Satan.pl > Forum > Szkice >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
Transgresja
121
Satanizm
387
Komentarze
513
Szkice
235
TechnoPark
203
FAQ
15

Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego

 TematyAutorData
 Może się przyda...
KtośNikt 2005-04-23 - 16:47:53
 Może się przyda...
gabriela 2005-04-25 - 10:30:06
 Może się przyda...
KtośNikt 2005-04-25 - 23:25:45
 Może się przyda...
gabriela 2005-04-26 - 20:55:12
 Może się przyda...
blazen93 2005-05-12 - 20:39:02
Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek
 AutorTemat wątku:
KtośNikt
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2005-04-23
16:47:53

Może się przyda...
Mam ciekawy esej(?) traktujący o magii.może przyda się do działu:okultyzm, bo widzę, że zbieracie materiały i nie aktywujecię tego działu. Ten traktat to jedynie ciekawa sugestia..(uwaga, jest dość długi..). Oto on:

MAGIA i jej tajemnice
(Robert Stiller)

Teoria cz.I
Czarna czy Biała Magia?
   Jeżeli już ktoś zastanawia się nad znaczeniem obiegowego określenia Czarna i Biała Magia, najczęściej dochodzi do wniosku, że czarna to ta, której celem jest wyrządzenie szkody, a biała wyróżnia się przez to, że pomaga.
   Ale czy jest to naprawdę aż tak proste?
   W początkowym okresie swojej rosnącej prewagi w Europie chreścijaństwo uznało wszelką magia, nie mieszczącą się w rytuałach kościelnych, za przejaw Czarnej Sztuki, złej i diabelskiej. W następnych stuleciach to zajadłe przeciwstawienie się trochę zatarło i wyłoniły się pewne konwencje, choć nigdy całkiem ścisłe i jednoznaczne, w charakterze jakby rozejmu pomiędzy stanowiskiem Kościoła, potępiającym wszelką magię (prócz własnej i nie określanej tym wyrazem) jako taką, a przymykaniem oczu na niektóre jej formy: tak zrodziło się pojęcie Białej Magii. Duży wpływ na to rozróżnienie wywarły dociekania magiczne w hiszpanii arabskiej, powołujące się (często zbyt naiwnie i pochopnie, ale czasami może i nie całkiem bez racji) na tradycje hebrajskie i jeszcze dawniejsze, wywodzące się aż z Babilonu. Podział magii na białą i czarną zyskał oficjalnie uznanie Kościoła, co nie przeszkadza, że w konkretnych przypadkach rozróżnienie to pozostawało często niejasne i kontrowersyjne. Trzy główne formy działań magicznych doczekały się jesnak akceptacji pod nazwą Białej Magii:
Primo:
Te, w których formuły i obrzędy przerobione zostały na modłę chreścijańską, zwłaszcza w ten sposób, że odwoływano się w nich do Boga w imię Jezusa Chrystusa i obficie wtrącano aluzje do Nowego Testamentu.


Secundo:
Zachowujące dawniejszą frazeologię hebrajską, imiona i skróty w rodzaju Agla i tetragramatonu, pentagram nie zastąpiony przez krzyż itd. Formy te podtrzymywali zapewne żydowscy nekromanci, lecz tolerowano je (mimo że nie spełniały waruków poprzedniego punktu), gdy nie popadały w głębszy konflikt ze stanowiskiem Kościoła i miały tzw. dobro na celu.


Tertio:
Zabiegi nie odwołujące się wprost do mocy Bożej, tylko polegające na włąściwościach przedmiotów i substancji, określane jako magia naturalna. Zaliczały się do nich alchemia, wróżby, czytanie z kuli kryształowej itp. Niektóre z nich ewoluowały stopniowo w kierunku prawdziwych lub rzekomych nauk, co nie przeszkadza, że do niedawna Kościół atakował je gwałtownie pod nazwą spirytyzmu lub okultyzmu; że potępienie ta rozciągano nie tylko na strologię czy chiromację, ale i na badania w dzidzinie hipnozy i telepatii.

   Poza nawiasem choćby i takiej szczątkowej akceptacji zostało wsystko, co Kościół już od zarania tego konfliktu ideologicznego napiętnował i potępił pod nazwą Czarnej Magii.
   Jej wspólny mianownik to zwłaszcza kontaktowanie się z demonami, bez względu na to, czy uważanymi za takie od dawna, czy będące starymi i czcigodnymi bóstwami, przez Kościół dopiero przemianowanymi na diabłów.
   Przy okazji zaś włączono do tego bezlitosne zwalczanie z jednej strony kultów dianicznych i wszelkiego czarostwa, a z drugiej strony Żydów i judaizmu.
   Tzw. kulty dianiczne to prastara i naturalna religia panująca w Europie, w mnóstwie odmian lokalnych, od czasów prehistorycznych. Chrześcijaństwo najpierw tolerowało ją i włączało jej elementy do swych własnych praktyk i zwyczajów, a później zaczęło ją bezlitośnie tępić jako swoją główną religię konkurencyjną w Europie. Utożsamiano ją w tym celu z kultem szatana i wyniszczono tak doszczętnie, że nawet pamięć o niej zaginęła i tylko miejscami przetrwały, w najgłębszym ukryciu, jej szczątki - jako ludowa praktyka czarów. Ponownego odkrycia tej religii dokonała Margaret Murray w przełomowych książkach The Witch-Cult in Western Europe (1921, Kult czarostwa w Europie Zachodzniej) i The God of the Witches (1931, Bóg czarownic i czarowników), nadając jej nazwę kultów dianicznych. W naszych czasach religia ta i jej praktyki przeżywają gwałtowne odrodzenie: a gdy jej wyznawcom przestały zagrażać tortury i śmierć na stosie, okazuje się, że tych reliktów przetrwało w ukryciu więcej, niż się mogło wydawać. Ale czarostwo to nurt całkiem osobny (który też osobno będę omawiał) i nie należy go utożsamiać z Czarną ani też z Białą Magią, mimo że istnieją pewne styczności i że Kościół, celowo wytwarzając zamęt w pojęciach, forsował to utożsamienie przez wiele stuleci. Co się zaś tyczy równoległego tępienia przez Kościół judaizmu, zagadnienie jest zbyt rozelgłe, aby można je było streścić w kilku zdaniach. Lecz ten aspekt, o który tutaj chodzi, najlepiej przedstawił Joshua Trachtenberg w książce The Devil and the Jews (1943, polskie wydanie w moim przekładznie 1997 Diabeł i Żydzi).
   Ta z niczym nie licząca się wojna religijna ciągnęła się przez długie stulecia- z budzącymi grozę skutkami, należącymi do najpotwornirjszych i najbardziej haniebnych zbrodni w dziejach człowieczeństwa.
   Podstawowy chwyt tej kampanii propagandowej polegał na wmawianiu w kółko ( i często aż do dziś pokutujących) utożsamieniu spraw najzupełniej różnych: magii, pogaństwa i kultów pierwotnych, diabła, czarów i czarownic, herezji, bluźnierstwa, sprośności oraz żydostwa.
   Robiono to między innymi przez perfidne mieszanie i przenoszenie nazw, co innego znaczących
   Nadano więc zgromadzeniu czarownic nazwę żydowskiego święta: sabat. I przyjęło się! Próbowano też nazwać miejsca tych spotkań, takie jak tradycyjna Łysa Góra, synagogą, ale to się jakoś nie przyjęło. Mimo długotrwałych wysiłków, aby opinii publicznej utożsamić Żyda z diabłem, udało się to tylko częściowo: i nawet w Białej Magii trzeba było tolerować pozostałości hebrajskie.

   Czarna Magia dzieli się z grubsza na dwie kategorie. Pierwsza wiąże się ściśle z chrześcijańskim wyobrażeniem diabła i polega na sprzedaniu mu swej nieśmiertelnej duszy w zamian za określone korzyści materialne. Co roztropniejsi zdawali wprawdzie od wieków pytanie: kto mający choć odrobinę rozsądku (i pilnujący własnej korzyści) zgodziłby się zapłacić wiecznością piekielnych tortur za trochę złota lub kilka lat przyjemności? Na to odpowiadano, że pakt z diabłem (jeśli Bóg ma go uznać za wiążący) musi zawierać cyrograf, dający człowiekowi szansę uniknięcia kary piekielnej: a już jego sprawa, czy potrafi z tej szansu skorzystać. Diabeł za to, dla wyrównanej gry, miał prawo zostawić na osobie paktującego swój znak, jakieś piętno czy skazę, które mogły w krytycznej chwili wykręcenie się od tej zapłaty utrudnić.
   Dobrym przykładem tego jest pewna opowieść o człowieku, w którego cyrografie znajdował się warunek, żę diabeł może go porwać tylko wówczas, gdy ten dobrowolnie wejdzie w zielone drzwi. Wydawało się to łątwe do uniknięcia. Niestety delikwent nie przewidział, że naznaczono go diabelskim piętnem daltonizmu: i wszedł w zielone drzwi nie widząc ich koloru.
   Drua kategoria Czarnej Magii (poważniejsza i bliższa wyobrażeniom arabskim, żydowskim czy nawet babilońskim) traktuje demony (zawsze mniej potężne od Boga i podległe mu) jako coś na kształt upersonifikowanych żywiołów czy sił natury, przed którymi trzeba się zabezpieczyć i uznać je, po czym można nimi kierować na swój użytek. Zły czy dobry? To zależy, jak ze wszystkimi siłami, głównie od samego operatora. JEśli zna on właściwe Słowa czy Imiona Potęgi, może tymi demonami posługiwać się i kierować, choćby wbrew ich woli i w sposó niezaleny od ich własnej natury.
   Również do Czarnej Magii zaliczano wszystko, co wyrządza szkodę lub cierpienie, okalecza i niszczy. Gdyż do takich działań jakobynie dałaby się użyć siła Boska, której zapożyczanie dla własnych lec godziwych celów traktowano jako zasadniczy wyróżnik Białej Magii.

