sie w nasladowaniu innych indywidualistow? Powiedz szczerze ilu znasz IDEALNYCH, NIEPOWTARZALNYCH indywidualistow? Ja znam kilku panow. Kazdy inny. ZAden nie obnosi sie z etykietka indywidualista, zaden sie jakos specjalnie z tlumu nie wyroznia ubiorem czy fyzura, za to to co jak mysla przyprawia o zawrot w glowie... Sa swietni, nigdy nie slyszalam zeby czuli sie ograniczeni przez cos tam, ba! kazdy z nich osiaga swoje, moze niezbyt wygorowane ale cele... Takie kwiatki na smietniku... nie miazdz ich ktytyka, tylko > wskaz ewentualny kierunek... Wskazywac kierunek? Zabawna jestes. Indywidualizm plega na sluchaniu siebie a nie podazaniu za kims. Ja nie jestem architektem cudzego zycia... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-29 19:29:31 |
O deklizmie > Przesyt jesli chodzi bunt? Za duzo buntu w buncie? Wybacz ale nie lapie. jesli zalozymy, ze bunt to dzialanie przeciwne do ogolnego, a w pewnym momencie grupa buntownikow z mniejszosci staje sie wiekszoscia - wowczas bunt polega na podporzadkowaniu poprzednim normom... > POdaj mi przyklad (nie ksiazkowy i nie z Mrozka) buntowniczego przesytu, nie umiem wymyslac przykladow... przykro mi... > I tu sie mylisz. Prawo nie powstalo dla niedorozwojow moralnych i > etycznych ale po to by uscislic normy pewnych zachowan. idealnie - te normy powinny byc wpojone przez wychowanie i wewnetrznie respektowane - jesli nie sa (a zbyt czesto tak sie zdarza) potrzebny jest jakis zewnetrzny system, ktory to uporzadkuje... > A wlasnie ze napisalas ze spoleczenstwo jest czynnikiem ograniczajacym > (cytuje:"jednoczesnie egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach > spolecznych, ktore w znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja..." ) napisalam, ze ogranicza, a nie, ze to ZLE! > Ja nie uwazam zeby to bylo zle. Ciesze sie ze obowiazuja pewne reguly... > Czy to prawne czy zwykly savoir-vivre... niom... > Wlasnie przez ludzka inteligencje anarchia jest niemozliwa. I przez > swiadomosc tego co staloby sie gdyby obalic wszelkie rzady a razem z nimi > wszelkie zasady, prawa, zakazy czy nakazy... patrzysz na to z idrugiej strony - ale chodzi nam o to samo :) > I uwazalabym na koncowki typu "my". :) nie ja tu jestem polonistka, no i zdaje sobie tez sprawe z tego, ze musze uwazac na formalny jezyk :) ale dziekuje :) > W Twoim poscie wyraznie widac deprecjacje postawy "grupowej" i > podkreslenie wagi indywidualizmu... staralam sie obiektywnie przedstawic sytuacje, zeby poznac opinie ludzi... nie zawsze to, co pisze jest konkretnie moim pogladem... tutaj staralam sie nie wartosciowac i nie oceniac roznych postaw - chcialam, zeby forumowicze to zrobili... jesli sie zaplatalam gdzies - coz... doceniam, ze nie omieszkalas mi tego wypomniec ;P > POdaj przyklad kiedy jakis zakaz powszechnie przyjety, czy nakaz (zgodny z > prawem) kloci sie z wewnetrznymi zasadami czy idealami? oj... znowu chcesz przyklad :/ jesli dla kogos najwazniejsze jest korzystanie z zycia (tozsame z brakiem przyziemnych, niemilych obowiazkow, a za to ciagla impreza i bujaniem...), a wymagane jest od niego skonczenie chociazby liceum i zdanie matury... bo przeciez musi miec jakies podstawy do przyszlego funkcjonowania w doroslym spoleczenstwie... nie wiem, czy to dobry przyklad - to nie jest moja mocna strona... > Ktos mi kiedys zaproponowal zebym przez kilka lat z rzedu tego samego dnia > zapisywala najwazniejsze cele w zyciu, zasady ktorymi sie kieruje i sprawy > ktorym jestem wierna. I zebym po kilku latach porownala te kartki... swietny test :) > Stwierdzasz ze spoleczenstwo ogranicza, nie zajmujac sie dobra strona > spolecznosci jako takich, wykonywanie czynnosci o ktore inni nas prosza > wkladasz do worka z napisem konformizm i stwierdzasz ze zakazy i nakazy sa > be bo nie pozwalaja nam sie rowijac... moze faktyczne wyszlo tendencyjnie - ale jakos jestes jedyna osoba, ktora na to zwrocila uwage.... i mowie kolejny raz - nie wartosciowalam (przynajmniej takie bylo moje zalozenie)... > Odnajduja sie w nasladowaniu innych indywidualistow? w poszukiwaniu siebie... innych od pozostalych ludzi... > Powiedz szczerze ilu znasz IDEALNYCH, NIEPOWTARZALNYCH > indywidualistow? nie wiem jak to definiujesz, ale raptem kilka osob - wyjatkowych i niepowtarzalnych... po jednej krotkiej rozmowie zapadaja w pamiec na cale (chyba :)) zycie... > Wskazywac kierunek? Zabawna jestes. Indywidualizm plega na sluchaniu > siebie a nie podazaniu za kims. Ja nie jestem architektem cudzego > zycia... tak, ale skoro nie podoba Ci sie 'indywidualizm', to moze nalezy otworzyc oczy tym, ktorzy to wlasnie cenia... fakt, ze piszac to przyszlo mi do glowy, ze w ten sposob zaatakujesz ta wypowiedz, ale zostawilam to... nie odczuwasz potrzeby 'uswiadamiania' niesiadomych? |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-03-30 00:34:08 |
O nonkonformizmie > > Przesyt jesli chodzi bunt? Za duzo buntu w buncie? Wybacz ale nie > lapie. > jesli zalozymy, ze bunt to dzialanie przeciwne do ogolnego, a w pewnym > momencie grupa buntownikow z mniejszosci staje sie wiekszoscia - wowczas > bunt polega na podporzadkowaniu poprzednim normom... Wtedy bunt przestaje byc buntem. Buntownicze przekonania staje sie regulami. To nie jest przyklad przesytu buntem (bo zmienia sie kwalifikacja czynu ze tak napisze...), ani tym bardziej przyklad tego ze buntu jest za wiele w buncie. Kiedy buntownicy dochodza do wladzy, osiagaja swoje cele nie buntuja sie juz bo nie maja po co... > > POdaj mi przyklad (nie ksiazkowy i nie z Mrozka) buntowniczego > przesytu, > nie umiem wymyslac przykladow... przykro mi... To ksiazkowy. > > I tu sie mylisz. Prawo nie powstalo dla niedorozwojow moralnych i > > etycznych ale po to by uscislic normy pewnych zachowan. > idealnie - te normy powinny byc wpojone przez wychowanie i wewnetrznie > respektowane - jesli nie sa (a zbyt czesto tak sie zdarza) potrzebny jest > jakis zewnetrzny system, ktory to uporzadkuje... Zauwaz ze kazde pokolenie zyje w innych czasach. Jesliby moi rodzice wpajali mi pewne zasady ktore im wpoili ich dziadkowie i jeszcze wczesniej... to nie byloby mowy o jakimkolwiek porozumieniu miedzy ludzmi... Rodzice wpajaja mi owszem pewne prawa etc. ale prawo spoleczne to co innego niz prawo moralne czyli wewnetrzne... Trudno zeby moja mama uczyla mnie przepisow prawnych ktore beda mi potrzebne tylko w pewnych przypadkach a moze i nigdy... Lepiej zeby to bylo zapisane gdzies w jakiejs ksiazce, w kodeksie, tak zebym do tego siegala tylko wtedy gdy bede potrzebowac, bo po cholere zasmiecac umysl takimi rzeczami? Pozatym jak napisalas w poscie inicjujacym ludzie interpretuja nawet nieznacznie pewne normy, naginaja je, wymijaja... Wyobraz sobie ze w duchu zupelnie roznie zinterpretowanej zasady wychowuje sie dwoje dzieci, jak one ssie maja porozumiec w doroslym zyciu? > > A wlasnie ze napisalas ze spoleczenstwo jest czynnikiem > ograniczajacym > > (cytuje:"jednoczesnie egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, > systemach > > spolecznych, ktore w znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja..." ) > napisalam, ze ogranicza, a nie, ze to ZLE! Napisalas ze ogranicza, a slowa "ograniczac" ma jednoznacznie negatywny wydzwiek zwlaszcza jesli piszesz o ograniczeniu w opozycji do wolnosci... inna sprawa ze chodzilo mi o to ze sama sobie zaprzeczasz.. > > Wlasnie przez ludzka inteligencje anarchia jest niemozliwa. I przez > > > swiadomosc tego co staloby sie gdyby obalic wszelkie rzady a razem z > nimi > > wszelkie zasady, prawa, zakazy czy nakazy... > patrzysz na to z idrugiej strony - ale chodzi nam o to samo :) Nie, Ty piszesz ze spoleczenstwo ogranicza i ze zakazy i nakazy przeszkadzaja wcielac idee w zycie. Ja natomiast uwazam ze spoleczenstwo oraz jego prawa tylko ksztaltuja ludzka swiadomosc. > > POdaj przyklad kiedy jakis zakaz powszechnie przyjety, czy nakaz > (zgodny z > > prawem) kloci sie z wewnetrznymi zasadami czy idealami? > oj... znowu chcesz przyklad :/ > jesli dla kogos najwazniejsze jest korzystanie z zycia (tozsame z brakiem > przyziemnych, niemilych obowiazkow, a za to ciagla impreza i bujaniem...), > a wymagane jest od niego skonczenie chociazby liceum i zdanie matury... bo > przeciez musi miec jakies podstawy do przyszlego funkcjonowania w doroslym > spoleczenstwie... Czy ciagle imprezowanie moze byc podciagniete pod idealizm? Zastanow sie co piszesz... POzatym obowiazkowe jest tylko skonczenie podstawowki, potem nie musisz robic nic. Inna sprawa ze do tego zeby korzystac z zycia potrzebna jest jednak jakas wiedza. Myslalam ze piszac o ideach, zasadach, indywidualizmie czy nonkonformizmie bedziesz umiala podac przyklad rownie gornolotny jak te slowa... > > Ktos mi kiedys zaproponowal zebym przez kilka lat z rzedu tego samego > dnia > > zapisywala najwazniejsze cele w zyciu, zasady ktorymi sie kieruje i > sprawy > > ktorym jestem wierna. I zebym po kilku latach porownala te > kartki... > swietny test :) Pokazujacy jak wedlug Ciebie dla niektorych wazne idee sie zmieniaja... > > Stwierdzasz ze spoleczenstwo ogranicza, nie zajmujac sie dobra strona > > > spolecznosci jako takich, wykonywanie czynnosci o ktore inni nas > prosza > > wkladasz do worka z napisem konformizm i stwierdzasz ze zakazy i > nakazy sa > > be bo nie pozwalaja nam sie rowijac... > moze faktyczne wyszlo tendencyjnie - ale jakos jestes jedyna osoba, ktora > na to zwrocila uwage.... Czy to swiadczy o mojej indywidualnosci, nonkonformizmie czy tylko upierdliwosci? > > Odnajduja sie w nasladowaniu innych indywidualistow? > w poszukiwaniu siebie... innych od pozostalych ludzi... A czy czyjekolwiek JA musi byc inne od JA innych ludzi? PO raz kolejny zahaczamy o indywidualizm na sile, tylko po to by byc od innym, wyroznic sie... > > Powiedz szczerze ilu znasz IDEALNYCH, NIEPOWTARZALNYCH > > indywidualistow? > nie wiem jak to definiujesz, ale raptem kilka osob - wyjatkowych i > niepowtarzalnych... po jednej krotkiej rozmowie zapadaja w pamiec na cale > (chyba :)) zycie... Po jednej? A co w ich rozmowie bylo takiego? Niepowtarzalni? Dlaczego? > > Wskazywac kierunek? Zabawna jestes. Indywidualizm plega na sluchaniu > > siebie a nie podazaniu za kims. Ja nie jestem architektem cudzego > > zycia... > tak, ale skoro nie podoba Ci sie 'indywidualizm', to moze nalezy otworzyc > oczy tym, ktorzy to wlasnie cenia... Indywidualizm jak najbardziej pochwalam dopoki jest to naturalny stan rzeczy i nie staje sie alienacja badz sztuka watpliwej jakosci dla sztuki watpliwej jakosci... > nie odczuwasz potrzeby 'uswiadamiania' niesiadomych? Nie. Madry wie a glupiego i tak nie nauczysz... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-30 14:12:13 |
