| Satan.pl > Sztuka > Liryka > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Danse Macabre
Dumna ze swej postawy jak kobieta żywa, Ze swym bukietem, chustką i rękawiczkami, Ma niedbale swobodny powab, co wyzywa, I wdzięk chudej kokietki, co drażni i mami. Któż i na jakim balu widział kibić węższą? Jej suknia, w obfitości przesadnie bogatej, Spływa bujnie na zwięzłą stopkę, którą więżą Pantofelki w pomponach, śliczniutkie jak kwiaty. Kryza, która się huśta u jej obojczyków, By ruczaj pożądliwy, trący się o skały, Broni nader wstydliwie od sprośnych przytyków Jej żałobne powaby skryte w muślin biały. Mrok i próżnia, w jej oczach głębokich widnieje, A jej czaszka, ozdobna w wieniec kwiatów hojny, Miękko się na jej wątłym kręgosłupie chwieje. - O uroku nicości obłąkańczo strojnej! Kochankowie pijani winem cielesności Będą cię nazywali wstrętnym dziwolągiem, Nie pojmując wykwintu kształtnej ludzkiej kości; Mnie zaś nęcisz, kościeju, przemożnym pociągiem! Czy ci się nie zechciało wetknąć swych trzech groszy W święto życia? Czy-ć żądza dawna nie uniosła I, bodąc twoje dotąd niezmartwiałe trzosła, Nie gna cię, łatwowierna, na Sabat Rozkoszy? Przy śpiewaniu tych skrzypiec, w płomieniu tej świecy Przybywaszże utopić swą szyderczą zmorę? Czy spodziewasz się zgasić w rozpasanej hecy Owo trawiące piekło, co ci w sercu gore? Tyś pradawnej boleści wiecznotrwały cerber! Tyś odwieczna krynica grzechu i głupoty! Poprzez wygiętą kratę żółtych twoich żeber Dotychmiast widzę gadów nienasytnych sploty. Choć mię twoja zalotność nęci nieodparcie, Wątpię jednak, czy innych do miłości zmusi; Z tych wszystkich śmiertelników, któż się zna na żarcie? Wszak powab okropności - silnych jeno kusi! W bezdeni twoich oczu wiecznie zawrót gości, Pełen potwornych myśli jak wężowych kłębów; Nikt rozsądny nie może patrzeć bez nudności Na drwiący uśmiech twoich trzydziestu dwu zębów. A przecie - któż nie ściskał szkieletu w ramionach, Dla kogo wnętrze grobu żadnych czarów nie ma? Cóż bo tam po perfumach, stroju lub znamionach! Kto się w wybredność bawi, snadź się pięknym mniema, Beznosa bajadero, wzorze ludzkich ruder! Powiedzże tym tancerzom, którzy tak się drożą: "O wy, pyszne wymoczki! Mimo róż i puder Zalatujecie śmiercią! Kościeje z obrożą, Antinousy zwiędłe aż do kręgosłupów, Zwłoki pokostowane, Don Juany niemrawe! Wszechświatowa ruchawka tańca kościotrupów Unosi was ryczałtem w nieznaną dzierżawę! Od wrącego Gangesu di zimnej Sekwany Hasa trzoda śmiertelna - i nie widzi zgoła, Że z otworu w suficie tkwi trąba Anioła, Przeraźliwie gotowa, by łuk napinany. W każdym ziemskim klimacie, pod śniegiem, pod znojem, Śmierć przygląda się tobie, pocieszna Ludzkości! I - jak ty - na swe ciało zlewając wonności, Miesza swoją ironię z obłąkaniem twojem." "De profundis clamavi" Jedynie, ukochana, błagam twej litości Z głębi przepaści mrocznej, gdzie serce me kona! Wszechświat to czarny, nad nim z ołowiu opona, Tam przestrach i bluźnierstwo nurza się w ciemności. Słońce bez żaru nad nim wznosi się pół roku, Drugie pół roku ziemię okrywa noc czarna. Jest to kraj bardziej nagi niż ziemia polarna; Ni zwierza, ni zieleni, ni drzew, ni potoku! I nie ma zgrozy większej, straszniejszej na ziemi Nad zimną srogość słońca z blaski lodowemi I ową noc bezmierną wiecznego chaosu. Zwierzętom najpodlejszym zazdroszczę więc losu, Bo sen je w odrętwiałość bezmyślną spowija: Tak z wrzeciona się wolno nić czasu odwija! |
Powrót
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















