| Satan.pl > Sztuka > Epika > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Ayn Rand - Hymn
VI
Nie pisaliśmy przez trzydzieści dni. Przez trzydzieści dni nie byliśmy tu w naszym tunelu. Zostaliśmy złapani. Zdarzyło się to w tę noc, kiedy pisaliśmy ostatnio. Tamtej nocy zapomnieliśmy spojrzeć na piasek w szkle, który pokazywał nam kiedy mijają trzy godziny i pora wracać do Teatru Miejskiego. Gdy przypomnieliśmy sobie o tym, piasek już się przesypał. Pośpieszyliśmy do Teatru. Ale olbrzymi namiot stał szary i cichy na tle nieba. Ulice Miasta leżały przed nami ciemne i puste. Gdybyśmy wrócili, aby ukryć się w naszym tunelu, znaleziono by nas, a wraz z nami nasze światło. Poszliśmy więc do Domu Zamiataczy Ulic. Gdy Rada Domu pytała nas, patrzyliśmy w twarze Rady, ale w tych twarzach nie było ani ciekawości, ani złości, ani litości. Kiedy więc najstarszy z nich zapytał: "Gdzie byliście?", pomyśleliśmy o naszym szklanym pudełku i naszym świetle i zapomnieliśmy o wszystkim innym. I odpowiedzieliśmy: "Nie odpowiemy wam". Najstarszy nie pytał nas więcej. Odwrócił się do dwóch najmłodszych i powiedział, a jego głos był znudzony: "Zabierzcie naszego brata Równość 7-2521 do Pałacu Poprawy. Chłostajcie ich, dopóki nie powiedzą." Zabrano nas więc do kamiennego pokoju pod Pałacem Poprawy. Pokój ten nie ma okien, jest pusty z wyjątkiem żelaznego słupka. Dwóch ludzi stało obok słupka, nagich ale w skórzanych fartuchach, skórzanych kapturach na twarzach. Ci, którzy nas przyprowadzili, odeszli zostawiając nas dwóm Sędziom stojącym z rogu. Byli to mali, szczupli mężczyźni. Byli siwi i zgarbieni. Dali znak dwóm silnym, zakapturzonym ludziom. Zdarli oni z naszego ciała ubranie, rzucili nas na kolana i przywiązali nasze ręce do żelaznego słupka. Pierwsze uderzenie biczem odczuliśmy tak, jakby nasz kręgosłup został rozcięty na dwie części. Drugi cios zatrzymał pierwszy i dla drugiego nie czuliśmy nic, potem ból złapał nas za gardło, a ogień przebiegł przez płuca bez powietrza. Ale nie krzyknęliśmy. Bat świszczał jak wiatr. Próbowaliśmy liczyć ciosy, ale straciliśmy rachubę. Wiedzieliśmy, że ciosy spadają na nasze plecy. Tylko, że nic nie czuliśmy. Płomienny ruszt tańczył bez przerwy przed naszymi oczami i nie myśleliśmy o niczym, z wyjątkiem tego rusztu, rusztu z czerwonych kwadratów, i wtedy stwierdziliśmy, że patrzymy na kwadraty żelaznej kraty w drzwiach. I były jeszcze kwadraty z kamienia na ścianach i kwadraty, które bat wyciął na naszych plecach, z przecinających się śladów na naszym ciele. Wtedy ujrzeliśmy przed sobą pięść. Uderzyła nas w podbródek i zauważyliśmy czerwoną plamę na wysuniętych palcach. Sędzia zapytał: "Gdzie byliście?" Ale my odrzuciliśmy głowę do tyłu, schowaliśmy twarz między związane ręce i zagryźliśmy wargi. Bicz zaświstał znowu. Zastanawialiśmy się kto rozrzucił palący się miał na podłodze, widzieliśmy bowiem czerwone krople błyszczące się na kamieniach wokół nas. Potem nie rozpoznawaliśmy już niczego, za wyjątkiem dwóch głosów warczących jednostajnie, jeden po drugim, chociaż wiedzieliśmy, że mówiły one wiele minut temu. "Gdzie byliście, gdzie byliście, gdzie byliście, gdzie byliście?..." I nasze usta poruszały się, ale dźwięk odpłynął z powrotem do gardła i brzmiał tylko: "Światło...Światło...Światło..." Potem nie czuliśmy już nic. Gdy otworzyliśmy oczy, leżeliśmy na brzuchu na ceglanej podłodze celi. Spojrzeliśmy na dwie ręce leżące daleko przed nami na cegłach i poruszyliśmy nimi wiedząc, że są to nasze ręce. Ale nie mogliśmy poruszyć naszym ciałem. Wtedy uśmiechnęliśmy się, gdyż pomyśleliśmy o świetle i o tym, że nie zdradziliśmy. Leżeliśmy w naszej celi przez wiele dni. Każdego dnia drzwi otwierały się dwa razy, raz dla ludzi, którzy przynosili nam chleb i wodę, raz dla Sędziów. Wielu Sędziów przychodziło do naszej celi - najpierw ci niskiego stanu, a potem najznamienitsi Sędziowie Miasta. Stawali przed nami w swoich białych togach i pytali: "Czy jesteście gotowi mówić?" Ale my potrząsaliśmy głową, leżąc przed nimi na podłodze. A oni odchodzili. Liczyliśmy każdy dzień i noc, które przeminęły, wieczorem zrozumieliśmy, że musimy uciec. Następnego dnia bowiem Światowa Rada Uczonych miała spotkać się w naszym Mieście. Łatwo jest uciec z Domu Poprawy, Zamki w drzwiach są stare, a wokół nie ma żadnych strażników. Nie ma żadnego powodu aby trzymać strażników, gdyż ludzie nigdy nie sprzeciwiali się Radom i nie próbowali uciec z żadnego miejsca, gdzie przykazano im być. Nasze ciało jest zdrowe i siły wracają do niego szybko. Naparliśmy na drzwi i ustąpiły. Przekradliśmy się przez ciemne korytarze, przez ciemne ulice i w dół do naszego tunelu. Zapaliliśmy świecę i zobaczyliśmy, że nasze miejsce nie zostało odkryte i nic nie zostało ruszone. A nasze szklane pudełko stało przed nami w zimnym piecu, tak jak je zostawiliśmy. Cóż teraz znaczą pręgi na naszych plecach! Jutro w pełnym świetle dnia, weźmiemy pudełko, zostawimy nasz tunel otwarty i przejdziemy przez ulice do Domu Uczonych. Położymy przed nimi największy dar, jaki kiedykolwiek darowano ludziom. Powiemy im prawdę. Wręczymy im jako wyznanie, te zapisane strony. Przyłączymy się do nich i będziemy pracować razem nad mocą z nieba dla chwały ludzkości. Błogosławieństwo dla Was nasi bracia. Jutro przyjmiecie nas do swojego grona i nie będziemy już więcej wyrzutkiem. Jutro będziemy jednym z Was. Jutro...
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















