| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2004-02-11 12:58:24 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach "Przeciez wszyscy wiemy ze to jest nudne, ze oni niczego ciekawego nie napisali, nic ciekawego nie wymyslili, byli sztywni i nadeci, niech sie pani nie sili na sympatie do Oswiecenia", to mialam okazje uslyszec na jednym z cwiczen z literatury Oswiecenia gdy omawialismy Mikolaja Doswiadczynskiego Przypadki i co rzedko nam sie zdarza na Oswieceniu (zaraz o tym dlaczego tak jest) zaczelismy dyskutowac o tej lekturze dochodzac do wniosku ze to pierwsza polska powiesc SF i innych dziwacznych, mniej lub bardziej trafnych wnioskow. A zacytrowane slowa wypowiedziala pani ktora wyklada Literature Oswiecenia. Myslalam ze spadne z krzesla. Ja rozumiem (chociaz nie do konca i w sumie drazni mnie to z perspektywy czasu) ze w podstawowce czy gimnazjum zdarzaja sie nauczyciele z przypadku, ludzie ktorzy ucza biologii mimo ze sa po studiach historycznych etc. Ale k...a mac na studiach chcialabym miec wykladowcow ktorzy beda umieli rozkochac mnie w przedmiocie ktory wykladaja, zwlaszcza jesli to jest literatura. Filologie Polska wybralam nie tyle z mysla o tym co bede robila w przyszlosci, ale z nadzieja ze spotkam na studiach ludzi zafascynowanych literatura, ktorych zainteresowanie ksiazkami i generalnie kultura (nie tyla ta literacka) bedzie wykraczalo poza kanon lektur szkolnych czy szkolne dyskoteki. Na 100 osob, poznalam takich 5. Reszta na studia przyszla albo z przypadku, albo bo byly latwe egzaminy albo bo na maturze dostali 5 z polskiego... Na drugim roku jest nas juz "tylko" 65. Nas czyli studentow bo liczba "swiadomie czytajacych" sie nie zmienila. To ze wiekszosc studentow na moim roku nie przeczytalo ostatnio zadnej ksiazki (oprocz lektur, chociaz i te czesto sa czytane pobieznie i w sumie na odwal) moge ostatecznie zrozumiec, bo z nimi nie musze sie spotykac. Wystarczy mi wlasne grono znajomych, jesli chodzi reszte wystarczy mi zdawkowe "czesc". Wkurza natomiast olewatorskie podejscie wykladowcow. Fakt, Gramatyke jezyka polskiego trudno przedstawic ciekawie (chociaz to sie akurat udalo wykladowcy), jeszcze trudniej mowic ciekawie, a co dopiero zafascynowac studenta gramatyka jezyka starocerkiewnoslowianskiego ktora to gramatyka jest nudna jak flaki z olejem. Ale juz w przedmioty typu literatura powszechna, staropolska, antyczna czy romantyczna mozna z powodzeniem "wkrecic" studenta. Niech przykladem bedzie pan od romantyzmu. Z wykladu robi cale przedstawienie (jest aktorem, gra w kilku teatrach w tym jednym wlasnym), nie nudzi, na cwiczeniach wprowadza nas w calkiem nowy swiat, wywraca nasze spojrzenie na literature do gory nogami, nakreca do dyskusji ktora toczy sie czesto jeszcze dlugo po zajeciach... Ze nie wspomne o Naukowym Kole Polonistow (swoja droga 6 osob z 5 lat FP swiadczy o jakosci studentow na mojej uczelni... az wstyd) ktore organizuje. Jesli trzeba jest ostry, sarkastyczny, umie wbic szpile. Ale jest wykladowca z powolania. Drugi taki czlowiek w czasie moich 15 lat nauki. Innym przykladem (tzw. czarnych charakterem) jest pani od oswiecenia. Dobrze ze na sesji pozegnalam sie i z ta kobieta i z tym przedmiotem. Gadki typu "Mnie nie obchodzi co pani o tym mysli, tylko co nauka polska o tym sadzi" byly na porzadku dziennym. Zadnej interpretacji lektur, zadnej "samowolki", wszystko ma byc wlozone w ramki, poukladane i najlepiej jesli odpowiedz na pytanie jest definicja... Niedawno na poetyce rozgorzala dosc ostra dyskusja podczas ktorej mialam okazje "wrzucic" kilku osobom. Otoz pan od poetyki (pan ciekawy, przedmiot nieco mniej ale generalnie na plus) zapytal ilu z nas chce po studiach uczyc. Na 20 osob 5 podnioslo rece. Nie moglam powstrzymac smiechu. Jesli te 5 osob rzeczywiscie zostatnie nauczycielami to to jest poczatek konca polskiej edukacji. Jesli ktos na studiach nie ma pojecia o tym co sie dzieje w literaturze, nie interesuje sie kultura (brak telewizora w akademcu to nie powod zeby popadac w kulturalny marazm) to ten ktos nie bedzie dobrym nauczycielem za 10 lat. Jedna z moich kolezanek z piatego roku, kobieta ktora imponuje mi w kilku sprawach stwierdzila ze chce uczyc wlasnie dlatego ze wierzy w to ze nauczyciel jeszcze moze byc autorytetem, kims kto bedzie umial w jakis sposob poprowadzic ucznia. Ona jedna idealistka na 42 osoby piszace magisterke w tym roku na mojej uczelni... A w skali kraju? A Twoi wykladowcy, jacy sa? Znasz ich? Mozesz pojsc z nimi na piwo, spotkac sie po zajeciach? Pogadac jak z kolega? Zapytac gdy masz problem? |
|