O nonkonformizmie > > nie umiem wymyslac przykladow... przykro mi... > To ksiazkowy. przeciez mowie, ze nie umiem... > Zauwaz ze kazde pokolenie zyje w innych czasach. Jesliby moi rodzice > wpajali mi pewne zasady ktore im wpoili ich dziadkowie i jeszcze > wczesniej... to nie byloby mowy o jakimkolwiek porozumieniu miedzy > ludzmi... nie zgadzam sie - nie mowie, ze nalezy wprowadzic skrajny konserwatyzm - czasy sie zmieniaja - ale podstawowe uniwersalne zasady przekazywane sa wlasnie z pokolenia na pokolenie - to jest element naszej kultury... > Rodzice wpajaja mi owszem pewne prawa etc. ale prawo spoleczne to co > innego niz prawo moralne czyli wewnetrzne... a dla mnie w duzym stopniu sa to pojecia tozsame - spoleczenstwo funkcjonuje na podstawie jakiegos systemu moralnego - na jego podstawie tworzy sie prawo spoleczne... > Pozatym jak napisalas w poscie inicjujacym ludzie interpretuja nawet > nieznacznie pewne normy, naginaja je, wymijaja... Wyobraz sobie ze w duchu > zupelnie roznie zinterpretowanej zasady wychowuje sie dwoje dzieci, jak > one ssie maja porozumiec w doroslym zyciu? interpretacje rozne - zasada ta sama... gdyby to faktycznie mialo w tak znacznym stopniu wplywac na porozumienie miedzy ludzmi, to dwie osoby wychowane w roznych rodzinach nie potrafilyby sie dogadac... a przeciez jakos sie dogadujemy z obcymi ludzmi - czasem nawet bardzo dobrze :) > inna sprawa ze chodzilo mi o to ze sama sobie zaprzeczasz.. jak mowie - nie zawsze to co pisze jest wyrazeniem moich przekonan - czasem probuje pokazac konkretna sytuacje... sila rzeczy wyrazajac potem moje zdanie moge zaprzeczyc temu co napisalam wczesniej... > Czy ciagle imprezowanie moze byc podciagniete pod idealizm? Zastanow sie > co piszesz... jak dla mnie - korzystanie z zycia i beztroskie przejscie przez zycie to idealizm... moze dla Ciebie nie... > POzatym obowiazkowe jest tylko skonczenie podstawowki, potem nie musisz > robic nic. tak - ale tu pojawiaja sie normy spoleczne i rodzice stojac na strazy naszego przygotowania do doroslego zycia... > Myslalam ze piszac o ideach, zasadach, indywidualizmie czy nonkonformizmie > bedziesz umiala podac przyklad rownie gornolotny jak te slowa... juz mowilam - nie umiem podawac przykladow... > Czy to swiadczy o mojej indywidualnosci, nonkonformizmie czy tylko > upierdliwosci? :) moze po prostu o podejsciu do tematu z innej strony - na tym polega to forum... > A czy czyjekolwiek JA musi byc inne od JA innych ludzi? wiem po sobie, ze chcialabym, zeby JA odroznialo sie od szarej masy... nie bede na sile probowala byc inna od wszystkich - kazdego z osobna, bo to niemozliwe... ale milo by bylo byc zauwazona i zapamietana... > Po jednej? A co w ich rozmowie bylo takiego? > Niepowtarzalni? Dlaczego? np. jeden facet - z zespolem Downa - mial niesamowita radosc zycia, optymizm... nie poznalam pozniej drugiej takiej osoby... po jednym spotkaniu i jednej rozmowie wiedzialam, ze chce utrzymywac z nim kontakt... a to spotkanie bylo jakos jeszcze w latach 80. > > nie odczuwasz potrzeby 'uswiadamiania' niesiadomych? > Nie. Madry wie a glupiego i tak nie nauczysz... z pedagogicznego punktu podejscia - calkowiecie niepedagogicznie... ale ja juz mam zboczenie takie... poza tym - jesli tak twierdzisz, to jaki jest cel w tej naszej dyskusji? ;> |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-03-30 14:47:21 |
O konformizmie > > > nie umiem wymyslac przykladow... przykro mi... > > To ksiazkowy. > przeciez mowie, ze nie umiem... Piszesz o ograniczaniu, buncie etc. a nie potrafisz podac przykladu? Nie potrafisz napisac jak to o czym piszesz sprawdza sie w zyciu? > > Zauwaz ze kazde pokolenie zyje w innych czasach. Jesliby moi rodzice > > wpajali mi pewne zasady ktore im wpoili ich dziadkowie i jeszcze > > wczesniej... to nie byloby mowy o jakimkolwiek porozumieniu miedzy > > ludzmi... > nie zgadzam sie - nie mowie, ze nalezy wprowadzic skrajny konserwatyzm - > czasy sie zmieniaja - ale podstawowe uniwersalne zasady przekazywane sa > wlasnie z pokolenia na pokolenie - to jest element naszej kultury... Jakie sa te zasady? POdstawowe, uniwersalne i takich ktore nie wywolaja sprzecznosci bo nie da sie ich interpretowac czy przerabiac? > > Rodzice wpajaja mi owszem pewne prawa etc. ale prawo spoleczne to co > > innego niz prawo moralne czyli wewnetrzne... > a dla mnie w duzym stopniu sa to pojecia tozsame - spoleczenstwo > funkcjonuje na podstawie jakiegos systemu moralnego - na jego podstawie > tworzy sie prawo spoleczne. Prawo spoleczne jest budowane na podstawie prawa moralnego owszem. Ale Ty agitujesz za tym zeby nie stawiac domu bo fundamenty wystarcza... > > Pozatym jak napisalas w poscie inicjujacym ludzie interpretuja nawet > > > nieznacznie pewne normy, naginaja je, wymijaja... Wyobraz sobie ze w > duchu > > zupelnie roznie zinterpretowanej zasady wychowuje sie dwoje dzieci, > jak > > one ssie maja porozumiec w doroslym zyciu? > interpretacje rozne - zasada ta sama... gdyby to faktycznie mialo w tak > znacznym stopniu wplywac na porozumienie miedzy ludzmi, to dwie osoby > wychowane w roznych rodzinach nie potrafilyby sie dogadac... a przeciez > jakos sie dogadujemy z obcymi ludzmi - czasem nawet bardzo dobrze :) Dlatego ze istnieja nadrzedne prawidla, cos co jest zapisane w roznych statutach etc. i nie pozwala na manipulowanie prawami. > > inna sprawa ze chodzilo mi o to ze sama sobie zaprzeczasz.. > jak mowie - nie zawsze to co pisze jest wyrazeniem moich przekonan - > czasem probuje pokazac konkretna sytuacje... sila rzeczy wyrazajac potem > moje zdanie moge zaprzeczyc temu co napisalam wczesniej... Glupawo sie tlumaczysz. PO pierwsze nigdzie nie zaznaczylas gdzie Twoje a gdzie kogos innego zdanie... Po drugie nalezaloby sie trzymac obranej sciezki... > > Czy ciagle imprezowanie moze byc podciagniete pod idealizm? Zastanow > sie > > co piszesz... > jak dla mnie - korzystanie z zycia i beztroskie przejscie przez zycie to > idealizm... moze dla Ciebie nie... Dla mnie dekielstwem jest dorabianie do beztroskosci ideologii. Ludzie umierali za rozne idee, za przekonania a Ty mi podajesz przyklad glaba ktoremu nie chce sie uczyc i ma pretensje ze nie bedzie mogl godnie zyc... Wybacz ale nie ma nic za darmo. > > POzatym obowiazkowe jest tylko skonczenie podstawowki, potem nie > musisz > > robic nic. > tak - ale tu pojawiaja sie normy spoleczne i rodzice stojac na strazy > naszego przygotowania do doroslego zycia... NORMY SPOLECZNE? To znaczy co? Posiadanie wyzszego wyksztalcenia nie jest zadna norma... A rodzice tylko chca zebysmy godnie przeszli przez zycie.. > > Myslalam ze piszac o ideach, zasadach, indywidualizmie czy > nonkonformizmie > > bedziesz umiala podac przyklad rownie gornolotny jak te slowa... > juz mowilam - nie umiem podawac przykladow... To bzdura jest pisanie o idealach etc. jesli to co piszesz nie ma zastosowania w zyciu... > > Czy to swiadczy o mojej indywidualnosci, nonkonformizmie czy tylko > > upierdliwosci? > :) moze po prostu o podejsciu do tematu z innej strony - na tym polega to > forum... Powiedzmy... > > A czy czyjekolwiek JA musi byc inne od JA innych ludzi? > wiem po sobie, ze chcialabym, zeby JA odroznialo sie od szarej masy... nie > bede na sile probowala byc inna od wszystkich - kazdego z osobna, bo to > niemozliwe... ale milo by bylo byc zauwazona i zapamietana... A nie lepiej od bycia zauwazona byloby byc soba? zreszta czesto taka ogromna chec wyrozniania sie swiadczy o kompleksach... > > Po jednej? A co w ich rozmowie bylo takiego? > > Niepowtarzalni? Dlaczego? > np. jeden facet - z zespolem Downa - mial niesamowita radosc zycia, > optymizm... nie poznalam pozniej drugiej takiej osoby... po jednym > spotkaniu i jednej rozmowie wiedzialam, ze chce utrzymywac z nim > kontakt... a to spotkanie bylo jakos jeszcze w latach 80. Ile mialas wtedy lat? I mysle ze czlowiek z zespolem Downa nie moze byc przykladem indywidualisty a tym bardziej osoby niepowtarzalnej... POlecam kilka ksiazek nt. mutacji genetycznych etc. > > > nie odczuwasz potrzeby 'uswiadamiania' niesiadomych? > > Nie. Madry wie a glupiego i tak nie nauczysz... > z pedagogicznego punktu podejscia - calkowiecie niepedagogicznie... ale ja > juz mam zboczenie takie... Wybacz, ale misjonarstwo mnie nie kreci. Wrecz - brzydzi. > poza tym - jesli tak twierdzisz, to jaki jest cel w tej naszej dyskusji? > ;> A taki zeby dowiesc ze to o czym piszesz nie ma racji bytu. Nie chce Cie jniczego nauczyc, nie taki moj cel. Chce tylko dotrzec do sedna tego co piszesz... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-30 16:16:14 |
O konformizmie > Nie > potrafisz napisac jak to o czym piszesz sprawdza sie w zyciu? nie, bo akurat nie ma tego w moim zyciu... a zadalam pytanie po to, zeby sie dowiedziec jak to wyglada u innych... > Jakie sa te zasady? POdstawowe, uniwersalne i takich ktore nie wywolaja > sprzecznosci bo nie da sie ich interpretowac czy przerabiac? nie zabijaj... nie kradnij... szacunek dla starszych... > Ty agitujesz za tym zeby nie stawiac domu bo fundamenty wystarcza... nie wkladaj mi slow w usta... > Dlatego ze istnieja nadrzedne prawidla, cos co jest zapisane w roznych > statutach etc. i nie pozwala na manipulowanie prawami. w tym momencie kazdy musialby miec co najmniej ogolna wiedze na temat kodeksu karnego, cywilnego i innych... a nie ma... > To bzdura jest pisanie o idealach etc. jesli to co piszesz nie ma > zastosowania w zyciu... to, ze ja akurat nie potrafie podac przykladu nie znaczy, ze to nie ma zastosowania w zyciu... > A nie lepiej od bycia zauwazona byloby byc soba? zreszta czesto taka > ogromna chec wyrozniania sie swiadczy o kompleksach... po pierwsze - jestem soba; po drugie - nie probuje sie wyrozniac za wszelka cene - po prostu tak zyje; po trzecie - kompleksow wyzbylam sie juz dawno i nie probuje opiniami innych leczyc swojego ego; > Ile mialas wtedy lat? jakies 8 w momencie spotkania - on mial wtedy 17; korespondujemy do teraz, wiec mialam okazje spojrzec na niego z (powiedzmy) bardziej dojrzalej perspektywy... > I mysle ze czlowiek z zespolem Downa nie moze byc przykladem > indywidualisty a tym bardziej osoby niepowtarzalnej... tu sie nie zgodze... > A taki zeby dowiesc ze to o czym piszesz nie ma racji bytu. Nie chce Cie > jniczego nauczyc, nie taki moj cel. Chce tylko dotrzec do sedna tego co > piszesz... zdecyduj sie - szukasz sedna czy probujesz obalic? a nawet jesli nie jest to Twoim celem - juz sie wiele nauczylam - z tej jednej dyskusji :) dziekuje! |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-04-04 13:18:31 |
