| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
averit [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 01:54:47 |
unchain my heart! http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html Wspaniałe, prawda? Nie trzeba być "zimnym draniem" czy też "zimną suka" by oszczędzić sobie całego tego żałosnego cyrku. Wystarczy łykać zyrtec. ;) A skoro już temat rozpoczęty [zapewne był już poruszany nie raz, aczkolwiek zawsze są ci nowi ludzie i te nowe doświadczenia u tych starych ;>], to może zadam kilka - niekoniecznie zbędnych - pytań. Mianowicie... Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała by ona polegać? No i ostatnie. Po co nam miłość? |
|
Merineth [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 09:31:40 |
unchain my heart! > http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html ale głupotki :) |
|
Cień ( The Last Demon ) Wysłano: 2007-08-16 16:40:25 |
unchain my heart! > > http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html > > ale głupotki :) *** Mnie najbardziej śmieszyło radosne przypisywanie (którego oczywiście nie można w ujęciu statystycznym wykluczyć) ludziom zażywającym antydepresanty zaburzenia libido czy potrzeby tworzenia więzi emocjonalnej. W końcu wielu ludzi cierpiacych na choroby afektywne czy nerwice mogło mieć z tym problemy. Przypisywanie takich efektów lekom wydaje sie byc ich sztucznym demonizowaniem, a w każdym razie może być ewidentnym błędem w metodzie badawczej. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 10:36:41 |
unchain my heart! > Wspaniałe, prawda? Nie trzeba być "zimnym draniem" czy też "zimną suka" by > oszczędzić sobie całego tego żałosnego cyrku. Wystarczy łykać zyrtec. ;) od kiedy Zyrtec jest antydepresantem? :] > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? z dystansu |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 10:51:01 |
bzzz... > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Jak na ewolucyjne dostosowanie sie gatunku do wypaczen pochodzacych z nabytego (przeciez) umyslu modyfikujacego zachowanie jednostki w sposob niejednokrotnie uniemozliwiajacy prokreacje. Innymi slowy - gdyby nie "szalenstwo" milosci - ludzkosc skonczylaby swe istnienie na bezpotomnym zyciu pelnym sodomicznych rozrywek, tudziez harowce analogicznej do pracy mrowek robotnic :-) > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? Jak powyzej. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? Nieeee... Tozes pojechal. Nadnaturalnym istotom to mozna przypisywac tripy po kwasie - a potem dziwic sie czemu ludzie nie traktuja nas powaznie. > No i ostatnie. Po co nam miłość? Jak wyzej - by trwac jako gatunek. |
|
Sirrush [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 10:52:58 |
unchain my heart! * Zauważyłam, że w artykule przeciwnicy teorii użyli określenia: ‘umiejętność zakochiwania się'. Mam wątpliwości czy to umiejętność, chyba raczej, zdolność, a to zupełnie czyni argument niedorzecznym. > Wspaniałe, prawda? Nie trzeba być "zimnym draniem" czy też "zimną suka" by oszczędzić sobie całego tego żałosnego cyrku. Wystarczy łykać zyrtec. ;) * Dlaczego, żałosnego? > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? * Patrzę na miłość cały czas tak samo. Jest w tym trochę lęku, trochę tęsknoty, trochę entuzjazmu i dużo instynktu oraz zero (pozwolę sobie użyć tego dziwnego wyrazy) racjonalności.:> > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? * Absurdalnie.LOL. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom? * A czemu nie? > A jeżeli tak, to, na czym miała by ona polegać? * Wolałabym, żeby polegało na tym samym, co u ludzi – jak najdłuższym obłędzie, o podłożu <ale jazda> erotycznym.:> > No i ostatnie. Po co nam miłość? * A co innego mogłoby być warte sensu życia? * Pozdro |
