Satan.pl > Sztuka > Epika >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
Epika Liryka Grafika i malarstwo Kontakt

Ayn Rand - Hymn

VII

<poprzedni<  początek >następny>

Tu, w lesie jest ciemno. Liście szeleszczą nad naszą głową, czarne na tle ostatnich błysków słońca. Mech jest miękki i ciepły. Będziemy spali na tym mchu przez wiele nocy, zanim bestie lasu nie przyjdą, by rozedrzeć nasze ciało. Nie mamy teraz żadnego łóżka oprócz mchu i żadnej przyszłości oprócz tych bestii. Jesteśmy teraz starzy, jednak tego ranka, gdy nieśliśmy pudełko do Domu Uczonych byliśmy młodzi. Żaden człowiek nas nie zatrzymał, gdyż nie było nikogo z Pałacu Poprawy, a inni nie wiedzieli o niczym. Nikt nie zatrzymał nas przy bramie. Szliśmy przez puste korytarze do dużego holu gdzie Rada Świata Uczonych miała swoje uroczyste spotkanie. Gdy weszliśmy nie widzieliśmy niczego oprócz nieba w olbrzymich oknach, niebieskiego i lśniącego. Potem ujrzeliśmy Uczonych, którzy siedzieli dokoła długiego stołu, byli jak bezkształtne chmury stłoczone na olbrzymim niebie. Byli tam ludzie, których sławne nazwiska znaliśmy i inni, z odległych lądów, których nazwisk nie słyszeliśmy nigdy. Na ścianie ponad ich głowami widzieliśmy olbrzymi obraz dwunastu światłych mężów, którzy wynaleźli świecę. Gdy weszliśmy, wszystkie głowy Rady Uczonych zwróciły się na nas. Ci wielcy i mądrzy tej ziemi nie wiedzieli, co o nas myśleć i patrzyli na nas ze zdziwieniem i ciekawością, jakbyśmy byli cudem. To prawda, że nasza tunika była podarta i poplamiona brązowymi kropkami, które były krwią. Podnieśliśmy nasze prawe ramię i powiedzieliśmy: "Pozdrawiamy was nasi chwalebni bracia ze Światowej Rady Uczonych" Wtedy Wspólnota 0-0009, najstarszy i najmądrzejszy z Rady przemówili i zapytali: "Kim jesteście nasz bracie? Nie wyglądacie bowiem na uczonego." "Nazywamy się Równość 7-2521", odpowiedzieliśmy, "i jesteśmy Zamiataczem Ulic tego Miasta." Wtedy stało się tak, jakby wielki wiatr przeszedł przez salę, gdyż wszyscy Uczeni mówili jednocześnie, a byli źli i wystraszeni. "Zamiatacz Ulic! Zamiatacz Ulic wkraczający na Światową Radę Uczonych! To nie do wiary! To jest przeciwko wszystkim regułom i prawom!" Ale my wiedzieliśmy jakich powstrzymać. "Bracia nasi!", rzekliśmy, "Nie znaczymy nic, my ani nasze przemówienia. Tylko nasi bracia ważni są dla nas. Nie zaprzątajcie swoich myśli nami, gdyż jesteśmy niczym, ale posłuchajcie naszych słów, bowiem przynieśliśmy wam dar jaki nigdy przedtem nie był dany ludziom. Słuchajcie nas, gdyż w naszych rękach trzymamy przyszłość ludzkości." Wtedy posłuchali. Położyliśmy przed nimi, na stole, nasze szklane pudełko. Mówiliśmy o nim i o naszych poszukiwaniach, o naszym tunelu, o naszej ucieczce z Pałacu Poprawy. Żadna ręka ani oko nie drgnęło na sali, gdy mówiliśmy. Wtedy przyłożyliśmy drut do pudełka, a oni wszyscy pochylili się w przód i siedzieli cicho patrząc. A my staliśmy spokojnie, wbijając wzrok w drut. I wolno, wolno, jak krążenie krwi, czerwony płomień zadrżał w nim. Potem rozżarzył się. Ale mężowie z Rady przestraszyli się. Skoczyli na nogi, uciekli od stołu i stali przyciśnięci do ściany, stłoczeni razem, szukając ciepła innych ciał, aby dodać sobie odwagi. Spojrzeliśmy na nich, zaśmialiśmy się i