| Satan.pl > Sztuka > Epika > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Ayn Rand - Hymn
I
Zbrodnią jest to pisać. Zbrodnią jest myśleć słowami, którymi nie myśli nikt inny i zapisywać je na papierze, którego nikt inny nie powinien zobaczyć. Jest to nikczemne i złe. To tak jakbyśmy mówili wyłącznie do siebie. I my wiemy, że nie ma gorszego przestępstwa, niż myśleć i robić cokolwiek samemu. Złamaliśmy prawa. Prawa mówią, że ludzie nie mogą pisać dopóki się im na to nie zezwoli. Może będzie nam to wybaczone. Ale nie jest to nasze jedyne wykroczenie. Popełniliśmy gorsze przestępstwo, dla którego nie ma nazwy. Nie wiemy jaka kara nas czeka, jeżeli zostanie ono wykryte, gdyż pamięć ludzka nie zna takiej zbrodni i nie ujmują ją żadne prawa. Ciemno tu. Płomień świecy stoi nieruchomo w powietrzu.
W tunelu nie porusza się nic za wyjątkiem naszej ręki na papierze. Jesteśmy sami - to straszne słowo sami. Prawa mówią, że żaden z ludzi, nie może przebywać w samotności kiedykolwiek i gdziekolwiek, gdyż jest to wielkim przestępstwem i źródłem zła. Lecz my złamaliśmy wiele praw. I teraz nie ma tu niczego z wyjątkiem naszego ciała i to jest niezwykłe - widzieć jedynie dwie nogi wyciągnięte na ziemi, a na ścianie przed nami cień tylko naszej głowy. Ściany są popękane i woda spływa po nich cienkimi strugami, nie wydając najmniejszego dźwięku, czarna i błyszcząca jak krew. Ukradliśmy świecę ze spiżarni Domu Zamiataczy Ulic. Jeśli zostanie to wykryte, będziemy skazani na dziesięć lat Pałacu Poprawy. lecz jest to nieważne, znaczenie ma tylko to, że światło jest cenne i nie powinniśmy go trwonić na pisanie, gdyż jest nam potrzebne do tej pracy, która jest przestępstwem. Nic nie ma znaczenia oprócz pracy, naszego sekretu, naszego przestępstwa, naszej cennej pracy. Jednak musimy też pisać, gdyż może Rada zlituje się nad nami - chcemy mówić raz wyłącznie do siebie.
Na imię mamy Równość 7-2521, tak jest napisane na żelaznej bransolecie, którą wszyscy ludzie noszą na przegubie lewej ręki, każdy z wyrytymi na nich imionami. Mamy 21 lat. Mamy 6 stóp wzrostu i to jest nasze brzemię gdyż niewiele ludzi ma taki wzrost - aż 6 stóp. Wszyscy Nauczyciele i Przewodniczący wskazywali na nas, marszczyli brwi i mówili "zło tkwi w waszym ciele - Równość 7 -2521, gdyż wyrosło ono ponad ciała waszych braci". Ale my nie możemy zmieniać ani naszych kości, ani naszego ciała. Urodziliśmy się obciążeni klątwą, która zawsze pchała nas do myśli zabronionych. Ona zawsze kazała pragnąć tego, czego ludziom pragnąć nie wolno. Wiemy, że tkwi w nas zło, ale nigdy nie mieliśmy ani woli ani siły, aby stawić mu opór. To jest nasze zdziwienie i nasz skrywany lęk, że wiemy o tym i nie sprzeciwiamy się temu. Próbowaliśmy być takimi jak nasi bracia, gdyż wszyscy ludzie muszą być jednakowi.
Nad bramami Pałacu Rady Świata wyryte są w marmurze słowa, które sobie powtarzamy, gdy jesteśmy kuszeni do zła. "Jesteśmy jednym we wszystkich i wszystkim w jednym. Nie ma ludzi a tylko wielkie MY. Jedno, niepodzielne i wieczne" Powtarzamy to sobie lecz nie pomaga nam to. Słowa te były wyryte dawno temu. Żłobienia liter pokrywa zielony mech i na marmurze zachowanym z zamierzchłych czasów powstały żółte zacieki. Słowa te są prawdą gdyż wyryte są na Pałacu Rady Świata, a Rada Świata jest ciałem prawdy. Tak było od Wielkiego Odrodzenia i jeszcze wcześniej, od niepamiętnych czasów. Ale nie wolno nam mówić o czasach przed Wielkim Odrodzeniem, bowiem jesteśmy za to skazywani na pałac poprawy. To tylko starzy szepczą o nich wieczorami w Domu Bezużytecznych. Oni szepczą o wielu dziwnych rzeczach; o wieżach, które wyrastały aż do nieba w tych Niewspominanych Czasach, o wagonach, które poruszały się bez koni i o światłach, które paliły się bez ognia.