|
E g o ( Kalejdoskop piekieł ) ![]() Wysłano: 2007-08-16 12:33:08 |
Przez mgły nihilizmu ku ... > > http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html ~~~ Nie ma co się emocjonować, hipoteza która doprowadzi do stworzenia leku bez tych ubocznych efektów. Natomiast marginalnie napisano tam o czymś istotniejszym, o lekoholizmie, który podobnie jak wiele innych -holizmów otępia zmysły i zamienia umysł w ołów. Czy może nie ? > > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? > * Patrzę na miłość cały czas tak samo. Jest w tym trochę lęku, trochę > tęsknoty, trochę entuzjazmu i dużo instynktu oraz zero (pozwolę sobie użyć > tego dziwnego wyrazy) racjonalności.:> > > A jeżeli tak, to, na czym miała by ona polegać? > * Wolałabym, żeby polegało na tym samym, co u ludzi – jak > najdłuższym obłędzie, o podłożu ~~~ Najlepiej 'długowieczny' czy 'wieczny' (bez końca) a nie 'jak najdłuższy' (kiedyś nastąpi koniec). Ale nie będzie możliwa ani jedna ani druga forma obłędu bez pomocy racjonalności, którą powyżej wykluczyłaś. Jesteś w stanie samym sercem żywić obłęd i ufać, że ta nieobliczalna bestia nie przyśpieszy końca ? czy korzystając z rozumu - nie jako hamulec, lecz jako instrument intensyfikacji - bardziej byś utrwaliła miłosne szaleństwo ? w jaki sposób np. ? > > No i ostatnie. Po co nam miłość? > * A co innego mogłoby być warte sensu życia? ~~~ Uzależniasz Twe życie od poczucia sensu/bezsensu ? czy wszystko musi coś znaczyć ? równolegle z potrzebą wiedzy ? skoro zdaje się, że między wiarą a wiedzą występuje jedynie różnica zaufania ? Jakbyś się tego poczucia pozbyła, to co by Ci pozostało ? Brakiem poczucia sensu skazujesz się na śmierć, choć wcale drugie nie MUSI wynikać z pierwszego. Wręcz zamiast śmierci może być to nowe życie, nowe wartości, z takim minusem, że już obce światu w którym dotychczas żyłaś i wspólnie celebrowałaś ich nawyki oraz sposób postrzegania świata, jeden z kilkuset miliardów. W końcu, kwestia uzależniania życia od miłości, kiedy amory (po udoskonaleniu via ars amandi) mogą stanowić tylko środek do czegoś wyższego, silniejszego, piękniejszego, etc. |
|
Sirrush [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-16 14:21:37 |
Przez mgły nihilizmu ku ... > Nie ma co się emocjonować, hipoteza która doprowadzi do stworzenia leku bez tych ubocznych efektów. Natomiast marginalnie napisano tam o czymś istotniejszym, o lekoholizmie, który podobnie jak wiele innych -holizmów otępia zmysły i zamienia umysł w ołów. Czy może nie ? > Zgadzam się z Tobą, pośrednio doświadczyłam tego zjawiska. Efekt końcowy bywa śmiertelny, a jeszcze gorzej, że paradoksalnie, często wynika on z troski o własne zdrowie. ~~~~~~~~~~ > Najlepiej 'długowieczny' czy 'wieczny' (bez końca) a nie 'jak najdłuższy' (kiedyś nastąpi koniec). * Ludzie nie są długowieczni, a przynajmniej ich ciała, więc zakładam koniec. Taki czy inny. Poza tym, ta wypowiedź dotyczyła istot nadnaturalnych... Chcesz na tym polu przeprowadzić racjonalną dyskusję?:> > Ale nie będzie możliwa ani jedna ani druga forma obłędu bez pomocy racjonalności, którą powyżej wykluczyłaś. * Nie będzie czy nie jest? Postępowanie racjonalne jest kryterium uwarunkowanym ogólnie przyjętym wzorcem. Czy sami bez porównania z innymi jesteśmy w stanie stwierdzić czy nasze zachowanie jest racjonalne czy też nie? Tak samo jest z obłędem. Żeby coś określić obłędem trzeba być świadomym istnienia innej opcji. Odmiennego stanu świadomości, możliwego do osiągnięcia. Zatem, racjonalnie rzecz ujmując, masz rację i do tego gwałcisz moje marzenia, o