   Tu jednak od razu nasuwa się spostrzeżenie, że to, czy cel i samo działanie są dobre, czy złe, zależy nieraz od punktu widzenia. W którym momencie (jeśli występuje się w słusznej sprawie i przeciwko złu) staje się złem działanie na niekorzyść wroga? Skąd pewność, że z kolidujących ze sobą celów albo korzyści jedne są obiektywnie dobre, a drugie złe: i jak tę obiektywność rozpoznać, jeżeli w ogóle istnieje? Odwiecne to kwestie i częstonie do rozwiązania! Albo czy na przykład czary dla pozyskania miłości uznać można za coś najepszego pod słońcem, czy też za ruję, sprośność i porubstwo, zależnie od podejścia?
   Już choćby z tej prostej przyczyny widać, jak sztuczne jest rozróżnianie Czarnej od Białej Magii, nie mające większego sensu poza tym, jaki upatruje w nim chrześcijaństwo: a raczej ten czy inny jego autorytet lub instytucja.
   Nie mieści się również w tym podziale bardzo popularna niegdyś magia w stylu arabskim, posługująca się dżinami, które bywają czasem dobre lub złe, ale na ogół (podobnie jak ludzie) nie do końca i raczej dwuznaczne.

   Można jeszcze spojrzeć na to rozróżnienie z punktu widzenia księgi rytuałów i zaklęć.
   Podręczniki takie zwane są grimuarami, w sztucznej łącinie grimorium (a naprawde z francuskiego grimoire, będącego starym przekręceniem wyrazu gramaire, czyli- gramatyka). Rzadko wydawane i nadzwyczaj trudno dostępne, większości amatorów znane są tylko ze słyszenia, a ich podstawowe, największym rozgłosem cieszące się teksty istnieją głównie jako rękopisy, starannie przechowywane w takich miejscach jak Biblitheque Nationale w Paryżu i British Museum w Londynie. Na ogół nie wydano ich do dzisiaj, lub wydano tylko w niezbyt użytecznych fragmentach czy opracowaniach. Z jednej strony duże zbieżności między nimi, z drugiej zaś istotne różnice między wariantami tegoż dzieła utrwalonymi w rozmaitych rękopisach lub wydaniach, pozwalają się domyśłać, że wszystkie korzystały w mniejszym lub większym stopniu z tych samych źródeł. Czy wywodzących się aż z czasów biblijnych albo jeszcze dawniejszych, z Babilonu, Asyrii lub Chaldei? Wielu badaczy i praktyków magii tak uważa.
   Ksiąg takich jest kilkanaście, ale cztery czy pięć należy wymienić jako podstawowy kanon tego gatunku.
   Najsłynniejsza z nich i może najstarsza to Klucz Salomona, przypisywany biblijnemu władcy, słynącemu w tradycji żydowskiej i arabskiej jako największy z magów. Dziełko to zachowało się w XVI- wiecznej kopii łacińskiego przekłądu z nieznanej wersji hebrajskiej i zostało w 1559 roku zakazane decyzją św. Inkwizycji jako zgubne i niebezpieczne. Większość istniejących wersji w różnych językach, przeważnie francuskim albo łacińskim, pochodzi z XVII w. Ale grecka wersja w British Museum może pochodzić nawet z XII lub XIII w. Wzmianka zaś u Józefa Flawiusza już w I wieku potwierdza istnienie jakiejś księgi zaklęć do wywoływania złych duchów, które przypisuje się Salomonowi. Jakkolwiek więc autentyzm i starożytność Klucza Salomona są dyskusyjne, jego pradawna geneza z pewnością jest legendarna.
  Uzupełnia go w istotny sposób Lemegeton (tytuł o niewiadomym znaczeniu i pochodzeniu) zwany też Mniejszym kluczem Salomona. Dzieło to potwierdzone jest i wykorzystywane u paru autorów już na przełomie XV i XVIw.
   Częściej wątpi się o autentyczności drugiego uzupełnienia, znanego jako Testament Salomona i będącego głównie wyliczeniem duchów. Jego przekłady niemiecki, angielski i rosyjski ukazały się pod koniec XIXw. Ale istnieją w paru greckich klasztorach jego greckie rękopisy datowane mniej więcej od II do IV wieku.

  Nie byle jaki zamęt wynika stąd, że pod tym samym tytułem Klucz Salomona albo podobnymi wydano też, głównie w celach spekulacyjnych, inne publikacje, nie mające z nim wiele wspólnego. To samo zresztą dotyczy XIX- wiecznych falsyfikatów obficie produkowanych pod kłamliwymi tytuałmi Grimorium Honoriusza lub Tajemnice Alberta Wielkiego, o których mówię poniżej. Podobnie bezwartościowe są na ogół inne księgarskie mistyfikacje pod tytułami w rodzaju Szósta księga Mojżesza, Necronomikon, Księga Sybilli, jakkolwiek ich wydania, treść i oddziaływanie też saługują na bliższe omówienie przy innej okazji. Do tej samej kategorii należy głośny od ćwierć wieku Anton Szandor LaVey ze swym Kościołem Szatana, którego nie należy lekcewarzyć: ale jego dwie kultowe książki The Satanic Bible(1969, Biblia Szatana) i Satanic Rituals (1972, Rytuały szatańskie) są po prostu maniackim zlepkiem wielojęzycznych tekstów ni w pięć ni w dziewięć, naiwnie zgranych byle jak i byle skąd, autentycznych i zmyślonych, nie sprawdzonych i poprzekręcanych.

   Ale pora wrócić do autentyków
   Spośród nich największą bodaj sławą i powagą cieszy się Grimorium verum, czyli Prawdziwe, jakoby przełożone z hebrajskiego na francuski. Wydał je rzekomo Egipcjanin Alibeck w Memphis w 1517r., lecz jest to raczej data zmyślona w celach asekuracyjnych, a książka napisana po francusku w XVIII wieku i ewidentnie oparta na Kluczu Salomona. Następne wydanie francuskie i dwa bardziej kompletne włoskie pochodzą z WIWw., a wszystkie zaliczają się do białych kruków, niezwykle rzadkich i kosztownych. Księga ta, otaczana zabobonną grozą przez Kościół, uważana bywa za osobiste dzieło Szatana, podobnie jak Biblia ma być własnym utworem Pana Boga. Do zalet Grimorium prawdziwego należy przeznaczenie dla adeptów nic nie umiejących, toteż każda czynność wyjaśniona jest może nienazbyt szczegółowo, ale od samego początku. Jego układ stał się wzorem dla większości tych podręczników: omawia się kolejno procedury oczyszczające, przygotowania, sporządzanie kręgu magicznego, talizmanów i różnych przyborów do wywoływania, następnie podane są wzory tekstów do wypisywania i zaklęć do wygłaszania, przebieg czynności magicznych i praktyki na różne okazje. Nie brak też wyliczenia duchów oraz ich właściwości, chociaż Lemegeton i niektóre z późniejszych grimuarów przynoszą więcej informacji pod tym względem, jak i na temat oblicznia właściwego czasu diałań magicznych, itd.
   Wiele nieporozumień nagromadziło się wokół Grimorium Honoriusza Wielkiego, które ukazało się w Rzymie w 1670r., chyba przełożone z łaciny.
   Pogląd, jakoby dzieło to napisał w XII wieku papież Honoriusz III, odrzucany jest przez wielu autorów katolickich jako fałsz i potwarz. Jednakże lektura samego tekstu nie skłąnia do takiej pewności.
   rozpoczyna go (nie wiadomo, czy autentyczna, lecz całkiem sensownie brzmiąca) bulla papieska, w której Honoriusz III jakoby stwierdza, że przekazuje tę wiedzę księżom, aby wiedzieli, jak radzić sobie z diabłami. Szczególny nacisk położony jest na niezwykle trudną i długotrwałą procedurę oczyszczenia, w dalszym ciągu zaś rytuały, teksty błogosławieństw i zaklęć oraz kręgi magiczne i pentakle są tak pełne motywów niemal wyłącznie chrześcijańskich, że trudno sobie wyobraxić, aby to nie kapłan adresował do użytku innych kapłanów. Inna sprawa, czy autorem był rzeczywiście ten papież, czy inny ksiądz, najprawdopodobniej z XVI wieku.

   A oto jeszcze kilka innych mniej znanych grimuarów.
   Słynny teolog i awanturnik, lekarz, prawnik i filozof Agrippa von Netesheim (1486-1535) zalicza się do wielkiej tradycji magicznej głównie ze względu na swe kabalistycznoo-mistyczne dzieło w III księgach De occulta philosophia. Po jego śmierci powiększono je o IV księgę, będącą grimuarem; jego uczeń i sławny demonolog Johan Weyer uznał tę księgę za fałszerstwo. Suplement do niej jest Heptameron czyli Żywioły magiczne; zmarły w 1316 roku Pietro d'Abano ma być autorem tego grimuaru, faktycznie napisanego chyba w XVI wieku. Łaciński Arbatel magii ukazał się w 1575r. w Bazylei. Francuski Grand Grimoire (Wielki Grimuar) i jego angielska wersja Red Dragon(Czerwony Smok) pochodzą zapewne z XVIII wieku. W roku 1750 ukazała się francuska wersja Klucza Salomona pod nazwą Prawdziwa Czarna Magia czyli Tajemnica tajemnic Wreszcie chyba z końca XVIII wieku pochodzi The Black Pullet (Czarny Kuraczak) wydany rzekomo w 1740 roku w Egopcie.
   I to bodajże koniec grimuarów.
   W ich wyliczniu pojawia się jeszcze jedno dzieło nadzwyczaj głośne i często wydawane: Tajrmnice Alberta Wielkiego. Jego autorstwu zprzecza się dużo mniej niżeli w przypadku Honoriusza. Filozof, teolog i przyrodnik z XIII wieku, dominikanin Albert hrabia von Bollstadt, zwany Albertus Magnus, biskup Regensburga i nauczyciel św. Tomasza z Akwinu, położył olbrzymie zasługi dla rozwoju myśli i nauki europejskiej. Przypisywanie mu tajemnice należą do klasycznych podręczników magii, Ale której z dwóch wymienionych?
   Większa część jego dzieła traktuje o magicznych właściwościach kamieni, roślin i zwierząt; opisuje różne zjawiska w kontekście magicznym; skupia się na wyliczeniach czasu i relacji atrologicznych, Czy jest to w ogóle grimuar?
   Powaga oraz nie kweistionowana religijność Alberta Wielkiego sprawiły, że wszystko, co się na jego dziele opiera, zaliczane bywa tym samym do Białej Magii. Natomiast użytkownicy grimuarów "Prawdziwego" i "Honoriusza" kwalifikują się niemal automatycznie do potępianych przez Kościół adeptów Czarnej Magii.