pathfinder [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-22 14:19:50 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > A Twoi wykladowcy, jacy sa? Znasz ich? Mozesz pojsc z nimi na piwo, > spotkac sie po zajeciach? Pogadac jak z kolega? Zapytac gdy masz problem? Ja tam nauczycieli dziele na 3 kategorie: 1-sza to tacy co mnie niczego nie nauczyli albo sie nie starali albo stwierdzili ze sie mnie nie da albo tacy z ktorymi mialem na pienku, lacznie 80% wszystkich moich belfrow. To chyba zreszta widac np. moi nauczyciele z polskiego z gory skazali mnie na niepowodzenie skoro robilem bledy i nie bylem "humanista" (bo to sie wyklucza ze "scislowcem" co nie hehe). Tacy nawet nie wymagali ani nie probowali, do tego tepili za poglady, wiare i do tego mieli slabe poczycie humoru. No i tacy co nie popuszczali faktu, ze nigdy nie mialem zeszytu, pracy domowej, ksiazki innej niz main kampf czy biblia szatana)itp itd. A i za eksperymentowanie tez tempili, a to bardzo zle z ich strony. I za uzywanie komputerow / kalkulatorow, arkuszy, wordprocessorow, rowniez za uzywanie swoich metod i za myslenie inaczej niz oni. No i za dogadywanie :-) Slowem banda burokow. No i za cytowanie popraprancow. 2-ga to nauczycielki angielskiego, wszystkie byly OK, aczkolwiek na maturze trafil mi sie koles ktory sie przeslyszal 2 razy bo mu w uszach piszczalo chyba i tak mi podpadl (10%, zmieniali sie co pol roku lub czesciej) 3-cia to tacy z ktorymi mam kontakt do dzis i od ktorych nauczylem, sie wiele i teraz oni sie ucza ode mnie, co jest chyba najwyzszym osiagnieciem nauczyciela, ale tych to poge policzyc na palcach lewej reki. A w podsumowaniu mysle, ze srodowiska akademickie w polsce to porazka po calej linii, od podstawowek po wyzsze uczelnie. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-11 13:51:54 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach nie wiem jak to wyglada u Ciebie na uczelni, ale u nas jak wykladowcy trafi przedmiot to go musi uczyc... np. kobieta od gramatyki zostala promotorka grupy tlumaczeniowej... wie tylko o teorii przekladu, co ja, czyli niewiele... dopiero dziewczyny przynosily jej materialy... ale kobieta sie stara jak moze... inna od teorii uczenia sie jezykow obcych uczyla nas gramatyki praktycznej - akurat byla w tym swietna... kobieta od gramatyki opisowej ma doktorat z filozofii i mniej sie orientowala w temacie niz my... ale sa tez ludzie kompetentni, uprzejmi, tzw. student friendly... ich wyklady czy cwiczenia sa przezyciem, material sam wchodzi do glowy, niezaleznie czy to literatura brytyjska, gramatyka historyczna, czy lit. amerykanska... niewielu wykladowcow pozwala sobie na przejscie ze studentami na 'ty'... chyba, ze z niewielka grupa np. seminarzystow... ale nie ma wiekszych problemow, zeby przyjasc, zapytac, pogadac.. nawet na tematy nie zwiazane z przedmiotem... sama staram sie zarazic ludzi miloscia do angielskiego.. wymyslam gry, zabawy, ucze przez zabawe... fajnie wchodzi... bezbolesnie :) pokazuje logiczne polaczenia, zeby nie kuc na pamiec struktur, a rozumiec i uzywac... to wazne... i otwieram im umysly na alternatywne punkty widzenia - przynajmniej staram sie to robic :) |
|
Piotr Wdówka [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-11 14:26:34 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach Mimo zem nie student pozwole sobie glos zabrac:) W liceum mam dwoch nauczycieli kotrzy ucza lubia to i czuja ze to misja... To i tak dobrze uwazam bo mam kumpla w innym elo i tam wszyscy wszystko oleawaja... Po drugie wierz mi ze w liceum tez nie ma swobodnej interpretacji lektor(przynajmniej u mnie) i ostatnio dostalem jedynke bo byly nie te wnioski co wkluczu:)- jak to kurwa mam myslec wedlug klucza? Oswiecenie nie jest nudne fakt zadna epoka literacka nie jest nudna procz polskiego sredniowiecza jak dla mnie:) zeby zostac nauczycielem w dzisiejszych czasach trzeba miec bogata rodzine bo inaczej nie dociagniesz z glodu... A swoja droga najbardziej mi sie podobala ewolucja nauczyciela ktory uczy mnie historii- najpierw ostro probowal-ale klasa potrafi ostrzej:) wiec teraz ten polroku temu czlowiek pelen dobrych checi wszystko olewa... eh zycie... pozdro |
|
Masur ( Kard.w stanie spoczynku ) ![]() Wysłano: 2004-02-11 14:49:30 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > A Twoi wykladowcy, jacy sa? profesjonalisci, poza 1-2 wyjatkami (mowie tylko o moicm instytucie) wiedza ze podstawowya funkcja Uczelni jest Uczyc; i coz - moze nie wszyscy umieja uczyc, ale kazdy napewno chce - nikt nie robi zajec na odwal sie. nie ma traktowania studentow z gory (1-2 wyjatki), pomiatania itede. bardzo familiarna atmosfera wynikajaca z malej ilosci studentow, a i sam Inst podzielony na 2 budynki w 2 czesciach miasta co jeszcze wplywa na zmniejszenie rozmiarow. co do uczenia - caly czas z duchem czasu, uwzglednianie zmian itede (w biotechu ciezko bez tego) >Znasz ich? wiekszosc tak >Mozesz pojsc z nimi na piwo, nizej niz doktor pewnie + kilku co fajniejszych doktorow; > spotkac sie po zajeciach? j.w. choc u nas zadne profesor nie zamyka sie przed studentem. godziny konsultacji to czysta sugestia kiedy przychodzic - jesli maja czas przyjma zawsze. >Pogadac jak z kolega? pewnie. >Zapytac gdy masz problem? bez problemu. pomoga, podpowiedza, doradza - nie odesla "pan sobie przeczyta" czy "nie mam czasu na takie pierdoly" |
|
