Satan.pl > Czytelnia > Nietzsche >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

0| Przedmowa

<poprzedni<  początek >następny>

3.

Przy pewnym właściwym mi wątpieniu, które niechętnie wyznaję (stosuje się ono mianowicie do  m o r a l n o ś c i, do wszystkiego, co dotąd na ziemi jako moralność było czczone), przy wątpieniu, które w mym życiu wystąpiło tak wcześnie, tak niewzywanie, tak niepowstrzymanie, tak sprzecznie z otoczeniem, wiekiem, przykładem, pochodzeniem, żebym miał prawie prawo nazwać je swym a priori1 - musiała ciekawość moja, równie, jak moje podejrzenie, zatrzymać się zawczasu przy pytaniu:  j a k i e   p r a ź r ó d ł o  ma właściwie nasze dobro i zło; w istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat praźródła zła2. Poświęciłem mu w wieku, gdy się ma "na pół igraszki dziecinne, na pół Boga w sercu"3, pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną, pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. A co się tyczy mego ówczesnego rozwiązania problematu, to oddałem, jak słuszna, Bogu cześć i uczyniłem go  o j c e m  zła. Czy  t a k  właśnie chciało ode mnie me a priori, to nowe niemoralne, co najmniej bezmoralnościowe a priori i ten przemawiający z niego - ach, tak antykantowski, tak zagadkowy - "imperatyw kategoryczny", któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nie tylko posłuchu?... Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła  p o z a  światem. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia, wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w kierunku psychologicznych zagadnień w ogóle, zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: "dobrze" i " źle" i  j a k ą   w a r t o ś ć   m a j ą   o n e   s a m e ? Wstrzymywałyż one czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku, zubożenia, zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie, czy zdradza się w nich pełnia, siła, żądza życia, jego odwaga, jego ufność, jego przyszłość? - Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi, odróżniałem czasy, ludy, społeczne stopnie indywiduów, specjalizowałem swój problemat, z odpowiedzi rodziły się nowe pytania, badania, przypuszczenia, możliwości. Aż w końcu zdobyłem własną krainę, własną ziemię, cały milczący, rosnący, kwitnący świat, jakby tajne ogrody, których nikt nie śmiał przeczuwać... Och, jakże  s z c z ę ś l i w i  jesteśmy, my poznający, pod warunkiem, byśmy jeno dość długo milczeć umieli!...

5.

W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu, niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu, do którego jest jednym z wielu środków). Chodziło mi o  w a r t o ś ć  moralności - i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem, do którego, jako do obecnego, namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (- bo i owa książka była "pismem polemicznym"). W szczególności chodziło o wartość "nieegoistycznego pierwiastka", instynktów litości, samozaparcia, ofiary z samego siebie, które Schopenhauer tak długo pozłacał, przebóstwiał i w zaświat przerzucał, aż ostatecznie zostały dla niego "wartościami samymi w sobie", na których podstawie życiu i sobie samemu  r z e k ł   "n i e". Lecz właśnie przeciw  t y m  instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość, coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości, jej najwznioślejszy wabik i manowiec - dokąd jednak? W nicość? Tu właśnie widziałem początek końca, zastój i wstecz spoglądające znużenie, wolę zwracającą się  p r z e c i w  życiu, ostatnią niemoc, zwiastującą się tkliwie i smętnie. Rozumiałem tę coraz szerzej grasującą moralność litości, która nawet filozofów dosięgła i uczyniła chorymi, jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury, jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? Ku buddyzmowi europejskiemu? Ku - n i h i l i z m o w i ?... To współczesne uprzywilejowanie i przecenianie litości przez filozofów jest bowiem czymś nowym. Właśnie co do  b e z w a r t o ś c i o w o ś c i  litości zgadzali się dotąd filozofowie. Wymieniam tylko Platona, Spinozę, La Rochefoucauld i Kanta, cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie różne, lecz w jednym zjednoczone: w lekceważeniu litości. -

6.

Problemat  w a r t o ś c i  litości i moralności litości (- jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć -) wydaje mi się najpierw czymś wyosobnionym, znakiem pytania dla siebie. Kto jednak raz tu utknie, tu pytać się  n a u c z y, temu przydarzy się, co mnie się przydarzyło: ogromny, nowy widnokrąg otworzy się przed nim, możliwość chwyci go jak zawrót głowy, wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności, podejrzenia, strachu, wiara w moralność, we wszelką moralność, we wszelki morał zachwieje się - w końcu odezwie się głośno nowe żądanie. Wymówmy je, to nowe  ż ą d a n i e: potrzeba nam  k r y t y k i  moralnych wartości,  s a m ą   w a r t o ś ć   t y c h   w a r t o ś c i   n a l e ż y   r a z   p o d a ć   w   w ą t p l i w o ś ć. Do tego zaś konieczna jest znajomość warunków i okoliczności, z których wyrosły, wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek, jako symptom, jako maska, jako świętoszkostwo, jako choroba, jako nieporozumienie; lecz także moralność jako przyczyna, jako środek leczniczy, jako stimulans, jako zapora, jako trucizna), znajomość, jaka ani dotąd nie istniała, ani nawet choćby tylko pożądana nie była. Przyjmowano  w a r t o ś ć  tych "wartości" jako daną, jako oczywistą, jako leżącą poza wszelkim podawaniem w wątpliwość. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu "dobremu" wyższej wartości, niż "złemu", wyższej wartości w rodzaju sprzyjania, pożyteczności, dopomagania rozwojowi  c z ł o w i e k a  w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą? Jak to? Jeśliby w "dobrem" także tkwił objaw cofania się, a więc niebezpieczeństwo, uwiedzenie, jad, narkotyk, dzięki którym teraźniejszość żyłaby  k o s z t e m   p r z y s z ł o ś c i ? Może wygodniej, mniej niebezpiecznie, ale i w mniejszym stylu, niżej? ... Tak, żeby właśnie moralność była temu winna, jeśliby możliwej samej w sobie  n a j w y ż s z e j   m o c y   i   w s p a n i ał o ś c i  typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak, żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy?...





1. A priori  (łac.) - Z założenia ; z tego, co wcześniej.

2. Pierwszą w życiu Nietzschego filozoficzną pracą była rozprawa O początku zła napisana 1857 roku.

3. Johann Wolfgang von Goethe. Faust, część I, Katedra.




<poprzedni<  początek >następny>




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>