   Pośród wątpliwych i nie zawsze jasnych rozróżnień możliew jest i takie. Oczywiście tym dobitniej podkreśla to umowny charakter całego podziału.  
Teoria cz.II

   Z rozważań o czarnej i białej magii wynika pierwszy wniosek, dość prosty i oczywisty, którego jednak daremnie byśmy szukali w większości dostępnych publikacji. Bez względu na to, czy są one bardzo poważne i specjalistyczne, czy mają charakter popularny

   Do kogo zwracają się zabiegi magiczne?
   Można powiedzieć, że do bezososobowych sił natury. Kiedy np. szaman bije w bęben, aby wywołać grzmot, w czynności tej chodzi po prostu o metaforyczne pokrewieństwo huczących odgłosów i naiwne- może zresztą nie do końca naiwne?- domniemanie, że huk bębna może obudzić podobne zjawiska w naturze. Albo kiedy ma się jęczmień na oku i medycyna ludowa doradza pozbycie się go przez rzucenie w tył trzech ziarenek jęczmienia za lewe ramię.

   Gdyż nie musi to być aż tak humorystycznie naiwne, jak mogłoby się wydawać. Przynajmniej nie na 100% i nie w każdym wypadku. Wrócimy do tego, nadzwyczaj ciekawego zagadnienia, gdy przyjdzie czas na zajęcie się teorią koincydencji, której odkrywcą i prekursorem był w szczególności znakomity austriacki bilog Paul Krammerer (1880-1962) w swoim dziele Prawo serii.
   Na razie wystarczy odnotować, że chodzi tu o nadzwyczaj popularną zwłaszcza w wierzeniach ludowych magię opartą na analogii, którą jeszcze nieraz się będziemy zajmować. Jej elementów nie brakuje także w czarnej i białej magii. A jest dla niej charakterystyczne, że na ogół- chociaż i od tej reguły zdarzają się wyjątki- nie odwołuje sie ona do istot nadprzyrodzonych.
   Jednakże najwżniejsza część magii całkiem wyraźnie skierowana jest właśnie do takich istot.

   Cóż to za nadprzyrodzone istoty?
   Zwykle kojarzy się z nimi duchy. Złe czy dobre. Do wyobraźni oczywiście bardziej przemawiają złe duchy, częściej zwane demonami lub diabłami. Choćby dlatego, że nie troszczą się one zbytnio o jakość moralną tego, z czym zwraca się do nich amator lub adept magii. Natomiast dobre duchy, najłatwiej (choć wcale niekoniecznie) kojarzące się z aniołami, nie są tak ślepo usłużne! Poza tym zniechęca do nich ten bezmiar ckliwości i niegustownej tandety, jaką od wieków Kościół roztacza wokół swych wyobrażeń o aniołach i karmi nią swoich wiernych, przyzwyczaja do niej, stwarzając wrażenie mdłej i słodkawej lichoty z dewocyjnych obrazków, przeciw której w normalnych ludziach buntuje się po prostu dobry gust i poczucie smaku.
   Jednakże ani diabły, ani też anioły nie są winne tego, że w ich wyobrażaniu komuś brakuje gustu i rozsądku.
   Ale oprócz duchów, złych czy dobrych, w magii występuje też inna postać. Ważniejsza od nich, mimo że tak łatwo się o niej zapomina. Ta postacią jest Bóg.
Oczywiście znów nie taki z pobożnych obrazków, z wyobrażeń głupiego katechety i z kazania dla otępiałych babek kościelnych. Na pewno też nie przywiązany do schematów, do fraeologii, do nawyków którejś pojedynczej religii. Bóg to sprawa o wiele za poważna na to, aby można go było w ten sposób ograniczać.
   My też nie znamy o nim całej prawdy.
   Możemy jednak dokładać starań, aby ujrzezć go z rozmaitych stron. W różnych ujęciach.

   Zacznijmy więc od Boga w ujęciu Żydowskim. W tej kolejności nie ma nic dziwnego. Jest przecież faktem nie podlegającym dyskusji, że pojęcie jedynego Boga odkryli i przynieśli światu Żydzi. A później w naszych rozważaniach przyjdzie czas na rozmaite inne ujęcia Boga; nie w jakimś ogromnym zakresie, ale przynajmniej w takim, w jakim będzie on się pojawiał w naszym temacie magii.

   A więc pierwsze pytanie: jak nazywa się Bóg żydowski?
   Co zajrzeć do jakiegoś pisma lub książki, okazuje się, że Jahwe albo Jehowa. Tymczasem jest to pół prawdy albo cała nieprawda.
   Gdzie mamy szukać imienia żydowskiego Boga? W źródłach żydowskich. To dla każdego chyba oczywiste. Z tych źródeł pierwszym i najważniejszym jest Pismo Święte czyli Biblia, czyli Stary Testament. Pisane oczywiście po hebrajsku. A po hebrajsku pisze się oczywiści alfabetem hebrajskim. Ten zaś (podobnie jak kilka innych alfabetów semickich z arabskim na czele) zapisuje, o czym kuż wiemy, wyłącznie (albo prawie wyłącznie) spółgłoski. Nie odróżnie też dużych i małych liter. Efekt jest taki , jak gdyby pytanie: Jak nazywa się Bóg żydowski? napisać w formie: JK NZW S BG ŻDWSK.

   Dodam tylko, że w językach semickich (inaczej niż np. w polskim i wszystkich europejskich) znaczenie wyrazu mieści się głównie w spółgłoskach, a gramatyka i słowotwórstwo w przeplatających się z nimi samogłoskach. Inaczej mówiąc: pisanie samych spółgłosek może zmieniać głównie formę gramatyczną, lecz nie podstawowe znaczenie. Nie grozi więc efekt, jaki byłby niunikniony w polskim, gdzie z wyrazu napisacnego RK nie dałoby się odczytać, czy jest to RAK, ROK, RYK, ARAK, IRAK, IRKA, ARKA, UROK, REK, RĄK czy RĘKA. Więc mimo niewygody tekst hebrajski czyta się na ogół jednoznacznie.
   Trzeba tylko dobrze znać język.
   Żeby jednak nie polegać do końca na zawodnych umiejętnościach czytającego, Żydzi wprowadzili około 800r. system tzw. wokalizacji, w któraym samogłoski (oraz inne szczegóły wymowy) zapisuje się pod literami, nad nimi lub w nich za pomocą dodanych, malutkich kropek, kresek lub innych znaczków. Nazywa się to nekudot i umożliwia czytanie całkiem dokładnie. Dodatkową pomoc stanowią gdzieniegdzie matres lectionis, tzn. litery spółgłoskowe nie czytane jako spółgłoski, tylko sygnalizujące obecność takiej czy innej samogłoski.
   Bez tych wyjaśnieńnie dałoby się zrozumieć, jako to jest naprawde z tym żydowskim imieniem Boga.

   Otóż jest ono pisane w formie hebrajskich liter JHWH. Co wymawia się Jod-He-Waw-He.
   Nazywa się to tetragramaton "czteroliterowiec". Po hebrajsku Szem ha-Meforasz "Imię Wyłożone", które to określienie też bywa używane w kabale jako imię Boga.
   Nie wiadomo, jak to JHWH było wyamawiane ! Bo starożytni Żydzi nadzwyczaj serio traktowali Drugie Przykazanie" Lo tisza et-szem JHWH Elohejcha laszawe, co się tłumaczy:"Nie nadużywaj imienia Pana Boga twojego". Ich olbrzymi szacunek dla Boga powodował, że imienia JHWH w ogóle nie wymawiano! A wymowę jego znał tylko arcykapłan Świątyni w Jerozolimie, który dopiero przed śmiercią przekazywał ją na ucho swemu następcy: i to w najgłębszym sanktuarium Świątyni, bez świadków, szeptem i do tego przy zagłuszającym zgiełku instrumentów muzycznych. Żeby nikt nie podsłuchał.
   Aż wydarzyło się, że w krawawych zamieszkach II stulecia n.e. urzędujący arcykapłan zginął, nim zdążył to imię przekazać dalej. Od tej pory nikt nie wie, jak wymawiać tetragramaton JHWH.

   W głośnej lekturze Pisma Świętego i w modlitwach zastępuje się go innymi imionami Boga, zwykle Adonaj, co dosłownie znaczy "moi Panowie" i bywa używane również w takim znaczeniu, choć jako imię Boga znaczy po prostu "Pan". W mniej uroczystych zaś sytuacjach mówi się ha-Szem "Imię", używa się także skrzyżowanego z nich wyrazu Adoszem itd. Ale i to bardzo powściągliwie! Bo dla Żyda jest nie do pomyśłenia tak beztroskie wycieranie sobie gęby imieniem Bożym, jak to czynią chrześcijanie, wykrzykujący przy byle okazji: o Boże! jak Boga kocham! broń Boże! itp.
   Żyd odbiera to jako bluźnierstwo.
   Natomiast "Jahwe" i "Jehowa" to nie są w ogóle formy żydowskie (jakkolwiek wymawianie ich, ze względu na intencje, i tak pozostaje gorszącym i nidopuszczalnym chamstwem). Skąd się wzięły te formy? Po prostu do tetragramatonu JHWH zaczęto dopisywać nekudot z innego wyrazu: właśnie Adonaj, pisane tam dla przypomnienia, że takim wyrazem zastępuje się w głośnym czytaniu prawdziwe imię Boga. I kiedy po wiekach badacze chrześcijańscy wreszcie zaczęlii dukać po hebrajsku i łamać sobie głowę nad oryginałem Biblii, popełnił kilka ignoranckich błędów, wstawiając do spółgłosek JHWH źle odczytane samogłoski z wyrazu Adonaj: i tak powsatł "Jehowa".