NightRose [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-11 18:11:52 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > A Twoi wykladowcy, jacy sa? różni. > Znasz ich? nie posunęłabym się do tego stwierdzenia. > Mozesz pojsc z nimi na piwo, > spotkac sie po zajeciach? tak. > Pogadac jak z kolega? "jak z kolegą" to z każdym można. > Zapytac gdy masz problem? owszem. |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2004-02-11 21:55:14 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > A Twoi wykladowcy, jacy sa? Znasz ich? Mozesz pojsc z nimi na piwo, > spotkac sie po zajeciach? Pogadac jak z kolega? Zapytac gdy masz problem? Mogę chodzić z moimi wykładowcami na piwo i chodzę, zresztą oni wiedzą ze jestem "ich" ze względu na studium pedagogiczne i mój cel zawodowy, mało tego, czasem biorą mnie na egzaminy żebym pomógł im pilnować studentów, taka koleżeńska pomoc, oni w tym czasie poprawiają prace a ja ćwiczę łapanie :>. W poniedziałek pilnowałem na jakiejś poprawce no i wyhaczyłem jedną ściągającą, teraz będzie mieć komisa... "Pani już dziekuję, to jest ocena niedostateczna, wprawdzie z tych ściąg wiele się ściągnąć nie da, ale chodzi o elementarne zasady uczciwości", tak mniej więcej to skwitowałem i panienka wyleciała z sali. W głębi duszy było mi jej żal, ale to nie jest sprawiedliwe że są przyznawane te same oceny z wiedze faktyczną i to co ściągnięte. Myslę że mnie za to nie potępicie :). Kontaktujemy się często, bo szkółka to moje hobby. A być może już od października Rauber będzie ćwiczeniowcem, więc... no cóż, typują mnie na najostrzejszą piłę, gorszą niż największe legendy Akademii. |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-15 21:51:58 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > W poniedziałek pilnowałem na jakiejś poprawce no i > wyhaczyłem jedną ściągającą, teraz będzie mieć komisa... "Pani już > dziekuję, to jest ocena niedostateczna, wprawdzie z tych ściąg wiele się > ściągnąć nie da, ale chodzi o elementarne zasady uczciwości", tak mniej > więcej to skwitowałem i panienka wyleciała z sali. W głębi duszy było mi > jej żal, ale to nie jest sprawiedliwe że są przyznawane te same oceny z > wiedze faktyczną i to co ściągnięte. Myslę że mnie za to nie potępicie > :). Sciąganie to jest nieuczciwość wobec nauki w szkole i fałszowanie wyników. Nie potępiam Cie bo masz racje, chciałem tylko popatrzeć na to od innej strony. To wynika z wady szkolnictwa, ucząc sie na pewnym kierunku mamy pewien zespół przediotów, niektóre nie są potrzebne do funkcjonowania całości. Niektóre osoby czują po prostu wielką niechęć do niektórych przedmiotów, na tym polega wybór kierunku że uczymy sie tego czego chcemy czasem jednak dostaje sie tam coś czego nie lubimy. Na studiach nie powinno sie to zdarzać ale w ogólniaku dość często sie zdarza że uczymy sie "niepotrzebnych" rzeczy. To słaby powód wiem ale dalej. Z powodu jednego przedmiotu można oblać cały rok co jest bezsensem jeśli ktoś jest genialnym polonistą a z matmy kompletnym głąbem. To już poważniejszy powód, uzasadniony jeśli chodzi o liceum, na studiach nieco mniej bo studia są bardziej ukierunkowane. Wkurzają mnie osoby które nic nie umieją a dostają piątki bo ściągają, ja bardzo rzadko ściągam, kiedyś w ogóle nie ściągałem, ostatnio zdarzyło mi sie kilka razy ale to dlatego że wykładowca nie potrafił przekazać wiedzy, no i częsciowo przez mój brak zainteresowania. Byłem z dziewczyną która z regóły nie ściągała ale z matematyki nie jarzyła nic, dawałem jej korki ale ona po prostu nie miała predyspozycji do tego, musiała ściągać. Czy przez jeden przedmiot powinna zawalić całą szkołe? Teraz jest na studiach na... (nie pamietam zbytnio bo ostatnio nie utrzymujemy zbytnio kontaktów) na chyba Filologii Angielskiej. Gdyby przedmioty byłyby nie związane w klasy, gdyby każdy wybierał sobie odpowiednie przedmioty a nielubiane czy niezrozumiałe pomijał, gdyby zawalenie jednego przedmiotu pozwalało dalszą nauke w innych i poprawke jednego, czy nawet trzech naraz, albo zdanie tylko jednego przedmiotu i poprawke innych. Wtedy pomijając fakt że "rok szkolny" od zaliczenia do zaliczenia byłoby o wiele mniej czasu więc na poprawki nie traciłoby sie roku, to będąc nauczycielem bezwględnie tępiłbym ściąganie. A tak to nie zawsze ściąganie jest złe mimo że jest nieuczciwe. (chociażby profesorowie korzystają z notatek na wykładach :P) pozdrawiam vortex |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2004-02-16 23:18:20 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach Potępiam ściąganie w każdej formie, niezależnie od intencji. Sam używam czyichś ściąg, ale tylko do tego żeby się z nich czegoś nauczyć. I tego samego wymagam od innych. Co do osób nie mających predyspozycji... Boleję że w tym kraju jest taki system oświaty jaki jest, że szkoła uczy tego czego uczy. A nie uczy myslenia. Boleję też nad tym, że wykształcenie, a konkretnie pewne jego poziomy tracą na znaczeniu. Mając średnie czy wyższe wykształcenie człowiek powinien sobą coś reprezentować, a coś nie oznacza tylko tego że ma się pojęcie z wąsko wyspecjalizowanej dziedziny. Będąc ekonomistą nie byłbym w pełni "oświeconym" człowiekiem nie mając wiedzy w zakresie geografii, biologii, chemii, fizykii, języków obcych i tak dalej. Mi biologia, chemia czy fizyka sprawiały trudności, momentami duże. Zapewniam Cię że ich znajomość okazała sie nieoceniona podczas studiów ekonomicznych i bez nich padłbym na np. ekonomicznych problemach ochrony środowiska, zarządzaniu produkcją, ergonomii i kilku innych. Pewien etap trzeba przejść żeby móc powiedzieć, mam średnie czy wyższe wykształcenie. Teraz gdy kończę drugą specjalizację też się wkurzam że mam jakies pierdoły-wypełniacze, ale mam też świadomość że