powiedzieliśmy: "Nie bójcie się niczego bracia. W drutach tych tkwi wielka moc, ale moc ta jest poskromiona. Należy do was. Dajemy ją wam." Ciągle jednak nie ruszali się. "Dajemy wam siłę z nieba!", krzyczeliśmy, "Dajemy wam klucz do ziemi! Weźcie go i pozwólcie nam być jednym z was, najniższym z pośród was. Pozwólcie nam wszystkim pracować razem i ujarzmić tę moc, i spowodować, że ułatwi pracę ludziom. Pozwólcie odrzucić nam nasze świece i latarki. Pozwólcie zalać światłem nasze Miasta. Pozwólcie nam zanieść nowe światło ludziom". Ale oni spojrzeli na nas i nagle przestraszyliśmy się, ich oczy były bowiem nieruchome i małe, i złe. "Bracia!", krzyknęliśmy, "Nie macie nam nic do powiedzenia?" Wtedy Wspólnota 0-0009 wystąpili naprzód, "Mamy wam wiele do powiedzenia". Dźwięk jego głosu ucieszył salę i uciszył nasze serce. "Tak", Wspólnota 0-0009, "Mamy wiele do powiedzenia podłemu, którzy złamał wszystkie prawa i którzy chełpią się swoją niesławą. Jak śmiecie myśleć, że wasz umysł posiada większą władzę, niż umysły naszych braci? I skoro Rady stwierdziły, że macie być Zamiataczem Ulic, jak śmiecie myśleć, że możecie być bardziej pożytecznym ludziom, niż zamiatając ulice?" "Jak śmiecie, czyścicielu rynsztoków", powiedzieli Braterstwo 9-3452, "przebywać sami i myśleć sami, a nie z innymi?" "Powinniście być spaleni na stosie", powiedzieli Demokracja 4-6998. "Nie, powinni być chłostani" powiedzieli Jednomyślność 7-3304, "aż nic nie zostanie pod biczem". "Nie" powiedzieli wspólnota 0-009, "my nie możemy decydować o tym, bracia. Nigdy jeszcze nie została popełniona taka zbrodnia i sądzić ją nie naszą jest sprawą. Ani żadnej mniejszej Rady. Powinniśmy dostarczyć tę kreaturę samej Światowej Radzie i pozwolić, aby spełniła się ich wola". Spojrzeliśmy na nich i prosiliśmy: "Bracia! Macie rację. Niech się stanie wola Rady nad naszym ciałem. Nie dbamy o to. Ale światło? Co zrobicie ze światłem?" Wspólnota 0-009 spojrzeli na nas i uśmiechnęli się. "Więc myślicie, że znaleźliście nową moc", powiedzieli. "Czy wszyscy wasi bracia tak myślą?" "Nie", odpowiedzieliśmy. "O czym nie myślą wszyscy ludzie nie może być prawdą", powiedzieli Wspólnota 0-009. "Pracowaliście nad tym sami?", zapytali Międzynarodowy 1-5537. "Tak", odrzekliśmy. "To co nie jest robione wspólnie nie może być dobre" powiedzieli Międzynarodowy 1-5537. "Wielu ludzi w Domach Uczonych miało w przeszłości dziwne nowe pomysły", powiedzieli Solidarność 8-1104, "Jednak kiedy większość ich braci Uczonych głosowało przeciwko nim porzucili je. Tak muszą zrobić wszyscy". "To pudełko jest bezużyteczne", rzekli Sprzymierzenie 6-7349. "Gdyby było rzeczywiście jak mówicie", powiedzieli Zgoda 92642, "wtedy zrujnowałoby to Departament Świec. Świeca jest wielkim wynalazkiem ludzkości, aprobowanym przez wszystkich ludzi. Dlatego nie może zostać zniszczona przez kaprys jednego". "To zniszczyłoby plany Rady Świata", powiedzieli Jednomyślność 2-9913. "A bez planów Rady Świata słońce nie może wzejść. Pięćdziesiąt lat zajęło uzyskanie zgody wszystkich Rad, co do świecy, i co do pożądanej ilości, i co do zmiany planów, by robić świece zamiast pochodni. To dotknęłoby wiele tysięcy ludzi pracujących na rzecz Państwa. Nie możemy zmienić planów tak szybko." "I jeśli to