   Kiedy później zorientowano się w rozmiarach strzelonego byka, zaczęto kombinować: jaki samogłoski mogły tam być naprawdę? W drodze zawiłych dociekań filooficznych wymyślono, że chyba "Jahwe". Rzeczywiści ez kilku różnych pomysłów i hipotez ta rekonstrukcja wydaje się najbardziej prawdopodobna.
   Jednak ani pewna, ani jedyna. Są też inne, np. "Joha" i "Jewe", chociaż te akurat niezbyt przekonujące.
   Z początku zresztą nie wiedziano, co począć z tym końcowym H, więc pisano "Jehowah" i "Jahweh". Takie dziwaczne formy do dzisiaj pokutują w przekładach Biblii lub innych publikacji. Wreszcie połapano się, że końcowe H to wspomniane już mater lectionis: litera spółgłoskowa, lecz nie spółgłoska, tylko sygnał że na końcu imienia wymawiano jakąś smogłoskę. Jaką? Może długie E. Ale i to również pozostaje niepewne.

   Znaczenie etymologiczne imienia JHWH pozostaje dyskusyjne. Można sie conajwyżej domyślać znaczeń: Będący, Tchnący, Powołujący do istnienia. A może "Jestem, który jestem" (Księga Wyjścia 3, 14). Lecz ta ostatnia formuła, jakkolwiek rozpowszechniona przez chrześcijańskie tłumaczenia Biblii, jest bardzo nieścisła. W oryginale brzmi ona: Ehje aszer ehje . Natura języka hebrajskiego nie pozwala dokładnie przełożyć tego zdania, którym (w odpoweidzi na pytanie Mojżesza) Bóg sam sie określił; ale gdyby się ktoś uparł, należałoby je wyrazić sztucznym i skomplikowanym zwrotem w rodzaju "Będę stającym się jako ten, który będzie się stawał" itp. To imię boskiego jestestwa, które użycza istnieani wszystkim rzeczom, Żydzi wolą pozostawiać jako nieprzetłumaczalne w formie Ehje Aszer-Ehje lub w skróconej Ehje, będącej pierwszym z dziesięciu kabalistycznych imion Boga.    W każdym razie JHWH to Bóg jedyny, nawet jeśli mówi się o nim także w liczbie mnogiej Elohim.
   Kiedy powiada o sobie: "Uczyńmy człowieka na obraz nasz", (Księga Rodzaju 1, 26), "my" oznacza pluralis maiestatis. Dla Izraelitów był "panem zastępów" JHWH Cewaot (w chrześcijańskich tłumaczeniach przekręcone w Sabaoth) i samo Cewaot również bywa jego imieniem. W Księdze Samuela 17, 45 cewaot to ziemskie zastepy wojska, lecz gdzie indziej można przez to rozumieć aniołów albo gwiazdy. Inne wersje Boskiego imienia to powszechnie semickie El, pochodne od niego Eloah jako liczba pojedyncza od Elohim, Jah będące zapewne skrótem od JHWH i wreszcie Szadaj "Który (powiedział) Dość" wodom, chcącym pochłonąć całą ziemię, w rozumieniu "Potężny" i "Wszechmogący", może nawet "Niszczący". U proroków JHEH jawi się jako "bohater" i "wojownik", a miecz w jego dłoni to symbol Sądu. Lecz nie wolno przedstawić go w firmie obrazowej.
   Trzeba dodać, że wyraz Elohim pojawia się też w znaczeniu "obcy bogowie, bożki" i wskazuje na to, że pierwotnie mogło tu właściwie chodzić o "bóstwa domowe, duchy przodków" i stąd ukształtowało się wreszcie znaczenie "osobisty Bóg każdego człowieka". W tradycji bowiem rabinackiej JHWH to Bóg nade wszystko miłosierny, natomiast Elohim sprawiedliwy. W pierwszym z tych aspektów wyraża się miłość do człowieka i serdeczne, nawet wyrozumiałe wychodzenie mu naprzeciw, w drugim zaś aspekcie podkreśla się, że Bóg może również być surowey, gniewny i bezlitosny.

   We wszystkich zaś aspektach żydowski Bóg tym się pięknie różni od każdego innego, że człowiwkowi wolno z nim dochodzić swojej słuszności, spierać się i dyskutować. Oczywiście bez chamskiego spoufalania się, tylko z pełnią czci, pokory i w bojaźni Bożej. Zresztą spór taki prowadzi nieraz do tym lepszego uświadomienia sobie, że Bóg jednak miał słuszność i dlaczego. Z wielu przykładów przypomnijmy sobie, jak Lot targował się z Bogiem o to, dla ilu sprawiedliwych powinny ocaleć Sodoma i Gomora. Albo jak modląc się w ogrodzie Getsemane Jezus, jako prawdziwy Żyd, mówił do Boga: "Ojcze mój, jeżeli można, niech mnie ten kielich ominie... Ale nie według mojej woli, tylko twojej". Najsłynniejszy zaś przykład znajdujemy w XVII-wiecznej księdze Majse Buch, gdzie Rabi Elizer w dyspucie poprosił o znak Boga, kto ma rację, i słuszność jego zdania potwiedziły najpierw pochylające się ściany, a potem drzewo, które przesunęło się o dziesięć łokci. Lecz inaczej się na to zapatrujący Rabi Jehoszua oznajmił, że w tej sprawie nawet Bóg nie am nic do gadania, gdyż Pismo powiada:"Kiedy mędrcy spierają się o naczenie przepisu religijnego, o słuszności rozstrzyga zwykła większość głosów". A Bóg śmiejąc się radośnie zawołał: "Zwyciężyły mnie moje dzieci"
   Nie wolno o tym zpominać, gdy słyszymy zbyt lekko powtarzany przez wielu frazes, że "bez względu na religię Bóg jest dla wszystkich ten sam". Raczej na odwrót! Skądże mamy wiedzieć, jaki on jest? Na pewno jednak niepojęty! I nie ulego wątpliwości, że w różnych religiach widzi się go inaczej i w dość rozmaitych aspektach.
   Ale można je łączyć.
   Choćby dla wzbogacenia tego, co rozumiemy. I zapewne w magii ta postawa będzie najwąściwsza.
   Można by jeszcze wyliczyć sporo epitetów Boga żydowskiego, takich jak El Eljon "Bóg NAjwyższy", ha-Makom "Miejsce" obecności Bożej, Kedosz Jisrael "Święty Izraela", Abir Jaakow "Bojownik Jakuba", aramejskie Atik Jomin "Stary (Bóg ostatnich) Dni" itd. oraz tradycyjne 99 określających go przymiotników.
   Ale to już są, ściśle biorąc, jego imiona.
   Od czasów hellenistycznych imię Adonaj stało się częste w użyciu nie tylko żydoskim. Zwłąszcza w magii, w księgach czarodziejskich i na amultach. A gdy powstała masoneria, słowo to rozpowszechniło się w jej rytuale jako rozpoznawcze, fałszywa zaś forma Jehowa używana jest jako symbol "niewyrażalnego imienia" Boga. Przejęła ją też sekta Badaczy Pisma Świętego, znana jako Świadkowie Jehowy. I wreszcie w sztuce chrześcijańskiej cztery po hebrajsku pisane litery JHWH oznaczają Boga wszechmogącego.

   Tak czy owak pewne jest, że spośród imion tych żadnego nie należy pochopnie pisać ani wymawiać. Choćby i w formie przekręconej. Lepiej tradycyjnie powiedzieć: Pan. Gdyż to znaczy (także i w codziennym użyciu) wyraż Adon, rozszerzony tu o tzw. przyrostek dzierżawczy aj "moi". Wszelki zaś "Jehowa" czy "Jahwe" to dla niektórych i tak bluźnierstwo; dla inncyh łąmanie drugiego z przykazań Boskich; co najmniej zaś urażanie żydowskich uczuć religijnych oraz manifestacja ciemnoty i złego gustu.

Teoria cz.III

   Bóg żydowski i alfabet hebrajski pozostaje ze sobą w osobliwym związku, jakiego nie znają inne religie.
   Utrwalona w pismach rabinów starozytna i średniwieczna tradycja min. powiada: Siedem rzeczy stworzono, zanim stworzony został świat, i wyprzedziły one stworzenie o dwa tysiące lat. Były to: pismo, tron jego wspaniałości, ogród Eden i piekło, pokuta, najwyższy przybytek i Mesjasz, a imię Mesjasza świeciło, kiedy jeszcze nie było słońca. Tak więc alfabet hebrajski, i to jako pierwsza z tych rzeczy, istniał na długo przed stworzeniem świata.
   Powiedziano też: Już na 974 pokolenia przed stowrzeniem świata napisane zostało pismo i spoczywało na łonie Najświętszego, i śpiewało razem z zastępami pieśni na cześć Pana.
   Oto dalsze roważania rabinów: Ale zanim stworzono świat, nie było wszak zwojów pergaminu, na których można by pisać tym pismem; ani bydła, z którego można by skórę zedrzeć, ażeby na niej pisać. Nie dało się go też wyryć na złocie albo na srebrze: ponieważ nie było jeszcze złota ani srebra i żadnego z nich jeszcze nie wytopiono. Ani na drewnianych tablicach: bo nie stwożono jeszcze drzew. Na czymże więc pismo było pisane? Otóż pisane było na ramieniu samego Pana, czrnymi płomieniami na białym ogniu.
   A kiedy Pan zamnierzył stworzyć świat, poradził się najpierw u pisma i przemówił doń: Chcę stworzyć świat, aby poznano moją potęgę. Usłyszawszy to, pismo odrzekło: Panie wszech światów! Ty, który na początku już znasz koniec, któremu jawne jest wszystko, co skryte, uczyń wedle swej woli. Kiedy Pan usłyszał, co rzekło pismo, spodobały mu się te słowa i wziął je, położył przed sobą i wpatrzył się w nie. Pamiętamy, że wciąż jeszcze nie było świata! Cóż się stało w tej pierwotnej nicości?Stanęły przed Panem wszystkie 22 znaki pisam i każdy przemówił: Uczyń wedle swej woli i ode mnie rozpocznij stwarzanie! Wywiązały się długie spory i argumentacje, w których każda litera po kolei, od ostatniego w alfabecie taw aż do jego początku, usiłowała przekonać Boga, że ona właśnie najbardziej zasługuje na ten zaszczyt
   Wreszcie Bóg zdecydował się zacząć od litery bet . Przekonała go bowiem, że słowem baruch "Błogosławiony" będą się do Boga zwracać jego dzieci. Więc i relacja o stworzeniu zaczyna się podwójnie od litery: breszit "na początku" i następnie bara "stworzył". Gdy zaś alef później uskarżał się, że chociaż stoi na początku, jednakże pominięto go, ponieważ nie chciał się narzucać i milczał, a wtraża zaledwie "jeden", Bóg pocieszył go: "Jesteś głową i królem wszystkich liter; ja jestem jeden i ty jesteś jeden; a ponieważ sam się umniejszyłeś, ja cię uczynię wielkim i bęziesz oznaczał też liczbę tysiąc"  
   Rzeczywiście po hebrajsku słowo "tysiąc" brzmi elef, pisane tak jak nazwa litery alef , w oznaczeniach zaś numerycznych jako alef z kropką, wydłużone albo z kreską u góry.
   Obiecał mu również Bóg, że od niego rozpocznie dziesięć swoich przykazań. I dotrzymał przyrzeczenia, zaczynając je od pisanego przez alef słowa anochi "ja".
   Na tym jednak nie koniec.
   Ponieważ wszystko da się opisać w słowach, uważa się, że cała rzeczywistość wszechświata była i jest zawarta w 22 znakach alfabetu. trzeba tylko widziec, jak je wybierać i układać. Tak Bóg, przyglądając się alfabetowi hebrajskiemu, ujrzał w nim i wydobył wszystko, co postanowił stworzyć. Bóg po prostu wiedział, jak nikt inny, w jaki sposób te znaczenia wyczytać.