bez tego na którymś następnym etapie po prostu padnę i wyprzedzi mnie konkurencja. |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-16 23:59:08 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > Boleję że w tym kraju jest taki system oświaty jaki jest, że szkoła uczy > tego czego uczy. A nie uczy myslenia. Boleję też nad tym, że > wykształcenie, a konkretnie pewne jego poziomy tracą na znaczeniu. Mając > średnie czy wyższe wykształcenie człowiek powinien sobą coś reprezentować, > a coś nie oznacza tylko tego że ma się pojęcie z wąsko wyspecjalizowanej > dziedziny. Też nad tym boleje, a co do specjalizacji to uważam że specjalizacja jest o tyle dobra że pozwala lepiej sie rozwinąć w jednej dziedzinie, a "zaśmiecanie" sobie głowy niechcianą wiedzą może doprowadzić do awersji. Która grupa może więcej? Ta w której każdy umie to samo, ze wszystkiego po trochu a z jednej dziedziny nieco więcej, czy taka w którek każdy ma swoją dziedzine którą umie super-duper a z reszty nie jest już tak biegły? > Będąc ekonomistą nie byłbym w pełni "oświeconym" człowiekiem > nie mając wiedzy w zakresie geografii, biologii, chemii, fizykii, języków > obcych i tak dalej. Mi biologia, chemia czy fizyka sprawiały trudności, > momentami duże. Zapewniam Cię że ich znajomość okazała sie nieoceniona > podczas studiów ekonomicznych i bez nich padłbym na np. ekonomicznych > problemach ochrony środowiska, zarządzaniu produkcją, ergonomii i kilku > innych. oczywiście masz racje, pewien poziom minimum z każdego przedmiotu jest wskazany żeby potem nie popełniać gafy w stylu "a gdzie jest Atlantyk?" albo "grawitacja odpycha", to całkowicie zrozumiałe, tylko żeby to minimum nie było zbyt duże dla osób które nie posiadają predyspozycji bo to prowadzi do awersji jak już napisałem wcześniej. Ja wychodze z założenia że jeśli coś mnie zaciekawi to ucze sie tego dalej a jeśli wiem wystarczająco dużo żeby "czuć sie oświecony" i mam problemy bądź nie czuje powołania to nie zawracam sobie tym głowy. Niestety to założnienie nie ma prawa przeżyć przy naszym szkolnictwie podzielonym na klasy, przy takim nastawieniu uczniów i nauczycieli. Gdyby teraz dać wolność uczenia sie jakiegoś przedmiotu bądź nie w zależności od zainteresowań i predyspozycji to 99% ludzi zwiałoby ze szkoły i chlało piwsko w parkach :P > Pewien etap trzeba przejść żeby móc powiedzieć, mam średnie czy wyższe > wykształcenie. Teraz gdy kończę drugą specjalizację też się wkurzam że mam > jakies pierdoły-wypełniacze, ale mam też świadomość że bez tego na którymś > następnym etapie po prostu padnę i wyprzedzi mnie konkurencja. owszem, są przedmioty których zasób jest potem wykorzystywany w innych przedmiotach. Mam pewien pogląd na szkołe diametralnie inny od aktualnego jej wizerunku, jednak to temat na inny rozległy wątek. W każdym bądź razie jednym z założeń "mojego szkolnictwa" byłyły "wymagane zaliczenia". Np. chcesz uczyć sie ekonometrii musisz mieć zaliczoną matematyke, chcesz uczyć sie medycyny musisz mieć zaliczoną biologie i chemie. pozdrawiam vortex |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2004-02-17 00:54:34 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > Też nad tym boleje, a co do specjalizacji to uważam że specjalizacja jest > o tyle dobra że pozwala lepiej sie rozwinąć w jednej dziedzinie, a > "zaśmiecanie" sobie głowy niechcianą wiedzą może doprowadzić do awersji. > Która grupa może więcej? Ta w której każdy umie to samo, ze wszystkiego po > trochu a z jednej dziedziny nieco więcej, czy taka w którek każdy ma swoją > dziedzine którą umie super-duper a z reszty nie jest już tak biegły? masz rację... tylko jaki byłby koszt pracy jednego a drugiego zespołu? :)) > > Będąc ekonomistą nie byłbym w pełni "oświeconym" człowiekiem > > nie mając wiedzy w zakresie geografii, biologii, chemii, fizykii, > języków > > obcych i tak dalej. Mi biologia, chemia czy fizyka sprawiały > trudności, > > momentami duże. Zapewniam Cię że ich znajomość okazała sie > nieoceniona > > podczas studiów ekonomicznych i bez nich padłbym na np. ekonomicznych > > > problemach ochrony środowiska, zarządzaniu produkcją, ergonomii i > kilku > > innych. > > oczywiście masz racje, pewien poziom minimum z każdego przedmiotu jest > wskazany żeby potem nie popełniać gafy w stylu "a gdzie jest Atlantyk?" > albo "grawitacja odpycha", to całkowicie zrozumiałe, tylko żeby to minimum > nie było zbyt duże dla osób które nie posiadają predyspozycji bo to > prowadzi do awersji jak już napisałem wcześniej. Ja wychodze z założenia > że jeśli coś mnie zaciekawi to ucze sie tego dalej a jeśli wiem > wystarczająco dużo żeby "czuć sie oświecony" i mam problemy bądź nie czuje > powołania to nie zawracam sobie tym głowy. Niestety to założnienie nie ma > prawa przeżyć przy naszym szkolnictwie podzielonym na klasy, przy takim > nastawieniu uczniów i nauczycieli. Gdyby teraz dać wolność uczenia sie > jakiegoś przedmiotu bądź nie w zależności od zainteresowań i predyspozycji > to 99% ludzi zwiałoby ze szkoły i chlało piwsko w parkach :P to piwsko w parku to bolesny argument, no ale takie mamy społeczeństwo, niestety szkolnictwo ulega presji tych którzy uciekliby z piwem do parku > > Pewien etap trzeba przejść żeby móc powiedzieć, mam