Ale były to złe czasy. I minęły bezpowrotnie, gdy Człowiek ujrzał Wielką Prawdę: że wszyscy ludzie są jednością i że nie ma żadnej woli, oprócz woli wszystkich ludzi razem. Wszyscy ludzie są dobrzy i mądrzy. Tylko my Równość 7-2521, my jedynie urodziliśmy się z klątwą. Gdyż nie jesteśmy jak nasi bracia. I gdy patrzymy wstecz, widzimy, że tak było zawsze, i że to krok po kroku, przywiodło nas do naszego ostatniego, największego przestępstwa, naszej zbrodni wszystkich zbrodni, ukrytej tutaj pod ziemią. Pamiętamy Dom Dzieci, w którym żyliśmy wraz z innymi dziećmi Miasta urodzonymi w tym samym roku, aż do ukończenia pięciu lat. Sypialnie były tam białe i czyste, opróżnione z wszystkiego oprócz stu łóżek. Tak więc, byliśmy tacy sami jak wszyscy nasi bracia, z wyjątkiem jednego przewinienia: biliśmy się z naszymi braćmi. Mało jest przestępstw gorszych niż bicie się z naszymi braćmi, bez względu na wiek i powód. Rada Domu pouczała nas o tym i spośród wszystkich dzieci jednego rocznika my najczęściej byliśmy zamykani w piwnicy.
Kiedy ukończyliśmy pięć lat, wysłano nas do Domu Uczniów, w którym było dziesięć oddziałów, na dziesięć lat naszej nauki. Ludzie muszą się uczyć dopóki nie osiągną piętnastego roku życia. Później zaczynają pracować. W Domu Uczniów wstawaliśmy, gdy zadzwonił dzwon na wieży i szliśmy spać gdy zadzwonił ponownie. Zanim zdjęliśmy ubrania, staliśmy w wielkiej sypialni, każdy z podniesioną prawą ręką i mówiliśmy wspólnie z trzema naszymi Nauczycielami na czele: "Jesteśmy niczym. Ludzkość jest wszystkim. Możemy żyć dzięki łasce naszych braci. Istniejemy przez nich, dzięki nim i dla nich - naszych braci, którzy są Państwem. Amen" Potem spaliśmy. Sypialnie były białe i czyste, opróżnione z wszystkiego z wyjątkiem stu łóżek.
My Równość 7-2521, nie byliśmy szczęśliwi przez te lata spędzone w domu uczniów. Nie dlatego, że nauka była zbyt trudna dla nas, lecz dlatego, że była ona zbyt łatwa. Rada zawodów przybyła w pierwszy dzień wiosny i zajęła miejsca w wielkiej sali. A my, którzy skończyliśmy 15 lat i wszyscy Nauczyciele, weszliśmy do sali. A członkowie mieli do powiedzenia jedynie dwa słowa. Wywoływali imiona Uczniów i kiedy Uczniowie stawali przed nimi mówili kolejno: "Cieśla", albo "Lekarz", albo "Kucharz", albo "Przewodniczący". Wtedy Uczeń podnosił prawą rękę i mówił "Wola naszych braci będzie spełniona." Jeśli Rada powie "Cieśla", albo "Kucharz", Uczniowie przeznaczeni do tych zawodów idą do pracy i nie uczą się już więcej.
Ale jeśli Rada powie "Przewodniczący", wtedy Uczniowie idą do Domu Przewodniczących, który jest największym domem w Mieście i ma aż trzy piętra. Tam uczą się przez trzy lata, by zostać kandydatami, aby następnie być wybranymi do Rady Miasta, Rady Państwa, Rady Świata - przez wolne i powszechne głosowanie wszystkich ludzi. Ale my nie chcieliśmy zostać Przewodniczącym, chociaż to wielki zaszczyt. Chcieliśmy być uczonym. Czekaliśmy więc na naszą kolej w wielkiej sali i usłyszeliśmy, że Rada Zawodów woła nas po imieniu: "Równość 7-2521". Szliśmy w kierunku podium i patrzyliśmy na Radę Zawodów, a nasze nogi nie drżały. W Radzie było pięć osób - trzy rodzaju męskiego i dwie rodzaju żeńskiego. Ich włosy były białe, a twarze spękane jak glina w korycie rzeki.