Bezczelny! > Jesteś w stanie samym sercem żywić obłęd i ufać, że ta nieobliczalna bestia nie przyśpieszy końca? czy korzystając z rozumu - nie jako hamulec, lecz jako instrument intensyfikacji - bardziej byś utrwaliła miłosne szaleństwo ? w jaki sposób np.? * Nie wiem tego, Ego. Nie wiem czy jestem w stanie żyć, w permanentnym stanie zakochania (żyć aż do śmierci). Czy rozum intensyfikuje to doznanie? Chyba raczej wykorzystuje. *Uczucia dojrzewają, czasami gasną, a czasami coś je podsyca. Nie są stałe i być takie nie mogą z natury. Wydaje mi się, też że nie jest możliwe podsycenie miłości bez obiektu (przy czym mam tu na myśli obiekt również abstrakcyjny), którego dotyczy oraz reakcji z jego strony, nawet wyimaginowanej. Co nie oznacza wcale, że nie można mieć nadziei i wiary w stałość, bo można, pomijając skutki. * Przez to, co napisałam we wcześniejszym poście, bardziej chciałam wyrazić, to, że miłość jest czymś, czego efektów i przyczyn nie da się póki co na 100% przewidzieć; że jest to stan, który jest mi miły, sprawia przyjemność, burzy utarty, zaplanowany porządek życia. Właśnie to chwilowe oderwanie najbardziej mi się w niej podoba. To, dla mnie energetyczna inspiracja i to, nazywam miłosnym obłędem, zatraceniem. Chciałbym, żeby rzeczy przyjemne takie jak te trwały, nie zastanawiam się, jaki przyniosłyby efekt, bo nigdy tej stałości nie doświadczę. Ale pomarzyć można. > Uzależniasz Twe życie od poczucia sensu/bezsensu? czy wszystko musi coś znaczyć?(...) * Tak, nadanie sensu, nawet niedorzecznego, jest dla mnie ważne, ponieważ mnie motywuje, w aspekcie głębszym, aniżeli sam instynkt przetrwania oraz sprawy materialne. > (...) równolegle z potrzebą wiedzy? skoro zdaje się, że między wiarą a wiedzą występuje jedynie różnica zaufania ? * Tak. Poza tym, sens wypływający z wiedzy to dla mnie przymus, jakby wszczepiony imperatyw. Sens wypływający z wiary, to luksus i przyjemność, coś, czego nie muszę uwzględniać, ale mam ochotę. > Jakbyś się tego poczucia pozbyła, to co by Ci pozostało (...) * Życie bez miłości, to nie jest coś dla mnie. W dużej mierze jest ona motorem tego, co robię i jak robię, chociaż nie zaprzeczę, są też inne motywy. Chyba bym nie chciała, żeby całkowite wyrachowanie wzięło nade mną górę albo nienawiść czy gniew. Zdolność do kochania czyni ze mnie taką osobę, jaką jestem. I chyba bez tego, nie lubiłabym siebie, co więcej chyba bym siebie zniszczyła. Nie wykluczam tego, że może istnieć dla mnie inny dominujący czynnik wyznaczający kierunek życia, ale nic innego, na razie, nie wydaje mi się tak bardzo atrakcyjne. * A jak to jest z Tobą, Ego? Nie wirzysz w miłość? Nie poddajesz się jej z natury? Okazanie (poddanie się) uczuć jest dla Ciebie słabością? I co jest dla Ciebie wyznacznikiem sensu Twojego życia? * Pozdro |
|
E g o ( Kalejdoskop piekieł ) ![]() Wysłano: 2007-08-17 12:55:37 |
Przez mgły nihilizmu ku ... > > Jesteś w stanie samym sercem żywić obłęd i ufać, że ta nieobliczalna > bestia nie przyśpieszy końca? czy korzystając z rozumu - nie jako hamulec, > lecz jako instrument intensyfikacji - bardziej byś utrwaliła miłosne > szaleństwo ? w jaki sposób np.? > * Nie wiem tego, Ego. Nie wiem czy jestem w stanie żyć, w permanentnym > stanie zakochania (żyć aż do śmierci). Czy rozum intensyfikuje to > doznanie? Chyba raczej wykorzystuje. ~~~ Nieistotne jest czy wiesz/nie wiesz. Być może nigdy się nie dowiesz, bo za mało życia mamy by sprawdzić i zasmakować wszystkiego co pragniemy. Więc pofantazjuj sobie (nie odrywając się od ziemi za bardzo) i powiedz co widzisz oczyma wyobraźni ? ;) I czemu rozum wykorzystuje ? Jeśli z kimś kochasz się, szukasz jego najczulszych punktów