średnie czy > wyższe > > wykształcenie. Teraz gdy kończę drugą specjalizację też się wkurzam > że mam > > jakies pierdoły-wypełniacze, ale mam też świadomość że bez tego na > którymś > > następnym etapie po prostu padnę i wyprzedzi mnie konkurencja. > > owszem, są przedmioty których zasób jest potem wykorzystywany w innych > przedmiotach. Mam pewien pogląd na szkołe diametralnie inny od aktualnego > jej wizerunku, jednak to temat na inny rozległy wątek. W każdym bądź razie > jednym z założeń "mojego szkolnictwa" byłyły "wymagane zaliczenia". Np. > chcesz uczyć sie ekonometrii musisz mieć zaliczoną matematyke, chcesz > uczyć sie medycyny musisz mieć zaliczoną biologie i chemie. żeby się uczyć ekonometrii trzeba mieć więcej ale wiem o co Ci chodzi, podzielam ten pogląd :) pzdr |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-17 02:20:27 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > masz rację... > tylko jaki byłby koszt pracy jednego a drugiego zespołu? :)) :) koszt? nie widze różnicy w kosztach, a Ty widzisz? > to piwsko w parku to bolesny argument, no ale takie mamy społeczeństwo, > niestety szkolnictwo ulega presji tych którzy uciekliby z piwem do parku niestety > żeby się uczyć ekonometrii trzeba mieć więcej ale wiem o co Ci chodzi, > podzielam ten pogląd :) uczyłem sie ekonometrii i widziałem tam głównie matematyke i odrobine zdrowego rozsądku, przedmiot pośredni to statystyka jeśli o to Ci chodzi :) > pzdr również pozdrawiam vortex |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2004-02-17 02:36:18 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > > masz rację... > > tylko jaki byłby koszt pracy jednego a drugiego zespołu? :)) > > :) koszt? nie widze różnicy w kosztach, a Ty widzisz? widzę, wolę zatrudnić trzech speców dysponujących także wiedzą ogólną, niż wąskowyspecjalizowanych ludzi: ci trzej pierwsi będą szybsi i skuteczniejsi, nawet wtedy gdy na pierszy rzut oka będą wydawać sie droźsi > > żeby się uczyć ekonometrii trzeba mieć więcej ale wiem o co Ci > > chodzi, podzielam ten pogląd :) > > uczyłem sie ekonometrii i widziałem tam głównie matematyke i odrobine > zdrowego rozsądku, przedmiot pośredni to statystyka jeśli o to Ci chodzi > :) noo ale też mikro- i makroekonomia, znam takich co się chętnie odnosili do rachunkowości, ale o ile miało to sens przy r.zarządczej o tyle odniesienie do r.finansowej mnie rozśmieszyło, sama umiejętność liczenia i operowania rzędami wielkości nie wystarczy :) ok tu wiemy o co biega :) ekonometrię spotkamy najczęściej na trzecim roku, zamiennie z badaniami operacyjnymi |
|
RAUBER ( der Kaiser ) Wysłano: 2004-02-17 02:38:35 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach sorry przed wklejeniem wcisnąłem chyba jakieś ctrl+v czy ctrl+z i sie porąbało :) |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-17 03:09:08 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > widzę, wolę zatrudnić trzech speców dysponujących także wiedzą ogólną, niż > wąskowyspecjalizowanych ludzi: > ci trzej pierwsi będą szybsi i skuteczniejsi, nawet wtedy gdy na pierszy > rzut oka będą wydawać sie droźsi Ci wąsko wyspecjalizowani nie byliby takimi głąbami bez przesady nie mówie o systemie nauczaja jak w ameryce gdzie w ankiecie "skąd sie bierze mleko" sporo osób odpowiada że "ze sklepu" :P a Ci spece z wiedzą ogólną posiadaliby mniejszą wiedze od tych wąsko lecz wysoko wyspecjalizowanych. Ale oczywiście więcej wiedzy nie zaszkodzi, osoba wysoko wyspecjalizowana z wiedzą ogólną będzie miała lepsze wykształcenie od takiego samego specjalisty bez wiedzy ogólnej > noo ale też mikro- i makroekonomia, no to w sumie żeby wiedzieć co sie liczy :P >znam takich co się chętnie odnosili do > rachunkowości, ale o ile miało to sens przy r.zarządczej o tyle > odniesienie do r.finansowej mnie rozśmieszyło, sama umiejętność liczenia i > operowania rzędami wielkości nie wystarczy :) do tych przedmiotów jeszcze nie doszełem > ok tu wiemy o co biega :) :) pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-17 07:47:45 |
Sciąga Renesans się skończył, Tatku... teraz nie ma takiej możliwości, żeby jeden człowiek był biegły we wszystkich dziedzinach - bo pojedyncza dziedzina obecnie ma większy zakres wiedzy, niż wszystkie razem wzięte jeszcze dwieście lat temu... Prawda jest taka, że zbędnych w swojej dziedzinie przedmiotów człowiek się albo nie uczy i ściąga, albo też uczy metodą 3Z - zakuj, zalicz, zapomnij. Efekt końcowy jest taki sam - nie pamięta z tej dziedziny nic a nic. Tyle że ściąganie wymaga mniej wysiłku - a satanista powinien podążać drogą dającą maximum efektów przy minimum wysiłku właśnie ;-) I dlatego np. ja ma biologii czy chemii nie ściągam nigdy, ale już ściągi z historii czy geografii (to akurat już historia, ale ściągi zostały na pamiątkę) zapełniają mój piórnik po dekiel ;-) No bo po chuj mi las? Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-17 08:43:48 |