Byli starzy. Siedzieli przed nami i nie ruszali się. I nie dostrzegliśmy oddechu, który poruszałby falami ich białych tog. Ale wiedzieliśmy, że są żywi, gdyż palec ręki najstarszego podniósł się i opadł z powrotem. Była to jedyna rzecz, która się poruszała, gdyż wargi ich pozostały nieruchome, gdy mówili "Zamiatacz Ulic". Poczuliśmy ucisk krtani, ale nasza głowa podniosła się wyżej aby spojrzeć na twarze Rady i byliśmy szczęśliwi. Wiedzieliśmy, że zawiniliśmy, ale teraz znaleźliśmy sposób by to odpokutować. Przyjmiemy nasz Mandat Życiowy i będziemy pracować dla naszych braci z zadowoleniem i ochotą i tym wymażemy nasz grzech przeciw nim, grzech o którym nie wiedzieli, ale który my znaliśmy. Byliśmy więc szczęśliwi i dumni z siebie i naszego zwycięstwa nad sobą.
Podnieśliśmy naszą prawą rękę i powiedzieliśmy najczystszym i najbardziej donośnym głosem, jaki rozległ się tego dnia: "Wola naszych braci będzie spełniona". I patrzyliśmy prosto w oczy Rady, ale ich oczy były jak zimne niebieskie, szklane guziki. Poszliśmy więc do Domu Zamiataczy Ulic. Jest to szary Dom w wąskiej ulicy. Na jego dziedzińcu znajduje się tarcza zegara słonecznego, pokazującego Radzie Domu godziny i porę dzwonienia. Wszyscy wstajemy z łóżek, gdy usłyszymy bicie dzwonu. Niebo w naszych wschodnich oknach jest zimne i zielone. Cień na tarczy zegara wyznacza pół godziny, podczas której ubieramy się, jemy śniadanie w jadalni, gdzie jest pięć długich stołów z dwudziestoma glinianymi talerzami i dwudziestoma glinianymi kubkami na każdym. Później wychodzimy z naszymi szczotkami i grabiami na ulice Miasta. Po pięciu godzinach, gdy słońce jest już wysoko, wracamy do Domu i jemy nasz drugi posiłek, na który mamy pół godziny.
Następnie wracamy do pracy. Po pięciu godzinach gdy na chodnikach cienie są szare, a błękit nieba jest głęboki i ciemny wracamy na obiad trwający godzinę. Potem dzwoni dzwon i idziemy równymi kolumnami do jednej z Hal Miejskich na Spotkanie Towarzyskie. Inne kolumny ludzi przybywają z Domów różnych Zawodów. Zapala się świece, a Rady Domów stają przy pulpicie i mówią do nas o naszych obowiązkach i o obowiązkach naszych braci. Następnie Przewodniczący czytają nam przemówienia, które były wygłoszone w Radzie Miasta tego dnia, gdyż Rada Miasta reprezentuje wszystkich ludzi i wszyscy ludzie muszą je znać. Potem śpiewamy hymny: Hymn Braterstwa, Hymn Równości, Hymn Jedności Ducha. Kiedy wracamy do domu niebo jest już ciemnopurpurowe. Wtedy dzwoni dzwon i równymi kolumnami idziemy do Teatru Miejskiego na trzy godziny Rozrywki Towarzyskiej.
Przedstawiają w nim sztukę z dwoma wielkimi chórami z Domu Aktorów, które mówią i opowiadają razem dwoma potężnymi głosami. Sztuki są o trudzie, jaki jest pożyteczny. Następnie równą kolumną wracamy do Domu. Niebo jest jak czarne sito przetykane srebrnymi kropkami, które drżą gotowe do wybuchu. Ćmy biją o lampy uliczne. Kładziemy się do naszych łóżek i śpimy aż do dzwonu. Sypialnie są białe i czyste, opróżnione z wszystkiego oprócz stu łóżek. W ten sposób żyliśmy dzień w dzień przez cztery lata, aż dwie wiosny temu popełniliśmy naszą zbrodnię. tak muszą żyć wszyscy ludzie dopóki nie skończą 40 lat. Po 40-tce są już zużyci. Po 40-stce są wysyłani do Domu Bezużytecznych, gdzie mieszkają Starcy.
