Satan.pl > Sztuka > Epika >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
Epika Liryka Grafika i malarstwo Kontakt

Ayn Rand - Hymn

II

<poprzedni<  początek >następny>

Wolność 5-3000... Wolność pięć - trzy tysiące... Wolność 5-3000 Pragniemy pisać to imię. Chcemy je wymawiać, ale nie mamy odwagi mówić głośniej niż szeptem. Gdyż mężczyznom nie wolno zwracać uwagi na kobiety, a kobietom nie wolno interesować się mężczyznami. Ale my myślimy o jednych spośród wszystkich kobiet, o tych, których imię jest Wolność 5-3000, i nie myślimy o żadnych innych. Kobiety, którym przypisane było uprawiać ziemię, mieszkały w Domu Wieśniaczek poza Miastem. Tam gdzie kończy się miasto, jest szeroka, wijąca się na północ droga, i my, Zamiatacze Ulic, musimy utrzymywać tę drogę w czystości, aż do pierwszego słupka milowego. Wzdłuż drogi rośnie żywopłot, a za nim rozciągają się pola. Pola są czarne zaorane i rozpościerają się przed nami jak olbrzymi wachlarz, ze swoimi skibami zebranymi gdzieś za niebem w czyjeś ręce, wychodzącymi z niej i otwierającymi się szeroko w miarę zbliżania się do nas, jak czarne pasy iskrzące się cienkimi cekinami. Kobiety pracują w polu, a ich białe tuniki są na wietrze jak skrzydła mew, łopoczące ponad czarną ziemią. I tam właśnie zobaczyliśmy Wolność 5-3000, idące pomiędzy skibami. Ich ciało było proste i szczupłe jak żelazne ostrze. Ich oczy były ciemne i twarde, i błyszczące, bez trosk, uległości i poczucia winy. Ich włosy były złote jak słońce i powiewały na wietrze, błyszczące i dzikie, jak gdyby zaprzeczały temu, że jakikolwiek człowiek je poskromi. Ręką rzucały ziarno, jakby ledwie raczyły rzucać pogardliwy podarek, a ziemia pod ich stopami była jak żebrak. Staliśmy nieruchomo i po raz pierwszy poczuliśmy ból i strach. A staliśmy nieruchomo, aby nie stracić tego bólu cenniejszego niż rozkosz. Wtedy usłyszeliśmy głosy innych kobiet, wołających ich imię "Wolność 5-3000" one odwróciły się i odeszły. Stąd znamy ich imię. I staliśmy patrząc jak odchodzi, aż ich tunika znikła w niebieskiej mgle. A następnego dnia gdy podeszliśmy do północnej drogi patrzeliśmy bezustannie na Wolność 5-3000 w polu. Każdego dnia od tamtego czasu doznawaliśmy bólu oczekiwania na północnej drodze. A tam każdego dnia patrzeliśmy na Wolność 5-3000. Nie wiedzieliśmy czy one też patrzyły na nas, ale myślimy, że tak. Pewnego dnia podeszły bliżej do żywopłotu i nagle odwróciły się do nas. Zatrzymały się jak wryte, tak nagle, jak nagle się odwróciły. Stały nieruchomo jak kamień i patrzyły prosto na nas, prosto w nasze oczy. Na ich twarzy nie było żadnego uśmiechu ani zachęty. Ale ich twarz była jasna a oczy ciemne. Potem szybko odwróciły się i odeszły od nas. Ale następnego dnia, gdy podeszliśmy do północnej drogi uśmiechnęły się. Uśmiechnęły się do nas. A my uśmiechnęliśmy się w odpowiedzi, ich głowa odchyliła się do tyłu, a ręce opadły, jak gdyby zarówno ich ramiona, jak i białą szyję ogarnęło zniechęcenie. Nie patrzyły na nas, lecz na niebo. Potem spoglądały na nas ponad swym ramieniem, a my czuliśmy się jakby jakaś ręka dotknęła naszego ciała, ślizgając