O konformizmie jeszcze > > Nie > > potrafisz napisac jak to o czym piszesz sprawdza sie w zyciu? > nie, bo akurat nie ma tego w moim zyciu... a zadalam pytanie po to, zeby > sie dowiedziec jak to wyglada u innych... Ale piszesz o tym ze pewne zjawiska maja lub moglyby miec miejsce a nie wiesz w jakich sytuacjach... Nieco to glupawe, nie sadzisz? > > Jakie sa te zasady? POdstawowe, uniwersalne i takich ktore nie > wywolaja > > sprzecznosci bo nie da sie ich interpretowac czy przerabiac? > nie zabijaj... A w obronie wlasnej? A eutanazja? A aborcja? > nie kradnij... A jesli Twoje dzieci sa glodnez ty nie masz pieniedzy? > szacunek dla starszych... A jesli ojciec gwalci Cie a matka nic w Twojej obrone nie robi? > > Ty agitujesz za tym zeby nie stawiac domu bo fundamenty > wystarcza... > nie wkladaj mi slow w usta... Nie wkladam. Podaje przyklad. > > Dlatego ze istnieja nadrzedne prawidla, cos co jest zapisane w > roznych statutach etc. i nie pozwala na manipulowanie prawami. > w tym momencie kazdy musialby miec co najmniej ogolna wiedze na temat > kodeksu karnego, cywilnego i innych... a nie ma... I kazdy ma. Wiesz ze zlodziejstwo czy morderstwo jest karalne, prawda? Wiesz ze pewne rzeczy sa a inne nie sa zabronione... > > To bzdura jest pisanie o idealach etc. jesli to co piszesz nie ma > > zastosowania w zyciu... > to, ze ja akurat nie potrafie podac przykladu nie znaczy, ze to nie ma > zastosowania w zyciu... To podaj przyklad. To jakby naukowiec czegos dowodzil a nie potrafil pokazac ze pewne zjawiska rzeczywiscie dochodza... to bzdura. Pan Rael mowil ze widzial wiewiorki z glowami niedzwiedzi tylko ze nie potrafi tego udowodnic i wychodzi na dekla... > > A nie lepiej od bycia zauwazona byloby byc soba? zreszta czesto taka > > ogromna chec wyrozniania sie swiadczy o kompleksach... > po pierwsze - jestem soba; po drugie - nie probuje sie wyrozniac za > wszelka cene - po prostu tak zyje; po trzecie - kompleksow wyzbylam sie > juz dawno i nie probuje opiniami innych leczyc swojego ego; To po cholere w byciu soba podkreslac ze jest sie innym od wszystkich? Nie masz zadnych kompleksow? > > Ile mialas wtedy lat? > jakies 8 w momencie spotkania - on mial wtedy 17; korespondujemy do teraz, > wiec mialam okazje spojrzec na niego z (powiedzmy) bardziej dojrzalej > perspektywy... Wiesz, jak ja mialam 8 lat to prawie kazdy 17latek ktory ze mna chcial rozmawiac byl dla mnie kims specjalnym... > > I mysle ze czlowiek z zespolem Downa nie moze byc przykladem > > indywidualisty a tym bardziej osoby niepowtarzalnej... > tu sie nie zgodze... Dlaczego? Down to mutacja, jeden gen za duzo, Ci ludzie sa do siebie bardzo podobni, nie tylko jesli chodzi o wyglad zewnetrzny ale i zachowania. Mam kuzynke z zespolem Downa, mala slodka dziewczynka, ale rozwija sie jak kazde inne dziecko z Downem, reaguje tak samo, wrecz ksiazkowo... Dlaczego wedlug Ciebie czlowiek z dowem moze byc przykladem indywidualisty? > > A taki zeby dowiesc ze to o czym piszesz nie ma racji bytu. Nie chce > Cie > > jniczego nauczyc, nie taki moj cel. Chce tylko dotrzec do sedna tego > co > > piszesz... > zdecyduj sie - szukasz sedna czy probujesz obalic? Szukajac sedna przy okazji obalam ale nie takie moje zalozenie. PO prostu moje kontrargumenty sa silniejsze. > a nawet jesli nie jest to Twoim celem - juz sie wiele nauczylam - z tej > jednej dyskusji :) dziekuje! a ja jeszcze podraze... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-07 15:21:48 |
O konformizmie jeszcze > Ale piszesz o tym ze pewne zjawiska maja lub moglyby miec miejsce a nie > wiesz w jakich sytuacjach... Nieco to glupawe, nie sadzisz? nie w jakich sytuacjach, tylko konkretnych przykladow podac nie umiem... takie sytuacje maja miejsce w kontaktach z rodzicami, nauczycielami i innymi osobami, ktore stoja wyzje w hierachii spolecznej od nas... (tzn. maja nad nami jakas wladze...) > > nie zabijaj... > A w obronie wlasnej? A eutanazja? A aborcja? > > nie kradnij... > A jesli Twoje dzieci sa glodnez ty nie masz pieniedzy? > > szacunek dla starszych... > A jesli ojciec gwalci Cie a matka nic w Twojej obrone nie robi? to sa skrajne przypadki... takich mozesz sie doszukac w kazdej sytuacji i w kazdym przykladzie... co nie zmienia faktu, ze podane przeze mnie wartosci sa uniwersalne... jesli ktos zagraza Tobie lub Twoim bliskim - bronisz ich... czyli powiedzmy poswiecasz zycie czy zdrowie agresora w obronie zycia czy zdrowia swojego lub swoich bliskich - to nadal obrona zycia... kradziez - mozna przezyc bez tego... jest wiele sposobow na otrzymanie pomocy... co do Twojego przykladu z rodzicami - to patologia... rodzi sie pogarda - to fakt... ale nie mozna tego przelewac potem na WSZYSTKICH starszych... jak mowie - skrajne przypadki zaprzeczaja temu, co mowie (wyjatek POTWIERDZA regule), nadal jednak utrzymuje, ze to uniwersalne prawa... > > > Ty agitujesz za tym zeby nie stawiac domu bo fundamenty > > wystarcza... > > nie wkladaj mi slow w usta... > Nie wkladam. Podaje przyklad. przyklad, ktorym wmawiasz mi cos czego nie powiedzialam... to ja juz wole nie podawac przykladow, niz nimi przeklamywac rzeczywistosc... > > w tym momencie kazdy musialby miec co najmniej ogolna wiedze na temat > > kodeksu karnego, cywilnego i innych... a nie ma... > I kazdy ma. nie prawda... zapytaj rolnika o przepisy podatkowe czy prawo kanoniczne... ostatnio sie zastanawialismy czy plagiat jest przestepstwem czy tylko wykroczeniem... to swiadczy o tym, ze nie mamy wystarczajacej wiedzy z zakresu prawa - skoro nie znamy przepisow, ktore BEZPOSREDNIO nas dotycza - nie mowiac galezi prawa, ktore nie obejmuja naszej dzialalnosci (a moze kiedys beda)... > Wiesz ze zlodziejstwo czy morderstwo jest karalne, prawda? zalezy od sytuacji ;P sama pisalas o wyjatkach... > Wiesz ze pewne rzeczy sa a inne nie sa zabronione... nie zawsze - poza tym ja nie stanowie ogolu spoleczenstwa... jak mowie - zapytaj rolnika, czy pani w sklepie, czy grabarza... ja (majac w rodzinie kilku prawnikow) liznelam troche przepisow (tylko troche), natomiast wcale nie jest powiedziane, ze ludzie po zawodowce czy podstawowce (nie dyskredytujac nikogo!!!) beda to wiedziec... > To podaj przyklad. To jakby naukowiec czegos dowodzil a nie potrafil > pokazac ze pewne zjawiska rzeczywiscie dochodza... to bzdura. udowodnij E=mc2... widzisz - Einstein tez nie umial... nazwiesz to bzdura??!!?? poza tym nawet jesli ja nie umiem podac przykladu to nie znaczy, ze inni nie podadza... > To po cholere w byciu soba podkreslac ze jest sie innym od wszystkich? nie od wszystkich... wyrozniam sie z szarosci, nie stapiajac sie jednoczesnie z tlumem 'indywidualistow'... zachowuje rownowage i dobrze mi z tym... > Nie masz zadnych kompleksow? jest pare rzeczy, ktore mi sie w sobie nie podobaja, ale jesli ich nie moge zmienic, to po co mam sie nimi zadreczac... wiec wyzbylam sie kompleksow... akceptacja siebie to podstawa... pozwala z wieksza latwoscia akceptowac innych... > Wiesz, jak ja mialam 8 lat to prawie kazdy 17latek ktory ze mna chcial > rozmawiac byl dla mnie kims specjalnym... mowie Ci, ze piszemy ze soba do teraz... oboje dojrzelismy, patrzymy na siebie z innej perspektywy... mialam wystarczajaco duzo czasu, zeby zweryfikowac to pierwsze wrazenie jakie na mnie zrobil... to nie jest kwestia dzieciecej fascynacji... nie splycaj... > Dlaczego wedlug Ciebie czlowiek z dowem moze byc przykladem > indywidualisty? bo nalezy na kazdego patrzec osobno... a nie wkladac do jednego wora... wiesz - wtedy na tym obozie bylo wiecej ludzi z zespolem Downa, a kazdy byl inny... mimo to Jarek sie z nich wyroznial - wlasnie ta radoscia i optymizmem... to tak jakbys zaprzeczala w ogole pojeciu indywidualizmu... bo przeciez wszyscy ludzie (wylaczajac patologie i choroby) sa podobni w wygladzie i zachowaniach... wiec jakim cudem ktos moze byc indywidualista (czytac z sarkazmem!)? > PO prostu > moje kontrargumenty sa silniejsze. to nie sa kontrargumenty tylko doczepianie sie do szczegolow... a to roznica... wyrywanie z kontekstu i insynuacje to nie jest uczciwy sposob prowadzenia dyskusji... > a ja jeszcze podraze... w to nie watpie :) |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-04-10 17:02:06 |
O konformizmie jeszcze raz > > Ale piszesz o tym ze pewne zjawiska maja lub moglyby miec miejsce a > nie > > wiesz w jakich sytuacjach... Nieco to glupawe, nie sadzisz? > nie w jakich sytuacjach, tylko konkretnych przykladow podac nie umiem... > takie sytuacje maja miejsce w kontaktach z rodzicami, nauczycielami i > innymi osobami, ktore stoja wyzje w hierachii spolecznej od nas... (tzn. > maja nad nami jakas wladze...) No to podaj przyklad wladzy rodzicielskiej, nauczycielskiej czy innej ktora nie majac na mysli naszego dobra, ograniczalaby nas? To ze mama nie pozwaa Ci pojsc na impreze to dlatego ze sie martwi o Ciebie. To ze nauczyciel grozi Ci pala z danego przedmiotu jesli nie zaliczysz klasowki wynika z tego ze chce zebys sie tego nauczyla. > > > nie zabijaj... > > A w obronie wlasnej? A eutanazja? A aborcja? > > > nie kradnij... > > A jesli Twoje dzieci sa glodnez ty nie masz pieniedzy? > > > szacunek dla starszych... > > A jesli ojciec gwalci Cie a matka nic w Twojej obrone nie robi? > to sa skrajne przypadki... takich mozesz sie doszukac w kazdej sytuacji i > w kazdym przykladzie... Czyli nie sa takie skrajne. Wiecej, zdarzaja sie na tyle czesto ze mozna je nazwac norma. Poczytaj statystyki. > co nie zmienia faktu, ze podane przeze mnie > wartosci sa uniwersalne... Uniwersalne? Uniwersale saq prawdy ktorych nie mozna interpretowac i naginac... > jesli ktos zagraza Tobie lub Twoim bliskim - > bronisz ich... czyli powiedzmy poswiecasz zycie czy zdrowie agresora w > obronie zycia czy zdrowia swojego lub swoich bliskich - to nadal obrona > zycia... Ale to juz interpretacja. Tu "nie zabijaj" staje sie smiesznie trywialne. Gdzie tu uniwersalizm? > kradziez - mozna przezyc bez tego... jest wiele sposobow na otrzymanie > pomocy... Zglos sie do najblizszej noclegowni, jadlodajni, domu dziecka czy pogadaj z bezdomnym. Okaze sie ze wcale nie jest tak latwo. I wcale tak wiele sposobow nie ma. > co do Twojego przykladu z rodzicami - to patologia... rodzi sie pogarda - > to fakt... ale nie mozna tego przelewac potem na WSZYSTKICH starszych... Powiedz to zgwalconej dziewczynie ktora nienawidzi WSZYSTKICH facetow. A czy patologia to nie wazne. Jesli prawda jest uniwersalna powinna byc WSZEDZIE przestrzegana. > jak mowie - skrajne przypadki zaprzeczaja temu, co mowie (wyjatek > POTWIERDZA regule), nadal jednak utrzymuje, ze to uniwersalne prawa... Czyli widzisz ze czarne jest biale ale dalej za bialym optujesz? A wyjatki nie potwierdaja reguly. POlecam jakis podrecznik z logiki. Wyjatki sa dowodem na to ze nasza regula albo jest bledna albo odnosi sie do blednego zbioru.. > > > > Ty agitujesz za tym zeby nie stawiac domu bo fundamenty > > > wystarcza... > > > nie wkladaj mi slow w usta... > > Nie wkladam. Podaje przyklad. > przyklad, ktorym wmawiasz mi cos czego nie powiedzialam... to ja juz wole > nie podawac przykladow, niz nimi przeklamywac rzeczywistosc... Lap mnie dalej za slowka... To smieszne. > > > w tym momencie kazdy musialby miec co najmniej ogolna wiedze na > temat > > > kodeksu karnego, cywilnego i innych... a nie ma... > > I kazdy ma. > nie prawda... zapytaj rolnika o przepisy podatkowe czy prawo kanoniczne... PO TO WLASNIE SA SPISANE I USTALONE PRAWA! O tym pisze od poczatku. Po to ustala sie kodeks karny etc. a nie pozostaje jak bys chciala przy prawdach wpojonych przez rodzicow... Pozatym pisalam o OGOLNEJ wiedzy a KAZDY rolnik wie ile placi podatku... > > Wiesz ze zlodziejstwo czy morderstwo jest karalne, prawda? > zalezy od sytuacji ;P sama pisalas o wyjatkach... ZAWSZE jest karane. W taki czy inny sposob. > > Wiesz ze pewne rzeczy sa a inne nie sa zabronione... > nie zawsze - poza tym ja nie stanowie ogolu spoleczenstwa... jak mowie - > zapytaj rolnika, czy pani w sklepie, czy grabarza... ja (majac w rodzinie > kilku prawnikow) liznelam troche przepisow (tylko troche), natomiast wcale > nie jest powiedziane, ze ludzie po zawodowce czy podstawowce (nie > dyskredytujac nikogo!!!) beda to wiedziec... Od tego wlasnie sa kodeksy i prawnicy... Takie to trudne? > > To podaj przyklad. To jakby naukowiec czegos dowodzil a nie potrafil > > pokazac ze pewne zjawiska rzeczywiscie dochodza... to bzdura. > udowodnij E=mc2... widzisz - Einstein tez nie umial... nazwiesz to > bzdura??!!?? Nie umial? A tos skad wytrzasnela? KAZDY fizyk wytlumaczy Ci ten wzor... > poza tym nawet jesli ja nie umiem podac przykladu to nie znaczy, ze inni > nie podadza... Popytaj... Tylko ze to Ty zaczelas temat... > > To po cholere w byciu soba podkreslac ze jest sie innym od > wszystkich? > nie od wszystkich... wyrozniam sie z szarosci, nie stapiajac sie > jednoczesnie z tlumem 'indywidualistow'... zachowuje rownowage i dobrze mi > z tym... Czyli jednak, starasz sie odroznic. Od szarej masy i od tej KOLOROWEJ... Zabawne jak sama sie placzesz... > > Nie masz zadnych kompleksow? > jest pare rzeczy, ktore mi sie w sobie nie podobaja, ale jesli ich nie > moge zmienic, to po co mam sie nimi zadreczac... wiec wyzbylam sie > kompleksow... akceptacja siebie to podstawa... pozwala z wieksza latwoscia > akceptowac innych... I pozwala na lenistwo. Kompleksy czy samokrytyka sprawiaja ze chcemy stawac sie lepsi... > > Wiesz, jak ja mialam 8 lat to prawie kazdy 17latek ktory ze mna > chcial > > rozmawiac byl dla mnie kims specjalnym... > mowie Ci, ze piszemy ze soba do teraz... oboje dojrzelismy, patrzymy na > siebie z innej perspektywy... mialam wystarczajaco duzo czasu, zeby > zweryfikowac to pierwsze wrazenie jakie na mnie zrobil... to nie jest > kwestia dzieciecej fascynacji... nie splycaj... Czlowiek z zespolem Downa dojrzal? Ciekawe... > > Dlaczego wedlug Ciebie czlowiek z dowem moze byc przykladem > > indywidualisty? > bo nalezy na kazdego patrzec osobno... a nie wkladac do jednego wora... > wiesz - wtedy na tym obozie bylo wiecej ludzi z zespolem Downa, a kazdy > byl inny... mimo to Jarek sie z nich wyroznial - wlasnie ta radoscia i > optymizmem... To prawdziwy indywidualista. Wesoly, usposledzony czlowiek... > to tak jakbys zaprzeczala w ogole pojeciu indywidualizmu... bo przeciez > wszyscy ludzie (wylaczajac patologie i choroby) sa podobni w wygladzie i > zachowaniach... wiec jakim cudem ktos moze byc indywidualista (czytac z > sarkazmem!)? Czy ja jestem podobna do DWS na przyklad? Fakt, oboje mamy nosy, dwoje oczu i rude wlosy, ale typem urody wcale siebie nie przypominamy. Nie przypominamy siebie tez w zachowaniach, mimo ze oboje jemy nozem i widelcem i lubimy Redds'a... > > PO prostu > > moje kontrargumenty sa silniejsze. > to nie sa kontrargumenty tylko doczepianie sie do szczegolow... a to > roznica... > wyrywanie z kontekstu i insynuacje to nie jest uczciwy sposob prowadzenia > dyskusji... W ktorym momencie wyrwalam cos z kontekstu? I w ktorym dopuscilam sie insynuacji, czyli doszukalam sie tresci niezgodnych z tekstem napisanym dodajac do tego interpretacje? |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-10 20:48:56 |
nie dochodzimy do niczego... > No to podaj przyklad wladzy rodzicielskiej, nauczycielskiej czy innej > ktora nie majac na mysli naszego dobra, ograniczalaby nas? > To ze mama nie pozwaa Ci pojsc na impreze to dlatego ze sie martwi o > Ciebie. > To ze nauczyciel grozi Ci pala z danego przedmiotu jesli nie zaliczysz > klasowki wynika z tego ze chce zebys sie tego nauczyla. np. to, ze rodzice kaza mi isc do kosciola... pomimo, ze nie dostrzegam w tym sensu... ale zeby uniknac coniedzielnej porannej klotni ide (wmawiajac sobie i innym, ze jest to moja decyzja i ze odnajduje w tym sens...)... ciekawe, czy satysfakcjonuje Cie ten przyklad... > Czyli nie sa takie skrajne. Wiecej, zdarzaja sie na tyle czesto ze mozna > je nazwac norma. > Poczytaj statystyki. no tak - to tak jakby wyrabiac opinie na podstawie np. wiadomosci tv - okaze sie, ze na swiecie nie dzieje sie nic dobrego, a tylko zabbijanie, glod, choroby i nedza... > Uniwersalne? Uniwersale saq prawdy ktorych nie mozna interpretowac i > naginac... w takim razie TY podaj przyklad takich... bo chyba okaze sie, ze takowych nie ma... > Zglos sie do najblizszej noclegowni, jadlodajni, domu dziecka czy pogadaj > z bezdomnym. Okaze sie ze wcale nie jest tak latwo. I wcale tak wiele > sposobow nie ma. wiesz - to czesto nie wynika z ograniczonych mozliwosci uzyskania pomocy tylko z dumy ludzi, kotra nie pozwala im isc prosic o pomoc... > Wyjatki sa dowodem na to ze nasza regula albo jest bledna albo odnosi sie > do blednego zbioru.. w takim razie nie ma regul, bo jeszcze sie nie spotkalam z taka, ktora nie mialaby wyjatkow (przyklad z Twojej dzialki - gramatyka j. polskiego - sa reguly i od groma wyjatkow...) > Lap mnie dalej za slowka... To smieszne. nie rozsmieszaj mnie - to Ty zaczelas... zastanawiam sie, czy uda mi sie walczyc Twoja bronia... ale to chyba nie moja domena... > Popytaj... Tylko ze to Ty zaczelas temat... wlasnie zeby popytac... > Czyli jednak, starasz sie odroznic. Od szarej masy i od tej KOLOROWEJ... > Zabawne jak sama sie placzesz... wiesz - nie wszystko umiem idealnie ubrac w slowa (szczegolnie po polsku)... nie popadam w skrajnosci - ani pod wzgledem integracji i identyfikacji z tlumam, ani pod wzgledem wyroznienia sie z niego... nie jestem szara myszka, ale tez nie jestem pajacem, ktorego wytyka sie palcami... jestem rozpoznawalna w swoim srodowisku i dobrze mi z tym... > Kompleksy czy samokrytyka sprawiaja ze chcemy stawac sie lepsi... kompleksy zamykaja - postrzegasz rzeczywistosc, reakcje innych, swoje przezycia przez pryzmat kompleksow... co innego samokrytyka... ja nie twierdze, ze jstem idealem - po prostu nie pozwalam, zeby kompleksy rzadzily moim zyciem (a tak bylo przez wiele lat)... mam swiadomosc tego, ze sa rzeczy, ktore mozna poprawic i to robie - nie stanelam w miejscu... dbam o siebie... zmieniam to, co mozna, a nie przejmuje sie tym, czego zmienic nie moge... > Czlowiek z zespolem Downa dojrzal? Ciekawe... ja dojrzalam... |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-04-13 17:02:03 |
alez owszem... > > No to podaj przyklad wladzy rodzicielskiej, nauczycielskiej czy innej > > > ktora nie majac na mysli naszego dobra, ograniczalaby nas? > np. to, ze rodzice kaza mi isc do kosciola... pomimo, ze nie dostrzegam w > tym sensu... Ty nie. Ale moze Twoja mama owszem. POmyslalas o niej? Egocentryzm jest taki NATURALNY prawda? > ale zeby uniknac coniedzielnej porannej klotni ide (wmawiajac > sobie i innym, ze jest to moja decyzja i ze odnajduje w tym sens...)... A jednak znajdujesz sens w tym ze chodzisz do kosciola? No widzisz? A swwoja droga to ile masz lat zeb7y nie moc SPOKOJNIE porozmawiac z wlasna mama o tym ze nie chcesz chodzic do kosciola? Moze skonfrontujecie argumenty i wtedy dostrzezesz sens w jej popychaniu ciebie do kociola? ale egocentryzm jest taki naturalny... Prawda? I o ile latwiejszy od proby zrozumienia drugiego czlowieka... > ciekawe, czy satysfakcjonuje Cie ten przyklad... Nie. bo Twoja mama kaze ci chodzic do kosciola majac na mysli Twoje wedlug niej dobro. > > Czyli nie sa takie skrajne. Wiecej, zdarzaja sie na tyle czesto ze > mozna > > je nazwac norma. > > Poczytaj statystyki. > no tak - to tak jakby wyrabiac opinie na podstawie np. wiadomosci tv - > okaze sie, ze na swiecie nie dzieje sie nic dobrego, a tylko zabbijanie, > glod, choroby i nedza... Nie pisalam o wiadomosciach ale o statystykach. > > Uniwersalne? Uniwersale saq prawdy ktorych nie mozna interpretowac i > > naginac... > w takim razie TY podaj przyklad takich... bo chyba okaze sie, ze takowych > nie ma... Bo nie ma i o tym od poczatjku mowie. PO to jest prawo zeby to naginaie i interpretacje sankcjonowac. Zaby nagiecie nie okazalo sie przegieciem, i zeby uniwersalne - sztywne prawdy nie byly przyczyna karania niewinnych osob... > > Zglos sie do najblizszej noclegowni, jadlodajni, domu dziecka czy > pogadaj > > z bezdomnym. Okaze sie ze wcale nie jest tak latwo. I wcale tak wiele > > sposobow nie ma. > wiesz - to czesto nie wynika z ograniczonych mozliwosci uzyskania pomocy > tylko z dumy ludzi, kotra nie pozwala im isc prosic o pomoc... Jednak idz do najblizszej noclegowni, zobaczysz jakie tam sa warunki i ile lozek (w zimie) brakuje. Idz do jadlodajni i zapytaj ile porcji wydaja a ile powinni wydawac. Idz do domu dziecka i zapytaj ile ubran, kasiazek czy zabawek tym dzieciom brakuje, pogadaj z bezdomnym i zapytaj dlaczego nie ma sie w co ubrac, gdzie umyc czy co zjesc, czy dlatego ze jest taki DUMNY (o ile glodny, zmeczony, brudny czlowiek moze byc dumny) czy dlatego ze nie ma gdzie sie zwrocic? Mam znajomego. Pracuje w wolontariacie. On wie jak to wyglada i czasem wracajac do domu bluzga na czym swiat stoi ze nie ma kasy czy jedzenia czy ubran dla ludzi ktorzy tego potrzebuja... > > Wyjatki sa dowodem na to ze nasza regula albo jest bledna albo odnosi > sie > > do blednego zbioru.. > w takim razie nie ma regul, bo jeszcze sie nie spotkalam z taka, ktora nie > mialaby wyjatkow (przyklad z Twojej dzialki - gramatyka j. polskiego - sa > reguly i od groma wyjatkow...) I co z tego wynika? Ze kazda grupa wyjatkow moze stanowic regule o ile laczy je pewna zaleznosc. I nie znaczy to ze regul nie ma, tylko to ze wyjatki regul nie potwierdzaja... > > Lap mnie dalej za slowka... To smieszne. > nie rozsmieszaj mnie - to Ty zaczelas... zastanawiam sie, czy uda mi sie > walczyc Twoja bronia... ale to chyba nie moja domena... Nie uda ci sie, bo chcesz walczyc czyms co do walki nie sluzy, czego nie znasz i czym poslugiwac sie nie umiesz... > > Popytaj... Tylko ze to Ty zaczelas temat... > wlasnie zeby popytac... I co? Jakies rezultaty? > > Czyli jednak, starasz sie odroznic. Od szarej masy i od tej > KOLOROWEJ... > > Zabawne jak sama sie placzesz... > wiesz - nie wszystko umiem idealnie ubrac w slowa (szczegolnie po > polsku)... Mozesz ubrac w jaki tylko jezyk chcesz, tylko przypominam ze POLSKI jest Twoim ojczystym... mOzesz opisac kolorami, fakturami, samakami, zapachami i czym tam chcesz... >nie popadam w skrajnosci - ani pod wzgledem integracji i > identyfikacji z tlumam, ani pod wzgledem wyroznienia sie z niego... nie > jestem szara myszka, ale tez nie jestem pajacem, ktorego wytyka sie > palcami... jestem rozpoznawalna w swoim srodowisku i dobrze mi z tym... To ze nie popadasz w skrajnosci wynika z czego? Z tego ze nie chcesz w nie popadac? > > Kompleksy czy samokrytyka sprawiaja ze chcemy stawac sie lepsi... > kompleksy zamykaja - postrzegasz rzeczywistosc, reakcje innych, swoje > przezycia przez pryzmat kompleksow... co innego samokrytyka... Samokrytyka to spojrzenie na siebie przez ciemne okulary, czyli zauwazanie a nawet doszukiwanie sie wad w samym sobie, czyli zakompleksianie siebie. Nie tak? Jaka jest roznica miedzy kompleksem a wada ktora dostrzezemy w sobie w ramach samokrytyki? > ja nie > twierdze, ze jstem idealem - po prostu nie pozwalam, zeby kompleksy > rzadzily moim zyciem (a tak bylo przez wiele lat)... mam swiadomosc tego, > ze sa rzeczy, ktore mozna poprawic i to robie - nie stanelam w miejscu... > dbam o siebie... zmieniam to, co mozna, a nie przejmuje sie tym, czego > zmienic nie moge... Alez wszystko mozesz zmienic...Medycyna i kosmetyka (niekoniecznie ta chirurgiczna) w kilka miesiecy z kobiety 150 kilogramowej zrobia calkiem ponetna 55kilogramowa laske. W te kilka miesiecy nauczy sie ja jakiegos jezyka, moze nawet dwoch pokrewnych etc... Dzis wszystko da sie zmienic. Tylko nie biologiczny wyrok smierci. ale to kompleksem byc nie powinno.... > > Czlowiek z zespolem Downa dojrzal? Ciekawe... > ja dojrzalam... A ja pytalam o niego. i dalej nie wiem dlaczego uwazasz go za indywidualiste i w ktorym momencie wyrwalam Twoje slowa z kontekstu co zarzucilads mi w poprzednim poscie |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-14 15:02:36 |