tylko w zmysłowym amoku ('czuję, pożądam, kocham') czy jednak wkracza tu umysł/rozum ('myślę, analizuję, zapamiętuję') ? > *Uczucia dojrzewają, czasami gasną, a czasami coś je podsyca. Nie są stałe > i być takie nie mogą z natury. ~~~ Użytek z rozumu pozwoliłby na to, że byłoby wiadomo co się kryje pod tym 'coś', co uczynić by uczucie nie (z)gasło, by je maksymalizować. Dziwi mnie nieco te izolowanie miłości od umysłowości, jakby tylko zmysłowość miała prawa do niej. Krótko mówiąc : dlaczego by nie tylko kochać sercem ale i umysłem/rozumem ? co stoi na przeszkodzie ? > > Uzależniasz Twe życie od poczucia sensu/bezsensu? > > czy wszystko musi coś znaczyć?(...) > * Tak, nadanie sensu, nawet niedorzecznego, jest dla mnie ważne, ponieważ > mnie motywuje, w aspekcie głębszym, aniżeli sam instynkt przetrwania oraz sprawy materialne. ~~~ Nawet jeśli ta pajęczyna znaczeń jest fikcyjna i łatwo ją zdmuchuje co lepszy wietrzyk razem ze tkaczem/tkaczami tej sieci ? > > (...) równolegle z potrzebą wiedzy? skoro zdaje się, że między wiarą > > a wiedzą występuje jedynie różnica zaufania ? > * Tak. > Poza tym, sens wypływający z wiedzy to dla mnie przymus, jakby wszczepiony > imperatyw. Sens wypływający z wiary, to luksus i przyjemność, coś, czego > nie muszę uwzględniać, ale mam ochotę. ~~~ Przymus ? Nie myślisz, że tracisz czas rozkładając nogi czy umysł przed wiedzą w zamian za rozjaśnienie tajemnic, których wiele wyjaśnia na różne sposoby, ale istoty nie pojmuje. Nauka odpowie Ci jak i czym malarz namalował obraz, ale nie odpowie co ten obraz znaczy/przedstawia - będzie nieprzerwanie produkować interpretacje zamiast odpowiedzi -, wręcz nauka uwięziona w przekazywanie prawdy nie pozwoli sobie w interpretacjach na najmniejsze kłamstwo, iluzję, fantazję, abstrakcję a nie wiadomo czy jej 'imperatywy' w aktualnej przestrzeni trój-wymiarowej odnoszą się również do innych wymiarów rzeczywistości, żeby pokornie słuchać wiedzę/naukę jako prawdziwą i konieczną a wiarę uznawać za kłamliwą/iluzoryczną i możliwość. Zresztą wystarczy czasami jeden składnik założenia naukowego zmienić/skrytykować i nauka świruje, dezaktualizuje się. > > Jakbyś się tego poczucia pozbyła, to co by Ci pozostało (...) > * Życie bez miłości, to nie jest coś dla mnie. W dużej mierze jest ona > motorem tego, co robię i jak robię, chociaż nie zaprzeczę, są też inne > motywy. Chyba bym nie chciała, żeby całkowite wyrachowanie wzięło nade mną > górę albo nienawiść czy gniew. Zdolność do kochania czyni ze mnie taką > osobę, jaką jestem. I chyba bez tego, nie lubiłabym siebie, co więcej > chyba bym siebie zniszczyła. Nie wykluczam tego, że może istnieć dla mnie > inny dominujący czynnik wyznaczający kierunek życia, ale nic innego, na > razie, nie wydaje mi się tak bardzo atrakcyjne. ~~~ Czyli miłość wiążesz z poczuciem znaczenia/sensu, co trochę zaskakuje moją mentalną rozwiązłość, bo wydaje się, że można kochać nie przypisując wartości obiektowi kochanemu, choć na pierwszy rzut oka przypominać może miłość agape, pozbawioną egoizmu (bo brak oceny profitów dla siebie, nie kusi do handlowania tą wartością, brak 'siebie' w ogóle). "(...) chyba bym siebie zniszczyła" To stwierdzenie czy tylko wyraz lęku przed gruntowną przemianą życia ? > * A jak to jest z Tobą, Ego? Nie wirzysz w miłość? Nie poddajesz się jej z > natury? Okazanie (poddanie się) uczuć jest dla Ciebie słabością? ~~~ Mógłbym Ci napisać mnóstwo ładnych teorii o miłości, ale w praktyce moja miłość pozbawiona jest słów, nieograniczona, zmiennokształtna, sama zgadnij jak podróżuje między dwoma kochającymi się umysłami/ciałami i czemu nie przemawia słowami. > I co jest dla Ciebie wyznacznikiem sensu Twojego życia? ~~~ Nie ma takiego wyznacznika, nie ma hierarchii wartości, to są dla mnie niestrawne fikcje, podczas gdy ja biorę wszystko i bawię się światami niczym kalejdoskopem. http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:View_of_a_kaleidoscope.JPG |