się miękko od naszych warg do stóp. Od tego czasu każdego ranka witaliśmy się oczyma. Nie mieliśmy odwagi rozmawiać. Rozmawiać z osobami innych Zawodów jest grzechem, za wyjątkiem czasu Spotkań Towarzyskich. Ale kiedyś stojąc przy żywopłocie, podnieśliśmy rękę do naszego czoła, a potem przesunęliśmy ją wolno, dłonią w dół, w kierunku Wolności 5-3000. Gdyby inni to widzieli nie zorientowaliby się nawet, gdyż wyglądało to jakbyśmy zasłaniali oczy przed słońcem. Ale Wolność 5-3000 zobaczyły i zrozumiały. Podniosły rękę do czoła i poruszyły nią w ten sam sposób co my, i tak każdego dnia witamy Wolność 5-3000, a one nas i nikt niczego nie podejrzewa. Nie dziwimy się naszemu nowemu grzechowi. To było nasze drugie Przestępstwo Upodobania, gdyż nie myśleliśmy o wszystkich naszych braciach tak jak powinniśmy, lecz o jednych, a ich imię brzmi Wolność 5-3000. Nie wiemy dlaczego myślimy o nich. Nie wiemy dlaczego, gdy myślimy czujemy nagle, że ziemia jest dobra a życie nie jest ciężarem. Nie myślimy więcej o nich jako o Wolność 5-3000. Nadaliśmy im w myślach imię. Nazwaliśmy je Złotowłosa. Lecz grzechem jest nadawać ludziom imiona, gdyż wyróżniają ich od pozostałych. Jednak nazwaliśmy je Złotowłosa, ponieważ nie były one takie jak inne. Złotowłosa nie była takie jak inne. I nie zważaliśmy na prawo, które mówi, że mężczyźni nie mogą myśleć o kobietach poza Czasem Poczęcia. Wtedy każdej wiosny, mężczyźni powyżej 20 lat i kobiety powyżej 18 lat są wysyłani na jedną noc do Domu Poczęcia. A każdy mężczyzna ma przypisaną mu przez Radę Eugeniki jedną kobietę. Dzieci rodzą się w zimie, ale kobiety nigdy nie widzą swoich dzieci, a dzieci nie znają swoich rodziców. Byliśmy wysłani do Domu Poczęcia dwa razy, ale to rzecz wstydliwa i brzydka, o której nie chcemy nawet myśleć. Tak wiele złamaliśmy dotychczas praw, a dzisiaj złamaliśmy o jedno więcej. Dzisiaj rozmawialiśmy ze Złotowłosą. Gdy zatrzymaliśmy się przy żywopłocie przy skraju drogi, inne kobiety były daleko w polu. Złotowłosa klęczały same przy rowie biegnącym przez pole, a krople wody spływające z ich rąk, gdy podnosiły wodę do ust, były w słońcu jak iskry ognia. I wtedy Złotowłosa ujrzały nas, i nie poruszyły się, klęcząc i patrząc na nas, a kręgi światła igrały na ich białej tunice jak odbicia słońca w wodzie z rowu, i jedna błyszcząca kropla spadła z palca jej uniesionej ręki, nieruchomej jakby zamarzniętej w powietrzu. Wtedy Złotowłosa podniosły się i podeszły do żywopłotu jakby ujrzały rozkaz w naszych oczach. Dwóch innych Zamiataczy Ulic z naszej brygady było o sto kroków dalej. I pomyśleliśmy, że Międzynarodowy 4-8818 nie zdradzą nas, a Związek 5-3992 nic nie zrozumieją. Więc popatrzyliśmy prosto na Złotowłosą i ujrzeliśmy cienie ich rzęs na bladych policzkach, a promienie słońca na wargach. I powiedzieliśmy: "Jesteście piękne Wolność 5-3000" Ich twarz nie drgnęła i nie odwróciły oczu. Tylko stały się one szersze i rozbłysk w nich triumf ale to nie był triumf nad nami, a nad sprawami, których nie mogliśmy odgadnąć. Wtedy spytały nas: "Jak macie na imię?" "Równość 7-2521", odpowiedzieliśmy. "Nie