nie sadze i proponuje EOT... proponuje EOT, chyba ze masz ochote to kontunuowac, ale jak juz to na privie... > > np. to, ze rodzice kaza mi isc do kosciola... pomimo, ze nie > dostrzegam w > > tym sensu... > Ty nie. Ale moze Twoja mama owszem. POmyslalas o niej? > Egocentryzm jest taki NATURALNY prawda? to dziala w dwie strony... ja mam swoje potrzeby i swiatopoglad - ona swoje... > A jednak znajdujesz sens w tym ze chodzisz do kosciola? zawsze wolalam siedziec w pustym kosciele niz na mszy... a sens byl taki, ze nie klocilam sie z rodzicami... poza tym - te czasy juz minely... > A swwoja droga to ile masz lat zeby nie moc SPOKOJNIE porozmawiac z > wlasna mama o tym ze nie chcesz chodzic do kosciola? z nimi spokojnie sie nie da - to raz... a dwa - to juz nieaktualny problem... > Moze skonfrontujecie > argumenty i wtedy dostrzezesz sens w jej popychaniu ciebie do kociola? nie... jej argumenty do mnie nie trafiaja... tak jak moje nigdy nie trafialy i nie trafiaja do niej... > ale egocentryzm jest taki naturalny... Prawda? I o ile latwiejszy od proby > zrozumienia drugiego czlowieka... to nie tak... bo ja wysluchalam jej argumentow - ona nie bardzo chciala sluchac moich (norma) - kto jest egocentrykiem? > Nie. bo Twoja mama kaze ci chodzic do kosciola majac na mysli Twoje wedlug > niej dobro. wiekszosc nakazow ma na celu nasze dobro... wiec nie ma szans na inny przyklad... > Jednak idz do najblizszej noclegowni, zobaczysz jakie tam sa warunki i ile > lozek (w zimie) brakuje. Idz do jadlodajni i zapytaj ile porcji wydaja a > ile powinni wydawac. Idz do domu dziecka i zapytaj ile ubran, kasiazek czy > zabawek tym dzieciom brakuje, pogadaj z bezdomnym i zapytaj dlaczego nie > ma sie w co ubrac, gdzie umyc czy co zjesc, czy dlatego ze jest taki DUMNY > (o ile glodny, zmeczony, brudny czlowiek moze byc dumny) czy dlatego ze > nie ma gdzie sie zwrocic? wiem w jak trudnej sytuacji sa punkty pomocy - niemniej jesli ktos sie tam zglasza, to ma szanse na otrzymanie tej pomocy... > Mam znajomego. Pracuje w wolontariacie. On wie jak to wyglada i czasem > wracajac do domu bluzga na czym swiat stoi ze nie ma kasy czy jedzenia czy > ubran dla ludzi ktorzy tego potrzebuja... pracowalam kiedys jako wolontariuszka z dziecmi z rodzin patologicznych... i wiem jak wielka wartosc miala dla nich drobna zabawka - cos na co mnie stac, a u nich zwykle jest w sferze marzen... nie traktuj mnie jak osobe calkowicie wyrwana z rzeczywistosci... > I co z tego wynika? Ze kazda grupa wyjatkow moze stanowic regule o ile > laczy je pewna zaleznosc. to juz nie sa wtedyy wyjatki... strasznie mieszasz... > Nie uda ci sie, bo chcesz walczyc czyms co do walki nie sluzy, czego nie > znasz i czym poslugiwac sie nie umiesz... wiem - ale skoro nie mam nic innego - warto probowac... :/ > > wlasnie zeby popytac... > I co? Jakies rezultaty? poczytaj co pisza ludzie... kazdy wyciaga wniski dla siebie... > Mozesz ubrac w jaki tylko jezyk chcesz, tylko przypominam ze POLSKI jest > Twoim ojczystym... dobra dobra... od kilku lat pisze prawie wszystkie teksty po angielsku czy niemiecku - nie dziw sie, ze moge miec problemy z polskim... > mOzesz opisac kolorami, fakturami, samakami, zapachami > i czym tam chcesz... cynizm jest zbedny... > To ze nie popadasz w skrajnosci wynika z czego? Z tego ze nie chcesz w nie > popadac? nic na sile... > Samokrytyka to spojrzenie na siebie przez ciemne okulary, czyli zauwazanie > a nawet doszukiwanie sie wad w samym sobie, czyli zakompleksianie siebie. > Nie tak? > Jaka jest roznica miedzy kompleksem a wada ktora dostrzezemy w sobie w > ramach samokrytyki? nie tak! kompleks to cos, co Cie ogranicza... cos, co sprawia, ze stoisz w miejscu... ze sie zamykasz... ze jestes dla siebie niezwykle ostra i bezkompromisowa... uwazasz sie za gorsza pod pewnym wzgledem i jednoczesnie uznajesz to za stan naturalny i prawidlowy i nie probujesz na niego wplywac (zarowno probujac zmienic element wywolujacy kompleks jak i wlasne podejscie do siebie) samokrytyka to konstruktywne dostrzezenie wlsanych slabosci i proba zaradzenia im... dwa wyjscia - zmiana (jesli to mozliwe) lub akceptacja (jesli nie, badz niesamowicie trudne i kosztowne i ingerencyjne)... jak dla mnie roznica jest oczywista (i, skadinad wiem, ze nie tylko dla mnie)... > Alez wszystko mozesz zmienic...Medycyna i kosmetyka (niekoniecznie ta > chirurgiczna) w kilka miesiecy z kobiety 150 kilogramowej zrobia calkiem > ponetna 55kilogramowa laske. W te kilka miesiecy nauczy sie ja jakiegos > jezyka, moze nawet dwoch pokrewnych etc... > Dzis wszystko da sie zmienic. Tylko nie biologiczny wyrok smierci. ale to > kompleksem byc nie powinno.... skrajnosci!! chodzi o to, by nadal byc soba... nie mam zamiaru poddawac sie operacji plastycznej... czy straszliwej kuracji - jakiejkolwiek... po co? > A ja pytalam o niego. > i dalej nie wiem dlaczego uwazasz go za indywidualiste wiadomo, ze dorosle zycie mialo na niego wplyw, ale nie moge powiedziec, ze dojrzal w ujeciu 'zdrowych' ludzi... jak sama zauwazylas to choroba... > i w ktorym momencie > wyrwalam Twoje slowa z kontekstu co zarzucilads mi w poprzednim poscie sorki - zwracam honor... przejrzalam wszystkie posty i jedyne, co bym Ci mogla zarzucic to zbytnia drobiazgiowosc i czepianie sie detali... co oddala nas od meritum (jesli o jakims mozna jeszcze mowic na tym etapie...) przepraszam... |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-04-17 12:46:30 |
Proponujesz to w watku ktory sama zainicjowalas?.. > proponuje EOT, chyba ze masz ochote to kontunuowac, ale jak juz to na > privie... Nie, dzieki. Priv sie skonczyl i nie zamierzam go kontynuowac. Natomiast nie watpie ze niejeden z czytelnikow Forum chcialby zobaczyc koniec dyskusji w ktorej sie miotasz i nie umiesz przyznac mi racji a tylko krecisz sie w miejscu, odbijasz pileczke i probujesz nasladowac mnie zamiast opracowac wlasna metode yskusji czy tez obrony argumentow. > > > np. to, ze rodzice kaza mi isc do kosciola... pomimo, ze nie > > dostrzegam w > > > tym sensu... > > Ty nie. Ale moze Twoja mama owszem. POmyslalas o niej? > > Egocentryzm jest taki NATURALNY prawda? > to dziala w dwie strony... ja mam swoje potrzeby i swiatopoglad - ona > swoje... Czarny i bialy tworza szary, niebieski i zolty fioletowy, normalni ludzie potrafia isc na kompromisy.. > > A jednak znajdujesz sens w tym ze chodzisz do kosciola? > zawsze wolalam siedziec w pustym kosciele niz na mszy... a sens byl taki, > ze nie klocilam sie z rodzicami... > poza tym - te czasy juz minely... Czasy chodzenia do kosciola? > > A swwoja droga to ile masz lat zeby nie moc SPOKOJNIE porozmawiac z > > wlasna mama o tym ze nie chcesz chodzic do kosciola? > z nimi spokojnie sie nie da - to raz... a dwa - to juz nieaktualny > problem... Spokojnie da sie z kazdym rodzicem, przetestowalam to na swoich i na cudzych. Nie traktuj ich jak konserwatywnych dekli tylko jajk rowne Tobie osoby, bez histerii mi glupawych argumentow a odwdziecza sie tym samym. > > Moze skonfrontujecie > > argumenty i wtedy dostrzezesz sens w jej popychaniu ciebie do > kociola? > nie... jej argumenty do mnie nie trafiaja... tak jak moje nigdy nie > trafialy i nie trafiaja do niej... Bo nie wiesz jak je przedstawic... Nikt normalny nie ruszylby surowego miesa czy wypil surowej krwi, a ilu mamy smakoszy tatara czy czerniny? Wszystko zalezy od tego jak co podasz. Tymczasem wiele osob popelnia podstawowy blad narzucania swiatu wlasnego formatu i wpychania na sile czegos tam w takiej formie jak oni to widza. Troche elastcznosci... Toz to elementarna psychologia... > > ale egocentryzm jest taki naturalny... Prawda? I o ile latwiejszy od > proby > > zrozumienia drugiego czlowieka... > to nie tak... bo ja wysluchalam jej argumentow - ona nie bardzo chciala > sluchac moich (norma) - kto jest egocentrykiem? Krzyczalas? Moze plakalas albo uzylas nie tych argumentow... Moze nie to ze nie chciala tylko nie umiala? Piszesz "norma" pomysl jak sie zachowywalas rozmawiajac z nia, czy przypadkiem nie bylo tak ze poszlas do niej od razu z zalozeniem ze i tak jej nie przekonasz? Czy nie mowilas lekcewazacym tonem? A jej argumenty? Umialas je podwazyc w taki sposob zeby nie poczula se zraniona czy zmieszana z blotem? Rodzice sa jak dzieci, bardzo wrazliwi i zlosliwi jesli tylko sobie zasluzysz... > > Nie. bo Twoja mama kaze ci chodzic do kosciola majac na mysli Twoje > wedlug > > niej dobro. > wiekszosc nakazow ma na celu nasze dobro... wiec nie ma szans na inny > przyklad... Wiec? Po cholere sie buntowac przeciw zakazom? > > Jednak idz do najblizszej noclegowni, zobaczysz jakie tam sa warunki > i ile > > lozek (w zimie) brakuje. Idz do jadlodajni i zapytaj ile porcji > wydaja a > > ile powinni wydawac. Idz do domu dziecka i zapytaj ile ubran, > kasiazek czy > > zabawek tym dzieciom brakuje, pogadaj z bezdomnym i zapytaj dlaczego > nie > > ma sie w co ubrac, gdzie umyc czy co zjesc, czy dlatego ze jest taki > DUMNY > > (o ile glodny, zmeczony, brudny czlowiek moze byc dumny) czy dlatego > ze > > nie ma gdzie sie zwrocic? > wiem w jak trudnej sytuacji sa punkty pomocy - niemniej jesli ktos sie tam > zglasza, to ma szanse na otrzymanie tej pomocy... Ma szanse... Swego czasu wyslalam 15 kubusiowych punktow i mialam szanse na wygranie kubusiowego plecaka... Niedawno dostalam, owszem, kubusiowa ale chustke na glowe... POmoc spoleczna to taki kubusiowy konkurs, najpier musisz iles punktow nazbierac, potem sie zglosic i miec nadzieje ze ktos Ci pomoze... Wybacz, ale to bzdura... > > Mam znajomego. Pracuje w wolontariacie. On wie jak to wyglada i > czasem > > wracajac do domu bluzga na czym swiat stoi ze nie ma kasy czy > jedzenia czy > > ubran dla ludzi ktorzy tego potrzebuja... > pracowalam kiedys jako wolontariuszka z dziecmi z rodzin patologicznych... > i wiem jak wielka wartosc miala dla nich drobna zabawka - cos na co mnie > stac, a u nich zwykle jest w sferze marzen... No wlasnie. A jednak piszesz ze o pomoc wcale nie jest trudno... > nie traktuj mnie jak osobe calkowicie wyrwana z rzeczywistosci... Ale Ty sie tak podajesz. Piszesz utopijne prawie teksty ze brak pomocy wynika z nadmiaru dumy... > > I co z tego wynika? Ze kazda grupa wyjatkow moze stanowic regule o > ile > > laczy je pewna zaleznosc. > to juz nie sa wtedyy wyjatki... strasznie mieszasz... Nie mieszam. Bymajmniej. Jak juz pisalam LOGIKA. Biale slonie sa wyjatkiem jesli chodzi o slonie ogolnie a sa odrebnym