Starcy nie pracują, opiekuje się nimi Państwo. Latem siedzą w słońcu a zimą przy kominku. Mówią rzadko ponieważ są zmęczeni. Starcy wiedzą, że wkrótce umrą. Jeśli zdarzy się jakiś cud i paru z nich dożyje lat czterdziestu pięciu są wtedy Starożytni, a dzieci przyglądają im się, przechodząc obok Domu Bezużytecznych. Takie było życie naszych wszystkich braci, którzy byli przed nami. Takie byłoby nasze życie, gdybyśmy nie popełnili naszej zbrodni, która wszystko zmieniła. Nasza klątwa popchnęła nas do tego. Byliśmy dobrym Zamiataczem Ulic, poza naszym przeklętym pragnieniem wiedzy. Zbyt długo patrzeliśmy nocą na gwiazdy, na drzewa i ziemię. A kiedy czyściliśmy podwórko Domu Uczonych, zbieraliśmy szklane fiolki, kawałki metali, suche kości, które oni wyrzucali. Chcieliśmy zatrzymać te rzeczy i badać je, ale nie znaleźliśmy żadnego miejsca, w którym moglibyśmy je ukryć. Tak więc zabieraliśmy je do Miejskiego Śmietnika i wtedy zrobiliśmy odkrycie. Było to poprzedniej wiosny.
My, Zamiatacze Ulic, pracujemy w brygadach po trzech ludzi w każdej. Byliśmy razem ze Zjednoczeniem 5-3992, którzy są półgłówkiem i z Międzynarodowym 4-8818. Zjednoczenie 5-3992 są chorowici i czasami dostają konwulsji, wtedy ich usta drżą, a oczy stają się białe. Ale Międzynarodowy 4-8818 są inni. Są wysocy mocni, a ich oczy są jak iskierki ognia pełne śmiechu. Nie można się patrzeć na nich i nie uśmiechać się w odpowiedzi. Z tego też powodu nie byli lubiani w Domu Uczniów, gdyż śmiech bez przyczyny był nie na miejscu. Poza tym nie byli lubiani dlatego, że kawałkiem węgla rysowali na murach rysunki, które sprawiały, że ludzie się śmiali. Jedynie nasi bracia z Domu Artystów mogli rysować rysunki, więc Międzynarodowy 4-8818 zostali posłani do Domu Zamiataczy Ulic, tak jak my.
Międzynarodowy 4 -8818 i my jesteśmy przyjaciółmi. Mówić o tym jest złem, gdyż kochać kogokolwiek bardziej niż innych ludzi to przestępstwo, Wielkie Przestępstwo Upodobania: musimy bowiem kochać wszystkich ludzi jednakowo, gdyż wszyscy ludzie są naszymi przyjaciółmi. Międzynarodowy 4-8818 i my nigdy nie mówiliśmy o tym. Ale wiemy. Wiemy gdy patrzymy w oczy innym. Kiedy tak patrzymy bez słowa, obydwaj wiemy o innych rzeczach, dziwnych rzeczach, dla których nie ma słów; i te rzeczy przerażają nas. Tak więc w dzień przed ostatnią wiosną Zjednoczenie 5-3992 dostali ataku konwulsji, na granicach Miasta, niedaleko Miejskiego Teatru. Położyliśmy ich w cieniu namiotu Teatru Miejskiego i poszliśmy z Międzynarodowym 4-8818 skończyć naszą pracę. Poszliśmy razem do wielkiego parowu niedaleko Teatru. Był prawie pusty, z wyjątkiem paru drzew i trzciny. Za parowem jest równina, a poza nią rozciąga się Nieoznaczony Las, o którym nie wolno nawet myśleć. Zbieraliśmy nawet papiery i szmaty, które wiatr wywiał z Teatru, gdy nagle pomiędzy trzcinami ujrzeliśmy żelazny pręt. Był stary i wskutek wielu deszczów zardzewiały. Ciągnęliśmy z całych sił, ale nie mogliśmy go ruszyć.