jesteście jednym z naszych braci Równość 7-2521, gdyż nie chcemy abyście nimi byli." Nie możemy wytłumaczyć co to znaczyło, gdyż nie istnieją odpowiednie słowa, ale my wiemy bez słów, wtedy też wiedzieliśmy. "Nie", odpowiedzieliśmy, "ani wy jedną z naszych sióstr". "Jeśli widzielibyście nas między wieloma innymi kobietami, czy dostrzeglibyście nas?" "Dostrzeglibyśmy was, Wolność 5-3000, nawet gdybyśmy widzieli was między wszystkimi kobietami na ziemi". Wtedy spytały: "Czy Zamiatacze Ulic są wysyłani do różnych punktów miasta czy pracują zawsze w tym samym miejscu?" "Pracują zawsze w tym samym miejscu", odpowiedzieliśmy im, " i nikt nie zabierze nam tej drogi". "Wasze oczy nie są podobne do oczu innych mężczyzn", powiedziały. I nagle bez żadnego powodu poczuliśmy zimno, zimno aż w żołądku. "Ile macie lat?" spytaliśmy. Zrozumiały nasze myśli, gdyż po raz pierwszy spuściły oczy. "Siedemnaście" wyszeptały. I odetchnęliśmy z ulgą, jakby zdjęto z nas ciężar, gdyż bez powodu myśleliśmy o Domu Poczęcia. I pomyśleliśmy, że nie pozwolimy, aby Złotowłosą posłano do tego Domu. Nie wiedzieliśmy jak temu przeszkodzić, lub jak sprzeciwić się woli Rady, ale wiedzieliśmy jedno, że nie pozwolimy. Tylko nie wiedzieliśmy dlaczego takie myśli nas naszły, gdyż te sprawy nie miały żadnego związku z nami i Złotowłosą. Czego więc dotyczyły? Gdy staliśmy przy żywopłocie, ciągle czuliśmy jak nasze wargi ściśnięte są z nienawiści, nagłej nienawiści bez powodu do wszystkich naszych braci. A Złotowłosa widziały to i uśmiechały się powoli, a w ich uśmiechu był ten sam smutek, jaki widzieliśmy wcześniej. Myślimy, że w ich kobiecej mądrości Złotowłosa rozumiały więcej, niż my możemy zrozumieć. Wtedy pojawiły się w polu trzy siostry idące ku drodze, więc Złotowłosa odeszły od nas. Wzięły torbę ziarna i odchodząc rzucały to ziarno w bruzdy ziemi. A ziarna spadały nierówno, gdyż ręka Złotowłosej drżała. Gdy wracaliśmy do Domu Zamiataczy Ulic chciało nam się śpiewać bez powodu. Więc zostaliśmy upomniani wieczorem w jadalni, gdyż nie wiedząc o tym zaczęliśmy śpiewać głośno melodię, której nie słyszeliśmy nigdy przedtem. Ale śpiewanie bez powodu poza czasem Spotkań Towarzyskich jest niewłaściwe. "Śpiewamy bo jesteśmy szczęśliwi". Odpowiedzieli nam: "Jak może być inaczej, jeśli żyjecie dla swoich braci?" I teraz, siedząc tutaj w tunelu, zastanawiamy się nad tymi słowami. Zabronione jest być nieszczęśliwymi. Gdyż jak nam wyjaśniono, ludzie są wolni i ziemia należy do nich, i wszystkie rzeczy na ziemi należą do wszystkich ludzi, i wola wszystkich ludzi razem jest dobra dla wszystkich, więc wszyscy ludzie muszą być szczęśliwi. Gdy nocą stoimy w wielkiej sali, ściągając nasze ubrania, patrzymy na naszych braci i zastanawiamy się. Głowy naszych braci są spuszczone. oczy naszych braci są puste i nigdy nie patrzą w oczy innych. Ramiona naszych braci są zgarbione, a ich mięśnie zwiędłe, jakby ich ciała się kurczyły, jakby chciały usunąć się z widoku. I wtedy gdy patrzymy na naszych braci, pewne słowo przychodzi nam na myśl, a słowem tym jest strach. Strach wisi w powietrzu w