   Na miarę swych możliwości to właśnie starają się robić kabaliści, należący do mistycznego i ezoterycznego nurtu kabały, który powstał w XII wieku i pogrążył się m.in. w gematrii. Ale zaczątki dociekan, z których poczęła się kabała, były dużo wcześniejsze: to ruchy umysłowe z I-II wieku zwane Maase Breszit "dzieło stworzenia" i Maase MErkawa "dzieło wozu". Jeden koncetrował się na pierwszym rozdziale Breszit (tzn. Księgi Rodzaju) i na jego słowach, przez których wypowiedzenie Bóg stworzył świat, a drugi na ćwiczeniach we "wstępowaniu do nieba", żeby zobaczyć Boga, wychodząc do wizji praroka Jechezkela (tzn. Ezechiela) obrazujących tron Chwały Bożej i okrążający go boski rydwan. Obie zajmowały się drobiazgowo kombinacjami liter hebrajskich i sposobami tekigo ich łączenia, aby udostępnić sobie Boskie moce, i unosić się w górne sfery. Były to więc niewątpliwe zabiegi z dziedziny wyższej magii.

   Do szczególnych technik, które dzisiaj też nadają się do wykorzystanie, powrócę w przyszłość.

   Czymże jest gematria?
   Hebrajski wyraz gimatrija wywodzi się z greckiego geometria, pierwotnie oznaczającego nie geometrię w dzisiejszym rozumieniu, tylko mierzenie gruntów. Żydzi nadali zapożyczonemu słowu innny sens: obliczanie wartości liczbowej wyrazów i wyciąganie stąd rozmaitych wniosków na temat konstrukcji rzeczywistości.
   U podstaw tej metody leży fakt, że każda litera hebrajska miała swoją wartość licbową. Taki sposób zapisywania liczb przez nadawanie literom wartości cyfrowej wynależli nie Żydzi, ale Grecy z Miletu w VIIIw. przed n.e. Obydwa alfabety, grecki i hebrajski, miały w tym stadium swego rozwoju po 22 znaki, ułożone zasadniczo w tym samym porządku i na ogół podobnie wymawiane, ponieważ alfabet grecki wywodził sie jeżeli nie z hebrajskiego, to przynajmniej ze wspólnych żródeł pisma fenickiego lub innych semickich. Wszelkie różnice można dość łatwo wytłumaczyć czy to potrzebami odmiennej fonetyki języków, czy innymi przemianami w ewolucji tych alfabetów. W każdym razie do pierwotnych 22 liter Grecy dodali z czasem połączenia spółgłosek ps i ks, zwiększając przez to liczbę liter do 24 i traktując je w zapisie cyfrowym po prostu jako numery kolejne.

   Żydzi nie tylko przejęli w IIw. przed n.e. ów grecki wynalazek, ale dokonali w nim genialnego udoskonalenia. Wprowadzając bowiem około Vw. n.e. pięć odrębnych w formie liter końcowych uzyskali łącznie 27 znaków, czyli 3x9 w układzie tzw. "Trójdziewiątkowym", co stworzyło podstawę do zapisu w systemie dziesiętnym, wyrażając kolejno jedności, dziesiątki i setki. Widać to wyraźnie na tabeli alfabetu hebrajskiego z wartościami numerycznymi. Dopiero później Grecy zapożyczyli ten ulepszony system od Żydów. Ale krótszy o trzy litery alfabet grecki sprawił, że brakuje w nim liter oznaczających 6, 90 i 900, co podważa użyteczność całego systemu.
   Skoro już każda litera ma wartość liczbową, nasuwa się wniosek, że każdy wyraz, a zwłaszcza imię własne, można według tych wartości przeliczyć na jakąś sumę.

   Gematria wyciąga z tego skrajne wnioski
   Uważa mianowicie, że 1. między dwoma wyrazami o tej samej wartości liczbowej zachodzi tożsamość, a co najmniej głęboki związek. W szególności 2. można zastapić każdy wyraz innym o tej samej wartości numerycznej. I na odwrót: 3 że do tak zapisanych liczb można nie tylko przypisywać imiona, ale także 4 odczytywać je tekstem otwartym jako zwykłe słowa lub wypowiedzi . I wreszcie 5 czerpać z nich dane kosmiczne, kalendażowe itp. Dzięki temu, im głębiej drążyć w jakimś zapisie, tym bardziej rozległe można w nim wykryć powiązania i skojarzenia, tym bardziej wszystko zaczyna się wiązać ze wszystkim. Ujawniają się najbardziej nispodziewane i niezliczone współzależności, z których mozna czynić użytek m.in. w pojmowaniu i ocenie zjawisk, a także w zabiegach magicznych.
   Wynikają stą m.in. takie działania magiczne jak arytmomantyka (wróżenie z liczb) i onomatomantyka (wróżenie z imion). Upłynęło wiele stuleci i do dzisiaj spotykamy resztki, szczątki, odpadki tych dociekań w formach skrajnie prymitywnych i zdegenerowanych, jako pewien rodzaj zabaw towarzyskich, w których podlicza się cyfry zamiast liter w imionach i nazwiskach itp. Niby coś ma z tego wynikać. Jednakże ktoś poważnie zajmujący się mantyką czyli wróżbiarstwem, magią lub chociażby historią religii, wierzeń i ezoteryki, nie może traktować na serio takich naiwnych zabaw, godnych jedynie kucht, maniaków lub nierozgarniętej dziatwy.
   My będziemy się trzymać zupełnie innego poziomy rozumienia i tradycj, wiedzy i praktyk.
   Prastary i klasyczny przykład wczesnej, bo już biblijnej gematrii znajdujemy w Księdze Rodzaju 14,14, gdzie napisano, że Abram uwonił swego porwanego bratanka Lota z pomocą 318 swoich ludzi. Sądzi się jednak, że towarzyszył mu po prostu niezawodny sługa Eliezer, którego imię pisane wykłada się: alef 1+ lamed 30 + jod 10 + ain 70 + zain 7 + resz 200 = 318
   Takich przykładów są tysiące.

   Na podobnej zasadzie doszukiwano się w Biblii np. daty nadejścia Mesjasza. Albo liczby słów potrzebnych w modlitwie lub zaklęciu. Albo szczególnie mocnych lub skutecznie wiążących się z określoną intencją imion Boga, jak również aniołów i demonów. Albo wymyślano takie imiona, przez dobieranie słów dających sumę identyczną jak czyjeś (krótkie czy bardziej rozbudowane) imię wydobywano ukryte informacje o istotach ludzkich albo demonicznych.
   Zakres tych dociekań można jeszcze rozszerzać przez dodatkowe operacje, w szczególności mnożenie wartości liczbowej słowa przez nią samą albo tzw. atabasz. Polega on na tym, że pierwszą literę alfabetu zastępuje się przez ostatnią, zamiast drugiej bierze się przed ostatnią itd. To właśnie wyraża skrótowiec atabasz: zaiast alef daje się taw, szin zamiast bet itd. Są też inne odmiany tej metody, wśród nich zwłąszcza albam: więc lamed zamiast alef, mem zamiastbet itd. Można również obliczać nie same litery danego słowa, lecz ich pełne nazwy. Każdym z tych sposobów można uzyskiwać inne wyrazu, o tej samej wartości numerycznej lecz co innego znaczące, i dochodzić do nispodziewanych skojarzeń znaczeniowych.

   Do genezy tych permutacji należy również i ta praosta okoliczność, że jeśli zbyt rozwlekłe i niewygodne jest zapisywanie czegoś w słowach pełnobrzmiących, można to samo sprawniej i przejrzyściej wyrazić w symbolach albo skrótach. Oczywiście najważniejsze z symboli to liczby, a ze skrótów tzw. skrótowce.
   Stosuje sie je w zapisie, a póxniej w naturalnym porządku rzeczy usamodzielniają się jako wypowiadanne słowa.
   Stąd poczynają się takie wyrazy magiczne jak Abrakadabra i jej formy redukujące się po jednej literze w trójkąt, jak szeroko używany w magii Abraxas lub całe serie w rodzaju tej, którą przyniósł klasyczny dla tzw. raków i dla permutacji układów literowych kwadrat magiczny: Sator arepo tenet opera rotas.