|
Sirrush [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-17 15:21:23 |
Przez mgły nihilizmu ku ... > (...) Więc pofantazjuj sobie (nie odrywając się od ziemi za bardzo) i powiedz co widzisz oczyma wyobraźni ? ;) * Smoki. > I czemu rozum wykorzystuje ? Jeśli z kimś kochasz się, szukasz jego najczulszych punktów tylko w zmysłowym amoku ('czuję, pożądam, kocham') czy jednak wkracza tu umysł/rozum ('myślę, analizuję, zapamiętuję') ? * Oczyma wyobraźni nie widzę tego, co jest, ale to, czego pragnę (a pragnę zawsze więcej tego, co przyjemne i jak najmniej tego, co nieprzyjemne) - to zasługa instynktu. Rozum nadaje obiektom obraz, a instynkt fałszywej doskonałości, która stopniowo odarta zostaje z resztek fantazji na rzecz realizmu. Zatem, rozum, tak sądzę, nie intensyfikuje - on definiuje, opisuje, analizuje, kalkuluje, ocenia, weryfikuje, kwestionuje lub aprobuje, Kieruje w stronę opcji najkorzystniejszej materialnie i emocjonalnie. Najpierw czuję, potem rozumuję, a im więcej rozumuję, tym mniej czuję... * Kontynuując, nie chodzi o zaufanie do obłędu, ale samo jego doświadczanie. W jaki sposób przedłużyć doznanie? Hmm, chyba poprzez grę na instynktach, właśnie. Z drugiej strony czyż już sama chęć przedłużania czegokolwiek nie jest wyrachowaniem i funkcją rozumu? Zatem, najbardziej doskonałe byłoby, aby instynkt nakręcał instynkt, to byłby obłęd doskonały. Jedynie z przerwą na sen.:D > Użytek z rozumu pozwoliłby na to, że byłoby wiadomo co się kryje pod tym 'coś', co uczynić by uczucie nie (z)gasło, by je maksymalizować. Dziwi mnie nieco te izolowanie miłości od umysłowości, jakby tylko zmysłowość miała prawa do niej. Krótko mówiąc : dlaczego by nie tylko kochać sercem ale i umysłem/rozumem ? co stoi na przeszkodzie ? * Nie sądzę czy możliwe jest takie zrównoważenie, chyba tylko wobec obiektu doskonałego (spełniającego wszystkie oczekiwania i kryteria), który również oba czynniki potrafiłby zrównoważyć i kiedy nie zaistniałby dysonans. Jednakże, czy możliwe byłoby wówczas doświadczenie zatracenia (stanu nierównowagi)? Rozum jest przecież czynnikiem kontrolującym emocjonalny chaos. * Co stoi na przeszkodzie wskazanego przez Ciebie przykładu? Wg mnie, po pierwsze, ludzka nieumiejętność równego dawkowania obu czynników; po drugie, odnalezienie tożsamego obiektu tychże reakcji. > (...) Nawet jeśli ta pajęczyna znaczeń jest fikcyjna i łatwo ją zdmuchuje co lepszy wietrzyk razem ze tkaczem/tkaczami tej sieci ? *‘Lepiej kochać i stracić, niż nie kochać nigdy.' >Przymus? Nie myślisz, że tracisz czas rozkładając nogi czy umysł przed wiedzą w zamian za rozjaśnienie tajemnic, których wiele wyjaśnia na różne sposoby, ale istoty nie pojmuje. (...) * Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam. Sama wiedza mnie nie satysfakcjonuje. Zostałam wytresowano do poszukiwania racjonalnych odpowiedzi, to użyteczne, Ego, ale za dużo we mnie analityki i to mnie przytłacza. Nie wiem czy wiesz, jak to jest, kiedy brak rozwiązania problemu wpędza człowieka we frustrację i obsesję; kiedy zastanawia się nad każdym szczegółem, widzi dziesiątki możliwości w każdym zjawisku i wiecznie goni za odpowiedziami. Traci perspektywę. * Tak, to jest przymus, wkomponowana we mnie żądza racjonalnego poznania. Dlatego marzę, chcę w zamian chwilę wytchnienia, emocjonalnego, duchowego, fizycznego obłędu, który odbierze mi moc takiego myślenia, przewidywania