Zawołaliśmy więc Międzynarodowego 4-8818 i razem odgarnęliśmy ziemię dookoła prętu. Nagle osunął się pod nogami grunt i ujrzeliśmy starą żelazną kratę nad czarnym dołem. Międzynarodowy 4-8818 cofnęli się. Ale my odsunęliśmy kratę, robiąc przejście. I wtedy ujrzeliśmy żelazne pierścienie podobne do schodów, które prowadziły w dół szybu, w ciemność bez końca. "Zejdźmy w dół", powiedzieliśmy do Międzynarodowego 4-8818. "To zabronione", odpowiedzieli. Powiedzieliśmy do nich: "Rada nic nie wie o tej dziurze, więc nie może to być zabronione". Ale oni odparli: "Skoro Rada nie wie o tej dziurze, nie ma więc żadnego prawa, które pozwalałoby wejść do niej. A wszystko, co nie jest dozwolone przez prawo, jest zakazane". Lecz odpowiedzieliśmy: "Jednak my zejdziemy". Byli przestraszeni, ale stali obok i patrzyli jak schodziliśmy. Wisieliśmy na żelaznych pierścieniach. Pod sobą nie mogliśmy dostrzec niczego. A ponad nami otwór na tle nieba stawał się mniejszy i mniejszy, aż stał się mały jak guzik. Ale my ciągle schodziliśmy w dół. Wtem nasze stopy dotknęły ziemi.
Przecieraliśmy oczy gdyż nic nie mogliśmy dostrzec. Potem oczy nasze przyzwyczaiły się do ciemności, lecz my nie mogliśmy uwierzyć w to co zobaczyliśmy. Żadni znani nam ludzie nie mogli zbudować tego miejsca, ani żadni ludzie znani naszym braciom, którzy żyli przed nami - a jednak było ono zbudowane przez ludzi. Był to olbrzymi tunel. Jego ściany były mocne i gładkie, pod palcami czuło się kamień, ale nie był to, kamień. Na ziemi były długie cienkie szyny z żelaza, ale to nie było żelazo, było gładkie i zimne jak szkło. Uklęknęliśmy i czołgaliśmy się w głąb, nasze ręce szukały po omacku wzdłuż żelaznej linii, aby sprawdzić, gdzie może ona prowadzić. Przed nami były niezgłębione ciemności. Tylko żelazne tory przebłyskiwały przez nią proste i białe wyzywające nas, by za nimi podążyć. Ale my nie mogliśmy tam iść, gdyż pozostawiliśmy światło za nami. Więc odwróciliśmy się i wycofaliśmy z powrotem z rękami na żelaznej linii. A nasze serce waliło jak młot bez jakiegokolwiek powodu. I wtedy już wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy, że miejsce to pozostało z Niewspominanych Czasów. Tak więc to jedynak prawda, że były te Czasy i wszystkie cuda tych Czasów.
Setki, setki lat temu ludzie znali sekrety, które my straciliśmy. I myśleliśmy "To jest złe miejsce. Przeklęci ci, którzy dotykają rzeczy z Niewspominanych Czasów". Ale nasze ręce podążały za szynami, gdy czołgaliśmy się uczepieni żelaza, jakby nie mogąc go puścić, jakby skóra naszych rąk była spragniona metalu - tajemniczego fluidu tkwiącego w jego zimnie. Powróciliśmy na powierzchnię. Międzynarodowy 4-8818 spojrzeli na nas i cofnęli się. "Równość 7-2521", powiedzieli, "Jesteście bladzi". A my nie mogliśmy mówić i patrzeliśmy na nich bez słowa. Cofnęli się jak gdyby bojąc się dotknąć nas. Potem uśmiechnęli się, ale nie był to radosny uśmiech - był zagubiony i proszący. A my ciągle nie mogliśmy mówić. Wtedy oni powiedzieli: "Powinniśmy zgłosić nasze odkrycie Radzie Miasta, a obaj będziemy nagrodzeni". I wtedy przemówiliśmy. Nasz głos był twardy i nie było w nim litości. Powiedzieliśmy: "Nie zgłosimy naszego odkrycia Radzie Miasta. Nie zgłosimy go żadnym ludziom." Zakryli uszy rękami gdyż nigdy nie słyszeli takich słów. "Międzynarodowy 4-8818", spytaliśmy, "Czy doniesiecie na nas Radzie Miasta i będziecie patrzeć jak biczują nas na śmierć?". Wyprostowali się nagle i odpowiedzieli: "Raczej umrzemy". "Więc milczcie", powiedzieliśmy, "To miejsce jest nasze. To miejsce należy do nas. Równość 7-2521, i do nikogo