Sciąga > Renesans się skończył, Tatku... teraz nie ma takiej możliwości, żeby jeden > człowiek był biegły we wszystkich dziedzinach - bo pojedyncza dziedzina > obecnie ma większy zakres wiedzy, niż wszystkie razem wzięte jeszcze > dwieście lat temu... właśnie o to mi chodzi że nie da sie być uniwersalnym przy takim natłoku wiedzy i informacji jaki aktualnie mamy na świecie. > > Prawda jest taka, że zbędnych w swojej dziedzinie przedmiotów człowiek się > albo nie uczy i ściąga, albo też uczy metodą 3Z - zakuj, zalicz, zapomnij. > Efekt końcowy jest taki sam - nie pamięta z tej dziedziny nic a nic. Tyle > że ściąganie wymaga mniej wysiłku - a satanista powinien podążać drogą > dającą maximum efektów przy minimum wysiłku właśnie ;-) Fakt > > I dlatego np. ja ma biologii czy chemii nie ściągam nigdy, ale już ściągi > z historii czy geografii (to akurat już historia, ale ściągi zostały na > pamiątkę) zapełniają mój piórnik po dekiel ;-) No bo po chuj mi las? tutaj akurat uważam że historia i geografia są tymi podstawowymi przedmiotami wchodzącymi w skład wiedzy o swoim świecie i pochodzeniu, ale cóż, jeśli ktoś naprawde nie lubi bądź sprawia mu to trudności... :) pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-18 00:04:43 |
Wątek umiarkowanie czatowy > tutaj akurat uważam że historia i geografia są tymi podstawowymi > przedmiotami wchodzącymi w skład wiedzy o swoim świecie i pochodzeniu, ale > cóż, jeśli ktoś naprawde nie lubi bądź sprawia mu to trudności... :) I to i to, że tak powiem ;-) No bo po chuj mi wiedzieć, jaka jest produkcja ziemniaków w Kongo, co wydobywa się w Kirgistanie i jakiego państwa stolicą jest miasto o wdzięcznej nazwie Bandar-Seri-Begawan? Albo pokój w Tylży? Kiedy był... kto go zawarł... Oczywiście (może z wyjątkiem tej wspomnianej stolicy, bo jakoś mi weszła w pałę) nic z tych rzeczy nie pamiętam - powiem więcej, nawet mi toto nie majaczy w sposób mcno zamglony, chociaż nie wszystko ściągałem i sporo się usiłowałem uczyć... słowo "usiłowałem" jest tutaj jak najbardziej odpowiednie... Natomiast np. laboratoryjny sposób otrzymania amfetaminy jestem w stanie wykoncypować na poczekaniu ;-) Podobnie jak przekształcenia trzeciego łuku skrzelowego w toku ewolucji :-P Pozdrawiam. LOKI |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-11 23:56:15 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > "Przeciez wszyscy wiemy ze to jest nudne, ze oni niczego ciekawego nie > napisali, nic ciekawego nie wymyslili, byli sztywni i nadeci, niech sie > pani nie sili na sympatie do Oswiecenia", to mialam okazje uslyszec na > jednym z cwiczen z literatury Oswiecenia gdy omawialismy Mikolaja > Doswiadczynskiego Przypadki i co rzedko nam sie zdarza na Oswieceniu > (zaraz o tym dlaczego tak jest) zaczelismy dyskutowac o tej lekturze > dochodzac do wniosku ze to pierwsza polska powiesc SF i innych > dziwacznych, mniej lub bardziej trafnych wnioskow. A zacytrowane slowa > wypowiedziala pani ktora wyklada Literature Oswiecenia. > > Myslalam ze spadne z krzesla. Szkoda nerwów,ponoć kurze łapki od tego się robią. :) > Ja rozumiem (chociaz nie do konca i w sumie drazni mnie to z perspektywy > czasu) ze w podstawowce czy gimnazjum zdarzaja sie nauczyciele z > przypadku, ludzie ktorzy ucza biologii mimo ze sa po studiach > historycznych etc. Ale k...a mac na studiach chcialabym miec wykladowcow > ktorzy beda umieli rozkochac mnie w przedmiocie ktory wykladaja, zwlaszcza > jesli to jest literatura. Wszędzie trafiają ludzie przypadkowi.Często są to tacy którzy nie spełnili się na innym polu i szaleńczo usiłują przed samymi sobą dowieść własnej wartości.Patologiczna kompensacja, to się chyba nazywa... > Filologie Polska wybralam nie tyle z mysla o tym co bede robila w > przyszlosci, ale z nadzieja ze spotkam na studiach ludzi zafascynowanych > literatura, ktorych zainteresowanie ksiazkami i generalnie kultura (nie > tyla ta literacka) bedzie wykraczalo poza kanon lektur szkolnych czy > szkolne dyskoteki. Na 100 osob, poznalam takich 5. Reszta na studia > przyszla albo z przypadku, albo bo byly latwe egzaminy albo bo na maturze > dostali 5 z polskiego... Na drugim roku jest nas juz "tylko" 65. Nas czyli > studentow bo liczba "swiadomie czytajacych" sie nie zmienila. No cóż,upadek etosu nauczyciela,kiepskie zarobki i niepewność pracy ze względu na niż demograficzny spowodowały odpływ prawdziwych fascynatów kierunku, w zamian przynosząc przeróżne odpady... > To ze wiekszosc studentow na moim roku nie przeczytalo ostatnio zadnej > ksiazki (oprocz lektur, chociaz i te czesto sa czytane pobieznie i w sumie > na odwal) moge ostatecznie zrozumiec, bo z nimi nie musze sie spotykac. > Wystarczy mi wlasne grono znajomych, jesli chodzi reszte wystarczy mi > zdawkowe "czesc". ROTFL! Studenci filologii nie czytający książek! Koszmar! Inna sprawa że mam koleżankę która będąc na IV roku medycyny...mdleje na widok krwi! Paranoja! > Wkurza natomiast olewatorskie podejscie wykladowcow. Fakt, Gramatyke > jezyka polskiego trudno przedstawic ciekawie (chociaz to sie akurat udalo > wykladowcy), jeszcze trudniej mowic ciekawie, a co dopiero zafascynowac > studenta gramatyka jezyka starocerkiewnoslowianskiego ktora to gramatyka > jest nudna jak flaki z olejem. Ale juz w przedmioty typu literatura > powszechna, staropolska, antyczna czy romantyczna mozna z powodzeniem > "wkrecic" studenta. Wykładowcy są sfrustrowani niskimi zarobkami mimo ogromu zgromadzonej wiedzy; nadto będąc nawet niezłym naukowcem mozna i być tragicznym dydaktykiem. Co dziwi,gdyż wielu z