| Satan.pl > Sztuka > Epika > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Ayn Rand - Hymn
IX
Nie pisaliśmy przez wiele dni. Nie chcieliśmy pisać. Nie potrzebowaliśmy bowiem słów, aby zapamiętać to, co nas spotkało. Właśnie w nasz drugi dzień w lesie usłyszeliśmy za nami kroki. Schowaliśmy się w krzakach i czekaliśmy. Kroki przybliżały się. I wtedy zauważyliśmy pomiędzy drzewami fałdę białej tuniki i błysk złota. Skoczyliśmy w przód, pobiegliśmy do nich i stanęliśmy patrząc na Złotowłosą. Ujrzały nas, ich ręce były zaciśnięte w pięści, a pięści ciągnęły ich ramiona tak jakby chciały, aby ramiona podtrzymywały je, podczas gdy ich ciało chwiało się. Nie mogły mówić. Nie mieliśmy odwagi podejść do nich zbyt blisko. Zapytaliśmy się, a głos nasz drżał: "Jak znaleźliście się tutaj Złotowłosa?" Ale one wyszeptały tylko: "Znaleźliśmy was..." "Jak znaleźliście się w lesie?", zapytaliśmy. Podniosły głowę, a w ich głosie była wielka duma gdy odpowiedziały: "Szliśmy za wami." Nie mogliśmy wymówić słowa, a one powiedziały: "Słyszeliśmy, że poszliście do Nieoznaczonego Lasu, bowiem całe Miast mówi o tym. Więc nocą tego dnia, gdy to usłyszeliśmy, uciekłyśmy z Domu Wieśniaczek. Znalazłyśmy ślady waszych stóp przecinające równinę, gdzie żadni ludzie nie chodzą. Więc poszłyśmy za nimi i weszłyśmy do lasu i podążałyśmy ścieżką gdzie gałęzie były połamane przez wasze ciało." Ich biała tunika była podarta, a gałęzie przecięły skórę na ich ramionach, ale mówiły tak, jakby wcale nie zwracały na to uwagi, ani na zmęczenie, ani na strach. "Szłyśmy za wami", powiedziały, "pójdziemy za wami gdziekolwiek wy pójdziecie. Jeśli zagrozi wam niebezpieczeństwo, my również stawimy mu czoła. Jeśli będzie to śmierć, umrzemy z wami. Jesteście przeklęci, a my chcemy dzielić z wami wasze przekleństwo". Patrzyły na nas a ich głos był niski, ale była w nich przenikliwość i triumf: "Wasze oczy są jak płomienie, a nasi bracia nie mają ani nadziei ani ognia. wasze usta wycięte są z granitu, a naszych braci są miękkie i pokorne. Wasza głowa jest wysoko a naszych braci kłania się uniżenie. Wy idziecie a nasi bracia pełzają. Raczej wolimy być przeklęte z wami niż błogosławione razem z wszystkimi naszymi braćmi. Zróbcie z nami co wam się podoba, ale nie odsyłajcie nas z powrotem". Wtedy uklękły i skłoniły przed nami swoją złotą głowę. Nigdy nie myśleliśmy o tym co zrobiliśmy. Schyliliśmy się aby podnieść Złotowłosą na nogi, ale gdy dotknęliśmy ich poczuliśmy jakby szaleństwo wstrząsnęło nami. Złapaliśmy ich ciało i przycisnęliśmy nasze usta do ich ust. Złotowłosa westchnęły raz, ich oddech był jak lęk, a potem ich ramiona zamknęły się dookoła nas. Staliśmy razem przez długi czas. I byliśmy, przerażeni, że żyliśmy przez dwadzieścia jeden lat i nie mieliśmy pojęcia jakiej radości może dostąpić człowiek. Wtedy powiedzieliśmy: "Nasza najdroższa. Nie bójcie się lasu. W samotności nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Nie potrzebujemy naszych braci. Zapomnijmy ich dobroć i zło, zapomnijmy o wszystkich rzeczach z wyjątkiem tego, że pomiędzy nami jest więź. Dajcie nam rękę. Spójrzcie naprzód. To jest nasz własny świat Złotowłosa, obcy, nieznany świat, ale nasz własny. Potem weszliśmy do lasu, z ich dłonią w naszej. I tej nocy dowiedzieliśmy się, że trzymać ciało kobiety w ramionach nie jest ani brzydkie, ani wstydliwe, lecz jest to jedyna rozkosz dana gatunkowi ludzkiemu. Wędrowaliśmy wiele dni. Las nie miał końca, a my go nie szukaliśmy. Ale