sypialniach i w powietrzu na ulicach. Strach wędruje przez Miasto, strach bez nazwy i bez kształtu. Wszyscy go odczuwają i nikt nie ma odwagi o nim mówić. My też go odczuwamy, gdy jesteśmy w Domu Zamiataczy Ulic. Ale tutaj, w naszym tunelu nie czujemy go zupełnie. Pod ziemią powietrze jest czyste. Nie ma zapachu ludzi. I te trzy godziny dają nam siłę na wszystkie godziny na górze. Nasze ciało zdradza nas, gdyż Rada Domu patrzy na nas podejrzliwie. Nie jest dobrze gdy czujemy się zbyt radośni albo zbyt zadowoleni z tego, że nasze ciało żyje. Gdyż nic nie znaczymy i nie powinniśmy przykładać wagi do tego, czy umrzemy czy nie, a co stanie się za wolą naszych braci. Ale my, Równość 7-2521, jesteśmy zadowoleni, że żyjemy. Jeśli to jest przestępstwem, to my nie pragniemy żadnych cnót. Jednak nasi bracia nie są tacy jak my. Nie wszystkim jest dobrze z naszymi braćmi. Braterstwo 2-5503, cichy chłopiec o dużych łagodnych oczach, płaczą nagle bez powodu w środku dnia lub nocy, a ciałem ich wstrząsają spazmy, czego nie potrafią wyjaśnić. Solidarność 9-6347, którzy są bystrym młodzieńcem bez strachu w dzień, ale którzy krzyczą we śnie: "Pomóżcie nam! Pomóżcie nam! Pomóżcie nam!", głosem, który mrozi nas aż do szpiku kości, a Doktorzy nie mogą wyleczyć Solidarności 9-6347. A kiedy rozbieramy się w nocy w słabym świetle świec, nasi bracia milczą, gdyż nie mają odwagi wypowiedzieć głośno swoich myśli. Dlatego, że wszyscy muszą się zgadzać ze wszystkimi, a nie wiedzą czy ich myśli są myślami wszystkich więc obawiają się je wypowiedzieć. I są szczęśliwi gdy światło świec gaśnie nocą. Ale my Równość 7-2521, patrzymy przez okno na niebo a w niebie jest spokój, czystość i dostojeństwo. A za miastem rozciąga się równina, a poza równiną, czarną na tle czarnego nieba, leży Nieoznaczony Las. Nie chcemy się patrzeć na Nieoznaczony Las. Nie chcemy o nim myśleć. Ale nasze oczy zawsze powracają do tej czarnej plamy na tle nieba. Ludzie nie wchodzą nigdy do Lasu, gdyż nie istnieje moc, która by go zgłębiła i żadna ścieżka nie prowadzi pomiędzy jego starymi drzewami, które stoją jak strażnicy wielkich potężnych sekretów. Chodzą słuchy, że raz lub dwa razy na sto lat jeden z ludzi z Miasta uciekają i sami biegną do Lasu bez wezwania. Ci ludzie nigdy nie wracają, giną z głodu i od pazurów dzikich bestii, które ryczą w Lesie. Ale nasza Rada mówi, że to tylko legenda. Słyszeliśmy, że na ziemi pomiędzy miastami jest wiele takich Nieoznaczonych Lasów. I szepcze się, że wyrosły one na ruinach wielu miast z Niewspomnianych Czasów. Drzewa połknęły ruiny i kości pod ruinami, i wszystko to co zginęło. I kiedy w nocy patrzymy na Nieoznaczony Las, myślimy o sekrecie Niewspominanych Czasów. I zastanawiamy się, jak to się stało, że te sekrety przepadły dla świata. Słyszeliśmy legendy o wielkiej walce, w której wielu ludzi walczyło po jednej stronie, a tylko nieliczni po drugiej. Ci nieliczni byli Źli i zostali zwyciężeni. Potem na ziemi szalały olbrzymie ognie. A w ogniach tych spłonęli Źli i wszystkie rzeczy zrobione przez złych. A ogień zwany Jutrzenką Wielkiego Odrodzenia był Ogniem, w