gatunkiem. Koniugacje grupy III to wyjatki jesli chodzi o odmiane, a jednak tworza pewna grupe... co w tym zamieszanego? > > Nie uda ci sie, bo chcesz walczyc czyms co do walki nie sluzy, czego > nie > > znasz i czym poslugiwac sie nie umiesz... > wiem - ale skoro nie mam nic innego - warto probowac... :/ No wlasnie, nie masz nic innego. Pomysl chwile nad wlasna metoda dyskusji bo inaczej stajesz sie krzywym lustrem... > > > wlasnie zeby popytac... > > I co? Jakies rezultaty? > poczytaj co pisza ludzie... kazdy wyciaga wniski dla siebie... Ale ja pytam o Twoje przyklady dla mnie. Jesli ktos doszedl do jakichs wnioskow to napisz mi je tutaj... > > Mozesz ubrac w jaki tylko jezyk chcesz, tylko przypominam ze POLSKI > jest > > Twoim ojczystym... > dobra dobra... od kilku lat pisze prawie wszystkie teksty po angielsku czy > niemiecku - nie dziw sie, ze moge miec problemy z polskim... A jednak sie zdziwie... Boy Zlenski, swoja droga jedenz lepszych tlumaczy polsko - fracuskich powiedzial ze zeby znac dobrze cudzy jezyk trzeba najpier dobrze poznac wlasny... Mozesz napisac po angielsku. Po niemiecku tez zrozumiem. > > mOzesz opisac kolorami, fakturami, samakami, zapachami > > i czym tam chcesz... > cynizm jest zbedny... To nie byl cynizm tylko wyobraznia abstrakcyjna i elastycznosc umyslowa.... > > Samokrytyka to spojrzenie na siebie przez ciemne okulary, czyli > zauwazanie > > a nawet doszukiwanie sie wad w samym sobie, czyli zakompleksianie > siebie. > > Nie tak? > nie tak! kompleks to cos, co Cie ogranicza... cos, co sprawia, ze stoisz w > miejscu... ze sie zamykasz... ze jestes dla siebie niezwykle ostra i > bezkompromisowa... uwazasz sie za gorsza pod pewnym wzgledem i > jednoczesnie uznajesz to za stan naturalny i prawidlowy i nie probujesz na > niego wplywac (zarowno probujac zmienic element wywolujacy kompleks jak i > wlasne podejscie do siebie) > samokrytyka to konstruktywne dostrzezenie wlsanych slabosci i proba > zaradzenia im... dwa wyjscia - zmiana (jesli to mozliwe) lub akceptacja > (jesli nie, badz niesamowicie trudne i kosztowne i ingerencyjne)... > jak dla mnie roznica jest oczywista (i, skadinad wiem, ze nie tylko dla > mnie)... Czyli kompleksy ograniczaja a slabosci znalezione na drodze samokrytyki nie powoduja ze stoisz w miejscu? A co jesli znajdzisz slabosc na tyle silna ze nie umiesz sobie z nia poradzic? wiesz z czego wynika, nie jest Twoim urojeniem, a mimo to paralizuje Cie? > > Alez wszystko mozesz zmienic...Medycyna i kosmetyka (niekoniecznie ta > > chirurgiczna) w kilka miesiecy z kobiety 150 kilogramowej zrobia > calkiem > > ponetna 55kilogramowa laske. W te kilka miesiecy nauczy sie ja > jakiegos > > jezyka, moze nawet dwoch pokrewnych etc... > > Dzis wszystko da sie zmienic. Tylko nie biologiczny wyrok smierci. > ale to > > kompleksem byc nie powinno.... > skrajnosci!! ? Ile jest kobiet ktore sie odchudzaja czy chca zmienic cos w sobie? Tylko 8% kobiet ma wymiary modelek (i tak zreszta malo to ponetne wymiary) a Ty mowisz ze te rzesze ktore cwicza, odchudzaja sie, kombinuja z kremami etc. to skrajnosc? Ja mysle ze skrajnoscia jest fakrt ze jestes CALKOWICIE zadowolona z tego jak wygladasz i nie robisz nic w kierunku tego aby byc lepsza, ladniejsza, madrzejsza... > chodzi o to, by nadal byc soba... nie mam zamiaru poddawac > sie operacji plastycznej... czy straszliwej kuracji - jakiejkolwiek... > po co? Po to zeby lepiej czuc sie we wlasnej skorze. Jesli zafarbuje wlosy i opale sie, czy to znaczy ze nie bede soba? Nie. Ja na przyklad czulabym sie lepiej z piersiami rozmiar mniejszymi, kilkoma centymetrami wiecej wzwyz i znajomoscia hiszpanskiego i norweskiego perfekt... Teraz jestem soba, i jak juz bede potrafila norweski, tez bede soba... > > A ja pytalam o niego. > > i dalej nie wiem dlaczego uwazasz go za indywidualiste > wiadomo, ze dorosle zycie mialo na niego wplyw, ale nie moge powiedziec, > ze dojrzal w ujeciu 'zdrowych' ludzi... jak sama zauwazylas to > choroba... A jaka jest wedlug Ciebie definicja dojrzewania? Moze zdolnosc podejmowania samodzielnych decyzji i umiejetnosci obrony ich i wcielania w zycie? Ludzie z Downem tego nie maja... I pytalam dlaczego jest indywidualista? > > i w ktorym momencie > > wyrwalam Twoje slowa z kontekstu co zarzucilads mi w poprzednim > poscie > sorki - zwracam honor... Nie musialbys go zwracac gdybys myslala co piszesz a nie rzucala sie z pazurami... przejrzalam wszystkie posty i jedyne, co bym Ci > mogla zarzucic to zbytnia drobiazgiowosc i czepianie sie detali... co > oddala nas od meritum (jesli o jakims mozna jeszcze mowic na tym > etapie...) Diabel tkwi w szczegolach. > przepraszam... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-19 18:53:41 |
tak... soprajz soprajz... > nie watpie ze niejeden z czytelnikow Forum chcialby zobaczyc koniec dyskusji >w ktorej sie miotasz i nie umiesz przyznac mi racji a tylko krecisz sie w >miejscu, odbijasz pileczke i probujesz nasladowac mnie zamiast opracowac >wlasna metode yskusji czy tez obrony argumentow. no to na zyczenie forumowiczow - nieniejszym nastapi koniec dyskusji... miotam sie, bo jestem przyzwyczajona do dyskusji typu: argument-kontrargument... a nie rozbijanie wypowiedzi na atomy i rozszarpywanie kazdego slowka doszukujac sie niespojnosci... nie przyznaje Ci racji, bo tylko podwazylas moje wypowiedzi nie dajac nic w zamian... nie mam czemu przyznac racji... i tyle... poza tym dziekuje za proby psychoanalizy na forum... sama wiem, jak rozmawiac z moimi rodzicami i wierz mi, ze radze sobie... |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-04-20 12:06:08 |
i znow > > nie watpie ze niejeden z czytelnikow Forum chcialby zobaczyc koniec > dyskusji >w ktorej sie miotasz i nie umiesz przyznac mi racji a tylko > krecisz sie w >miejscu, odbijasz pileczke i probujesz nasladowac mnie > zamiast opracowac >wlasna metode yskusji czy tez obrony argumentow. > > no to na zyczenie forumowiczow - nieniejszym nastapi koniec dyskusji... > miotam sie, bo jestem przyzwyczajona do dyskusji typu: > argument-kontrargument... To jest taka dyskusja. Tylko Ty kontrargumentow nie umiesz odeprzec, ba! nie umiesz nawet podeprzec wlasnych argumentow... A moze jestes przyzwyczajona do tego ze talia kontrargumentow nalezy do ciebie? zalozylas wateik , wiec powinnas sie spodziewac tego ze ktos nie zgodzi sie z Twoja opinia. > a nie rozbijanie wypowiedzi na atomy i rozszarpywanie kazdego slowka > doszukujac sie niespojnosci... Myszko, juz Cie pytalam gdzie Cie lapalam za slowka, przyznalas ze to byl Twoj fantazmat.. Podaj przyklad (a w tym nie jestes najlepsza zauwazylam) gdzie przyczepilam sie do slowka ktore bylo bez znaczenia? > nie przyznaje Ci racji, bo tylko podwazylas moje wypowiedzi nie dajac nic > w zamian... nie mam czemu przyznac racji... > i tyle... Alez napisalam dlaczego piszesz glupoty w watku inicjujacym. Podwazylam Twoja teorie uniwersalnych prawd jak i to ze spoleczenstwo ogranicza oraz ze prawo ze wszystkimi kruczkami jest niepotrzebne bo powinnismy sie opierac na zasadach wpojonych przez rodzicow... Nie tak? Wiec o co jeszcze chodzi? > poza tym dziekuje za proby psychoanalizy na forum... sama wiem, jak > rozmawiac z moimi rodzicami i wierz mi, ze radze sobie... Po pierwsze to to nie byla psychoanaliza (semantyka widze na takim samym poziomie jak logika). A pozatym widze ze nie umiesz rozmawiac z rodzicami ani nawet sobie nie radzisz cytuje "nie... jej argumenty do mnie nie trafiaja... tak jak moje nigdy nie trafialy i nie trafiaja do niej.."... |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-29 21:31:23 |
O deklizmie Maleńczuk sam jest dekiel... |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2003-03-30 00:37:17 |
"Pan Malenczuk, syn Edwarda.." > Maleńczuk sam jest dekiel... Moze... Ale ja osobiscie wole Gogola od Mrozka... |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-30 00:44:45 |
"Pan Malenczuk, syn Edwarda.." Ale ja osobiscie wole Gogola od Mrozka... generała Gogola z Bonda???????:)))))... a Kościuszko to był wariat ..co buntował proletariat... Maniana 10,30 ...circa... callnę:) |
|
Lewiatan ( Śmieszny Czort ) ![]() Wysłano: 2003-03-27 14:39:31 |
(pseudo) nonkomformizm Mi nie chodzi o idee ani o wygodę, chodzi tylko o prostą kalkulację: 1. Jak bardzo to co zrobię przybliża mnie do osiagnięcia i zrealizowania moich pragnień? 2. Czy pewne swoiste pragnienie buntu i indywidualnosci jest silniejsze, czy jakieś inne pragnienie? 3. Czy ważniejsze jest poczucie wolności czy moje inne pragnienia? O zasadach, hipokryzji i konformiżmie już kiedyś pisałem i nie bede się długo rozpisywał ;). Krótko i zwięźle: Nie ma zasady której bym nie zmienił jezeli stałaby w opozycji do moich pragnień. Każda decyzja jest zawsze moja, nawet jezeli pokrywa się z czymś co ktoś by chciał żebym zrobił. |
|
vizjerei [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 22:36:18 |
manipulacja > i tu pojawia sie moje pytanie - jak czesto przystajecie na czyjes warunki > wmawiajac sobie i innym, ze to Wasza swiadoma i wlasna decyzja? czy > zdarzaja sie sytuacje, ze ktos wymaga od Was odstepstwa od wlasnych zasad > (co oczywiscie rodzi bunt, bo przeciez sami stanowimy o sobie!), a po > krotkiej kalkulacji wybieracie wlasnie ta opcje, bo przynosi wiecej > korzysci? sugestie innych są potrzebne, bo przeciez nie jestesmy w stanie dostrzec wszystkiego.Potem oczywiści mielimy to przez własne Ja i podejmujemy decyzję, która może zawierać idee jakiejś podpowiedzi ale nie musi i na tym opiera się nasza wola ostateczna.To wypadkowa naszych danych + oddziaływania srodowiska, oczywiściwe nasycenie wpływu zewnetrznego(umowny podział "słabi ludzie" lub "silni ludzie")jest różne u każdego z nas.Hmm "ktos nie śpi aby spać mógł ktos":) czy jest to konformizm czy nadal obstajecie przy oficjalnej > nazwie - wlasna swiadoma decyzja? > co przewaza - wygoda czy idee? Chyba źródło podjęcia decyzji, przesłanek wygoda-idea, jest wazna ale nie najistotniejsza.Bardziej chodzi o świadome podejmowanie decyzji(bez manipulacji), w oparciu o informację niezaleznie od źródła z którego pochodzą i matywacji jakich im towarzyszą.Rzecz jasna manipulacje pochodzą ze srodowiska zewnętrznego, potem stając się immanentną częścią naszego procesu myslenia i weryfikacji(jesli do tego dopuścimy), i to stanowi największe niebezpieczeństwo zrodzone z braku myslenia, rutyny, ślepego posłuszeństwa.... pozdrawiam |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-03-27 10:58:02 |
(pseudo) nonkomformizm Bezsprzecznie wolność jest bardzo ważna, ale jeżeli będziemy ją forsować na całej linii to pozostaniemy wyrzutkami. Właśnie dlatego że funkcjonujemy w społeczeństwie, w szarej bezbarwnej masie o podobnie bezbarwnej umysłowości i ograniczonych zdolnościach oceny innych. Żeby żyć między nimi bezkonfliktowo musimy, niestety, się dostosować. I to już jest auto-hipokryzja. Z jednej strony wolność z drugiej socjalizacja. Tak naprawdę to powinniśmy działać tak żeby z danej sytuacji wyciągnąć maksymalne korzyści dla siebie. Czyli podejmować świadomie decyzje o kompromisie. Zgadzamy się na przyjęcie warunków nakładanych na otoczenie bo inaczej pozostaniemy tym baudrillardowskim człowiekiem samotnie jedzącym w tłumie. Ta szara masa będąca wokół nas stanie się jeszcze bardziej nijaka i obca. A przecież my, Sataniści, także potrzebujemy uczuć, ba! To my jesteśmy najbardziej ludzcy i to my wnosimy w społeczeństwo wartość prawdziwego człowieczeństwa, wraz z całym bagażem umysłu prawdziwego człowieka, w tym z uczuciami. Bez zakłamań, chorych idei wypaczonych fałszywymi religiami i filozofiami ścieżki prawej ręki. Czyżbyśmy byli wręcz Mesjaszami dla Ogółu? |