innego na ziemi. I jeśli je oddamy oddamy, również nasze życie." I wtedy zobaczyliśmy, że oczy Międzynarodowego 4-8818 są pełne łez, które nie mogły upaść. Szeptali a ich głos drżał tak, że słowa traciły kształt: "Wola Rady jest ponad wszystko, gdyż jest to święta wola naszych braci. Ale jeśli sobie życzycie tego posłuchamy was. Raczej uczynimy zło z wami, niż dobro z innymi braćmi. Oby Rada zlitowała się nad naszymi sercami". Potem powróciliśmy razem do Domu Zamiataczy Ulic. Szliśmy w milczeniu. Tak więc doszło do tego, że każdej nocy, gdy gwiazdy świeciły wysoko, a Zamiatacze Ulic siedzieli w Teatrze Miejskim, my Równość 7-2521, wymykaliśmy się i biegliśmy w ciemności na nasze miejsce. Łatwo jest opuścić Teatr, gdy wszystkie świece są zgaszone i Aktorzy wychodzą na scenę. Żadne oczy nie były w stanie nas dostrzec, gdy czołgaliśmy się pod siedzeniami, a następnie pod płachtą namiotu. Równie łatwo było później skradać się w cieniu i stawać obok Międzynarodowego 4-8818, gdy kolumna opuszcza Teatr. Na ulicach jest ciemno i nie ma żadnych ludzi, gdyż ludzie nie mogą spacerować po mieście bez określonego celu. Każdej nocy biegniemy do parowu, odsuwamy kamienie, które ułożyliśmy na kratach, aby ukryć je przed ludźmi. Każdej nocy jesteśmy przez trzy godziny pod ziemią sami. Ukradliśmy świece z Domu Zamiataczy Ulic. Ukradliśmy krzemienie i noże, i papier. I przynieśliśmy je do tego miejsca. Ukradliśmy szklane fiolki i kwasy z Domu Uczonych. teraz siedzimy w tunelu przez trzy godziny każdej nocy i studiujemy. Stapiamy różne metale, mieszamy kwasy, otwieramy ciała zwierząt, które znajdujemy na Śmietniku Miejskim. Zbudowaliśmy piec z cegieł znalezionych na ulicach. Palimy drewnem zebranym w parowie. Ogień skrzy się w piecu, a niebieskie cienie tańczą na ścianach i żadne głosy ludzkie nam nie przeszkadzają. Ukradliśmy manuskrypt. To wielkie przestępstwo. Manuskrypty są cenne, gdyż nasi bracia z Domu Uczonych spędzają cały rok nad przepisywaniem jednego manuskryptu czytelnym pismem. Manuskryptów jest niewiele i trzyma się je w Domu Uczonych. Tak więc siedzimy pod ziemią i czytamy ukradziony manuskrypt. Minęły już dwa lata odkąd odkryliśmy to miejsce. I w ciągu tych dwóch lat nauczyliśmy się więcej, niż przez dziesięć lat pobytu w Domu Uczniów. Poznaliśmy rzeczy, których nie ma w skryptach. Rozwiązaliśmy sekrety o których Uczeni nie mają nawet pojęcia. Dowiedzieliśmy się jak wiele jest rzeczy nieosiągalnych i nawet gdybyśmy żyli kilka razy, nie dobrniemy do końca poszukiwań. Nie chcemy niczego jak tylko samotności i nauki, ażeby z każdym dniem nasz wzrok stawał się ostrzejszy niż wzrok jastrzębia i jaśniejszy niż kryształ.
Dziwne są drogi zła. Jesteśmy fałszywi wobec naszych braci. Zaprzeczamy woli naszych Rad. My sami z tysiąca ludzi, którzy przemierzają naszą ziemię, my jedynie wykonujemy w tym czasie pracę nie mającą żadnego celu, oprócz zaspokojenia naszych pragnień. Żaden ludzki umysł nie powinien badać naszej zbrodni. Rodzaj naszej kary, jeśli zostanie to wykryte, nie powinien być rozważany przez żadne ludzkie serce. Nigdy, nawet w pamięci Starożytnych, nigdy ludzie nie robili tego co my robimy. A jednak nie wstydzimy się tego i nie żałujemy. Mówimy sobie, że jesteśmy podli i zdradzieccy, ale nie czujemy żadnego ciężaru, ani strachu w sercu, i wydaje nam się, że duch nasz jest jasny jak jezioro, którego nie niepokoją żadne oczy, z wyjątkiem słońca, i w naszym sercu - dziwne są drogi zła - w naszym sercu po raz pierwszy od dwudziestu lat zagościł spokój.
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















