| www.S:>Czytelnia>Felietony> | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Kvik
Kościół Szatana w Polsce (2002-06-03)
Poniższy tekst powstał w celu podsumowania tematu organizacji satanistycznych w Polsce - tematu, który znów był uprzejmy się pojawić. Zapewne pojawi się jeszcze nie raz i nie dwa, dlatego wyrażenie oficjalnego stanowiska redakcji www.S ma także na celu uniknięcie powtarzania tych samych rzeczy w przyszłości.
Ostatnie pytanie w sondzie brzmiało: "Jaka forma praktykowania satanizmu najbardziej Ci odpowiada?". W chwili pisania tego tekstu odpowiedzi na powyższe pytanie kształtowały się następująco:
| Samotna realizacja filozofii życia. | głosów: 349 |
| Wystarczają mi kontakty internetowe. | głosów: 40 |
| Odprawianie rytuałów z małą grupką przyjaciół. | głosów: 124 |
| Spotkania dyskusyjno-filozoficzne. | głosów: 77 |
| Zorganizowany kościół typu CoS / ToS | głosów: 103 |
Widać wyraźnie, że satanizm jest religią indywidualistów :) którym do szczęścia nie jest potrzebna przynależność do Kościoła, Zakonu czy innego ładnie się nazywającego masowego przedsięwzięcia. Mam też nadzieję, że nie będzie nadinterpretacją stwierdzenie, że o ile organizowanie się nie leży w planach większości, o tyle kontakty wyłącznie internetowe (satanizm korespondencyjny :) ) też nie są optymalnym rozwiązaniem. Nawet, jeśli indywidualizm i tendencje odśrodkowe są tak wyraźne, człowiek przynajmniej raz na jakiś czas ma ochotę spotkać się z kimś wyznającym podobną filozofię, porozmawiać na żywo, przy piwie lub innym dowolnie wybranym materiale pomocniczym. Wydaje mi się, że 'odprawianie rytuałów z małą grupką przyjaciół oraz 'zorganizowany kościół' leżą dość blisko siebie, a główna różnica polega na stopniu formalizacji tych spotkań.
W przypadku niewielkich 'kółek zainteresowań', tworzących się spontanicznie i tak samo znikających sprawa jest jasna - trwałość i cel powstania są różne, różne pomysły dojścia do owego celu, a wszystko zamyka się w kręgu bezpośrednio zainteresowanych. Natomiast rozważając kwestię czegoś większego, ogólnopolskiego, jawnego i legalnego trzeba wziąć pod uwagę kilka rzeczy, o których niedoszli przywódcy zdają się zapominać lub je pomijają - być może w nadziei, że wystarczy zacząć a potem już jakoś samo się poukłada.
Organizacja. Twór skupiający ludzi o podobnych poglądach w celu... w jakimś określonym celu. Co może być celem organizacji? Albo cel jest zewnętrzny, czyli na przykład zbudowanie piramidy (tak sobie abstrakcyjnie rozważam), osiągnięcie jakichś zewnętrznych korzyści dla członków zgromadzenia: materialnych (mniejszości narodowe) lub duchowych (wspólne dążenie ludzkości do zbawienia, cel zewnętrzny, ponieważ zakłada dążenie do zbawienia wg definicji organizacyjnej), albo organizacja ma przynosić korzyści bez interakcji z resztą świata, czyli być kółkiem samopomocy, materialnej lub duchowej. Warto zauważyć, że w pierwszym przypadku punkt ciężkości jest bardziej abstrakcyjny i cel powstania może w pewnym momencie stać się usprawiedliwieniem dla rzeczy, których twórcy nie przewidzieli lub nie mieli w planach. Rewolucje przeciw tyranom kończą się zazwyczaj osadzeniem na tronie kolejnego tyrana. Organizacja może też stracić z oczu swój cel, stając się sztucznym tworem, którego głównym celem staje się usprawiedliwienie własnego istnienia i jego podtrzymanie za wszelką cenę. Lepiej jest, gdy celem zgromadzenia są ludzie w nim uczestniczący - wtedy szansa, że twór nie nabierze nagle własnego życia jest większa.
Oczywiście to są skrajne przypadki i z reguły w rzeczywistości organizacje mniej lub bardziej łączą działania zewnętrzne z zajmowaniem się ludźmi wewnątrz związku. Jaki zatem profil miałby mieć Polski Kościół Satanistyczny?
1. Kwestie zewnętrzne.
To ma być oficjalna organizacja, zatem pierwszym i najważniejszym problemem, który będzie przeszkodą od samego początku i problemem pozostanie przez lata (a bardziej prawdopodobne jest, że nigdy nie będzie rozwiązany) są stereotypy łączące się z satanizmem. Nieważne, ile energii się włoży w ich zmianę, one pozostaną. Uszy społeczeństwa są zamknięte na słowa prawdy. Tym bardziej, że aktywne czynniki chrześcijańskie (i inne) nie są zainteresowane podnoszeniem społecznej świadomości - są jej przeciwne. Satanizm głosi wolność, co stoi w jaskrawej sprzeczności z interesami rozmaitych duchowych przywódców. Samo społeczeństwo siłą bezwładności i umysłowego lenistwa jest nieszczególnie chętne do uczenia się i porzucania błędnych przekonań. Orka na ugorze, po prostu. Nie mówię, że to jest niewykonalne, natomiast ilość czasu i energii poświęconej na ten cel nie równoważy potencjalnych (tylko potencjalnych) korzyści. Można też zarejestrować kościół i nie przejmować się społeczeństwem - ale wtedy po co rejestracja? Żeby sprowadzać samochody bez cła? (z góry uprzedzam, że to już nie wchodzi w grę - prawo nam się znowelizowało :) ). Owszem, dla jakichś doraźnych korzyści może i miałoby to sens. Ale z kolei nie widzę, żeby ktoś myślał w ten sposób, za każdym razem propozycja 'organizujmy się' pociąga za sobą ideologię i utopijne marzenia o satanistycznym społeczeństwie. 'Idźmy przez życie z podniesionym czołem', jak ktoś to ładnie napisał na Forum. Złośliwie dodam: 'tylko uważajmy na niskie sufity'.