i zastanawiania, choć na kilka uderzeń serca. Czy tracę czas? Nie, ratuję siebie przed banalnością i oczywistością. > Czyli miłość wiążesz z poczuciem znaczenia/sensu, co trochę zaskakuje moją mentalną rozwiązłość, bo wydaje się, że można kochać nie przypisując wartości obiektowi kochanemu, choć na pierwszy rzut oka przypominać może miłość agape, pozbawioną egoizmu (bo brak oceny profitów dla siebie, nie kusi do handlowania tą wartością, brak 'siebie' w ogóle). * Heh, może to zabrzmi trywialnie, ale jedynym wytłumaczeniem mojego myślenia, może być wbudowana w moją kobiecość zdolność do automatycznego wartościowania. Co ogólnie należałoby określić jako, hy, przesłanka materializmu. Nie wierzę, żeby można było kochać bez wartościowania, już samo wywołanie żądzy czy działania podlega pod wartościowanie. Można, co najwyżej, się nad tym nie zastanawiać i powstrzymać się przed handlowaniem uczuciami. **"(...) chyba bym siebie zniszczyła" >To stwierdzenie czy tylko wyraz lęku przed gruntowną przemianą życia ? * I jedno, i drugie.:/ ~~~~~~~~ * Hmm, nie skomentuję Twojej odpowiedzi, bo w sumie...to, zabrakło mi słów... ~~~~~~~~ * Pozdrawiam |
|
Cień ( The Last Demon ) Wysłano: 2007-08-16 16:59:36 |
unchain my heart! > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? *** Bardzo piękna sfera ludzkiego życia. Mimo ze jest ewidentnym atawizmem, to w połączeniu z potega ludzkiego intelektu, może być napędem niesamowitego aktu kreacji. No, poza ty fajnie jest być zakochanym, przynajmniej jak to się mówi "szczęśliwie". > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? *** Jak się czujesz, jakby Cie kto zdzielił krucyfiksem po czerepie. Kiedy nie liczy się nic tak bardzo jak ta druga osoba. Kiedy masz poczucie, że jeśli nawet w życiu wszystko Ci się zawali, to i tak nie będzie miało to żadnego znaczenia, bo w końcu jest On/Ona - Twoje największe bogactwo. Tak wyglada miłość. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? *** Odrzucam możliwośc istnienia "nadnaturalnych" istot. > No i ostatnie. Po co nam miłość? *** Przystosowanie ewolucyjne. Miłośc jak wiemy jest przyjemna, podobnie jak seks. Zwiększa to szanse na spłodzenie i wychowanie potomstwa, a więc przekazanie dalej swoich genów. Rózne gatunki przyjęły rózne strategie - jedne produkują masowo młode, nia bawiąc się jednak w ich wychowanie. Homo sapiens postawił zaś na jakość - ma niewiele młodych, którym poświęca dużo energii życiowej. Dlatego tez konieczne jest stworzenie silnego związku emocjonalnego z partnerem, bo to podnosi szanse potomstwa. Psycholodzy są nawet zdania, że do poczucia spełnienia bardziej jest konieczne stworzenie stabilnej więzi emocjonalnej niż realizacja ekspresji seksualnej. |
|
ragnar [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-17 00:10:54 |
unchain my heart! > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? chujowa sprawa, ale nie jestem obiektywny. zaburza mi racjonalne podejscie do swiata. demoluje z trudem zbudowany porzadek rzeczy. wolalbym chyba jednak ograniczyc sie jednak tylko do rozmnazania. z drugiej strony- wspaniale uczucie. zwlaszcza gdy wszystko wychodzi. daje kopa lepszego niz amfa. > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? bardzo irracjonalnie. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? jasne, ze wyzszym istotom. wszystkie nieszczescia spuszczaja na nas Bogowie. od nas tylko zalezy czy wkopiemy sie dalej czy bedziemy potrafili je ominac. > No i ostatnie. Po co nam miłość? |
|
ragnar [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-17 00:12:06 |
unchain my heart! dopisek > > No i ostatnie. Po co nam miłość? no wlasnie. po co? :) |
|