którym spłonęły wszystkie zapiski Złych, a wraz z nimi słowa Złych. Olbrzymie ogniska płonęły na wszystkich placach Miast przez trzy miesiące. Potem nadeszło Wielkie Odrodzenie. Słowa Złych... Słowa Niewspominanych Czasów... Co to były za słowa, które utraciliśmy? Może Rada zlituje się nad nami? Nie chcieliśmy napisać tego pytania i nie wiedzieliśmy co czynimy, zanim go nie napisaliśmy. Nie powinniśmy zadawać takiego pytania i myśleć o nim. Nie powinniśmy sprowadzać śmierci na naszą głowę. A jednak... A jednak... Jest słowo, jedno jedyne słowo, którego nie ma w języku ludzi, a które było. I to jest Niewypowiedziane Słowo, którego żaden człowiek nie może mówić ani słuchać. Ale czasami, zdarza się to rzadko, czasami gdzieś jeden spośród ludzi odkrywa to słowo. Odkrywają je na kawałkach manuskryptów, lub wyryte na fragmentach starych kamieni. A kiedy je mówią są skazani na śmierć. Nie ma na świecie żadnego innego przestępstwa, które karałoby się śmiercią z wyjątkiem zbrodni wypowiadania Niewypowiedzianego Słowa. Widzieliśmy jednego z takich ludzi palonych żywcem na placu miasta. I to był widok, który został w naszej pamięci przez lata, straszył nas, podążał za nami i nie dawał nam spokoju. Byliśmy wtedy dziesięcioletnim dzieckiem, i staliśmy na olbrzymim placu z innymi dziećmi i ludźmi z Miasta. Przybyli aby oglądać egzekucję. Przywiedli Przestępcę na plac i poprowadzili ich do stosu. Wyrwali Przestępcy język, ażeby nie mogli więcej mówić. Przestępca byli młodzi i wysocy. Mieli złote włosy i oczy błękitne jak poranek. Szli w kierunku stosem pewnym krokiem. A z wszystkich twarzy na placu, z wszystkich twarzy, które krzyczały, piszczały i rzucały w nich przekleństwami, ich twarz była najłagodniejsza i najspokojniejsza. Kiedy okręcano łańcuchy dookoła ich ciała na stosie i podpalono stos Przestępca spojrzeli na Miasto. Cienka nitka krwi spływała im z ust, ale wargi uśmiechnęły się im, i wtedy naszła nas straszna myśl. Słyszeliśmy o Świętych. Byli Święci Pracy, Święci Rady i Święci Wielkiego Odrodzenia. Ale nigdy nie widzieliśmy Świętego, ani nie wiedzieliśmy jak Święty powinien wyglądać. A wtedy, stojąc na placu pomyśleliśmy, że wizerunkiem Świętego była twarz, którą widzieliśmy przed nami w płomieniach, twarz Przestępcy Niewypowiedzianego Słowa. Kiedy płomień wzrósł, stała się rzecz, której nie widziały żadne oczy prócz naszych, inaczej bowiem nie żylibyśmy dzisiaj. Być może wydawało nam się tylko. Ale zdawało się, że oczy Przestępcy wybrały nas spośród tłumu, patrzyły prosto na nas. W oczach tych nie było bólu i świadomości agonii ciała. Była w nich tylko radość i duma, duma bardziej święta niż to przystoi człowiekowi. I zdawało się, że oczy te próbują nam coś powiedzieć poprzez płomienie, wysłać naszym oczom to słowo i nie pozwolić, aby wymknęło się nam i uleciało z ziemi. Ale płomienie zwiększyły się, a my nie mogliśmy odgadnąć tego słowa... Jakie - nawet jeśli mielibyśmy spłonąć za nie jak Święty ze stosu - jakie jest Niewypowiedziane Słowo?




<poprzedni<  początek >następny>






Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>