każdy dzień dodany do łańcucha dzielący nas od Miasta jest jak błogosławieństwo. Zrobiliśmy łuk i dużo strzał. Możemy zabić więcej ptaków, niż potrzebujemy do jedzenia, znajdujemy wodę i leśne owoce. Nocą wybieramy polankę i rozpalamy dookoła niej pierścień ognia. Śpimy w środku tego pierścienia i bestie nie mają odwagi nas zaatakować. Widzimy ich oczy, zielone albo żółte jak palące się węgle, patrzące na nas z gałęzi drzew. Ognie tlą się dookoła nas jak korona z klejnotów, a dym stoi w powietrzu nieruchomo, w kolumnach zabarwionych na niebiesko światłem księżyca. Śpimy razem w środku koła, z obejmującymi nas ramionami Złotowłosej, z ich głową na naszej piersi. Pewnego dnia gdy odejdziemy wystarczająco daleko, zatrzymamy się i zbudujemy dom. Ale nie musimy się śpieszyć. Dni przed nami nie mają końca, podobnie jak las. Nie rozumiemy tego nowego życia, które odkryliśmy, jednak wydaje się ono takie jasne i takie proste. Kiedy dręczą nas pytania, idziemy szybciej, potem odwracamy się i zapominamy o wszystkim, gdy patrzymy na Złotowłosą idącą za nami. Gdy rozgarniają gałęzie, cienie liści leżą na ich rękach, ale ramiona są w słońcu. Skóra na ich rękach jest jak niebieska łza, ale ich ramiona są białe i błyszczące, jakby światło nie spadało na nie z góry, lecz wydobywało się z ich skóry. Patrzymy na liść, który spadł na ich ramię i leży w zgięciu ich szyi, a kropla rosy migocze na nim jak klejnot. A one podchodzą do nas, zatrzymują się śmiejąc, wiedząc o czym myślimy i czekają posłusznie bez pytania, aż zechce się nam odwrócić i iść dalej. Idziemy dalej i błogosławimy ziemię pod naszymi stopami. Ale gdy idziemy w milczeniu, pytania nachodzą nas znowu. Jeżeli to, co znaleźliśmy jest zepsuciem wynikającym z samotności, to czego oprócz zepsucia ludzie mogą pragnąć? Jeśli być samotnym jest wielkim złem, to co jest dobre, a co złe? Wszystko co pochodzi od wielu jest dobre. Wszystko co pochodzi od jednego jest złe. Tego uczono nas od pierwszego naszego oddechu. Złamaliśmy prawo, ale nigdy nie mieliśmy wątpliwości. Ale teraz gdy idziemy przez las, uczymy się wątpić. Nie ma życia dla ludzi, z wyjątkiem pożytecznego trudu dla dobra ich braci. Ale my nie żyliśmy, gdy trudziliśmy się dla naszych braci strudzeni, byliśmy tylko znużeni. Nie ma radości dla ludzi, oprócz radości dzielonej z wszystkimi braćmi. Ale jedynymi rzeczami, które nauczyły nas radości była siła, którą stworzyliśmy z drutów i Złotowłosa. Te dwie radości należą jedynie do nas, pochodzą jedynie od nas, nie mają żadnego związku z naszymi braćmi i w żaden sposób nie dotyczą naszych braci. Tak się właśnie zastanawiamy: "Jest jakiś błąd, przerażający błąd w ludzkim myśleniu. Co jest tym błędem?" Nie wiemy, ale wiedza walczy w nas, walczy, aby się narodzić. Dzisiaj Złotowłosa zatrzymały się nagle i powiedziały: "Kochamy was" A wtedy zmarszczyły czoło i potrząsnęły głową i spojrzały na nas bezsilnie. "Nie", szepnęły. "To nie jest to co chciałyśmy powiedzieć". Milczały, potem powiedziały wolno, a ich słowa zatrzymywały się jak słowa dziecka po raz pierwszy próbującego mówić: "My jesteśmy ...same... i tylko... i my kochamy was, którzy jesteście jedni... sami... i tylko." Spojrzeliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy, że tchnienie cudu dotknęło nas, lecz uciekło i zostawiło nas szukających po omacku. I czuliśmy się rozdarci, rozdarci z powodu jakiegoś słowa, którego nie mogliśmy znaleźć.
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