Druga sprawa: oprócz edukacji społeczeństwa ważniejsza jest edukacja 'braci w wierze', którzy swą wiedzę na temat satanizmu czerpią z tekstów tru-black-metalowych kapel. Czyli tak zwanych pseudosatanistów. Stereotypy najczęściej biorą się z czyjejś chorej wyobraźni, owszem, ale często przybierają nieprzyjemnie materialny wyraz za pośrednictwem ludzi czerpiących z nich natchnienie i usprawiedliwienie własnych chorych pomysłów. A jest ich sporo.
Oficjalna satanistyczna organizacja będzie automatycznie podejrzewana o wszelkie ciemne sprawki - każdy zdewastowany cmentarz, zgwałconą dziewicę i martwego kota. No i o całe zło świata oczywiście też. Rejestracja związku wyznaniowego da punkt zaczepienia dla wszystkich nadaktywnych działaczy - walczących ze złem tropicieli czarownic. Oni doskonale zdają sobie sprawę z naszego istnienia, ale dopiero coś wyglądającego na zgodę państwa na naszą obecność podziała na nich jak czerwona płachta na byka. Przewrażliwionego, ślepego, starego byka.
Poza tym satanizm jako religia z definicji nie jest punktem ciężkości w interakcji człowiek-społeczeństwo. Jest sprawą wewnętrzną w przeciwieństwie do religii ukierunkowanych na głoszenie dobrej nowiny każdemu i wszędzie niezależnie od tego, czy ktoś chce słuchać, czy nie. Prozelityzm nie jest częścią satanistycznej ideologii - jest jej przeciwny.
2. Kwestie wewnętrzne.
Organizacja nie może być celem samym w sobie. Musi dawać coś tym, którzy ją tworzą. To oczywiste. Organizowanie spotkań, kursów, wyjazdów, jakichkolwiek wspólnych przedsięwzięć wymaga bazy materialnej. Tej bazy po prostu nie ma. Średnia wieku u ludzi mających ambicję i chęci robienia czegoś w tym kierunku to około 20 lat. Studenci, często na utrzymaniu rodziców, nie posiadający zaplecza finansowego wystarczającego na przeżycie miesiąca bez wspomożenia z zewnątrz. Trudno tu mówić o ziemskiej potędze :) Z kolei ludziom, którzy już do czegoś doszli, kościół bynajmniej nie jest potrzebny - wręcz byłby utrudnieniem. Biznesmen lub polityk po zadeklarowaniu swej religijnej przynależności byłby spalony. Zresztą nie widzę powodu, dla którego ktoś miałby obnosić się z pentagramem w klapie marynarki. Matka Boska owszem, ten typ tak ma - niektórzy katolicy źle się czują nie pokazawszy, w co wierzą.. ale praktycznego celu to nie ma. Poza poprawą samopoczucia, niemniej zakładanie związku religijnego tylko po to, żeby sobie zrobić dobrze na ego.. no cóż. Dobry psychoanalityk jest drogi, ale i tak może wyjść taniej niż bawienie się w organizacje. A na pewno wyjdzie zdrowiej.
I tu właśnie tkwi moje główne zastrzeżenie co do ludzi chcących coś robić. Oni po prostu wydają się nie zastanawiać zupełnie nad podstawową kwestią, czyli skąd do diabła przychodzą im do głowy takie pomysły. Ja przez to już przechodziłem jakiś czas temu i zdaję sobie sprawę, jak wygląda podejście do świata w okresie młodzieńczego buntu. Co dzieje się w duszy, o hormonach nie wspominając. A należy podkreślić rzecz o wiele ważniejszą niż braki kapitałowe: założenie powszechnego kościoła pociąga za sobą wzięcie odpowiedzialności za osoby, które się przyłączą. Za ich rozwój, za ich umysły. Za ich zdrowie psychiczne. Nie mam złudzeń co do tego, co może wyniknąć z organizacji dowodzonej przez ludzi, którzy nie osiągnęli dojrzałości psychicznej wystarczającej do poznania samego siebie, do bycia odpowiedzialnym za siebie - a co tu dopiero mówić o odpowiedzialności za innych. Nic nie zastąpi doświadczenia biorącego się z przeżycia na własnym przykładzie tego, co życie może ze sobą przynieść. Nawet najwyższe IQ nie da tego, co daje czas - IQ może posłużyć do tworzenia pięknych teorii na temat życia, działania wszechświata, pisania porywających esejów, owszem. Bez weryfikacji przez życie te teorie są warte mniej niż czas poświęcony na ich stworzenie. Skuteczność jest miarą prawdziwości - ale jeśli skuteczność nie została potwierdzona, nie wiadomo, jaka jest naprawdę. Najczęściej okazuje się, że teorie w wielu miejscach trzeba poprawić - życie jest bezlitosne dla teoretyków.
Ale jeśli ktoś chce być królikiem doświadczalnym, ma do tego niezbite prawo, oczywiście. Ktoś musi w końcu być negatywnym przykładem dla ludzkości na drodze do powszechnego szczęścia :>
Kvik
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