   Zabawne jest uświadomić sobie, że taka właśnie jest geneza dzisiejszych skrótowców, setkami i tysiącami używanych na co dzień zwłaszcza jako nazwy organizacji, firm, uczelni, państw itd. Ażeby to unaocznić, podam kilka przykładów napisanych czasem nietypowo, lecz podług stałej lub alterantywnej wymowy: Hakata, Lopp i Unarra, Dipisi, Spatif, Gestapo i Czeka, Zaiks, Fiat i Seat, Wop i Pafawag, Pan i Mon, w Usa na Ujocie. Początkiem tej praktyki były niewątpliwie stare hebrajskie skróty, od mnemotechnicznych w rodzaju begadkefat (sześć liter hebrajskich zmieniających wymowę przez umieszczenie w nich punktu zwanego dagesz) itp. aż po stosowanie powszechnie imiona kabalistów lub innych wielkich uczonych: Rambam i Ramban (tzn. Rabi Mosze ben Majon i Rabi Mosze ben Nachman, w Europie bardziej znani w formach zgrecyzowanych jako Maimonides i Nachmanides) oraz wielki komentator biblijny Raszi (Rabi Szlomo Jicchaki, od którego pochodzi nazwa pisam raszi). Mało uświadamiany jest fakt, że tak powstało również wiele nazwisk żydowskich, z pozoru wyglądających na niemieckie. Zaliczają się do nich np. Asz (jak prozaik Szalom Asz) od wyrazów Alt Szul "stara szkoła, bożnica" lub Ajzensztot "żelazne miasto", bardzo częste nazwisko Sachs (jak poetka Nelly Sachs i Jeremy Sachs, amerykański współtwórca ustroju gospodarczego dzisiejszej Polski) od Zera Kedoszim "potomek męczenników", Brill albo Bröll od Ben Rabi Jehuda Loeb "syn Rabi Jeduhy Lejba" i nawet Misch od Mojcher Jajcher Soref "sprzedawca winiaku". Z kolei te nazwiska bywają spolszczone jako Bryl, Miś i Zaks.

   Ale wróćmy do spraw bardziej magicznych.
   Podstawowym tekstem kabalistyki jest Sefer Jecira czyli Księga stworzenia. Napisano ją na przełomie II i III wieku n.e. w Aleksandrii. Jej tekst mieści się na dwudziestu stronach druku i będąc komentarzem do alfabetu, zawierającego w sobie strukturę wszechświata, sam jest okazją do niewyczerpanych wręcz komentarzy.
   Nie musze bliżej przedstawiać tekstu Sefer Jecira, gdyz istnieją dwa świeże i łatwo dostępne wydania polskie, oba równie kompetentne. Jedno ze szczegółowymi przypisami w przekłądzie i opracowaniu MAriusza Prokopowicza (1994 wyd. Pico), drugie z ogólniejszym komentarzem i z oryginałem hebrajskim (1995 wyd Tikun) opracowali Wojciech Brojer, Jan Doktór i bohdan Kos. Obydwa te wydania powinien mieć i wczytać się w nie każdy adept, chcący poważnie zajmować się kabalistyką i magią.

   W ujęciu kabalistycznym litery hebrajskie grupują się w trzy kategorie: 3 matki, 7 podwójnych i 12 pojedynczych. Równocześnie zaś wyznaczają podstawowe liczby magiczne 3+7+12.
   Trzema matkami są .
   Alef rozwarte na wszystkie strony przedstawia usta otwarte w oddechu i zarazem wiatr, tchnienie, powietrze, określane po hebrajsku tym samym wyrazem ruach. Mem to zamknięte usta i woda, w której nie można oddychać. Poza tym alef to wina, podczas gdy mem to zasługa, skryta w zamkniętych ustach. Szin rozchyla sie ukazyjąc język, równoważący przeciwieństwa i będący rozjemcą pomiędzy winą i załugą, poza tym oznacza płomienny żywioł ognia. Maja też właściwie sobie dźwięki: alef skupia w sobie to, co rozbrzmiewa, mem odgłosy wydawane przy zamkniętych ustach, a szin syczące.
   Obrazują więc trzy zasady natury: trójcę ogień-woda-powietrze, trójcę ciepło-zimno-wilgoć, trójcę głowa-łono-pierś. Oczywiście łono może oznaczać brzuch i narządy płciowe.

   Siedem liter podwójnych to wspomniane już begadkefat, czyli . W układzie kabalistycznym zalicza się do nich jeszcze resz jako przedostatnią. Dlatego podwójne, że każda z nich miała pierwotnie dwie wymowy: zwartą lub szczelinową, zależnie od tego, czy była pusta, czy zawierała w sobie kropkę dagesz. We współczesnym języku hebrajskim dotyczy to już tylko trzech liter: bet i wet, kaf i chaf, pe i fe. W każdym razie stanowią osobną kategorię tak w kabalistyce, jak i najzwyczajniej w gramatyce i ortografii. Zawierają w sobie kolejno znaczenia 7 głównych wartości: mądrość, bogactwo, potomstwo, życie, siła, pokój i łąska. Również 7 planet. Także 7 kierunków: góra, dół, wschó, zachód, północ, południe i święty środek oraz 7 zmysłów ludzkich i 7 dni tygodnia. U późniejszych kabalistów dodano jeszcze 7 archaniołów i niektóre z innych duchów.

   Pozostałe litery, znane jako pojedyncze albo proste, wyrażają 12 znaków zodiaku i 12 składników duszy, miesiące i części ciała. Później przypisano im też inne dwunastki z Biblii: synów Jakuba, patriarchów, klejnoty na szacie arcybiskupa, itd.
   Jedna z liter prostych wyróżnia się jako najważniejsza z całego alfabetu: jod. Gdyż oznacza Boga zarówno sama przez się, jak i dlatego, że jest pierwszą literą tetragramatonu. Uważa się, że z jod powstały wszystkie pozostałe litery  

   Nie mogę i nie zamierzam streszczać tu całych podstaw kabały, choćby tych, które zawiera Sefer Jecira
   Jednakże z tych bardzo pobieżnych informacji chyba jasno wynika, jak nieodzowne jest zagłębianie się w całokształt poruszonych tu zagadnień, ażeby serio zajmować się tym i pojmować podstawy, na których opiera się żydowska geneza magii, nie jedna, lecz niewątpliwie pierwsza i najważniejsza. Dotyczy to zarówno pojęć ogólnych i całego kierunku myślenia, jak i niezliczonych szczegółów czy to w rytuałach magicznych, czy w treści, brzmieniu i wyglądzie tekstów, napisów, zaklęć. Gdyż powiedzmy sobie jasno: magia to nie zabawka. Nie prowadzi do niej żadna droga uproszczona, łatwa, skrócona. Albo trzeba się nią zajmować, albo wcale. Nie ma w niej czegoś takiego jak "Mały Kowboj" dla dziecka, które dostawszy za grosze plastikowy sześciostrzałowiec, lasso i sombrero może z dnia na dzień wziąć się do zabawy w kowboja. A niestety wielu zainteresowanych wyobraża sobie właśnie coś podobnego na temat magii.
   Na to proszę nie liczyć. Ja wprowadzam, krok po kroku, w sprawy zasadnicze, trudne i wymagające ze strony adepta dużo wysiłku, czasu, mądrości, i zaangażowania. Zapewniam te początki, które samemu trudno znaleźć i można długo się rozbijać o ściany, tłukąc głową w mur i nie mogąc zrobić pierwszego kroku.
   W tym zakresie mogę dopomóc.
   Lecz nie mogę nikogo wyręczyć. I każdy adept, który skorzysta z mojej pomocy w stawianiu pierwszych kroków, dalej sam już będzie musiał odbywać tę wyprawę odkrywczą. Przyjdzie mament , w którym ja też będę ciekaw dowiedzieć się od niego lub od niej, co z tego wynikło, i niejednego się od nich nauczyć.

   Powracając zaś do kabalistów, upłynęło całe tysiąclecie, zanim z nurtów Maase Breszit i Maase Merkawa wyłoniła się od XII wieku kabała w pełnym tego słowa znaczeniu, w Hiszpani i w Niemczech. Przy użyciu gematrii oraz innych metod i technik kabalistycznych wzięto się przede wszystkim do komentowania Biblii. Najznakomitszymi z tych autorów okazali się w XII-XIII wieku wspomniany już Ramban czyli Mosze ben Nechman z Gerony, Eleazar ben Juda Rokeach z Wormacji, Josef ben Awraham Gikatilla z Kastylii, Awraham ben Szemuel Abulafia oraz Bachja ben Aszer ibn Chalawa z Saragossy itd. W znaczenej części też komentarzem do Pięcioksięgu oraz Pieśni nad pieśniami i księgi Rut zalicza się najświetniejsze dzieło kabały, mianowicie Sefer Zohar czyli olbrzymich rozmiarów Księga blasku, napisana po aramejsku przez nieznanych albo legendarnych autorów; znakomity skądinąd polski przekład Ireneusza Kani (1995 wyd. Oficyna Literacka) ogranicza się niestety do wybranych z tego dzieła opowieści.
   Z rozważań i odkryć gematrycznych przytoczę dla zilustrowania tej metody kilka przykładów, zaczerpniętych przeważnie z artykułów Ireneusza Kani i Andrzeja Wiercińskiego.