|
Dariusz ( Re - nocny stróż ) Wysłano: 2003-03-27 14:43:07 |
(pseudo) nonkomformizm > Bezsprzecznie wolność jest bardzo ważna, ale jeżeli będziemy ją forsować > na całej linii to pozostaniemy wyrzutkami. Właśnie dlatego że > funkcjonujemy w społeczeństwie, w szarej bezbarwnej masie o podobnie > bezbarwnej umysłowości i ograniczonych zdolnościach oceny innych. Otóż to, przed społeczeństwem się nie sposób się nie ugiąć. Siła społeczeństwa jest zbyt wielka i jeśli nie podporzadkujemy się panującym w nim zasadom to czeka nas albo banicja albo więzienie albo coś jeszcze gorszego. Jedyne wyjście to akceptacja porządku społecznego. Można najwyżej poznawać mechanizmy rządzące społeczeństwem i umiejętnie je wykorzystywać do własnych celów. Mozna na przykład umiejętnie nauczyć się omijać prawo itp. Łatwo wyzwolic się od bogów, ale uwolnić się od społeczeństwa nie sposób. > Czyżbyśmy byli wręcz Mesjaszami dla Ogółu? Ja bynajmniej nie czuję się w roli żadnego Mesjasza, nie noszę w sobie żadnych prometejskich idei, nie chce nikogo uświadamiać, ani zbawiać. |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-03-27 20:51:43 |
(pseudo) nonkomformizm > Łatwo wyzwolic się od bogów, ale uwolnić się od społeczeństwa nie sposób. dobrze to ująłeś i tu jesteśmy zgodni... > > Czyżbyśmy byli wręcz Mesjaszami dla Ogółu? > Ja bynajmniej nie czuję się w roli żadnego Mesjasza, nie noszę w sobie > żadnych prometejskich idei, nie chce nikogo uświadamiać, ani zbawiać. to oczywiście mała przeginka z tym mesjanizmem bo za nikogo nie zamierzam umierać czy stawać się czyimś Prometeuszem... przy czym w drodze rozwijania myśli warto moim zdaniem i takie pytanie zadać czy taką myśl podrzucić, nie jestem co do niego w pełni przekonany ale podłubać warto, może coś się wykluje :)) pzdr Ł |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 11:04:59 |
mesjanizm > To my jesteśmy najbardziej ludzcy i to my wnosimy w > społeczeństwo wartość prawdziwego człowieczeństwa, wraz z całym bagażem > umysłu prawdziwego człowieka, w tym z uczuciami. a no - mamy wiecej ludzkosci w ludzkosci, tak? > Bez zakłamań, chorych > idei wypaczonych fałszywymi religiami i filozofiami ścieżki prawej ręki. no - moze swiadomosc jest wieksza - swiadomosc siebie i innych, ale naboga, nie jestesmy od razu lepsi od innych... > Czyżbyśmy byli wręcz Mesjaszami dla Ogółu? no tu juz chyba pojechales... |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-03-27 11:08:47 |
mesjanizm > > To my jesteśmy najbardziej ludzcy i to my wnosimy w > > społeczeństwo wartość prawdziwego człowieczeństwa, wraz z całym > bagażem > > umysłu prawdziwego człowieka, w tym z uczuciami. > a no - mamy wiecej ludzkosci w ludzkosci, tak? tak, mamy więcej ludzkości w ludzkości, oprócz tego że że tak jak wszyscy inni mamy "białą" stronę tak mamy też tą drugą do której w przeciwieństwie do reszty, przyznajemy się... > no - moze swiadomosc jest wieksza - swiadomosc siebie i innych, ale > naboga, nie jestesmy od razu lepsi od innych... jesteśmy... > > Czyżbyśmy byli wręcz Mesjaszami dla Ogółu? > no tu juz chyba pojechales... :)) i dobrze mi z tym... |
|
pingwin3k [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 17:35:35 |
(pseudo) nonkomformizm czy jestesmy lepsi ? jestesmy bardziej swidomio pewnych spraw, mamy wieksze poczucie rzeczywistosci. poweidziec, ze jestsemy lepsi jest troche niebezpieczne - nazisci tez uwazali sie za lepszych. czy jestesmy mesjaszami dla ogolu ? a czemu by nie. kazdy z nas wnosi cos odkrywczego. |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-03-27 21:01:07 |
(pseudo) nonkomformizm naziści w pewnym momencie przegięli... my nie musimy przeginać :) |
|
pingwin3k [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-28 16:23:26 |
(pseudo) nonkomformizm > naziści w pewnym momencie przegięli... my nie musimy przeginać :) skąd pewność, że i my nie przegniemy ? i jak ustalić granicę, po przekroczeniu której będzie można mówić o przegięciu ? :> |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-03-28 19:34:50 |
(pseudo) nonkomformizm > > naziści w pewnym momencie przegięli... my nie musimy przeginać :) > skąd pewność, że i my nie przegniemy ? i jak ustalić granicę, po > przekroczeniu której będzie można mówić o przegięciu ? :> pewności nie ma, na czele musi stać rozsądny człowiek i sprawnie tym pokierować żeby żadnych jaj nie było a ustalenie granicy? a czy my jak narazie przejmujemy władzę? chyba jeszcze nie więc moment przegięcia będzie nas dotyczyć w momencie gdy ktoś z naszych złamie prawo lub coś nawywija... |
|
pingwin3k [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-28 21:10:11 |
(pseudo) nonkomformizm hmm jeśli nad nami stanąłby jeden człoweik to byłby kres wolności, nastąpiłby bunt, a więc i do "przegięcia" dalekiej drogi by nie było ;] |
|
Pawlack [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 22:02:22 |
(pseudo) nonkomformizm Ja się czuję zniewolony, zmuszony do wielu rzeczy, w pewnych sytuacjach szykanowany, a co najgorsze w wielu przypadkach bez mej woli, a bywa, że nawet wiedzy. - nie byłem na mszy szkolnej (moja decyzja) w efekcie czego byłem pytany w tym dniu w szkole ze wszystkich przedmiotów - chamsko pytany. To taki jeden z wielu przykładów. Czemu np. muszę chodzić na jakąś katechezę? Jeśli mnie nie będzie na niej poniosę powarzne konsekwencje. ehh... |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 22:48:36 |
(pseudo) nonkomformizm > Ja się czuję zniewolony, zmuszony do wielu rzeczy, w pewnych sytuacjach > szykanowany, a co najgorsze w wielu przypadkach bez mej woli, a bywa, że > nawet wiedzy. > > - nie byłem na mszy szkolnej (moja decyzja) w efekcie czego byłem pytany w > tym dniu w szkole ze wszystkich przedmiotów - chamsko pytany. > > To taki jeden z wielu przykładów. Czemu np. muszę chodzić na jakąś > katechezę? Jeśli mnie nie będzie na niej poniosę powarzne konsekwencje. > ehh... Kondolencje dzieciak..(sorry to nic obrażliwego z mojej strony), każdy ma swój krzyż..rotflll |
|
Margoth [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 22:40:43 |
(pseudo) nonkomformizm > - nie byłem na mszy szkolnej (moja decyzja) w efekcie czego byłem pytany w > tym dniu w szkole ze wszystkich przedmiotów - chamsko pytany. > > To taki jeden z wielu przykładów. Czemu np. muszę chodzić na jakąś > katechezę? Jeśli mnie nie będzie na niej poniosę powarzne konsekwencje. > ehh... i ja takowe ponoszę... ale mam tych ludzi gdzieś... nie ja jestem zła - oni są gorsi, oceniają mnie po wyglądzie i tylko jedna nauczycielka wstawia się za mną... kiedyś też tak była... uległością do nieczego się nie dojdzie... twardym trza być nie miętkim... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-28 09:58:33 |
(pseudo) nonkomformizm > Ja się czuję zniewolony, zmuszony do wielu rzeczy, w pewnych sytuacjach > szykanowany, a co najgorsze w wielu przypadkach bez mej woli, a bywa, że > nawet wiedzy. no tak, ale w tym momencie pojscie na msze czy katecheze to nie cos, co traktujesz jako swoja swiadoma decyzje tylko nadal przymou - tyle, ze wykonany przez Ciebie... natomiast mi chodzi o sytuacje, kiedy dana czynnosc okazuje sie dla nas calkowicie naturalna i (swiadomise lub nie) przypisujemy sobie jej pomysl... mam nadzieje, ze wyrazilam sie jasno... :) |
|
Pawlack [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-28 16:17:07 |
(pseudo) nonkomformizm >mam nadzieje, ze wyrazilam sie jasno... Jak najbardziej, a ja po prostu wykazuję błędność teorii w stosunku do mnie. Nie przypisuję sobie wielu decyzjii i nie czuję się zupełnie wolny, co było jej podstawą. pzdr. |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-04-06 19:28:41 |
Zgniła niedziela Znów koniec tygodnia i znów się dekli naoglądałem. Ranek zaczął się piękną pogodą, mało chmurek było i stopniowo robiło się cieplej i cieplej. Jako że dziś niedziela to i Xianie chodzą jacyś podbudowani i dumni jakby się im byk ocielił. Co zasobniejsi umyli samochody już wczoraj i tylko nieliczni nimi do kościółka pojechali. Spora część szła do tego przybytku piechotą, pod moim oknem niemalże. Nawet ci zasobniejsi postanowili udać się bez samochodów żeby załapać wiosennych promieni słońca. Xianie powyciągali ubranka "niedzielne" w których wychodzi się na jakieś imprezy donioślejsze tudzież wyciera się w nich kolanami podłogi w kościółkach. Xianie płci męskiej oczywiście garniturki, koszule z krawatem, a część nawet białe skarpetki, skąd się takie stwory biorą, założę się że słoma im z butów wystaje a ich kobietom włosy przez rajstopy. Xiańskie kobiety też się wyszykowały, usiłując się maksymalnie rozebrać i pokazać otoczeniu blade blaski swych niekształtnych ciał. Ubrała się banda jak na lato i maszerują całymi rodzinami. Obśmiawszy się co nie miara poszedłem coś zeżreć. Zajęło mi to godzinkę i przypadkiem znów spojrzałem przez okno. A tu się pogoda ładnie pozmieniała. Słońca nie widać, chmury fajne za to się pojawiły, niskie i ciężkie. Jak ni idzie zamieć, ...i przyszła. Xiański bóg chyba swoich wyznawców lubi testować i wystawiać na różne próby wiary. Więc lezą w tych swoich letnich ubraniach (których przypadkiem myszy w czasie zimy nie zjadły) przedzierając się w dziko padającym śniegu. Na tym skończyło się nalewanie z Xian. Po południu kiedy wylazłem spod kołdry wściekle odkładając termometr wskazujący 37,8 usłyszałem że w telewizji leci jedno z największych gówien. Czyli serial "na dobre i na złe" odcinek nr xxx. Z odcinka na odcinek większy chłam, denniejsza fabuła, bardziej debilne realia. Deklizm do deklizmu. Więc jak to usłyszałem to straciłem ochotę na jedzenie. Przelazłem się po domu i do łóżka. Jak w tym gównianym kraju w deklowatą niedzielę się zabawić siedząc w łóżku? Dla sportu znów wziąłem termometr i skoczyło do 38,2 ale to wina tego że usłyszałem kretyńską melodię z tego głupawego serialu. Stwierdziłem że na forum na razie nie wejdę, ludzie i tak odsypiają (albo odpokutowują w kościółkach ROTFL) Metalmanię więc cisza i spokój będzie. A ja szukając czegoś do czego mógłbym się przypieprzyć robiłbym to w sposób permanentny więc posiedzę w łóżku. Z ciekawszych rzeczy działo się tylko to, że suka lokatorów się oszczeniła i niebawem po chacie będzie biegać 9 pittbulli extra. Żyć q---a nie umierać. Niech przyjdzie w końcu lato to chociaż sobie w słońcu na leżaku poleżę sącząc drinka. Pzdr. |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-06 20:22:29 |
Zgniła niedziela nazgule nadleciały cicho...szum ich skrzydeł zagłuszał dźwiek dzwonów kościelnych i gwar rozmów tłumu rozmodlonych dekli wychodzacych z tego smiesznego pomieszczenia....nawet gdy pikowały w dół widzac tyle świeżego miesa nikt nie zareagował ...... wstawało nowe millenium..a starzy bogowie wracali.... |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-06 23:28:35 |