nich kończyło studia pedagogiczne.Nieumiejący nauczać nauczają nauczać... :\ > Niech przykladem bedzie pan od romantyzmu. Z wykladu robi cale > przedstawienie (jest aktorem, gra w kilku teatrach w tym jednym wlasnym), > nie nudzi, na cwiczeniach wprowadza nas w calkiem nowy swiat, wywraca > nasze spojrzenie na literature do gory nogami, nakreca do dyskusji ktora > toczy sie czesto jeszcze dlugo po zajeciach... Ze nie wspomne o Naukowym > Kole Polonistow (swoja droga 6 osob z 5 lat FP swiadczy o jakosci > studentow na mojej uczelni... az wstyd) ktore organizuje. Jesli trzeba > jest ostry, sarkastyczny, umie wbic szpile. Ale jest wykladowca z > powolania. Drugi taki czlowiek w czasie moich 15 lat nauki. Niestety nasze durne państwo woli utrzymywać nierentowne kopalnie zamiast inwestować w kadrę pedagogiczną.Za kilkanaście lat trzeba będzie za to zapłacić, ale przecież "jakoś to będzie" :\\\ > Innym przykladem (tzw. czarnych charakterem) jest pani od oswiecenia. > Dobrze ze na sesji pozegnalam sie i z ta kobieta i z tym przedmiotem. > Gadki typu "Mnie nie obchodzi co pani o tym mysli, tylko co nauka polska o > tym sadzi" byly na porzadku dziennym. Zadnej interpretacji lektur, zadnej > "samowolki", wszystko ma byc wlozone w ramki, poukladane i najlepiej jesli > odpowiedz na pytanie jest definicja... Gombrowicz się kłania, "Słowacki wielkim poetą był" i echa średniowiecznej scholastyki?Zamiast cieszyć się z analitycznego,własnego myślenia kazać wkuwać regułki...Koszmar.I to na wyższej uczelni a nie w zapadłej szkółce na kresach... > Niedawno na poetyce rozgorzala dosc ostra dyskusja podczas ktorej mialam > okazje "wrzucic" kilku osobom. Otoz pan od poetyki (pan ciekawy, przedmiot > nieco mniej ale generalnie na plus) zapytal ilu z nas chce po studiach > uczyc. Na 20 osob 5 podnioslo rece. Nie moglam powstrzymac smiechu. Jesli > te 5 osob rzeczywiscie zostatnie nauczycielami to to jest poczatek konca > polskiej edukacji. Jesli ktos na studiach nie ma pojecia o tym co sie > dzieje w literaturze, nie interesuje sie kultura (brak telewizora w > akademcu to nie powod zeby popadac w kulturalny marazm) to ten ktos nie > bedzie dobrym nauczycielem za 10 lat. > Jedna z moich kolezanek z piatego roku, kobieta ktora imponuje mi w kilku > sprawach stwierdzila ze chce uczyc wlasnie dlatego ze wierzy w to ze > nauczyciel jeszcze moze byc autorytetem, kims kto bedzie umial w jakis > sposob poprowadzic ucznia. Wyrrazy szacunku...Siłaczce! :) > Ona jedna idealistka na 42 osoby piszace magisterke w tym roku na mojej > uczelni... A w skali kraju? > > A Twoi wykladowcy, jacy sa? Znasz ich? Mozesz pojsc z nimi na piwo, > spotkac sie po zajeciach? Pogadac jak z kolega? Zapytac gdy masz problem? Na piwko to tylko z młodszymi asystentami.Gdyż kadra profesorska jest zbyt stateczna. Do jednych i drugich zaś zwykle mozna się zwrócić o pomoc,choć często się wykręcają brakiem czasu.Są tacy co traktują studentów z poziomu dobrego dziadka,są i straszne chuje. Jeden taki oblał na ostatniej sesji mojego kumpla gdyż ten nie umiał wymienić poszczególnych części mikroskopu...po łacinie! :\ |
|
Dynos [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-12 03:59:50 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > Innym przykladem (tzw. czarnych charakterem) jest pani od oswiecenia. > Dobrze ze na sesji pozegnalam sie i z ta kobieta i z tym przedmiotem. > Gadki typu "Mnie nie obchodzi co pani o tym mysli, tylko co nauka polska o > tym sadzi" byly na porzadku dziennym. Zadnej interpretacji lektur, zadnej > "samowolki", wszystko ma byc wlozone w ramki, poukladane i najlepiej jesli > odpowiedz na pytanie jest definicja... Kosa, ale czego oczekujesz...po ukończeniu filologii masz być ekspertem od literarury, a kwintesencji przesłania niektórych pozycji z oświecenia sama nie wymyślisz, nie odgadniesz intuicyjnie, bo do tego potrzebna jest znajomość biografii, kontekstu historycznego itd. Zakładam że z braku czasu nie uczą cię wszystkich szczegółów dlatego dostajesz produkt końcowy który notabene odrzucasz, bo nie wypływa od ciebie. Alternatywą jest zrozumienie powszechnie panujących zaopatrywań a prywatną interpretację zostawić jako rodzynek - nie zawsze musi być zresztą sprzeczna z powszechnie przyjmowaną. Chyba że już będziesz autorytetem w dziedzinie pismaków oświeceniowych - wtedy możesz napisać książkę nawet wywracjącą dotychczasowe zaopatrywania (teraz zresztą też możesz ale kto to będzie czytał....) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-12 09:02:06 |