VIZARD [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-17 02:39:56 |
unchain my heart! Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Miłość to zadurzenie się kimś , zwykle płci odmiennej . Zbitek potrzeby bycia razem , zaborczości , bycia jednym choć podzielonym . Potrzeba płodności, budowania gniazda wzajemnego bezpieczeństwa . Miłość - największy wróg egoizmu , sprawca cierpienia które oziębia człowieka. "Oziębiony" twierdzi że miłości nie ma a tak na prawdę jest przepełniony żalem że go ona nie spotkała lub odeszła - oczywiście taki człowiek wyrzuca z siebie tą myśl i stara sie wierzyć w to co nie narazi go już nigdy na cierpienie . Miłość to niewola, złota kula u nogi ma 24 karaty ale mimo wszystko ogranicza . Miłość to oferta jezusa , polegająca na kochaniu swoich wrogów - a więc stan naiwny . Miłość trwająca jest jak skrajnie wydłużony haj , wypalona kończy się długotrwałym kacem . Twardy koleś zaczyna pleść cos o kwiatuszkach i żabkach , słaby rzuca się z okna . Zawsze prowadzi do alkowy . Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała by ona polegać? Nie sadzę aby cokolwiek innego niż my sami miało na nią wpływ . To chemia , stan autohipnozy mający na celu zachowanie gatunku . Po co nam miłość? Najbardziej udany seks zachodzi między kochającymi się osobami. Przeżywanie wspólnego , jednoczesnego orgazmu bije na głowę wszelkie inne seksualne "sytuacje". pozdr Vizadr |
|
Moouha [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-17 11:16:08 |
unchain my heart! Nie zgadzam sie,ze milosc to zadurzenie. Moze chodzi Ci o zakochanie? A jezus prawdopodobnie mial na mysli szacunek albo cos w tym guscie. Bo jak tu kochac wszystkich? Szanowac chyba jakos latwiej. ;-) Pozdawiam. |
|
VIZARD [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-18 00:49:27 |
unchain my heart! Nie zgadzam sie,ze milosc to zadurzenie. Użyłem tego słowa mając na myśli stan swoistego letargu , długotrwałego "odurzenia". Zakochanie jest mi obce , częściej rzeczywiście mówią o tym kobiety niż meżczyźni . A jezus prawdopodobnie mial na mysli szacunek albo cos w tym guscie. Bo jak tu kochac wszystkich? Szanowac chyba jakos latwiej. ;-) Z tego co wiem myslał o niszczeniu zła za pomocą bezwzględnej i szeroko pojętej miłości . Trudno to pojąć ale on w to wierzył . Rozróżniam pojęcia miłości do kobiety i miłości np matki do syna . jezus te sfery połaczył a nawet mocno powiększył o wspomniany element . jezus był przyzwoitym naiwniakiem , wiec nie ma się co zastanawiać . Pozdawiam. |
|
Zoon ( ) ![]() Wysłano: 2007-08-18 01:38:26 |
unchain my heart! > http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html "...Jest też przykład 42-letniej kobiety, która przez osiem lat zażywania leków antydepresyjnych ani razu nie umówiła się na randkę..." Może była mężatką lub zakonnicą? |
|
averit [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-18 09:47:45 |
unchain my heart! > > http://portalwiedzy.onet.pl/4868,20195,1431095,czasopisma.html > > "...Jest też przykład 42-letniej kobiety, która przez osiem lat zażywania > leków antydepresyjnych ani razu nie umówiła się na randkę..." > > Może była mężatką lub zakonnicą? Informatykiem lub pracownicą banku spermy? |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2007-08-18 11:48:15 |