   Dlaczego w Pierwszej Księdze Królewskiej 10, 14 roczne dochody króla Salomona w złocie określano z mało prawdopodobną dokładnością na 666 talentów :)) ??? Zapewne dlatego, że po hebrajsku jedyny w Biblii isopsef (albo po hebrajsku gilgul tzn. odpowiednik numeryczny) tej liczby to wyraz jitron "zysk", pisany jod 10 + taw400 + resz 200 + waw 6 + nun 50 = 666. Ta sama liczba 666 równoznaczna z "zyskiem" ze sprzedaży i kupna stanowi imię Bestii w Apokalipsie 13, 17-18, gdzie powiedzino, iż na targowisku nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia Bestii albo liczby jej imienia... jest to bowiem liczba człowieka. Utożsamia się więc jedno z drugim i przez to można zawłądnąć Bestią.
Jehuda pisze się jod 10 + he 5 + waw 6 + dalet 4 + he 5 = 30. A dlaczego Piotr (wg Jana 21, 21) złapał w sieć akurat 153 ryby? Ponieważ był "rybakiem ludzi" czyli bnej ha-Elohim "synów Bożych", co się pisze bet 2 + nun 50 + jod10 + he 5 + alef 1 + lamed 30 + he 5 + jod 10 + mem 40 = 153. Swoją drogą, jak widać, litery końcowe bywają w gematrii traktowane jak zwykłe, w przeciwnym razie to mem znaczyłoby 600.
   I jeszcze jedno rzuca sie w oczy: że w Nowym Testamencie sens gematryczny zwykle pojawia się dopiero w retranslacji wyrazów czy zwrotów na hebrajskie. Gdyż po wieloletnich dyskusjach stało się jednak raczej pewne, że Nowy Testament, chociaż przekazany po gracku, w oryginale był pisany po hebrajsku.
   Więc gematria bywa pomocna w odtwarzaniu jego pierwotnej hebrajszczyzny nie tylko w słowach, ale i w pojęciach. Gdy np. zapytano Jana Chrzciciela (w Ewangelii Jana 1, 21), czy jest prorokiem Eliaszem, a on zaprzeczył, okazuje się, że w pewnym sansie utożsamienie to jednak zachodzi: gdyż henrajskie imię Jochanan pisze się jod 10 + waw 6 + chet 8 + nun 50 = 124, określenie zaś gilgul Elijahu "wcielenie Eliasza" to gimel 3 + lamed 30 + gimel 3 + waw 6 + lamed 30 + alef 1 + lamed 30 + jod 10 + he 5 + waw 6 = także 124. Kto wie, czy nie rostrzyga to zadawnionego sporu o zydowsskie pojęcie wędrówki dusz? Warto jeszcze zwrócić uwagę, że isopsefia ta nie działa mechanicznie, gdyż pomimo każdorazowej zgodności z tym obliczeniem częstego imienia Jochanan zbieżność taka ma sens tylko wówczas, gdy poktywa się z głębszymi cechami osobowości.

   Jak rytuał nawet kościelny zrósł się z kabałą i jej kultem alfabetu, świadczy też obyczaj chrześcijański.
   Ksiądz przy poświęceniu kościoła ma na jego posadzce usypać krzyż z popiołu i wypisać na nim patykiem cały alfabet grecki i łaciński... oraz jako trzeci hebrajski! przynajmniej według niektórych biskupów. W Mediolanie biskup robił to nie tylko w kościele, ale także na jego czterech zewnętrznych ścianach. Brzmi to jak dziennikarskie bajki, ciekaw jestem, czy wciąż obowiązuje; ale ważność tego przepisu potwierdza jeszcze Pontificale Romanum z 1891 tudzież inne publikacje z 1902, 1905 i 1912 roku.

   I jeszcze przykład gematrycznej precyzji.
   Kryje się ona w tym, co według Mateusza 12, 25 Jezus mówi o wypędzaniu demonów: Królestwo rozdwojone w sobie pustoszeje Bo isopsef królestwa (po hebrajsku) malachut wynosi 496, a spustoszenie chrem 248, więc dokładnie połowę tej liczby.

   Ażeby pokazać, że kabalistyczne myślenie polega nie tylko na gematrii, przytoczę tu piękny przykład rozbioru słów bez obliczania wartości numerycznych. Zauważono, iż wyraz me'orot "ciała niebieskie" da się rozłożyć na 'or "światło" i obstępujący je z obu stron wyraz mot "śmierć". Więc gdyby usunąć znajdijące się wewnątrz światło, zwarłaby sie w sobie i pozostawia jedynie śmierć.

   Mogłoby sie wydawać, że wszystkie te kombinacje alfabetyczne, literowe i numeryczne to wprawdzie uczone, erudycyjne i eleganckie zajęcie dla umysłu, lecz nic produktywnego poza dziedziną swoją własną i swoich konwencji.
   Tymczasem nastapił istny szok.
   W roku 1997 Michael Drosnin ogłosił The Bible Code ( po polsku 1998 Kod Biblii). Wydana przez jedną z najpoważniejszych firm w New York, oparta na kilkuletniej pracy wybitnych matematyków izraelskich i amerykańskich, potwierdzona ściśle naukową publikacją w miarodajnym czasopiśmie Statistical Science, nie bez powodu stała się międzynarodowym bestsellerem.
   Badając metodami komputerowymi hebrajski tekst Księgi rodzaju wykryto, że sa w nim zakodowane dosyć szczegółowe (aż do nazwisk i dat włącznie) przepowiednie dotyczące również dzisiejszych losów świata. Tak np. zamordowanie premiera Jicchaka Rabina odczytane zostało w wersji zwięzłej, ale bardzo konkretnej, z datą i nazwiskiem jego zamachowca, więcej niż rok przed tym wydarzeniem i podane do wiadomości tegoż premiera i włądz Izraela; wszystko to zlekceważono. Ale gdy się tragicznie sprawdziło, czynniki i osoby miarodajne zaczęły się poważnie liczyć z tym odkryciem i jego konsekwencjami. Trudno przewidzieć, jak dalece wpłynie to na losy świata. Zaistniała jednak przynajmniej poważna szansa.
   Trudno opowiadać to włąsnymi słowami.
   Książkę trzeba przeczytać. Jest u nas łatwo dostępna.
   W ludziach trzeźwo i racjonalnie myślących (ja również się do takich zaliczam) budzi się żywiołowy sprzeciw.
   Wszystko się w nas buntuje... Przecież to niemożliwe! Obrzydzili nam tego rodzaju sensacje wszelkiego rodzaju wróżbici, mistyfikatorzy, oszuści, przede wszystkim zaś ciemni i nawiedzeni durnie, pozbawieni mózgu i zdolności krytycznego myślenia. Ale cóż robić? Przyznam się, że przeżyłem wstrząs. Nadal niezupełnie wiem, co o tym myśleć. Wiem tylko, że nie wolno zamykać oczu, kiedy ukazuje się coś uważanego do tej pory za niemożliwe. To jest właśnie taki przypadek. A na jego podstawowe niemożliwości jest prosta odpowiedź. "Kto mógł trzy tysiące lat temu dokładnie wiedzieć, co zdarzy się w naszych czasach? Kto mógł to zaszyfrować w taki sposób, aby dało się odczytać dopiero na potężnych komputerach XXI stulecia?" Odpowiedź: "Bóg". Jeśli dodać rysującą się coraz wyraźniej możliwość, że czas nie biegnie tak nieodwracalnie i w sposób ciągły, jak wydawało się od tysięcy lat, to wystarczy, aby na razie przyjąć te wyjaśnienia, zanim uzyskamy nowsze i dokładniejsze metody opisu niewierygodnie zawiłej rzeczywistości bytu, poznawania jej i kształtowania.
   Byle nie zamykać oczy. I mózgu.

   Wydaje się, że kabała i jej gematria, obok wielu innych technik wcześnie rozwijanych przez ludzkość, od dawna próbowały jakoś tam (czasami nawet nieźle) penetrować rejony, dla których ściślejszego potraktowania brakowało technik, nauk i pojęć, wytwarzających się dopiero dzisiaj i jutro.
   I coś podobnego rzec można o magii.
   Odkrycie Kodu Biblii zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt rzeczywistości tak ważny, że nie sposób go przecenić. Otóż w każdym przewidywaniu przyszłości (czy nazwiemy je wróżbami, proroctwem, przepowiedniami, kartomancją czy osobistymi predyspozycjami w zakresie parapsychologii) kryje się pewna antynomia, której rozwiązanie dla mnie jest od pół wieku całkiem oczywiste: jeśli można coś przewidzieć, można to zmienić. Łatwo albo trudno; w mniejszym albo większym zakresie; zupełnie lub tylko częściowo; ale na pewno można. Mieści się to w samym fakcie odczytywania przyszłości, co robimy przecież na co dzień metodą zwykłej intuicji lub wnioskowania , także i bez metod paranormalnych lub ezoterycznych. Im więcej mamy sposobów na oczytywanie przyszłości, tym więcej mamy środków na to, aby odczytane się nie sprawdziło, ponieważ my to zmienimy. Dlatego najgłupszym z nieporozumień jest powszechna obawa przed tym, abyśmy znali przyszłość. Ten szczególny rodzaj tchórzostwa, prywatny wykręt wobec faktu, że jeżeli poznamy przyszłość, to będziemy zbyt głupi, słabi i leniwi, ażeby coś przedsięwziąć wobec tych jej elementów, które nam nie odpowiadają i budzą w nas lęk.
   Poznawanie przyszłości jest dla ludzi mocnych. Dla wiedzących, czego chcą i co jest możliwe. Gotowych podejmować w związku z tym jakieś decyzje i realizować je.
   W miarę odczytywania Kodu Biblii (wystarczy tego zajęcia jeszcze na długie lata dla całego zespołu badaczy zaopatrzonych w największe komputery) staje się jasne, że nie zawiera on fatalistycznych pewników, co się musi wydarzyć i na co nie ma żadnej rady, lecz ostrzeżenia. Kto je pozna i nie kiwnie mimo tego palcem, niech ma sam do siebie pretensje, że coś złego się wydarzyło.
   Skutek jest oczywiście wypadkową różnych sił i przyczyn. Sprawy nie są do końca w naszych rękach. Ale są w znacznej części. Najlepiej wyraża to jedna z najmądrzejszych sentencji, wspólnie urobiona przez Anglików i Francuzów bodajże w XVII wieku: Rób, co możesz, a stanie się, co może się stać.

   Kabała radzi czytać równolegle na poziomie otwartego tekstu i odpowiedzników numerycznych. Kiedy więc pojawiło się groźne ostrzeżenie szoat Jisrael "zagłada Izraela" z informacją w innym miejscu, że będzie to szoa atomit "zagłada atomowa" z Libii, i towarzyszyła mu data 5756 tzn. 1996/97, numer tego roku okazał się równocześnie pytaniem "Czy to zmienicie?"
   W tym rzecz. Zagrożenie było do uniknięcia i dało się odwrócić. Zgłada tym razem nie nastąpiła.