miałoby ulżyć ludziom w ich trudzie", rzekli Podobieństwo 5-0306, "wtedy byłoby to wielkim złem, gdyż nie ma żadnego powodu do istnienia oprócz trudu innych". Wtedy Wspólnota 000-9 podnieśli się i wskazali na nasze pudełko. "Ta rzecz musi być zniszczona", powiedzieli. I wszyscy inni krzyczeli jak jeden. "To musi być zniszczone". Wtedy podskoczyliśmy do stołu. Złapaliśmy nasze pudełko, odepchnęliśmy ich i podbiegliśmy do okna. Odwróciliśmy się i spojrzeliśmy na nich po raz ostatni, a złość jakiej nie przystoi doznawać ludziom dławiła nasz głos w gardle. "Wy głupcy!", krzyczeliśmy, "Wy głupcy! Wy trzykrotnie przeklęci głupcy!" Przebiliśmy szybę naszą pięścią i wyskoczyliśmy wśród deszczu odłamków. Upadliśmy, ale nie pozwoliliśmy, aby pudełko wypadło nam z rąk. Potem biegliśmy. Biegliśmy na oślep, a ludzie i domy poruszały się błyskawicznie wokół nas bez kształtu. A droga przed nami nie wydawała się płaska, ale jak gdyby wyskakiwała nam na spotkanie i oczekiwaliśmy, że ziemia uniesie się i uderzy nas w twarz. Ale biegliśmy. Nie wiedzieliśmy gdzie biegniemy. Wiedzieliśmy tylko, że musimy biec, biec do końca świata, do końca naszych dni. Nagle stwierdziliśmy, że leżymy na miękkiej ziemi, i że jesteśmy nieruchomi. Drzewa większe niż kiedykolwiek stały nad nami w ciszy. Byliśmy w Nieoznaczonym Lesie. Nie myśleliśmy o przyjściu tutaj, ale to nasze nogi kierowały naszym rozumem i nasze nogi przyniosły nas do Nieoznaczonego Lasu, przeciw naszej woli. Nasze pudełko leżało obok. Podczołgaliśmy się do niego, upadliśmy na nie, kryjąc twarz w dłoniach, i leżeliśmy bez ruchu. Leżeliśmy tak przez długi czas. Potem podnieśliśmy się, wzięliśmy pudełko i poszliśmy w głąb lasu. Nie miało znaczenia gdzie idziemy. Wiedzieliśmy, że ludzie nie pójdą za nami, bowiem nigdy nie wchodzili do Nieoznaczonego Lasu. Nie musieliśmy się ich obawiać. Las pozbywa się swoich wrogów. Ale tego też się nie boimy. Chcemy być tylko daleko do Miasta, od powietrza, które stykało się z powietrzem Miasta. Wędrowaliśmy więc dalej, z pudełkiem w naszych ramionach, z pustym sercem. Jesteśmy przeklęci. Ilekolwiek dni nam pozostało, spędzimy je samotnie. Słyszeliśmy o zepsuciu jakie można znaleźć w samotności. Oderwaliśmy się od prawdy naszych braci i nie ma dla nas drogi powrotnej i nie ma odkupienia. Wiemy o tym ale nie przejmujemy się. Nie przejmujemy się niczym na ziemi. Jesteśmy zmęczeni. jedynie pudełko w naszych rękach jest jak żyjące serce, które daje nam siłę. Okłamywaliśmy sami siebie. Nie zbudowaliśmy tego pudełka dla dobra naszych braci. Zbudowaliśmy je dla siebie, jest ono dla nas najważniejsze. Jest ono ważniejsze od naszych braci, a jego prawda jest dla nas ważniejsza jest ponad ich prawdą. Ale po co się nad tym zastanawiać? Nie pozostało nam wiele dni życia. Wędrujemy do kłów, gdzieś pomiędzy wielkimi milczącymi drzewami. Za nami nie pozostało nic czego byśmy żałowali. Nagle poczuliśmy ból po raz pierwszy i jedyny. Pomyśleliśmy o Złotowłosej, której już nigdy nie zobaczymy. Potem ból przeszedł. Tak jest lepiej. Jesteśmy jednym z Przeklętych. lepiej byłoby gdyby Złotowłosa zapomniała nasze imię i ciało, które nosiło to imię.




<poprzedni<  początek >następny>






Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>