Zgniła niedziela > pierwsze uderzenie ważacego ponad 3 tony smoka dosiadanego przez nazgula.w tłum rozmodlonych dekli ..przypominało wystrzał z armaty w uliczna demonstracje...efekt uliczki.. tak sie to fachowo nazywa... ale nawet po tym pierwszym wjeździe byli zbyt osłupiali by uciekać.....drugi smok nadleciał po prostopadłej... w góre trysnęły kawałki krwawych ochłapów...wtedy dopiero dotarło do nich......rzucili sie w obłąkanym biegu na wszystkie strony.....prosto pod młoty i miecze wynurzających sie przykoscielnego cmentarza ogrów.... |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-04-06 23:31:04 |
Zgniła niedziela hmmm trzeba by z tego kreskówkę zrobić :) albo Tolkienowi sprzedać ROTFL |
|
aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-06 23:48:42 |
Zgniła niedziela > hmmm trzeba by z tego kreskówkę zrobić :) > albo Tolkienowi sprzedać ROTFL Władca Pułtuska part3:)))))) |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2003-04-06 23:31:05 |
Zgniła niedziela hmmm trzeba by z tego kreskówkę zrobić :) albo Tolkienowi sprzedać ROTFL |
|
Rado [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 09:52:54 |
(pseudo) nonkomformizm Rzadko zdarza sie zeby ktos wymagal "odstepstwa od zasad" w formie... bezposredniej. Dodatkowo- jesli glowna zasada jest dazenie do wlasnego dobra to kalkulacja co do tego co przynosi najwiecej korzysci jest jak najbardziej na miejscu. Pozdrawiam |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 10:00:13 |
(pseudo) nonkomformizm > Rzadko zdarza sie zeby ktos wymagal "odstepstwa od zasad" w formie... > bezposredniej. na pewno masz w domu jakies ograniczenia, narzucono Ci jakies zasady, ktore w mniejszym lub wiekszym stopniu klocily sie z Twoja wizja 'wolnego zycia'... jednak przyjales je... > Dodatkowo- jesli glowna zasada jest dazenie do wlasnego > dobra to kalkulacja co do tego co przynosi najwiecej korzysci jest jak > najbardziej na miejscu. no tak - ale chodzi mi glownie o ta procedure - ktos nam cos narzuca, wiec sie buntujemy, a potem dopiero przyjmujemy to twierdzac, ze to nasz pomysl... |
|
Rado [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 10:47:06 |
(pseudo) nonkomformizm > na pewno masz w domu jakies ograniczenia, narzucono Ci jakies zasady, > ktore w mniejszym lub wiekszym stopniu klocily sie z Twoja wizja 'wolnego > zycia'... jednak przyjales je... Mialem ograniczenia (pewnie jak wszyscy). Przeczekalem je wychodzac z zalozenia ze ktos kto mnie utrzymuje ma prawo oczekiwac ode mnie czegos w zamian- zreszta bylo to raczej "wytrzep dywan" niz "mysl tak a nie inaczej". W momencie kiedy jestem wolny- zyje tak jak sam chce. > no tak - ale chodzi mi glownie o ta procedure - ktos nam cos narzuca, wiec > sie buntujemy, a potem dopiero przyjmujemy to twierdzac, ze to nasz > pomysl... Nie, az tak zaklamany nie jestem. Przynajmniej mam taka nadzieje. Owszem, zycie sklada sie z kompromisow- rzecz w tym zeby nie staly sie one jego celem. Inna sprawa ze raczej trudno mi wyobrazic sobie sytuacje w ktorej ktos moze mi cos narzucic... Panstwo ? Jesli mi nie odpowiada- wyjezdzam. Praca ? Sam dobieram sobie miejsce pracy i klientow. Rodzina ? Wolne zarty- milosc zaklada poszanowanie wolnosci. Jedyna osoba ktora moze mnie zniewolic jestem ja sam... i nie wiem czy nie to jest najgorsze :) Pozdrawiam |
|
Margoth [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 16:17:51 |
(pseudo) nonkomformizm > tyle sie mowi o indywidualizmie i swoistym buncie wsrod satanistow... > cenimy nasza wolnosc czesto bardziej niz cokolwiek innego... jednoczesnie > egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w > znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja... przyjmujemy narzucone zasady, > czasem tworzac wlasne wariacje na ich temat, by nie byc posadzonymi o > konformizm i hipokryzje... ja według znajomych jestem rozpieszczony, zbuntowany bachor... a ja mam po prostu własny świat i nie obchodzi mnie co dzieje się na zewnątrz... JESTEM SOBĄ!!! > co przewaza - wygoda czy idee? idee... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-27 21:01:39 |
(pseudo) nonkomformizm > ja według znajomych jestem rozpieszczony, zbuntowany bachor... a ja mam po > prostu własny świat i nie obchodzi mnie co dzieje się na zewnątrz... > JESTEM SOBĄ!!! a jesli tracisz na tym, ze zyjesz wedlug swoich zasad? powiedzmy, ze nie spelniasz jakiegos nakazu i ponosisz tego ciagle konsekwencje... zmienisz swoje postepowanie? > > co przewaza - wygoda czy idee? > idee... chyba ciezko jest idealistom w dzisiajszych czasach... |
|
HermaphrodituS [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-03-31 14:06:08 |
(pseudo) nonkomformizm > tyle sie mowi o indywidualizmie i swoistym buncie wsrod satanistow... > cenimy nasza wolnosc czesto bardziej niz cokolwiek innego... jednoczesnie > egzystujemy w spoleczenstwie, w grupach, systemach spolecznych, ktore w > znacznym stopniu te wolnosc ograniczaja... przyjmujemy narzucone zasady, > czasem tworzac wlasne wariacje na ich temat, by nie byc posadzonymi o > konformizm i hipokryzje... Nie rozumiem skąd w osobie, która mówi o sobie: "w mojej filozofii życiowej znajduję bardzo dużo elementów satanizmu" jest miejsce na tak prymitywne przeinaczenie filozofii satanistycznej. Prawdziwą sztuką jest naginać zasady w taki sposób, żeby ich nie łamać, ale i tak dopiąć swego -bezkompromisowy egoizm po trupach. A Ty swoją wypowiedzią insynuujesz nam, że, aby być satanistą trzeba być ponad przyjętymi zasadami, normami i pewnymi granicami -anarchia to tylko piękny sen... . Buntownik manifestujący swoją indywidualność jest niczym innym jak zwyczajnym, szarym małym człowieczkiem z klapkami na oczach -pozerem. > i tu pojawia sie moje pytanie - jak czesto przystajecie na czyjes warunki > wmawiajac sobie i innym, ze to Wasza swiadoma i wlasna decyzja? czy > zdarzaja sie sytuacje, ze ktos wymaga od Was odstepstwa od wlasnych zasad > (co oczywiscie rodzi bunt, bo przeciez sami stanowimy o sobie!), a po > krotkiej kalkulacji wybieracie wlasnie ta opcje, bo przynosi wiecej > korzysci? czy jest to konformizm czy nadal obstajecie przy oficjalnej > nazwie - wlasna swiadoma decyzja? > co przewaza - wygoda czy idee? "Jeśli naciągniesz strunę zbyt mocno, to struna pęknie. Lecz jeśli naciągniesz zbyt słabo, to struna nie wyda żadnego dźwięku" -troche przeinaczona maksyma Tybetańska. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-02 21:00:31 |
(pseudo) nonkomformizm > Nie rozumiem skąd w osobie, która mówi o sobie: "w mojej filozofii > życiowej znajduję bardzo dużo elementów satanizmu" jest miejsce na tak > prymitywne przeinaczenie filozofii satanistycznej. :) po pierwsze - dziekuje za slowa krytyki... po drugie - jak juz pisalam w nitce z Kosa - nie zawsze to co pisze w watku jest moimi przekonaniami... czasem celowo cos upraszczam, wykrzywiam czy pokazuje z innej strony, zeby sprowokowac dyskusje... > Prawdziwą sztuką jest > naginać zasady w taki sposób, żeby ich nie łamać, ale i tak dopiąć swego > -bezkompromisowy egoizm po trupach. makiawellizm? > "Jeśli naciągniesz strunę zbyt mocno, to struna pęknie. Lecz jeśli > naciągniesz zbyt słabo, to struna nie wyda żadnego dźwięku" -troche > przeinaczona maksyma Tybetańska. o ile przeinaczona? ;P |
|
Sayrel [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-01 15:42:06 |
(pseudo) nonkomformizm > co przewaza - wygoda czy idee? Rozsadek. Mozna twardo sie trzymac wlasnych postanowiec, ale zapomniec, ze zyje sie w spoleczenstwie... to juz bylby problem. Mysle, ze wlasna idea powinna byc miarowo elastyczna, a wybor... moze nawet nie chodzi o korzysci, czasami ustepuje by nie robic niepotrzebnych klopotow. Swoja droga i tak zyje w przekonaniu, ze moge naginac swiat do swej woli;) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-02 21:02:17 |
(pseudo) nonkomformizm > Mysle, ze wlasna idea > powinna byc miarowo elastyczna, relatywizm? 'chaotyzm' ;P? > Swoja > droga i tak zyje w przekonaniu, ze moge naginac swiat do swej woli;) w kazdej sytuacji? no to niezly jestes :) |
|
Sayrel [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-03 15:03:31 |
(pseudo) nonkomformizm > > Mysle, ze wlasna idea > > powinna byc miarowo elastyczna, > relatywizm? 'chaotyzm' ;P? Watpliwe. Moze rozsadek...:/// Paru despotow i potem mamy chodz co inkwizycje, wojne i co sie da... > > Swoja > > droga i tak zyje w przekonaniu, ze moge naginac swiat do swej > woli;) > w kazdej sytuacji? no to niezly jestes :) Niezla jak juz cos:) Takie jest zalozenie:) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-04 00:16:19 |
(pseudo) nonkomformizm > Niezla jak juz cos:) ups... chyle czola... :) a faktycznie nie mozna zbyt sztywno trzymac sie jednej sciezki... to niezdrowe... chociaz czasem pomaga wybrnac z niewygodnych sytuacji... |
|
Sayrel [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-04 12:14:41 |
(pseudo) nonkomformizm > > Niezla jak juz cos:) > ups... chyle czola... :) W raczki calowac;))) > > a faktycznie nie mozna zbyt sztywno trzymac sie jednej sciezki... to > niezdrowe... chociaz czasem pomaga wybrnac z niewygodnych sytuacji... Noi taka racja:) Swoja droga przypomnialo mi sie: Mezczyzna spelniac swojej kobiety, zwlaszcza wlasnej: -jej zachcianki: -rzeczywiste -wyimaginowane -urojone ;)) |
|
Lord Spleen [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-21 01:44:01 |
za dużo literek takie mądre pytania, aż sie nie chce czytać na fazie, moze z rańca przeczytam jak sie wytrzeźwie. |
|
Outsider [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-02 17:59:02 |
(pseudo) nonkomformizm > i tu pojawia sie moje pytanie - jak czesto przystajecie na czyjes warunki > wmawiajac sobie i innym, ze to Wasza swiadoma i wlasna decyzja? czy > zdarzaja sie sytuacje, ze ktos wymaga od Was odstepstwa od wlasnych zasad > (co oczywiscie rodzi bunt, bo przeciez sami stanowimy o sobie!), a po > krotkiej kalkulacji wybieracie wlasnie ta opcje, bo przynosi wiecej > korzysci? czy jest to konformizm czy nadal obstajecie przy oficjalnej > nazwie - wlasna swiadoma decyzja? > co przewaza - wygoda czy idee? Czy wybór wygodniejszej drogi stoi w sprzeczności z terminem "moja świadoma decyzja"? Nonkonformizm w tym przypadku chyba bardziej oznacza, że idziemy swoją drogą bez względu na docinki, dyskryminację, kierunek ruchu mas, itp. A że ta droga jest dla nas wygodna to chyba normalne. Ja nie Chrześcijanin - moja droga do 'zbawienia' nie musi być kręta i ciernista. Bo dla mnie 'zbawieniem' jest moja własna wygoda i szczęście. W tym życiu, a nie gdzieś tam w niebiesiech. I dlatego *moje własne, świadome decyzje* kierują mnie na jak najwygodniejszą drogę. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2003-04-02 21:04:08 |
(pseudo) nonkomformizm > Czy wybór wygodniejszej drogi stoi w sprzeczności z terminem "moja > świadoma decyzja"? to ja tu jestem od zadawania pytan ;P rotfl!! no ale oczywiscie - nie! |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>




