unchain my heart! > Wspaniałe, prawda? Nie trzeba być "zimnym draniem" czy też "zimną suka" by > oszczędzić sobie całego tego żałosnego cyrku. Wystarczy łykać zyrtec. ;) Z pewnością lek przeciwalergiczny ogromnie wpływa na bycie/niebycie zimnym draniem/zimną suką :] I niewątpliwie ogromny jest jego związek z lekami antydepresyjnymi :] > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Tak samo od wielu lat - nie wierzę w "nadnaturalność" miłości. Zakochanie to po prostu jakiś rodzaj międzyludzkiej chemii, odpowiedzi psychiki i ciała na czyjąś atrakcyjność fizyczna lub intelektualną. To, co nazywane jest miłością (w odróżnieniu od zakochania - zakochanie to stan chwilowy i wiążący się z pewnym zaślepieniem, miłość to coś trwalszego, coś, co zostaje czasem PO zakochaniu) - to dla mnie po prostu przywiązanie do tej drugiej osoby, poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Moja przyziemna natura traktuje to uczucie dość trywialnie (co nie znaczy jednak, że uważam miłość za nieważną). > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? Jak wyżej. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? Chyba nie rozumiem pytania. Pytasz o wiarę w istoty nadprzyrodzone i w to, że to one wywołują miłość i inne uczucia u ludzi (uczucia zarówno wobec innych ludzi, jak i wobec tych istot "nadnaturalnych")? Czy też o wiarę w istnienie istot nadprzyrodzonych i w to, że one mają takie uczucia wobec ludzi lub siebie nawzajem? > No i ostatnie. Po co nam miłość? By czuć się bezpiecznie. |
|
averit [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-18 11:57:24 |
unchain my heart! > Chyba nie rozumiem pytania. Pytasz o wiarę w istoty nadprzyrodzone i w to, > że to one wywołują miłość i inne uczucia u ludzi (uczucia zarówno wobec > innych ludzi, jak i wobec tych istot "nadnaturalnych")? Czy też o wiarę w > istnienie istot nadprzyrodzonych i w to, że one mają takie uczucia wobec > ludzi lub siebie nawzajem? Pytam o miłość "dobrego boga" przede wszystkim. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2007-08-18 12:03:57 |
unchain my heart! > Pytam o miłość "dobrego boga" przede wszystkim. Aha :) No to nic ciekawego Ci na ten temat nie powiem, bo jakoś w żadnego boga nie wierzę :) |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2007-08-23 11:04:58 |
unchain my heart! > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Jak na dobry , dajacy poczucie bezpieczenstwa, podnoszacy poczucie wlasnej wartosci mechanizm. > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? Jw. Generalniew nie lubie pytan z cyklu: czy wierzysz w milosc. Bo milosc jest i tyle. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? Jakim nadnaturalnym? Ja jestem materialistka jak tylko i nie wierze w nic wiecej poza cialo. > No i ostatnie. Po co nam miłość? Bo lepiej "w" niz "bez" ;) |
|
averit [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-23 12:44:06 |
unchain my heart! > Generalniew nie lubie pytan z cyklu: czy wierzysz w milosc. Bo milosc jest > i tyle. "Bo bóg jest i tyle". Wierzy się w różne rzeczy, więc chciałem się upewnić. ;) > Jakim nadnaturalnym? Np. dobry bóg ojciec. > > No i ostatnie. Po co nam miłość? > > Bo lepiej "w" niz "bez" ;) I have to agree with You. ;) |
|
kv!k [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-29 02:14:51 |
unchain my heart! > Wspaniałe, prawda? Nie trzeba być "zimnym draniem" czy też "zimną suka" by > oszczędzić sobie całego tego żałosnego cyrku. Wystarczy łykać zyrtec. ;) Jaki kurwa zyrtec? > Jak w chwili obecnej patrzycie na miłość? Od dupy strony. ;) > Jeśli wierzycie w jej istnienie, to w jaki sposób ją pojmujecie? Skomplikowany system zależności dwojga ludzi. > Wreszcie, czy miłość [a co za tym idzie, inne uczucia] możecie przypisać > wszelkiego rodzaju "nadnaturalnym" istotom, a jeżeli tak, to na czym miała > by ona polegać? Kochający bóg? Nie ma boga, więc nie ma kochającego boga. > No i ostatnie. Po co nam miłość? Nam? Mnie po to, żeby było cieplej w łóżku. |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>





