   Książka Michaela Drosnina jest nie tylko pasjonująca z trzech zasadniczych względów: (1) jako szok światopoglądowy i wyzwanie intelektualne dla ludzi przywykłych do racjonalnego myslenia, (2) jako niepokojący zbiór przepowiedni, (3) jako najpoważniejszy od dawna przyczynek do problemu zawartości Biblii.
   Może jeszcze spełnić czwartą rolę, mniej ważną, lecz nadzwyczaj konkretną i pożyteczną.
   Otóż ci z czytelników, którzy opanowali już alfabet hebrajski i chcą się w nim poćwiczyć, mają znakomitą kazję. Książka zawiera około stu porządnie reprodukowanych fragmentów hebrajskiej biblii z zaznaczeniem tych części tekstu, w których mieszczą się przepowiednie. Dopiero kiedy się to zobaczy na włąsne oczy, znając litery i mogąc dokładnie prześledzić w oryginale materiał wyłożony i przełożony po polsku, następuje pełny szok, bo widzi się, że tak rzeczywiście jest. Że to się zgadza. Trudno o ciekawszzy sopsób trenowania swojej znajomości liter hebrajskich. Gorąco to wszystkim polecam. Nie ma tam co prawda nekudot Tylko podstawowe litery spółgłoskowe. Ale to najważniejsze i na razie do sprawdzenia wystarczy. A przy okazji ćwiczący może się przyzwyczaić do widoku imion i nazwisk, dat, oraz niektórych słów pisanych bez użycia samogłosek. Czyli w formie, w jakiej normalny Izraelczyk czta powieść albo gazetę.
   Jak widać, mimo swoich okropnych wad alfabet hebrajski ma również istotne zalety. Może nie w codziennej praktyce, lecz na pewno w zastosowaniu ezoterycznym.
   Czyżby istniał jakis plan Boski w dziwnym fakcie, że tak niepraktycznego alfabetu Żydzi do dzisiaj nie zmienili na lepszy? Mimo jego koszmarnych felerów używają go i pozostawili jedynym narodem świata, w ltórym nie ma i od zarania dziejów nigdy nie było analfabetów. Bo jedynie w tradycji żydowskiej uważa się, że pismo następuje zaraz po Bogu i że istniało wcześniej zarówno od ludzi, jak i od całego wszechświata.
Teoria cz.IV

   Nie zamknę jeszcze tematu kabały, który jest olbrzymi, nawet jeśli ograniczyć go do zagadniej mogących wiązać się z magią. Warto jednak ustalić kilka głównych pojęć, aby nie tłumaczyć ich od początku za każdym razem, jeśli zdarzy się do nich powracać.

   W skład kabały wchodzi wiedza symboliczna, do której zaliczają się scharakteryzowane już pokrótce gematria, temura czyli permutacje, numerologia mistyczna i tzw. natarikon czyli traktowanie wyrazów jako skrótów, gdzie pod każdą literą ukryto zaczynający sie od niej wyraz, co pozwala wyczytać z jednego szereg wyrazów albo całe zdanie: wszystko to są różne metody operowania znaczeniem liter i liczb. Będziemy do nich powracać w miarę potrzeby.
   W następnym odcinku znajdzie się dopełnieające omówienie wyżej wspomnianych technik i praktyk.
   Podam jeszcze trochę szczegółowych przykładów i propozycje dla czytelnika, pozwalające mu rozpocząć własne próby w tym aspekcie działąń i dociekańmagicznych.
   Inna część kabały mówi o aniołąch, demonach i wędrowce dusz. Do tego przejdziemy w następnej kolejności. Trzecia grupa zagadnień to dociekania i spekulacje metafizyczne, w których fundamentalne znaczenie ma tzw. drzewo sfer albo drzewo życia w przeróżnych wersjach: od elemetarnej do bardzo rozbudowanych i ogarniających najróżniejsze dziedziny. Ale wszystkie wywodzą się z wersji podstawowej.
   Oto zasadniczy schemat i obraz rzeczywistości.
   Na schemacie tym widzimy 10 tzw. sfer, stopni, emanacji albo sefirot. Polski wyraz sfera wywodzi się za pośrednictwem greckiego sphaira włąśnie hebrajskiego sefira. Wszystkie te nazwy są wymienne i można ich używać, jak kto woli, ale najczęściej mówimy o sefirze i sefirach, aby te pojęcia typowo kabalistyczne nie myliły się z innymi znczeniami wyrazu sfera.
Oto ich nazwy według powyższego schematu:
    1. keter korona
    2. chochma mądrość
    3. bina rozum
    4. chesed miłość
    5. gewura siła
    6. tiferet piękno
    7. necach trwanie
    8. hod chwała
    9. jesod podstawa
    10. malachut króletwo


   Należy ostrzec przed pojawiającymi się nierzadko w dyletanckich publikacjach pisowniami w rodzaju hokma lub chokma, hesed, gebur lub gevurah, tiphereth, nezach lub neca, nalakut albo malkhuth itp. Nie mają one żadnego uzasadnienia poza tym, że wielu kompilatorów nie ma pojęcia o języku hebrajskim, jego wymowie i pisowni, więc mechanicznie (albo co gorsza, wedle własnej fantazji) przepisują i coraz bardziej przekręcają cytaty z różnojęzycznych źródeł. Pza tym niektórzy piszą o "sefirotach", co jest rażącym błędem, gdyż sefirot to po prostu forma liczby mnogiej od sefira.

   Bóg jest źródłem życia i stwórcą wszechświata, ale zarazem nieskończony (czyli ejn sof, niedostępny, niepojęty. Jest tym, co nieznane (czyli ejn "nic", dla naszego rozumu "nie będący) i co stanow wielki problem (czyli mi "kto"). Zostałby zbeszczeszczony, gdyby pozostawał w bezpośrednim stosunku do świata; dlatego pomiędzy nim a światem znajduje się systemm 10 sefitot czyli "emanacji", za których pośrednictwem Bóg stowrzył świat. Są to zarazem jego kelim "narzędzia" i cinorot "kanały", przez które Boskie działania sie przenosi i wywiera na poszczególne sefirot.
   Z tych dziesięciu sefirot układa się też symboliczny wizerunek niebiańskiego luub idealnego człowieka zwanego Adam Kadmon, którego ziemski człowiek jest tylko bladym odbiciem: jego ciała i organimu albo samej głowy i twarzy. Adam Kadmon to wieczny Adam albo pra-Adam, symbol istoty Boskiej. Stanowi on makrokosmos, duchowy i umysłowy wzór świata materialnego.
   Każda sefira ma swoją bogatą, skomplikowaną teorię i wykładnię. Tu ograniczę się do aabsolutnego minimum, nie wychodząc poza to , co konieczne dla ogólnego zrozumienia tej struktury.
   Chochma to mądrość teoretyczna, natomiast bina praktyczna, odpowiadająca inteligencji. Przypadkowi tłumacze, nie pojmując tej różnicy, unicestwiają jej sens. Przez chesed można zrozumieć także wspaniałość. W innych wersjach zamiast chesed pisze się gedula "wielkość". Gewuta znaczy również "męstwo, dzielność, bohaterstwo". Toteż zamiast siły spotyka się tu również din "prawo, sąd" w znaczeniu sprawiedliwości. Zamiast tiferet figuruje tu niekiedy rachamim "Współczucie, litość, miłosierdzie". Necach można też rozumieć jako zwycięską i niewzruszoną stałość, chwałę i znakomitość. Wreszcie zamiast jesod pojawia się cadik "sprawiedliwy, świętobliwy, prawy", bo w Przysłowiach Salomona 10, 25 powiedziano: cadik jesod olam co znaczy "sprawiedliwy jest podstawą swiatła" albo "trwa przez sprawiedliwość".
   W jednym z bardziej obrazowych przedstawień drzewo życia może również wyglądać jak na obrazku wyżej.
   I jescze inna wersja drzewa życia.

   Struktura kabalistyczna nie jest sprzeczna z nauką współczesną. Wynbika to m.in. z faktu, że współczesny światopogląd naukowy, racjonalistyczny, zajmuje się głównie tym, co kabała określa jako 10 sefirę: malachut O pozostałych dziwięciu po prostu się nie wypowiada, nie zajmuje się nimi.  
   Nieporozumienie, sprzeczność, konflikt pojęć pojawia się dopibero wtedy, kiedy jakaś religia (np. katolicyzm) zaczyna domagać się statusu naukowego dla swojej dogmatyki. Tak jak katolicyzm, który usiłuje zakładać katedry swej teologii na uniwersytetach. Ponieważ ani ta, ani żadna inna teologia nie jest nauką w powszechnie przyjętym znaczeniu tego słowa, prowadzi to wyłącznie do jak najgorszych skutków, nie przynosząc również chluby ani pożytku wyznawcom katolicyzmu ( ani też np. islamu czy protestantyzmu ). Z drugiej strony zaś nauka współczesna, czy okreslimy ją wyrazem "pozytywizm" czy "racjonalizm", "religia nauk
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
gabriela
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2005-04-25
10:30:06

Może się przyda...
> przypomnijmy sobie, jak Lot targował się z  
> Bogiem o to, dla ilu sprawiedliwych powinny ocaleć Sodoma i Gomora.

A nie przypadkiem Abraham?
Takie proste błędy rzucają nieciekawe światło na całość tekstu.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
KtośNikt
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2005-04-25
23:25:45

Może się przyda...
> > przypomnijmy sobie, jak Lot targował się z  
> > Bogiem o to, dla ilu sprawiedliwych powinny ocaleć Sodoma i Gomora.
>  
> A nie przypadkiem Abraham?
> Takie proste błędy rzucają nieciekawe światło na całość tekstu.

Masz rację, to Abraham licytował się z Bogiem, Lot rozmawiał tylko z jego wysłannikami (aniołami), a już napewno się nie targował. Znalazłaś coś jeszcze?  
Ja też poszukam..
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
gabriela
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2005-04-26
20:55:12

Może się przyda...
> Znalazłaś coś  
> jeszcze?  

Nie.
Ale temat temat jest mi raczej obcy.

Pomylenie Abrahama z Lotem to bardzo poważny błąd - chyba, że autor po prostu się przejęzyczył... a to się zdarza.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
blazen93
( :: neuromancer :: )

zdjecie

Wysłano:
2005-05-12
20:39:02

Może się przyda...
> MAGIA i jej tajemnice
> (Robert Stiller)

Osz, fak.
Tylko tego zyda jeszcze tu brakowalo. ;PP
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek



Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>