cele ksztalcenia > po ukończeniu filologii masz być ekspertem od > literarury, a kwintesencji przesłania niektórych pozycji z oświecenia sama > nie wymyślisz, nie odgadniesz intuicyjnie, bo do tego potrzebna jest > znajomość biografii, kontekstu historycznego itd. Zakładam że z braku > czasu nie uczą cię wszystkich szczegółów dlatego dostajesz produkt końcowy > który notabene odrzucasz, bo nie wypływa od ciebie. troche to inaczej wyglada... podawanie produktu koncowego z braku czasu, a podawanie go i uznawanie za jedynie sluszny, to dwie rozne sprawy... filologia ksztalci przede wszystkim teoretykow literatury, produktem niejako ubocznym sa nauczyciele... wiec powinna w zalozeniu ksztalcic samodzielnych naukowcow... czyli pokazac narzedzia i uczyc ich uzywac... u mnie jesli chodzi o literature kadra jest niesamowita (nie licze wykladowcow, ktorzy sa specjalistami, ale od samego patrzenia na nich czlowiek zasypia)... |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-15 22:12:50 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach hehehe piękna nauczycielka. Nauczyciel powinien uczyć tego co umie i tego co lubi żeby nie powiedzieć żę tego co jest jego pasją bo wtedy jest najlepszy efekt. Nauczyciele potrafią nieźle zniechęcić. Teraz nie mam zbyt wielu dobrych nauczycieli, miałem ze czterech co znali sie na rzeczy i potrafili mówić ciekawie. Reszta raczej nudzi. Nie chce mi sie w tym momencie pisać jacy dokładnie byli, może kiedyś. Tyle jeśli chodzi o studia. W liceum i podstawówce miałem wojne z polonistkami, ja jako dyslektyk mialem problemy z koncentracją i z prędkością czytania. Wiele lektur jakie przeczytałem po prostu mnie odstraszała, mus czytania, treść, forma, a juz najbardziej "jedyna właściwa interpretacja". Zostałem skutecznie zrażony do "Pana Tadeusza" Mickiewicza, i kiedy na zajęciach temat brzmiał "Za co kochamy Pana Tadeusza" omal nie parsknąłem śmiechem. Nie powstrzymałem sie natomiast na kartkówce z "Lalki" kiedy padło pytanie "jakiej rasy był pies Rzeckiego?" około 30 pytań i każde odnośnie jakiś drobiazgów, w stylu pokłucilisie przed czy po wyścigach hehehe. Od jednej polonistki dowiedziałem że cofam sie w rozwoju, inna traktowała mnie jak dziecko specjalnej troski tylko dlatego że powiedziałem że jakaś książka była nudna. Są dobre i złe książki tak samo jak dobre i złe filmy, a moje wrażenia to moja sprawa i nie powinienem mieć obniżanej oceny za to że nie lubie Mickiewicza. Druga polonistka z podstawówki była rozsądna ale niestety wywalili ją, nie wiem za co. I dopiero w 4 klasie spotkałem polonistke która dyskutowała a nie narzucała, przeczytałem "Rozmowy z Katem" i "Medaliony" i byłem bardzo zadowolony. Jako że było to CKU to większość uczniów to były raczej tacy co to uczyć sie nie chcą. Nauczycielka zamiast z nami walczyć i nakazywać po prostu mówiła że jeśli chcemy zdać mature to dobrze by było przeczytać to i to. Poczułem sie nie naciskany i przeczytałem, przez "granice" jednak nie przebrnąłem. Dzięki niej przestałem sie buntować jak dziecko które nie chce kleiku bo mu sie wciska w gardło i zacząłem uczyć sie sam z siebie, dyskutowałem na zajęciach, jako jeden z niewielu (reszta grała w karty) więc nauczyciel miał wiele czasu żeby odpowiadać na moje pytania. W CKU w jeden rok zdałem 3 i 4 klase oraz mature (w CKU to chyba nie jest trudne :)) i byłem w szoku jak z pisemnej matury dostałem 4 :D Troche sie rozpisałem może nie koniecznie potrzebnie ale po to jest forum żęby dzielić sie własnym zdaniem co teraz robie opisując ogólnie moją wędrówke przez j.polski. Ogólnie to nauczyciel powinien fascynować a nie zmuszać (zmuszając niczego nie osiągnie) uczyć myśleć i wnioskować a nie dawać gotowe regółki. Teraz nic mi nie przychodzi więcej do głowy :P pozdrawiam vortex |
|
E g o ( Kalejdoskop piekieł ) ![]() Wysłano: 2004-02-20 17:20:22 |
Brak etyki nauczycielskiej. > Nauczyciel powinien uczyć tego co umie i tego co lubi żeby nie powiedzieć > żę tego co jest jego pasją bo wtedy jest najlepszy efekt. ~~~ Nauczyciel powinien uczyć a uczeń powinien się uczyć. Pytanie : kto kogo powinien uczyć ? chyba ani jeden ani drugi nie rozumieją słowa ani powinność nauczania ani uczyć ;> |
|
Gee [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-02-17 18:13:23 |
Zrazic czy zarazic czyli o nauczycielach > A Twoi wykladowcy, jacy sa? Znasz ich? Mozesz pojsc z nimi na piwo, > spotkac sie po zajeciach? Pogadac jak z kolega? Zapytac gdy masz problem? > Cytat z jednago z polskich filmów (nie pamietam tytułu): "Koleżanko bez przesady, bo studenci gotowi pomyśleć, że jesteśmy dla nich". Malo to może dokładne ale tyle mi w głowie zostało. Generalnie taka jest prawda o wykładowcach. Sądze że zaledwie jeden procent lubi zajęcia dydatktyczne i ma powołanie do nauczania. Moi wykładowcy są naprawdę różni. Różni ich wiek, stopień naukowy i podejście do wykładów. Generalnie moge ich podzielić na kilka typów. Są tacy, którzy prowadzą wykład tak chaotycznie, że człowiek słuchający skupia się nie nad tematem wykładu a nad zrozumieniem sensu pojedynczych zdań. Na dodatek używają mnóstwo przerywników w postaci słowa "prawda" etc Kolejny typ to skoczki, prowadzący wykład dość interesująco ale uzywający zbyt dużo odnośników skacząc z tematu na temat rozwijając coraz to nowe wątki. Kolejni to sztampowcy. Profesorowie, którzy zazwyczaj mają długi staż nauczania i wszystkie konspekty używaja od lat mając je w małym palcu. ykład taki jest nudny i pozbawiony polotu aczkolwiek bogaty w wiedze. Niestety ja na takim wykładzie delikatnie mówiąc po pół godziny siedzenia w audytorium zaczynam zasypiać. No i mam jednego takiego, który prowadzi wykład w sposób, że człowiek słucha od dechy do dechy z otwartą buźką. No ale niestety takiego znam jednego. No i tak ja to widze na podstawie swojego krótkiego studenckiego doświadczenia (mam 27 lat i dopiero zacząłem studia). |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>





















